Barcelona Legią, Mascherano Rzeźniczakiem. Sensacja na Camp Nou!
Hiszpania

Barcelona Legią, Mascherano Rzeźniczakiem. Sensacja na Camp Nou!

Z Barceloną jest tak, że oglądamy mecz za meczem i zwykle jedynym pytaniem nasuwającym się przed kolejnym jest: ile dziś wcisną? Zazwyczaj nikogo nie obchodzi nawet, z kim Blaugrana gra. Jednocześnie mamy świadomość, że dwa-trzy razy w sezonie może dojść do straty punktów i głośnej porażki ekipy Enrique. Po meczu mamy wam do przekazania ważną wiadomość. To było dziś.

Tak jak zegar chodzi tylko w jedną stronę, tak w meczu FCB z Alaves, ataki też były jednokierunkowe. Ale przed każdym atakiem 86 podań, rzecz jasna. Bawili się, nabijali statystyki, aż zostali zszokowani. Kiko ośmieszył na prawym skrzydle Denisa Suareza, posłał piłkę po ziemi w pole karne, a Mascherano biegł za Deyversonem ślimaczym tempem, jakby szedł do szkoły i śmieszkowi koledzy do książek dorzucili mu cegły. Napastnik nabiegł na piłkę i skończył akcję. Alaves sprawia sensację, obejmując prowadzenie 1:0.  Barca miała kilka minut na wyrównanie przed przerwą, a dokonać tego mógł choćby Rakitić. Brawurowo przestrzelił.

Czego nie zrobili przed końcem pierwszej połowy, uczynili już w drugiej. Choć może nie ktoś, po kim można się było tego spodziewać, bo wyrównującą bramkę zdobył Mathieu. Gol głową, choć tego pisać chyba nie musimy, bo jak inaczej miałby strzelić Francuz? Zresztą – że inaczej nie potrafi, pokazał już po minucie. Miał do bramki kilka małych kroczków. On był bez krycia, bramkarz – bez szans na skuteczną interwencję. Przestrzelił. Serio, Thomalla by to wsadził z zamkniętymi oczami. Sikorski też, zapewniamy was. Tak czy siak – wszystko miało już wrócić do normy, a więc na prowadzenie zaraz mieli wyjść gospodarze.

Po chwili – rzut wolny dla Alaves, krótkie rozegranie, wrzutka i bramka Edgara Mendeza. Chłopaka, który razem z Kamilem Glikiem grał w Realu C. Niestety, nie cieszył się długo. Sędzia odgwizdał spalonego, a musiał zrobić to na „czutkę”, ponieważ powtórka pokazała, że był on minimalnie minimalny. Byliśmy przekonani, że Alaves zmarnowało ostatnią swoją okazję w tym meczu. Przecież na boisku pojawili się  Messi i Iniesta. Ich nieobecność od początku i nieco rezerwowy skład rozumieliśmy, bo byliśmy przekonani o łatwym zwycięstwie Barcy. Okazało się, że gwiazdorzy Blaugrany nie pojawili się na boisku, żeby pospacerować po murawie i wcisnąć po golu, a po to, aby gonić wynik.

Miało być gonienie? No to było. Ibai Gomez moment po ich wejściu krzyknął: Ej, Messi! Ej, Iniesta. Gońcie się! Zaraz potem ośmieszył Mascherano. Był to już drugi katastrofalny błąd Argentyńczyka, jeszcze gorszy od pierwszego. Totalna wtopa. Kryminał. Piłkarska pornografia. Nie trafił w piłkę w polu karnym, potem poszedł na raz, przez co ośmieszył go Ibai Gomez i strzelił na dalszy słupek. Alaves prowadzi na Camp Nou, a Mascherano dostaje na walla wszystkie memy dotyczące Jakuba Rzeźniczaka. Pewnie jeszcze nie wie, kto to, ale po obejrzeniu skrótów z ostatnich meczów Kuby, szybko połapie, o co kaman.

Mimo pół godziny na wyrównanie, Barcę stać było tylko na wymianę dwóch tysięcy podań. W polu karnym też parę ich było. Ale na co komu to potrzebne? Tak jak statystyka posiadania piłki. Po pierwszej połowie wynosiła ona 72% po stronie Barcy. „Istnieją trzy rodzaje kłamstw: kłamstwa, okropne kłamstwa i statystyki” – mówił Benjamin Disraeli, pierwszy Żyd piastujący miano premiera Wielkiej Brytanii. Zgadzamy się. Choć Barca inną wymowną liczbą akurat bezdyskusyjnie się skompromitowała. W pierwszej części gry oddała JEDEN celny strzał. Na bramkę Deportivo Alaves. A my narzekamy, jak Łęczna strzeli dwa razy. A, Messi nie trafił jeszcze „meczówki” w 94. minucie. No bo jak nie wchodzi, to nie wchodzi.

Sensacje w La Liga? Barcelona raz.

KOMENTARZE (0)