Od zamachu na prezesa do zamachu na monopol. Dwie dekady Klasichne
Weszło

Od zamachu na prezesa do zamachu na monopol. Dwie dekady Klasichne

Może i bez historii ciągnącej się długimi dekadami, za to z taką niezwykle intensywną, podszytą kontekstami politycznymi i społecznymi. Krótka, bo tak naprawdę trwająca na dobre od dwóch dziesięcioleci, ale za to skupiająca dwa zespoły, które od 1993 roku dzielą między sobą tytuły mistrza kraju. Kipiąca od nie do końca sportowych emocji i wzajemnych animozji. Rywalizacja Szachtara Donieck z Dynamem Kijów, której kolejny akt dopisze się dziś wieczorem w Charkowie, rozpoczęta wiele lat temu od zamachu bombowego w Doniecku, to w tym momencie najgorętsza futbolowa bitwa na toczonej znacznie poważniejszą wojną Ukrainie.

Echa konfliktu zbrojnego, od niemal trzech lat będącego tłem dla ukraińskiej piłki, niejednokrotnie było też widać na boisku. Krótko mówiąc – niektórzy piłkarze pochodzący z Donbasu niekoniecznie wspierali działania Kijowa, opowiadając się raczej po stronie rosyjskich separatystów. Jarosław Rakicki na przykład nie śpiewał ukraińskiego hymnu podczas meczów reprezentacji i umieszczał na swoim Instagramie dość jednoznaczne wpisy w kwestii tego, po której stronie się opowiada. Zresztą nie tak dawno doszło przecież do regularnej bijatyki, która miała podzielić reprezentację Ukrainy. Tej, w której główne role odegrali Andrij Jarmołenko i Taras Stepanenko.

Stepanenko: – Wskazałem nasz herb i poza tym nie wykonywałem żadnych gestów, nie powiedziałem nic obelżywego. Spokojnie biegłem do mojej bramki i zostałem zaatakowany. Pozdrówcie ode mnie Jarmołenkę! Mógł połamać mi nogę. Nasza przyjaźń jest skończona

To tylko pokazuje, jak bardzo od emocji kipią derby, które już jakiś czas temu zasłużyły sobie na miano ukraińskiego klasyku.

***

Rok 1996. Gdyby próbować spisać książkę o trwającej już równo dwadzieścia lat rywalizacji Szachtara z Dynamem, trudno o bardziej trafny tytuł całości. No, przynajmniej pierwszego rozdziału. Bo rok 1996 to rok wejścia do Szachtara Rinata Achmetowa. Człowieka, który sprawił, że ukraiński futbol zyskał drugie, niekijowskie oblicze i po dziś dzień nie wrócił do panującego przed Achmetowem monopolu.

Monopolu Dynama, które było jedną z największych potęg Związku Radzieckiego. Inne ukraińskie kluby zwyczajnie przy nim nie istniały. Gdy Dnipro lat 80. osiągało swoje największe sukcesy, Dynamo wyciągało ręce po ich najlepszych graczy. Wcześniej, w pierwszej połowie lat 70. „ukradło” też stamtąd legendarnego Walerija Łobanowskiego, z którym osiągało później największe sukcesy w historii. W tamtym czasie coś takiego, jak zażarta rywalizacja Dynama z Szachtarem po prostu nie było. Jeszcze za czasów ZSRR, Kijów wypatrując spotkania sezonu, zawsze spoglądał w kierunku moskiewskiego Spartaka, natomiast po ogłoszeniu niepodległości Ukrainy, ciężko już było którekolwiek z ligowych meczów dominatorów ze stolicy nazwać derbami.

Szczęście Szachtara, bo trudno inaczej postrzegać wejście Achmetowa, a wraz z nim, ogromnych pieniędzy na piłkarzy, na infrastrukturę treningową i meczową czy trenerów (mówi się nawet o miliardzie euro przez dwadzieścia lat jego rządów), zaczęło się jednak od ogromnego nieszczęścia. Od zamordowania w zamachu bombowym podczas ligowego meczu z Tawriją Symferopol poprzedniego prezesa, nazywanego też „królem Donbasu” Akhata Bragina.

i

Od chwili, gdy Achmetow zajął najważniejszą pozycję w klubie z Doniecka, Szachtar przez pięć kolejnych sezonów zajmował drugie miejsce w lidze, za każdym razem oglądając plecy Dynama. I wtedy przyszedł sezon 2001/2002 i jeden z najbardziej pamiętnych meczów między tymi dwiema drużynami. Spotkanie, które po czternastu kolejnych ligowych triumfach, odebrało klubowi z Kijowa piętnaste mistrzostwo z rzędu i pozwoliło na zuchwałą grabież korony, do której „chluba Ukrainy” wydawała się mieć wyłączne prawo.

25. kolejka ligowa. Szachtar musiał wygrać, by przeskoczyć Dynamo. Remis nie dawał zespołowi z Doniecka kompletnie nic, poza szóstym z rzędu wicemistrzostwem. Wygrał 2:0 po dwóch samobójczych bramkach zawodników rywali – najpierw Fiedorowa, później Gavrancicia. Poprawił jeszcze później w finale krajowego pucharu, po dramatycznym meczu zakończonym dogrywką wygrywając 3:2, wydzierając w ostatnim kwadransie prowadzenie i dobijając rywala w dogrywce po golu Worobieja.

Wtedy do wszystkich dotarło, że oto na Ukrainie skończył się monopol na wygrywanie jednego z najpotężniejszych klubów byłego Związku Radzieckiego. Stało się coś kompletnie nie do pomyślenia – Dynamo kończy sezon z pustymi rękami, podwójną koronę przywdziewa Szachtar, a liga ukraińska na dobre – bo aż po dziś dzień – staje się wyścigiem dwóch koni, zyskując jednocześnie swój odpowiednik El Clasico. Klasichne.

Klasichne, które musiało jeszcze bardziej boleć Dynamo niż tamto strącenie z tronu rozegrało się jednak kilka lat później, już na oczach całej Europy. Los chciał, by w półfinale ostatniej w historii edycji Pucharu UEFA przed zmianą brandingu na Ligę Europy, spotkały się właśnie te dwie ekipy. Trudno o bardziej zażarty bój niż tamten. 1:1 w pierwszym meczu w Kijowie, do 89. minuty rewanżu w Doniecku – także 1:1. Dwie ukraińskie megapotęgi pozostawały w klinczu, gdy Ilsinho zdecydował się na przebojowy wjazd pod bramkę Dynama i strzał po długim słupku.

Niecałe dwa tygodnie później Szachtar zgarnął pierwsze europejskie trofeum dla niepodległej ukraińskiej piłki. Coś, czego mimo tak wielkiej krajowej dominacji, nie udało się po rozpadzie ZSRR Dynamu dokonać ani razu. Marnym pocieszeniem dla kijowian było wtedy mistrzostwo na krajowym podwórku, bo w tym czasie wszyscy w Europie oglądali takie obrazki napływające ze Stambułu:

831801_w2

Od tamtej pory to Szachtar częściej wychodził z grupy w Lidze Mistrzów, to Szachtar sprawiał w Europie lepsze wrażenie i o Szachtarze rozpisywały się światowe media, na czynniki pierwsze rozbierając jego drogę do sukcesu. Historie Williana czy Fernandinho stały się natychmiast magnesem dla kolejnych piekielnie utalentowanych Brazylijczyków, którym Donieck pozwalał bezboleśnie wejść na Stary Kontynent i wypracować sobie markę w oczach przyszłych pracodawców z zachodniej Europy.

Mogło się wydawać, że sielanka będzie trwać latami. I wtedy Donieck z milionowej metropolii słynącej z wymyślnych kawiarni i efektownych wieżowców, stał się epicentrum walk pomiędzy siłami ukraińskimi, a wspieranymi przez Rosjan separatystami.

***

Darijo Srna: – Gdy wojna się skończy, wrócimy do Doniecka i ucałujemy ulice tego miasta.

***

W kilka chwil Donieck z celu wielu brazylijskich perełek, stał się miastem, w którym strach się pojawić i nawet mimo przenosin do Lwowa, ciężko Szachtarowi namawiać kolejnych graczy, by spróbowali swoich sił w zespole „Górników”. Od chwili, gdy Donbass Arena przestała służyć jako stadion piłkarski, z Szachtara zdążyli się zawinąć Alex Teixeira, Douglas Costa, Fernando, Luiz Adriano czy Ilsinho, podczas gdy jedynym Brazylijczykiem, który zdecydował się przez ostatnie dwa lata zasilić klub grający obecnie we Lwowie był Eduardo. A raczej – zawodnikiem urodzonym w Brazylii, bo przecież mówimy o reprezentancie Chorwacji, który większość życia spędził jednak w Europie i który do Szachtara wracał po epizodzie w Brazylii.

A przecież nim rozpoczął się konflikt zbrojny na Ukrainie, trwał właśnie okres, największej dominacji Szachtara nad Dynamem. Wygrał siedem kolejnych spotkań, trzykrotnie w tym czasie zdobywając stolicę. Tak o najbardziej symbolicznym momencie dominacji „Złotego Pokolenia Szachtara” pisze na łamach portalu Futbolgrad Wadim Furmanow:

„23.09.2012, Szachtar – Dynamo 4:1

W tamtym momencie Szachtar kompletnie przyćmił Dynamo. Wygrał trzy ligowe tytuły z rzędu, do tego dwie ostatnie edycje krajowego pucharu, ale gdyby wciąż dla kogoś jego dominacja nie była dość jasna, mecz 1/16 finału pucharu Ukrainy 2012/13 zacementował pozycję Szachtara jako bezdyskusyjnego lidera ukraińskiej piłki, stając się jednocześnie jednym z największych rozczarowań w historii Dynama. Szachtar zdominował spotkanie i wyrzucił Dynamo z pucharu po wygranej 4:1, potwornie zawstydzającej dla klubu ze stolicy. Chwilę po meczu pracę stracił trener Dynama Jurij Semin. Nie pomogło. Dynamo zakończyło sezon siedemnaście punktów za Szachtarem, który po raz czwarty z rzędu zdobył mistrzostwo kraju. Co gorsza, Dynamo po raz pierwszy w historii wyleciało wtedy poza czołową dwójkę ligi, dając się wyprzedzić również Metalistowi Charków. Dynamo stało się cieniem samych siebie, podczas gdy Szachtar stawał się coraz mocniejszy”

Ta bajka miała trwać latami, jednak wojna pokrzyżowała wszelkie plany.

***

sz

Myślisz, że przyszłość Szachtara stoi pod poważnym znakiem zapytania?
Nie sądzę, by Achmetow opuścił Szachtar. Za dużo zainwestował. Poza tym pomyśl – jeśli kiedyś Szachtar wróci do Donbasu, wtedy będzie jeszcze ważniejszy i będzie miał jeszcze większą rolę do odegrania w reintegracji z Ukrainą.

Będzie mógł być świadectwem tego, że wszystko się tu odradza.
Tak. Wyobraź sobie odbudowaną Donbas Arenę, na niej mecz Szachtara w Champions League – to byłby wielki pozytywny kop dla wszystkich z regionu, a i namacalny dowód tego, że sytuacja się normalizuje, a Donieck wraca na właściwe tory i ponownie jest bezpiecznym miejscem.

(fragment wywiadu Leszka Milewskiego z Wadimem Furmanowem, całość TUTAJ)

***

I tak jak w Doniecku działania rosyjsko-ukraińskie w Donbasie sprawiły, że klub stracił setki milionów euro – bo przecież zrujnowana została choćby efektowna Donbass Arena – tak Kijowowi pozwolił znów złapać oddech i kontakt w tej rywalizacji. Dynamo rok temu wróciło na tron, z którego nie zeszło i w poprzednich rozgrywkach, zakończonych wspomnianą na początku bijatyką po wygranej Szachtara 3:0, która jednak nie pozwoliła wydrzeć tytułu najlepszego zespołu na Ukrainie ekipie ze stolicy.

Od dwóch lat Szachtar oprócz rywali często musiał się też przecież zmagać z nie do końca przyjaznym tłumem na trybunach podczas meczów, które z założenia miały być rozgrywane u siebie. Nie jest tajemnicą, że kibice Karpat Lwów i Dynama Kijów żyją w bardzo dobrej komitywie, więc skoro pojawiała się okazja, by pomóc swojej zgodzie i dopiec jej rywalowi – fani Karpat często z tej sposobności korzystali. Dlatego też od obecnego sezonu „Górnicy” przenieśli swoje domowe spotkania do Charkowa.

Dziś – kolejny etap tej rywalizacji, wykraczającej daleko poza ramy li tylko sportowego wydarzenia. Nowe otwarcie dla obu ekip. Dla Dynama – szansa na zrównanie się punktami z największym krajowym rywalem, a w dalszej perspektywie – kontynuowanie mistrzowskiej serii. Pierwszej takiej od czasu, gdy Szachtar przełamał kijowską dominację na początku XXI wieku. Dla Szachtara – okazja, by z sześciopunktową przewagą umocnić się na czele, z którego przecież nie tak dawno ani myślał zejść i na którym miał trwać długimi latami.

***

Na zdjęciu głównym Jarmołenko wymienia się koszulkami ze Stepanenką. Piłkarz Szachtara jeszcze nie wie, że skrzydłowy Dynama za moment zdepcze jego koszulkę.

***

SZYMON PODSTUFKA

KOMENTARZE (0)