Berg cwańszy od Holendrów, szwajcarski strach na wróble i trudny powrót na małą scenę
Weszło

Berg cwańszy od Holendrów, szwajcarski strach na wróble i trudny powrót na małą scenę

Można zagrać znakomite spotkanie, z kreatywnością w pomocy, z dużą jakością w rozegraniu, z solidną grą obronną i mimo tego schodzić z boiska ze zwieszonymi głowami? Holendrzy są żywym dowodem, że można. Zrobili dziś wszystko tak, jak powinni, nie pozostawili Szwedom złudzeń, kto jest zespołem lepszym, o wyższej piłkarskiej wartości. Co z tego, skoro kompletnie rozstroiła ich jedna, co zabawniejsze korzystna dla nich, decyzja sędziego?

Naprawdę z przyjemnością oglądało się taką reprezentację „Oranje”. Widać było, jak rozdrażniły ich eliminacje Euro, przegrane z kretesem. Że idzie nowe. Że Danny Blind ma pomysł na to, by z klocków dobrej jakości ułożyć coś fajnego, co będzie się oglądać z przyjemnością.

I wtedy, gdy wydaje się, że gol jest tylko kwestią czasu, gol pada. Dla Szwedów. Sędzia nie gwiżdże ręki Holendrom, a ci mimo to stają jak wryci. Nie robi tego natomiast Marcus Berg, nie pozwala mu na to instynkt napastnika. Zabiera piłkę Strootmanowi, a ta juz po sekundzie leci pięknym lobem za plecy Zoeta.

Goście chuchali, dmuchali, ale zdołali tylko raz przełamać defensywę Szwedów. Momentami desperacką, momentami bombardowaną z każdej strony i z całych sił, ale bardzo długo, aż do 67. minuty pozostającą nie do sforsowania. A i wtedy trzeba było dobitki, bo pierwszy strzał obronił Robin Olsen.

***

Swojego meczu nie potrafili wygrać wielcy nieobecni Euro, nie potrafili tego uczynić także urzędujący mistrzowie Europy. Portugalczycy zaczęli te eliminacje fatalnie, bo w sześciozespołowej grupie przegrać pierwszy mecz z drużyną, która ma być drugim głównym kandydatem do bezpośredniego awansu, w dodatku 0:2? No nie jest to start marzeń. Szczególnie, że Portugalczycy – podobnie jak Holendrzy – walili w bęben ile wlezie. Z tym, że tutaj efekt był jeszcze bardziej mizerny, bo po stronie zdobyczy – zero.

Ozdoba meczu – spokojny, mierzony strzał Mehmediego

A przecież to spotkanie mogło potoczyć się zupełnie inaczej, bo zaczęło się od takiego oto „niewinnego” błędu sędziego, jeszcze przy stanie 0:0:

Ręce rozłożone jak strach na wróble, Djourou dostaje piłką w jedną z nich od swojego kolegi i… nic? Sędziego nie zaalarmowało nawet to, że Djourou od razu naskoczył na autora całego zamieszania, Stephana Lichtsteinera?

***

Nie brakowało dziś niespodzianek. Francja bezbramkowo zremisowała na Białorusi, mimo totalnej, absolutnej, nie podlegającej żadnej dyskusji dominacji. Bramkarz gospodarzy Andrej Gorbunow spokojnie może wideo z dzisiejszego meczu zgrać na DVD i rozsyłać po świecie – na zainteresowanie narzekać nie powinien. Antoine Griezmann dwoił się i troił, próbował nawet zaliczyć asystę piętką i wszystko na nic. Jak nie wpadało, tak nie wpadało.

Takim samym wynikiem – 0:0 – skończył się też mecz Wysp Owczych z Węgrami. Bratankowie przekonali się tak boleśnie jak my, że – jak to mówi Zbigniew Boniek – po występach na wielkiej scenie bardzo trudno jest wrócić na małą. Niewiele do głupiej straty punktów zabrakło też Bułgarom, którzy dopiero w 92. minucie strzelili Luksemburgowi u siebie na 4:3. Od początku meczu zagrał Michaił Aleksandrow, ale mając z tyłu głowy jego popisy w Legii, kompletnie nie potrafimy się dziwić temu, że został zmieniony jako pierwszy.

W stu procentach zgodnie z przewidywaniami skończyły się natomiast mecze pozostałych faworytów. Belgowie postrzelali na Cyprze, Bośniacy jeszcze bardziej efektownie uporali się z Estonią, a Grecja – mimo że po kwadransie od gola Mitroglou straciła prowadzenie w meczu z Gibraltarem, nie pozostawiła kopciuszkowi żadnych nadziei na pozytywny wynik końcówką pierwszej połowy, gdy w cztery minuty wbiła trzy gole.

Zrzut ekranu 2016-09-06 o 22.58.31

KOMENTARZE (0)