Spiesz się powoli. Kosowo nie wie, kto może zagrać, a FIFA… ma czas
Weszło

Spiesz się powoli. Kosowo nie wie, kto może zagrać, a FIFA… ma czas

Wyobraź sobie rzecz następującą. Jesteś trenerem reprezentacji Kosowa. Przed tobą pierwszy w historii mecz międzypaństwowy o punkty, bo twoja federacja została przyjęta do FIFA dopiero w maju bieżącego roku. Już dziś zagrasz historyczny mecz z Finlandią. Natomiast nie wiesz, kim go zagrasz. Spora część twoich zawodników nie jest uprawniona do gry. Masz sześć czarnych owiec w kadrze.

WTF? Już tłumaczymy. Kosowo, po dołączeniu do FIFA, dostało możliwość ściągnięcia do swojej reprezentacji piłkarzy stamtąd pochodzących, nawet jeśli ci bronili już barw innych krajów.  Xherdan Shaqiri, Granit Xhaka, Lorik Cana, Valon Behrami czy Adnan Januzaj mogli powiedzieć swoim obecnym reprezentacjom „ciao!” i polecieć do Kosowa na mecz z Finlandią. Brzmi to tak fascynująco, że żaden się na to nie zdecydował. Jednakże biorąc pod uwagę, że jest sporo piłkarzy nie łapiących się do drużyn narodowych Szwajcarii czy Albanii, Kosowo zaczęło szukać. Przemierzyli kraj Helwetów wzdłuż i wszerz, następnie to samo zrobili z królestwem Popka. Dla pewności, obskoczyli każdy skandynawski kraj, miasto i osiedle. I znaleźli dziesięciu wybrańców!

Bezzwłocznie ich powołali, ogłaszając całemu światu: oto nasi nowi piłkarze, to oni zagrają z Finami. Wystarczyło przecież otrzymać potwierdzenia od FiFA. Minął dzień, dwa, trzy, trzydzieści, a potwierdzenia nie dotarły. W końcu na tydzień przed meczem, do Kosowa dotarł kurier ze Szwajcarii. List z potwierdzeniami wreszcie w ich rękach! Czytają, ale widzą cztery nazwiska. Odwracają kartkę – pusto. Gdzie pozostała szóstka?!

Okazało się, że na kolejne zgody będzie trzeba poczekać. Jednak FIFA to poważna organizacja, nie przysłałaby przecież wiadomości po terminie, czyli po meczu z Finlandią. Dlatego dostarczyli ją na pięć godzin przed pierwszym gwizdkiem. Co firma, to firma. Profeska!

Mecz już dziś o 20:45, miejmy nadzieję, że trener zdąży do tego czasu przemyśleć skład, naturalizowani (można chyba to tak nazwać) zawodnicy wybiorą sobie numery, a asystent selekcjonera przekaże im uwagi dotyczące taktyki jeszcze przed wejściem na murawę. Albo po prostu wyjdą na murawę bez zbędnego przygotowania i krzykną – nomen omen – „za ojczyznę!”.

Uważamy, że za takie akcje Fifie należy się bura, ale misie z Kosowa też mogły to lepiej przemyśleć. Trener powinien wziąć przykład z selekcjonera Boliwii, który powołał ostatnio 93 piłkarzy. Wtedy miałby pewność, że uda mu się stworzyć z nich jedenastkę uprawnioną do gry z Finlandią bez zbędnej nerwówki.

KOMENTARZE (0)