Kupiłem autobus. Załadowałem go Dom Perignon i modelkami
Anglia

Kupiłem autobus. Załadowałem go Dom Perignon i modelkami

– Kończę z piłką z powodu seksu. Nie podpisałbym kontraktu z żadnym klubem, nawet gdyby proponował mi 15 milionów dolarów. Ale byłoby inaczej, gdyby dali mi 15 kobiet z całego świata… wtedy powiedziałbym prezesowi, żeby pozwolił mi je uszczęśliwić tak, jak nie zrobił tego nikt przedtem – powiedział Saša Ćurčić, kiedy kończył karierę w wieku zaledwie 29 lat i tym samym został chyba jedynym piłkarzem, który rozstał się z piłką właśnie z tego powodu. 

Wielka kariera? O taką chyba tylko się otarł, choć w swoim mniemaniu był królem świata, królem serc kobiet, gwiazdą londyńskich nocnych klubów, obracającym się w obrzydliwie bogatym świecie.

Jeśli o Rosji mówi się, że to stan umysłu, to można śmiało powiedzieć to samo o Bałkanach. Kraje byłej Jugosławii przez lata przyzwyczaiły do tego, że wypuszczają na zachód wielu zawodników o tyle utalentowanych, co ekscentrycznych. A tutaj mamy przykład idealny.

– To facet, w przypadku którego seksapil tryskał z każdego pora w skórze, krążące o nim plotki mówiły o tym, że Michał Anioł posłużył się nim jako modelem do wykonania rzeźby Dawida (choć musiał oszukiwać jeśli chodzi o proporcje, żeby uniknąć skandalu). Kibice Boltonu uwielbiali jego dryblingi i strzały w sobotnie popołudnie na boisku. Kobiety uwielbiały to samo w sobotnie noce w klubach. W Jugosławii żył na dość niskim standardzie, więc po przyjeździe do Anglii był jak niebezpiecznie otyłe dziecko, które pojawia się w knajpie z ofertą „zjedz, ile chcesz” – tak przedstawiał go po latach Enzo Gambaro w pokaźnym artykule w internetowym serwisie The Wanderer.

Jak widać po opisie, autor prawdopodobnie był jednym z tych kibiców, których serce zostało złamane przez Serba. Choć jeśli ten sam miałby się przedstawić, prawdopodobnie kilka pierwszych zdań pokrywałoby się z jego opinią.

***

Gdzie zaczęła się wielka serbska odyseja, która pozwoliła Ćurčiciowi zostać prawdziwym obywatelem świata, ze wszystkimi tego następstwami?

Wiadomo, że jeśli rodzisz się w Belgradzie, szybko stajesz przed następującym wyborem – czarno-białe albo czerwono białe pasy, Grobari albo Delije, Partizan albo Zvezda. W przypadku tego konkretnego zawodnika to przecież nie mogło być takie proste – choć od dziecka kibicował Zvezdzie, przez OFK Belgrad szybko trafił pod skrzydła legendy Partizana, Ljubisy Tumbakovicia. Zdobył dwa mistrzostwa Jugosławii i puchar kraju, zadebiutował w reprezentacji w meczu z Brazylią.

Na poważną ofertę z zachodu musiał czekać nieco ponad dwa sezony, kiedy to w 1996 roku zgłosił się po niego Bolton, beniaminek Premier League. Choć teraz taka gotówka wygląda jak żart, wtedy 1,5 miliona funtów było wtedy całą masą pieniędzy i klubowym rekordem.

Początek na Burnden Park miał wymarzony – była to miłość od pierwszego wejrzenia. Zadebiutował w wygranym meczu z Arsenalem, debiutancką bramkę zdobył w pucharowym spotkaniu z Leicester, a kilka dni później trafił do siatki Chelsea. Wyglądał imponująco i szybko stało się jasne, że w przeciętnym Boltonie zdecydowanie się wyróżnia. Piłkarskie umiejętności musiały jednak rywalizować z kilkoma cechami, w których dobrze odbijają się Bałkany.

Nie trzeba było zresztą sięgać pamięcią wstecz do życia w stolicy Serbii – w samym Boltonie znalazły się dobre postacie, by Ćurčić mógł czerpać z nich wzorce. John McGinlay, Fabien DeFreitas, Dean Holdsworth – brukowce mogły przebierać w co lepszych tematach. Alkohol, romanse, obyczajowe skandale – seks w (niezbyt) wielkim mieście. Nowy nabytek pasował idealnie do tego, by podtrzymać tradycję.

Okoliczne kobiety nie nacieszyły się jednak długo jego obecnością w mieście, chociaż przecież dokładał wszelkich starań, by nie pozostawić żadnej z nich z poczuciem rozczarowania – swoich umiejętności nie chciał bynajmniej rezerwować jedynie dla murawy stadionów, gdzie grał.

Zrzut ekranu 2016-09-02 o 12.23.55

***

– Nie mogłem znieść Boltonu. Dla mnie to zbyt prowincjonalne miasto. Nie mogłem znieść Douga Ellisa. Fani Aston Villi mnie nienawidzili. Nie mogłem zostać w Crystal Palace. To klub zarządzany przez zgraję kłamców – jak widać, Curcic był całkiem niezły w elokwentnych wytłumaczeniach.

Bolton jest jednak kluczem do tego, by zrozumieć równię pochyłą, na której znalazł się na własne życzenie. Sam wielokrotnie mówił, że odchodząc do Aston Villi popełnił największy błąd w swoim życiu.

Kiedy widzicie piękną kobietę, musicie pozostać cool. Czekajcie na złoty moment. On nadejdzie – mówił Ćurčić w materiale, który wyemitowała telewizja Sky Sports. Tak, zamiast mówić o piłce, opowiadał o tym, jak podrywać w klubach laski. W sumie to mówi samo za siebie.

Zrzut ekranu 2016-09-02 o 12.23.47

Jak wyróżniał się z tłumu? Między innymi doszedł do wniosku, że dobrym pomysłem będzie zakup kanarkowego BMW, którym wyruszał na poszukiwania następnej kobiety, której będzie mógł zafundować przygodę życia.

Siłą rzeczy zranił jednak kibiców Kłusaków. Nie ukrywał, że chce trafić do większego klubu, a po spadku dla wielu było już jasne, że czas pożegnać się z krewkim piłkarzem. Niekoniecznie przychylał się do tego sam klub, ale koniec końców, po napiętym okresie przygotowawczym i ostrym wywiadzie, w którym piłkarz oskarżał klub, że chce go na siłę zatrzymać, Kłusaki musiały się ugiąć. Mężowie porządnych kobiet Boltonu mogli odetchnąć z ulgą, kiedy szpanerska fura i jej właściciel ruszyli na podbój Birmingham. Aston Villa dała za Jugosłowianina 4 miliony funtów.

Zrzut ekranu 2016-09-02 o 12.23.39

Birmingham okazało się jednak stosunkowo bezpieczne – Ćurčić nie rzucił się w wir szalonego życia akurat tam. Zdecydował się mieszkać w Londynie, który przecież bardziej odpowiadał jego potrzebom.

– Miałem słaby kontakt z kolegami z zespołu. Wyszliśmy razem kilka razy, ale mają słaby sposób imprezowania. W ogóle nie mieli hamulców, zamawiali w restauracji pięć szampanów i robili wszystko, żeby ludzie zwracali na nich uwagę. Podszczypywali dziewczyny bez żadnej gadki, w ogóle nie dało się z nimi podejść. Wtedy wolałem bawić się inaczej. Miałem masę pieniędzy, byłem kimś w Londynie, stworzyliśmy dobrą ekipę z Jamiroquai i Robbiem Williamsem – przyznawał.

Saša „Johnny” Ćurčić dbał o dobrą atmosferę w drużynie. Są tacy piłkarze, którzy zajmują się tym na boisku, grając fenomenalnie, strzelając i asystując, co przekłada się na punkty, a to z kolei ma przecież wpływ na stan finansów zawodników. Serb był jednak człowiekiem do zadań specjalnych. Boiskowa forma była daleka od optymalnej, ale imprezy, na które zapraszał swoich kolegów, raczej nie zostaną przez nich zapomniane.

Dwight Yorke, Stan Collymore czy Gareth Southgate, dobrze znani w angielskiej piłce, byli przeciwni temu, by po wygranej z Tottenhamem wracać do Birmingham kupionym przez Curcicia double deckerem. Autobusem-imprezownią, który nie ruszał w trasę bez odpowiedniego „wyposażenia” (jeśli wierzyć plotkom, które go dotyczyły, głównie w postaci prostytutek, alkoholu i narkotyków).

– Kupiłem sobie autobus, żeby robić w nim imprezy, załadowałem go 500 butelkami Dom Perignon i modelkami z mojej agencji „Select”. Piszą, że wydałem ponad milion na narkotyki i kilka razy bankrutowałem. Nigdy tak nie powiedziałem, ale może rzeczywiście tyle przepuściłem na ubrania, samochody i mieszkania. Ale i tak najlepiej załatwił mnie dziennikarz Daily Mirror. Robiliśmy wywiad w moim klubie, który wynajmowałem jakimś Maltańczykom. Siedziałem za barem i robiłem mu drinki, a ten napisał, że pracuję jako barman za 100 funtów tygodniowo, że przepadłem i co tam jeszcze… – narzekał na nierzetelność prasy.

Były też rzeczy drobne, jak to, kiedy w czasach gry w Villi wsławił się też tym, że bez wiedzy klubu zdecydował się na korektę plastyczną nosa, co wykluczyło go z gry na prawie miesiąc.

Ale przecież zawsze chciał być w centrum uwagi. A dróg do tego wiedzie wiele.

W 1999 roku, kiedy trwały bombardowania Belgradu, zastosował na Selhurst Park jednoosobowy protest przeciwko działaniom NATO, twierdząc, że w takiej sytuacji nie może skupić się na piłce.

Zrzut ekranu 2016-09-02 o 12.23.30

– Zapominam o futbolu do momentu, w którym nie skończą się bombardowania. Jestem w sytuacji, w której mogę na zawsze skończyć z piłką, bo to wszystko powoduje u mnie duże problemy psychiczne. Nie wiem, czy kiedyś się z tego otrząsnę. Miałem być teraz w Belgradzie, ale rodzina powiedziała mi, że lepiej będzie, jeśli zostanę w Londynie jako ambasador na rzecz pokoju i będę mówił o tym, co dzieje się w moim kraju i czego dotyczy konflikt – tłumaczył.

***

Przejście do Aston Villi to największy błąd mojego życia. Powinienem być jak McManaman albo Cantona – zdarzało mu się mówić, pewnie w momentach największego rozgoryczenia. Właśnie od momentu przeprowadzki do Birmingham jego życie zaczęło coraz bardziej przypominać to, co stało się udziałem George’a Besta czy Paula Gascoigne’a – coraz mniej gry na boisku, coraz więcej imprezowania i używek.

Musiało skończyć się wyjazdem z Anglii, jednak Ćurčić nie zrobił kroku, który mógł pomóc w odbudowie formy. Trudno też mówić o sportowym wyzwaniu, skoro udał się do MLS, żeby grać w New York MetroStars (obecnie New York Red Bulls).

– Byłem w Anglii pięć lat. Pierwszy raz wyjechałem do Stanów, bo chciałem zobaczyć, czym ci ludzie zostali tak zniszczeni, dlaczego są takimi idiotami i jaki mają obraz świata. Nie dziwi mnie, że mają takiego hopla na punkcie UFO i kosmitów. Kiedy spada samolot, spodziewają się, że nagle pojawi się Batman i przejmie stery. W sklepach możesz kupić broń, a potem kończy się to masakrami w szkołach. Dzieciaki kupują maszynówę i idą strzelać do nauczycieli, kolegów i koleżanek. Co możesz myśleć o takich ludziach? – mówił.

***

Utalentowany, dziki i stuknięty – tak określił go New York Times, dzięki któremu z ”serbskiego George’a Besta”  stał się „serbskim Dennisem Rodmanem”.

– Byłem na pierwszej stronie Timesa, a w środku znalazł się ze mną duży wywiad. Kiedy tam trafiasz, zostajesz częścią amerykańskiej tradycji. Dziwnie wyglądający Serb, piłkarz, z tatuażami. Dla nich to było ciekawe – opowiadał.

Sportowo drużyna osiągnęła dno, zresztą doszło do tego pod wodzą Bory Milutinovicia, który to bardzo zabiegał o sprowadzenie Serba. Początek był obiecujący, ale z meczu na mecz było coraz gorzej. Ciekawsze było zresztą życie nocne stolicy świata. I kolejna porcja skandali, na które też trzeba spojrzeć z lekkim przymrużeniem oka i powstrzymywaniem śmiechu.

Jak bójka z udziałem Dennisa Rodmana.

– Nie byłem prowodyrem tej walki, w której brał udział Rodman. Była bardzo krwawa. Stałem w jednej z części klubu disco z topmodelkami Helen Kristensen i Evą Hercigovą, kiedy jacyś Amerykanie zaczęli coś do nas krzyczeć. Trochę prowokacji, trochę za dużo alkoholu, za dużo wolności i stało się. Zakończyło się skandalem, więzieniem i artykułami w gazetach. Byłem w więzieniu kilka razy, ale na całe szczęście nauczyłem się medytować. Mam klaustrofobię – opowiadał.

Była jeszcze inna wersja, w której pojawiała się impreza modelek Victoria’s Secret, kopniak z półobrotu i Rodman ratujący sytuację. Choć dziwne, że to nie Serb musiał to robić.

Po słowach dotyczących zakończenia kariery próbował jeszcze wszystkiemu zaprzeczać, odgrażając się, że pracuje tak ciężko i jest tak zdeterminowany, że jeszcze wróci do gry. Skończyło się zawalonymi testami w Tranmere Rovers i pracą barmana w Soho, gdzie czasem próbował odgrywać rolę właściciela.

Rodakom przypomniał się w 2007 roku w sposób, który z piłką nie ma zbyt wiele wspólnego – wystąpił w serbskim Big Brotherze dla VIPów. Mimo tego, że przez cały czas narzekał i twierdził, że nie wytrzyma tego dłużej, ostatecznie wygrał i zgarnął 50 tysięcy euro. Z edycji dla par wyleciał po bójce z serbskim raperem.

– Pieniądze? One nigdy dla mnie nic nie znaczyły. Jestem taki sam, kiedy mam 100 tysięcy euro i kiedy nie mam w kieszeni nawet miedziaków. Nie mogę znieść ludzi, którzy klepią mnie po ramieniu tylko dlatego, że chcieliby ode mnie pożyczki albo jakiejś przysługi, przedstawiają mnie kobietom, które nie znają nawet podstaw dobrych manier – narzekał niedługo potem, kiedy twierdził, że chce wyjechać na zachód, żeby wyrwać się ze „zniszczonej serbskiej mentalności”.

Wykorzystywał swoje kolejne pięć minut z dużą wprawą – występował w reklamach, kilku programach telewizyjnych, udzielał kolejnych wywiadów, w których głównie wspominał lata największej świetności na boisku. Próbował rozkręcić szkółkę dla młodych talentów w Londynie, ale patrząc po tym, jak wygląda jej strona internetowa, trudno traktować to przedsięwzięcie poważnie.

Wrzucał też do Internetu lekko dziwne filmy. W jednym jedzie przez Belgrad traktorem z jakąś blond laską przy boku, w innym tańczy do techniawki na dachu swojego Mercedesa. Ma jeszcze znajomości z dawnych lat, trudno nazwać go postacią anonimową nad Dunajem i Sawą.

W maju wystąpił w charytatywnym meczu Boltonu, ale porównania z Jay-Jayem Okochą raczej nie wytrzymał, bo wizualnie prezentował się tak, że można było zastanawiać się, czy jednym z jego tricków nie było pożarcie piłki.

Crystal Palace, klub, w którym nie zagościł przecież na długo, dał mu miejsce w serii Cult Heroes. 

– Nie byłem zbyt dobrym graczem drużynowym, bo byłem indywidualistą. Chciałem zachwycać tłumy. W piłkę grałem dla kibiców, wszystko na boisku robiłem dla nich – mówił.

Szkoda tylko, że niezbyt wielu będzie go pamiętać. Trudno jednak powiedzieć, żeby sam na taki stan rzeczy mocno nie zapracował.

PAWEŁ SŁÓJKOWSKI

KOMENTARZE (0)