Czy Ruch zdąży sprzedać Stępińskiego? Szalony pościg! Jeszcze tylko tydzień!
Weszło

Czy Ruch zdąży sprzedać Stępińskiego? Szalony pościg! Jeszcze tylko tydzień!

Ależ dramatyczną, pełną pasji pogoń za pieniędzmi obserwujemy w Ruchu Chorzów. Śląscy działacze bardzo mocno wzięli sobie do serca, że jednym ze sposobów na pokrycie kolosalnego zadłużenia jest sprzedaż piłkarzy (brawo), wysłali najlepszego z nich na testy medyczne (pogratulować) i teraz rzucili się w dramatyczną walkę o każdą minutę, by jak najszybciej wyszarpać od francuskiego klubu jakże potrzebne środki.

Czym jest to uczucie wiatru we włosach i adrenalina związana z nieprzyzwoitą prędkością, wie chyba tylko Janusz Paterman. Jak czytamy na stronie pilkanozna.pl, prezes Ruchu Chorzów węsząc już potężne pieniądze od Nantes za Mariusza Stępińskiego, po tym jak wysłał piłkarza na testy medyczne (równo tydzień temu) postanowił:

a) nie odbierać telefonów,

b) dobre kilka dni tłumaczyć z angielskiego dokumenty, które dostał od Nantes (z angielskiego!),

c) nie podpisywać dokumentów, które dostał od Nantes.

Ostatnim razem tak dramatyczny pościg widzieliśmy, gdy daliśmy wegetarianinowi bon na darmowego steka w najlepszej warszawskiej knajpie, albo gdy Kucharczyk gonił chłopaków z Górnika Łęczna. Wprost nie możemy się doczekać kolejnych etapów tej brawurowej gonitwy. Teraz trzeba będzie:

– włączyć telefon – jeśli jest po prostu wyłączony, zajmie to około 1-2 dni. Jeśli trzeba go jeszcze naładować – śmiało można doliczyć jeden dzień gratis.

– przeanalizować przetłumaczone dokumenty – znalezienie odpowiedniego prawnika, przekazanie dokumentów, analiza – jak nic potrzeba na to 3-4 dni. Jeśli będą konieczne jakieś zmiany w papierach – dojdzie dobrych kilkadziesiąt godzin na ponowną pracę tłumacza.

– wysłać dokumenty do Francji – jeśli drogą elektroniczną, pewnie jeden dzień lekką ręką (założenie poczty e-mail, ogarnięcie podstawowych funkcji internetów). Klasyczną pocztą – pewnie do trzech dni. Gołębiem pocztowym – dobry tydzień.

Najuważniejszym obserwatorem tego obłędnego rajdu jest sam zainteresowany, który zamiast trenować z nowym (lub starym) zespołem, siedzi w hotelu i czeka, aż Ruch łaskawie zechce znaleźć się na mecie i parafować umowę, dzięki której jego budżet zostanie (nieznacznie, ale jednak) podreperowany. Czas jest do 31 sierpnia, więc sami widzicie – sprawa jest na ostrzu noża. Panie Paterman, prosimy tylko pamiętać o pasach. W takim szalonym tempie łatwo o kraksę!

Swoją drogą – jakże szalone są tzw. „transfer deadline days” z udziałem Ruchu Chorzów. Podczas gdy Anglicy dopinają transakcje 31 sierpnia o 23.40, na Górnym Śląsku finalizowanie transferów równo z zamknięciem okienka trzeba rozpoczynać w połowie lipca.

A i tak nie ma pewności, czy akurat w chorzowskich kałamarzach nie zaschnie akurat atrament.

KOMENTARZE (0)