Jak co wtorek… KRZYSZTOF STANOWSKI
Blogi i felietony

Jak co wtorek… KRZYSZTOF STANOWSKI

Chlapnęło mi się w telewizji – jeśli Legia nie przejdzie Dundalk, to kończę z zajmowaniem się polską piłką. Wprawdzie chciałem tak naprawdę powiedzieć, że kończę z przychodzeniem do tego konkretnego programu, no ale trudno, palnąłem co palnąłem, słowo się rzekło. Być może więc już niedługo będziecie mieli mnie z głowy.

Patrzę na beznadziejną grę warszawskiego zespołu i zmusza mnie to do rozglądania się za nową niszą. Skoro nie o futbolu, to można przecież pisać o tematach, które wyrastają wokół igrzysk olimpijskich, prawda? Na przykład o tym, że Anita Włodarczyk – jak już skończy karierę – będzie dostawać emeryturę olimpijską w tej samej wysokości, co złapany na dopingu Adrian Zieliński.

Ileż się nakłóciłem w tym temacie!

„Ale w Londynie nie udowodniono mu dopingu, zdobył medal uczciwie, emerytura mu się należy”

„Prawo nie działa wstecz. Zdobył medal w Londynie i ma prawo otrzymywać pieniądze”

Ja naprawdę to wszystko rozumiem. Natomiast emeryturę olimpijską postrzegam jako świadczenie wypłacane za szczególne zasługi dla Polski, polegające na rozsławianiu jej podczas sportowej rywalizacji. Można krajowi przynieść chwałę – będąc najlepszym podczas wielkich zawodów – ale można też kraj zhańbić – będąc złapanym na oszustwie. Z tego względu uważam, że mamy kulawe prawo. Tak jak można solidnie zapracować na to, by emeryturę otrzymywać, tak można też mocno się postarać, by ją stracić. Ta druga ewentualność nie jest w ustawie należycie opisana.

Dla mnie zasługi Zielińskiego się zerują. Raz zdobył uczciwie medal (tak należy zakładać), później został złapany na dopingu. Raz kraj rozsławił, raz go zhańbił. Raz zapracował na emeryturę za szczególne zasługi, a raz szczególnie się postarał o jej odebranie.

Ustawa z 2010 roku przewiduje utratę świadczenia, jeśli medalista zostanie ukarany za przestępstwo umyślne lub za przestępstwo skarbowe. O dopingu ani słowa – a szkoda. Uważam, że powinno się taki zapis dodać, co byłoby genialnym straszakiem i zapobiegałoby temu, że sportowe pomniki przewracają się na naszych oczach. Może to naiwne, ale mam wrażenie, że Zieliński dwa razy by się zastanowił, czy chce ryzykować. Spytacie – a czym tu niby ryzykować? Przecież to niecałe trzy tysiące miesięcznie! Dzisiaj trzy, za jakiś czas cztery, tak czy siak są to pieniądze, które pozwalają na byt, gdy wszystko inne w życiu się wywróci. A sportowcom wszystko inne wywraca się znacznie częściej niż „normalnym” ludziom. I teraz krótka lekcja matematyki: trzy tysiące przez 40 lat to blisko 1,5 miliona złotych z państwowej kasy.

Wracając do ustawy – moim zdaniem znacznie logiczniejsze byłoby, gdyby emerytura przepadała na skutek oszustwa w sporcie, a nie oszustwa skarbowego. A najlepiej – i tego, i tego.

Zieliński za medal w Londynie dostał nagrodę w wysokości 120 000 złotych plus jeszcze prawdopodobnie premię od związku. Ma pełne prawo do tych pieniędzy, w ogóle nie zamierzam tego kwestionować. Natomiast emerytura powinna mu przepaść. Nie popełnił przestępstwa umyślnego, ale popełnił umyślne przestępstwo sportowe. Nie jest już osobą, którą powinniśmy honorować przez kolejne 50 lat w imię zasług z 2012 roku.

Można utracić order nadany przez prezydenta (dla przykładu: w lutym prezydent Andrzej Duda zwrócił się do MSZ o opinię w sprawie odebrania Krzyża Kawalerskiego Orderu Zasługi RP Janowi Grossowi), można też utracić prawa do wyższych emerytur (w przyszłym roku ma wejść w życie ustawa, zgodnie z którą obniżone zostaną emerytury byłych funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa). Nie rozumiem skąd to oburzenie, gdy apeluję: zabierzcie emeryturę Zielińskiemu, bo skutecznie zatarł swoje zasługi i już po prostu nie ma podstawy, by dalej mu płacić. Raz bardzo zaplusował, raz bardzo zaminusował, summa summarum – wrócił do punktu wyjścia.

* * *

Hanna Gronkiewicz-Waltz pierwsza wyskoczyła z gratulacjami dla Anity Włodarczyk (zwanej przez Ryszarda Petru Anetą), podkreślając, że złota medalistka jest sportową twarzą Warszawy. Niestety, zachowała się nie tak znowu dawna korespondencja pomiędzy paniami. Na przykład taka…

Zrzut ekranu 2016-08-16 o 14.40.30

Politycy są pierwsi, by podpinać się pod czyjeś sukcesy, natomiast ostatni, by w tych sukcesach mieć faktyczny udział.

Z rana zadzwonił do mnie dziennikarz „Wiadomości” – czy wypowiem się w tej sprawie i zabiorę głos na temat warunków, w jakich musiała trenować Anita Włodarczyk. Odpowiedziałem oczywiście, że się nie wypowiem, ponieważ mam bardzo małą wiedzę w tym zakresie. Ponadto uważam, że tak jak politycy nie powinni podpinać się pod sukcesy sportowców, tak dziennikarze piłkarscy nie powinni nabijać sobie popularności podpinając się pod wyniki lekkoatletów, z którymi w życiu nie zamienili nawet jednego słowa.

KRZYSZTOF STANOWSKI

KOMENTARZE (0)