Marcin Borski kończy karierę. Tęsknić nie będziemy
Weszło

Marcin Borski kończy karierę. Tęsknić nie będziemy

Kiedy w grudniu zeszłego roku w niezrozumiały sposób nie zauważył zagrania ręką bramkarza poza polem karnym, zatytułowaliśmy nasz tekst: „Panie Borski, przeproś pan i zejdź nam z oczu”. Po prostu nie byliśmy w stanie zrozumieć, jakim cudem ekstraklasowy sędzia może przegapić coś tak ewidentnego – byliśmy w totalnym szoku. Wróćmy jeszcze na moment do zdarzenia z meczu Pogoni z Podbeskidziem.

Zubas zagrywa ręką, a w lewym górnym rogu zdjęcia widać nogi nadbiegającego Borskiego:

Oraz inne ujęcie, ukazujące jak ewidentne było to przewinienie:

A Borski tego nie zauważył… W zamian na jakiś czas został spuszczony do pierwszej, a nawet do drugiej ligi, ale powrócił do Ekstraklasy na ostatnią kolejkę poprzedniego sezonu. Jak się okazało, był to raczej gest dobrej woli w jego kierunku, by ostatni prowadzony przez niego mecz w najwyższej klasie rozgrywkowej nie był aż tak jednoznacznie kompromitujący.

Tak się też stało, więc Borski mógł zrobić to, na co wielu czekało. Wczoraj ogłosił zakończenie kariery sędziowskiej, a w polskich miastach wystrzeliły korki od szampana. Inna sprawa, że teraz ma zostać obserwatorem, a my zastanawiamy się, w jaki sposób będzie wypełniał swoje obowiązki, skoro nie udało mu się zaobserwować nawet ręki Zubasa.

Tak naprawdę nieczęsto się zdarza, by jeden arbiter był aż tak nielubiany w tylu lokalizacjach. Patrząc po pierwszych reakcjach w sieci, cieszą się w Szczecinie, Łodzi, na Śląsku (gdzie Borski kiedyś został pobity przez kibica) i w wielu innych miejscach. Jakkolwiek spojrzeć, prowadząc 245 spotkań w Ekstraklasie, w których często włączał tzw. Borski style, miał sporo czasu, by zrazić do siebie naprawdę wiele osób.

Co ciekawe, ostatnim meczem Borskiego w całej karierze było rozegrane tydzień temu starcie pomiędzy Beitarem Jerozolima i Omonią Nikozja w eliminacjach Ligi Europy. Pan Marcin – jak podał na swoim facebookowym koncie – cieszy się, że były to udane dla niego zawody, bo będzie do nich wracał w przyszłości. My natomiast w przyszłości będziemy wracać do tego, jak Borski w ogóle został sędzią międzynarodowym. Zacytujmy byłego sędziego Piotra W., który jest już tylko W., bo resztę nazwiska w komis wzięła prokuratura:

– Jeszcze rok później przez pomyłkę w obliczeniach szefa Kolegium Sędziów PZPN pana Gosia na miejscu spadkowym zamiast Marcina Borskiego znalazł się Zbigniew Marczyk, któremu źle obliczono średnią. Po odwołaniu Marczyka został w I lidze, a Borski nie został przesunięty na miejsce spadkowe. Wtedy spadł jeden sędzia. Rok później Borski został sędzią międzynarodowym, a nie powinien sędziować w I lidze. Jego mama pracuje po prostu w PZPN. Wpływ na klasyfikację miały też egzaminy teoretyczne i filmowe. Nie ukrywam, że niektórzy sędziowie mieli dostęp do testu pisemnego i filmowego. Ja sam załatwiałem sobie testy – filmowe od Gromka.

Takie to były czasy i takie to były historie. Bez żalu więc żegnamy arbitra, który doskonale pamięta najczarniejszy okres polskiego sędziowania. Tęsknić raczej nie będziemy.

Fot. FotoPyK