Co trzeba zrobić, by przejść do historii? Najlepsze finały Euro
Weszło

Co trzeba zrobić, by przejść do historii? Najlepsze finały Euro

Nie ma sensu się oszukiwać – Euro 2016 nie stoi na najwyższym poziomie. Gdyby wyjąć z tego turnieju świetny występ Polaków, trafiłoby ono na naszą czarną listę wydarzeń, do których nie ma większego sensu zbyt często wracać myślami. Ot, 24 drużyny przez miesiąc grały w piłkę, a na końcu i tak wygrali Niemcy ale nic szczególnie nas nie zachwyciło. 

Jednak jest szansa, by trochę się w tej kwestii zmieniło. Wielki finał. Oczy całego świata skierowane na Paryż. Ten mecz siłą rzeczy będzie rzutować na odbiór całego turnieju w przyszłości. Show może go uratować. Nuda będzie tylko puentą potwierdzającą całość.

Z okazji dzisiejszego meczu postanowiliśmy przypomnieć najlepsze finały Euro w historii. Z nadzieją, że już wieczorem lista ta będzie nieaktualna. Jak wysoko wisi poprzeczka?

5. HISZPANIA – WŁOCHY 4-0; 1.07.2012, Kijów. 

Historia najnowsza. W zasadzie to najbardziej jednostronny finał w historii mistrzostw Europy, ale właśnie na tym polega jego urok. To zwieńczenie cudownych czterech lat, wielkiej ery hiszpańskiej reprezentacji, chyba jak dotąd najlepszej drużyny XXI wieku. Gdy po latach będzie się ją wspominać, ten mecz powinien być jej wizytówką.

Włosi wpadli pod pociąg, choć paradoksalnie statystyki z tego spotkania były przecież dość wyrównane np. posiadanie piłki  – tylko 52% do 48% dla Hiszpanów. Przepaść dotyczyła jednak tej najważniejszej. 4-0, po bramkach Silvy, Alby, Torresa i Maty.

4. DANIA – NIEMCY 2-0; 26.06.1992, Goteborg. 

Historia rodem z filmu. Dania nie zakwalifikowała się na mistrzostwa, tak więc piłkarze po zakończeniu sezonu ruszyli na urlopy. Jednak po wykluczeniu z turnieju Jugosławii ze względu na sankcje nałożone przez Radę Bezpieczeństwa ONZ, trzeba było na szybko skrzyknąć reprezentację, która bez większych przygotowań podeszła do rywalizacji z najlepszymi. Z każdym kolejnym meczem Duńczycy, którzy turniej zaczęli od bezbramkowego remisu z Anglią i porażki ze Szwecją, zyskiwali sympatię Europy.

W końcu w trakcie spotkania finałowego chyba już cały kontynent kibicował rewelacji turnieju. Oczywiście poza Niemcami, bo to właśnie z reprezentacją ówczesnych mistrzów świata zmierzył się „Duński Dynamit”. Faworyci od pierwszych minut chcieli pokazać niespodziewanym przeciwnikom, że z nimi takie numery jak we wcześniejszych spotkaniach nie przejdą. W pierwszym kwadransie rzucili się na Duńczyków, jednak bramki nie zdobyli. A w 18. minucie John Jensen w pierwszej groźniejszej akcji Duńczyków posłał petardę na bramkę Ilgnera i zrobiło się 1-0.

Niemcy przeważali niemal przez całe spotkanie, ale momentami desperacka obrona i dobra dyspozycja Schmeichela wystarczyły. Kwadrans przed końcem gola dorzucił Kim Vilfort i jedna z większych sensacji w historii futbolu stała się faktem.

3. HOLANDIA – ZWIĄZEK RADZIECKI 2-0; 25.06.1988, Monachium 

Co tu dużo mówić – w tym meczu padł jeden z najpiękniejszych i najsłynniejszych goli w historii futbolu. A dla wielu trafienie Marco van Bastena to po prostu numer jeden.

Wielka była ówczesna Holandia.

2. FRANCJA – WŁOCHY 2-1 (po dogrywce); 2.07.2000, Rotterdam.

DRAMAT Włochów. Francuzi byli mistrzami świata, ale na turniej rozgrywany na boiskach w Belgii i Holandii pojechali jeszcze mocniejsi – w zasadzie na każdą pozycję mieli dwie gwiazdy, taki tam kłopot bogactwa. Włosi wypadali skromniej, ale oczywiście nie wypadało lekceważyć drużyny, w której za tyły odpowiadali Cannavaro, Nesta i Maldini, a w ofensywie grał m.in. 24-letni Francesco Totti (wybrany później graczem meczu).

Szok. Jeszcze w 90. minucie Włosi prowadzili 1-0 po trafieniu Marco Delvecchio. Świetną robotę między słupkami odwalał Francesco Toldo, ale ostatecznie ten mecz przeszedł do historii jako popis francuskich rezerwowych:

– wprowadzony do gry w drugiej połowie Sylvain Wiltord w 93. minucie meczu zdobył gola wyrównującego, wykorzystując zgranie głową Davida Trezeguet, innego rezerwowego,
– w 103. minucie genialną akcję na lewym skrzydle przeprowadził Robert Pires, wprowadzony do gry w końcówce meczu, a na bramkę zamienił ją wspomniany Trezeguet.

Złoty gol. Tak piękna, jak i brutalna zasada. Koniec meczu. Nóż w serce Włochów wbił 23-latek, który tydzień wcześniej… podpisał kontrakt z Juventusem.

1. CZECHOSŁOWACJA – RFN 2-2 (rzuty karne 5-3); 20.06.1976, Belgrad. 

Wszystkie wcześniejsze mecze na tym turnieju – czyli półfinały i mały finał – kończyły się dogrywkami, jednak w przypadku tego spotkania po 25. minutach raczej nikt nie zakładał, że może dojść do powtórki z dobrze znanej rozrywki. Nasi południowi sąsiedzi z pewnością nie byli faworytami – grali przecież z mistrzami Europy sprzed czterech lat i mistrzami świata sprzed dwóch –  ale już wtedy prowadzili 2-0. Po golu strzelili Jan Svehlik i Karol Dobias, a szansę na zamknięcie zabawy zmarnował chwilę po wyjściu na dwubramkowe prowadzenie Marian Masny. Zamiast tego Dieter Muller strzelił bramkę kontaktową.

Następna godzina to wielki popis Ivo Viktora, bramkarza Czechosłowacji, który tym występem zapewnił sobie drugi tytuł najlepszego golkipera na Starym Kontynencie (pierwszy zdobył 1969 roku). Dopiero w 89. minucie skapitulował po strzale Bernda Holzenbeina. I doszło do ciekawej dogrywki, która jednak również nie przyniosła rozstrzygnięcia.

Już sam mecz był arcyciekawy i dramatyczny, a u jeszcze wielkie wydarzenie: pierwszy konkurs rzutów karnych w historii mistrzostw Europy. Ale pamiętany jest do dziś głównie z jeszcze innego powodu – w jego trakcie wykonano bodajże najsłynniejszego karnego w historii tego sportu. Przy stanie 4-3 dla Czechosłowacji fatalnie przestrzelił Ulli Hoeness, a zwycięstwo przyklepał Antonin Panenka, upokarzającą dla Seppa Maiera słynną podcinką.

Mecz kompletny.

KOMENTARZE (0)