Pazdan za mały na duże granie? Wielcy obrońcy niżsi od niego…
Weszło

Pazdan za mały na duże granie? Wielcy obrońcy niżsi od niego…

Czwartkowy występ Michała Pazdana został już wielokrotnie rozłożony na czynniki pierwsze. Sposób ustawiania się, wyczucie przy podejmowaniu decyzji, mądre rozgrywanie piłki i wiele innych – o tym wszystkim napisano setki akapitów. Chcieliśmy jednak zwrócić uwagę na coś innego – otóż Michał, jak na środkowego obrońcę, jest stosunkowo niskim zawodnikiem (1,81 m). Oczywiście w połączeniu z jego łysą glacą i aparycją nieznoszącą sprzeciwu nie ma to aż takiego znaczenia, ale skłoniło nas do pogrzebania w archiwach. Przeczesaliśmy metryki zawodników grających dziś, ale też i tych emerytowanych, po czym stworzyliśmy listę wybitnych środkowych obrońców, którzy, wchodząc do szatni, czołem o futrynę raczej nie zawadzali.

Istnieją w futbolu pewne stereotypy, które, choć przełamać trudno, z upływem lat podlegają jednak pewnym korektom. Kiedyś skrzydłowy ganiał głównie do linii i dośrodkowywał – dziś często ścina do środka i lutuje z dystansu. Bramkarz miał po prostu odbijać piłkę – teraz wymaga się też od niego gry nogami i pomocy w konstruowaniu akcji. Jedną ze stałych reguł jest natomiast ta, która dotyczy imponującego wzrostu stopera. To zresztą bardzo logiczne, bo zawodnik grający na tej pozycji często musi wdawać się w pojedynki główkowe, więc każdy dodatkowy centymetr może tu być na wagę złota. Jasne, może ewentualne braki nadrabiać innymi umiejętnościami, ale tak się przyjęło i już. Byli (i są) jednak zawodnicy, którzy doskonale radzą sobie nie będąc kolosami. Oto i oni.

Matthias Sammer – 1,80 m

Obrońca, który jak na zajmowaną przez siebie pozycję, strzelił w swojej karierze całkiem sporo goli. Pewnie po części dlatego, że występował też jako defensywny pomocnik, ale gdziekolwiek nie ustawiłby go trener, to ciąg na bramkę miał ewidentny. W tyłach niezwykle pewny, zdecydowany, a z przodu po prostu skuteczny.

W latach 90. generalnie był wzorem stopera, co potwierdza tylko Złota Piłka, którą otrzymał w 1996 roku. Niestety, ale rok później na skutek kontuzji kolana, zmuszony był zakończyć wyczynową karierę.

Swoją drogą – obejrzyjcie ten filmik i zastanówcie się: ilu środkowych obrońców dziś z takim spokojem i precyzją wykańczałoby akcję. Naprawdę, niewielu.

Billy Wright – 1,80 m

Niesamowity obrońca, zupełnie inny świat. Niecodzienne umiejętności antycypacji, fantastycznie ułożona prawa noga, charakterystyczny drybling polegający na trzykrotnym przełożeniu prawej nogi nad piłką, po czym kopnięciu jej lewą…

Dobra, sory – Wołek nam się włączył. Wright to prehistoria. Nie będziemy was kręcili, nie widzieliśmy nawet minuty meczu z jego udziałem, ale może jak popytacie dziadków… Karierę skończył w 1959 roku, więc trudno by ktokolwiek o nim pamiętał. Fakty są jednak takie, że Wright był niski, a grał długo i z sukcesami. Zadebiutował w seniorskim futbolu jako… 15-latek. Przez całą karierę nie ruszył się ze swojego Wolverhampton, dla którego zagrał łącznie 490 spotkań. Do tego 105 meczów w reprezentacji – byle leszcz takich liczb nie dobija.

Carles Puyol – 1,78 m

Unikat w skali światowej i nie mamy na myśli tylko wierności barwom i sposobu w jaki rozbijał ataki rywali. Puyol to po prostu gatunek wymierający w piłce – gdy Pique wymachiwał zapalniczką rzuconą na murawę, Carles wyrzucał ją za boisko i nakręcał do gry. Gdy Neymar z Thiago po piątej bramce wbitej Rayo Vallecano chcieli zatańczyć przy chorągiewce, kapitan raz, dwa przywołał ich do porządku. Przykłady takiego zachowania generalnie można mnożyć. Cokolwiek by się nie działo, to Hiszpan przede wszystkim chciał okazać szacunek do przeciwnika i zarazić nim kolegów.

Mimo przeciętnego wzrostu radził sobie doskonale, a wszelkie braki nadrabiał ogromną walecznością i nieposkromioną ambicją.

Danny Blind – 1,76 m

cid26280_1471627443_1999999380_DANNY_BLIND_10_van

Tak naprawdę to najpierw przyszedł nam na myśl jego syn, Daley, ale ten rzucany jest raczej po wszystkich pozycjach. Lewa obrona, środek pomocy, środek defensywy i tak dalej. Jego ojciec natomiast, czyli aktualny selekcjoner Holendrów, pasuje za to idealnie. Przez całą swoją karierę grał w centrum defensywy i nie wyściubił nosa ze swojej ojczyzny grając w Sparcie Rotterdam i Ajaxie. Ale aktualny Ajax nawet nie zasługuje na to, by porównywać go z ówczesnym. Wtedy była to jedna z najlepszych drużyn w Europie, która siała postrach na każdej szerokości geograficznej.

Blind miał bardzo duży udział w sukcesach tamtej ekipy, a przyznać trzeba, że swego czasu gablota w Amsterdamie pękała w szwach – były tam trofea za mistrzostwo oraz puchar Holandii, Puchar Zdobywców Pucharów, Puchar UEFA oraz Puchar Mistrzów. A wszystko to z Dannym jako generałem defensywy.

Franco Baresi – 1,76 m

Młodsi czytelnicy pewnie właśnie odpalają Wikipedię, a my się im bardzo nie dziwimy – Baresi bowiem piłki nie kopie już od prawie 20 lat. Ci, którzy mieli przyjemność oglądać go czy to w koszulce Milanu, czy też reprezentacji Włoch, zgodnie przyznają jednak, że grającego tak elegancko i skutecznie obrońcy nie widzieli ani wcześniej, ani już później. Ponad 500 spotkań dla Rossonerich, miejsce na liście FIFA 100 i wśród 100 najlepszych zawodników XX. wieku, złoty medal mistrzostw świata – takich wyróżnień nie zdobywa się przypadkiem.

Fabio Cannavaro – 1,76 m

O klasie tego zawodnika niech świadczy fakt, że w tym stuleciu był jedynym defensorem, który otrzymał Złotą Piłkę (pokonał choćby Ronaldinho czy Zidane’a). W swojej grze niesamowicie elegancki, sprawiający wrażenie faceta, który już dzień wcześniej wiedział, gdzie w danej akcji poleci piłka. W trakcie swojej przygody zgarnął wiele tytułów, ale jest też jednocześnie w grupie najwybitniejszych piłkarzy, którzy nigdy zaznali smaku zwycięstwa w Lidze Mistrzów

Musimy przyznać, że Mundial 2006 w wykonaniu Cannavaro, to chyba najlepszy indywidualny występ środkowego obrońcy jaki było nam dane zobaczyć. Czysta maestria – z takim człowiekiem z tyłu wstydem byłoby odpaść gdzieś po drodze do finału.

Joshua Kimmich – 1,76 m

Ok, nie jest to jeszcze wybitny zawodnik, ba!, trudno go w ogóle uznać za międzynarodowy poziom na swojej pozycji, ale jest to spowodowane tylko tym, że po prostu jest dopiero na starcie swojej kariery. Na tyle, na ile dało się go jednak zobaczyć, to jesteśmy spokojni o jego przyszłość – goście z takim potencjałem nie zwykli niespodziewanie przepadać. Kimmich w ostatnich miesiącach przeszedł tyle, że chyba nic nie jest w stanie go już w trakcie kariery zaskoczyć. Nie dość, że do Bayernu trafiał jako nominalny defensywny pomocnik, to jeszcze na nowej pozycji przyszło mu grać w najważniejszych meczach Guardioli i to biorąc pod uwagę całą przygodę Hiszpana z tym klubem. Ogromna presja, jeszcze większa odpowiedzialność, a 21-latkowi ciężko zarzucić błędy.

Od początku radził sobie nieźle, ale bardziej czepliwi kibice wypomną mu pewnie dwie pomyłki w starciu z Juventusem. Z każdym kolejnym spotkaniem prezentował się jednak coraz lepiej, imponował, mimo młodego wieku, dojrzałością i spokojem. Na pewno był też uczestnikiem jednej z najciekawszych sytuacji na boiskach Bundesligi ostatniego sezonu. Po meczu z Borussią Dortmund, w którym zagrał niemalże doskonale, przyjął niezwykle ekspresyjną lekcję futbolu od Guardioli. Na murawie. Przy wszystkich. Przed kamerami. Hiszpan określił potem Joshuę jednym z najinteligentniej grających piłkarzy z jakimi miał do czynienia.

Lothar Matthäus – 1,74 m

Lothar-Matthaeus-anno-1990_teaser_620x420

Przypadek w pewnym względzie podobny do Sammera, bo i jemu zdarzało się grać w roli defensywnego pomocnika. Rekordzista pod względem występów na Mundialach – w pięciu turniejach uzbierał aż 25 spotkań. Największe wrażenie robi jednak na nas to, ile razy zakładał na siebie trykot niemieckiej drużyny narodowej. 150 spotkań w koszulce z czarnym orłem, nieprawdopodobny wynik, a przecież przez cztery lata był pokłócony z selekcjonerem Bertim Vogtsem i przez ten czas nie otrzymał ani jednego powołania na zgrupowania. Dwie bańki pękłyby jak nic.

Swojej kariery reprezentacyjnej nie kończył jednak w chwale – obarczono go odpowiedzialnością za fatalne rezultaty osiągane przez drużynę, a sam publicznie przyznał, że żałował powrotu do kadry.

Javier Mascherano – 1,74 m

Przez długie lata gry w Liverpoolu sprawdzał się jako defensywny pomocnik. Gdy trafił do Barcelony, nieco z przymusu, przesunięto go parę kroków w tył i… okazało się to być jednym z najlepszych pomysłów na wykorzystanie jego umiejętności.

Świetne czytanie gry, bardzo dobra motoryka, ale też sposób ustawiania się. W parze z rosłym Pique, to duet niezwykle trudny do przejścia. A nam podobała się przede wszystkim interwencja Mascherano z mistrzostw świata w Brazylii. Można zapętlać, zapętlać i jeszcze raz zapętlać. Zwłaszcza, że najprawdopodobniej była to interwencja na wagę awansu do finału.

Ivan Cordoba – 1,73 m

Niezwykle wierny barwom mediolańskiego Interu i trzymający zawsze wysoki poziom, choć mamy wrażenie, że odrobinę niedoceniany. Dla kibiców Nerazzurrich zagrał ponad 400 meczów, pełnił rolę drugiego kapitana, a w międzyczasie doprowadził też reprezentację Kolumbii do zwycięstwa w Copa America (2001).

Dzięki temu, że należał raczej do mikrusów, był niezwykle sprawny i zwrotny. Nie trzeba wiele słów – wystarczy tylko zobaczyć jak poradził sobie z Brazylijczykiem Ronaldo, który w ten sam sposób wkręcił w ziemię w trakcie swojej kariery jakichś trzystu obrońców.

KOMENTARZE (0)