Dariusz Dźwigała i Bielsko-Biała. Czy to będzie dobrana para?
Weszło

Dariusz Dźwigała i Bielsko-Biała. Czy to będzie dobrana para?

Spadek do pierwszej ligi w kompromitującym stylu, strata dwóch kluczowych zawodników, obrona, która w minionym sezonie z uśmiechem na twarzy zapraszała rywali pod swoją bramkę… w Bielsku Białej rzeczywistość ostatnimi czasy nie była zbyt różowa. Na człowieka, który stanowić ma przysłowiowy impuls, pozwalający ogarnąć cały ten bajzel, wybrano Dariusza Dźwigałę. Z czym będzie musiał poradzić sobie w Podbeskidziu szkoleniowiec byłego Dolcanu Ząbki były szkoleniowiec Dolcanu Ząbki? Cóż, wydaje się, że robota wcale nie będzie łatwa, bo już na początku stają przed nim cztery duże wyzwania. 

1. Podnieść morale zespołu

Obejmowanie drużyny po takim sezonie jak poprzedni nie należy do najłatwiejszych zadań. Szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę okoliczności, w jakich Podbeskidzie zleciało z ligi. Już witali się z gąską, już mieli spokojnie dogrywać sobie sezon w grupie mistrzowskiej, aż tu nagle pomieszanie z poplątaniem rodem z „Mody na sukces” i koniec końców walka o byt w grupie spadkowej. Choć nazywanie tego walką będzie mocno przesadzone. W ostatnich siedmiu kolejkach Podbeskidzie skompromitowało się bowiem na całej linii. Najdobitniejszym dowodem na to, że z tego zespołu kompletnie zeszło powietrze, była porażka 1:5 w meczu o życie z Górnikiem Łęczna, z którym przecież w trakcie sezonu zasadniczego Podbeskidzie dwukrotnie zwyciężało.

Zmotywowanie piłkarzy i podniesienie ich morale po degradacji w tak podłym stylu będzie więc dla Dźwigały nie lada wyzwaniem. Choć były szkoleniowiec Dolcanu cieszy się sławą człowieka, który z dużą łatwością zaskarbia sobie sympatię zawodników, nie ulega wątpliwości, że w swojej dotychczasowej karierze trenerskiej nie miał jeszcze okazji obejmować grupy, w której panujący entuzjazm znajduje się gdzieś na poziomie Rowu Mariańskiego. Zarażenie optymizmem rozbitej psychicznie paczki będzie jednym z podstawowych problemów, z którymi będzie musiał sobie poradzić.

2. Zakotwiczyć w końcu gdzieś na dłużej i potwierdzić swoją klasę

Choć Dźwigała w Dolcanie radził sobie bardzo dobrze i był tam jedną z trenerskich rewelacji pierwszej ligi, mimo wszystko wciąż nie jesteśmy w stanie wyrobić sobie na jego temat konkretnego zdania. Gdy bowiem prześledzimy jego wcześniejsze losy, gdzieś z tyłu głowy zapala nam się ostrzegawcza lampka. Nie licząc jego pobytu w Starcie Otwock (no i w Ząbkach, chociaż tam – rzecz jasna nie ze swojej winy – również nie przebywał dłużej niż rok), nigdzie nie był on w stanie na dłużej zagrzać miejsca. Arka? Wielkie rozczarowanie i pożegnanie po niespełna czterech miesiącach pracy (prezes gdynian przyznał w wywiadzie dla nas, że o jego zwolnieniu zadecydowały nie tylko aspekty czysto sportowe). Wcześniej – Jagiellonia i półtora roku, ale tylko w roli asystenta Tomasza Hajty. Radomiak? Co prawda drużynę Dźwigała pozostawiał na pozycji lidera, jednak także nie zdołał zakotwiczyć tam na więcej niż pół roku. O poprowadzeniu w dwóch spotkaniach Polonii Warszawa nawet nie będziemy wspominać.

Ciekawi jesteśmy więc, czy Bielsko rzeczywiście może okazać się jego miejscem na Ziemi. Biorąc pod uwagę to, w jakiej sytuacji obecnie znajduje się Podbeskidzie, naprawdę trudno nam ocenić, czy akurat tam będzie on w stanie popracować nieco dłużej. Zadanie którego podjął się Dźwigała jest wyjątkowo niewdzięczne i w żaden sposób nie można porównać go do pozbawionego mimo wszystko większej presji prowadzenia klubu z przedmieść Warszawy.

3. Poprawić grę obronną

Jeśli Podbeskidzie znajdowało się w jakichś zestawieniach w czubie klasyfikacji Ekstraklasy (nie uwzględniając oczywiście odwracania tabeli na koniec sezonu), to z pewnością w tych dotyczących gry obronnej, a raczej jej nieudolnych próbach. „Górale” stracili w zeszłym sezonie najwięcej bramek spośród wszystkich drużyn Ekstraklasy – 63. Nie zgodzimy się jednak, jeśli ktoś będzie starał się nas przekonać, że Podbeskidzie ma cokolwiek do poprawy w tym aspekcie. Nie, tu po prostu należałoby wszystko skonstruować od podstaw.

Bramki stracone z gry – 41. Tylko Ruch miał ich na koncie więcej (o jedną). Prawa flanka, lewa? Wszystko jedno, pełne stereo – po 12 sztuk w plecy po atakach z każdego ze skrzydeł. Dziurawy środek? Proszę bardzo – 17 sztychów. Gole wpuszczane po stałych fragmentach? Również ścisła czołówka – 22, pod tym względem przewyższała ich jedynie Jagiellonia (25). Rzuty wolne, rożne, a nawet auty… Zagrożenie czaiło się dosłownie wszędzie. Podejrzewamy, że trenerzy rywali Podbeskidzia nie byli zmuszeni do przeprowadzania zbyt szczegółowych analiz. Doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że którego sposobu nie wypróbują, szansa na ukłucie przeciwnika jest równie duża.

Dźwigała przeciwnie – będzie musiał spędzić z pewnością kilka nieprzespanych nocy w poszukiwaniu rozwiązania problemu. Palącego problemu.

4. Zbudować drużynę na nowych fundamentach

Już teraz wiadomo, że w przyszłym sezonie w Podbeskidziu zabraknie dwóch piłkarzy, którzy zdecydowanie wyróżniali się na tle reszty zespołu. Chodzi rzecz jasna o Adama Mójtę i Mateusza Szczepaniaka. Choć co do pierwszego nasze uczucia są raczej mieszane (o czym zresztą mogliście przeczytać tutaj – klik!), to czysto piłkarsko jego odejście do Wisły trzeba postrzegać jako spore osłabienie. Jeśli chodzi natomiast o Szczepaniaka, to cóż, nie ma co się czarować – Podbeskidzie straciło niewątpliwie swój najjaśniejszy punkt. Zresztą – szybkie spojrzenie na statystyki tej pary wystarcza, by ocenić jakie spustoszenie jej brak może zasiać w poczynaniach ofensywnych:

Mójta – 8 bramek, 6 asyst, 1 kluczowe podanie
Szczepaniak – 10 bramek, 2 asysty, 2 kluczowe podania

Ponadto, biorąc pod uwagę, że z klubem prawdopodobnie pożegna się także kilku innych piłkarzy, Dźwigała może i nie będzie zmuszony do budowania wszystkiego kompletnie od zera, ale z pewnością będzie musiał znaleźć na tę drużynę nowy pomysł.

Jedyną zagadką pozostaje, w jakim stopniu Dźwigała przy konstruowaniu zespołu dostanie wolną rękę. Mamy jednak dość uzasadnione obawy, że nowy szkoleniowiec „Górali” mimo wszystko będzie zobligowany do rzeźbienia w tym, co dostanie. A że pewnie nie będzie to  zbyt wysoki jakościowo materiał… Cóż, życie. I kolejna okazja, by się wykazać.

KOMENTARZE (0)