Dzisiaj jesteś na dnie, a za pięć lat możesz być polskim Vardym
Weszło Extra

Dzisiaj jesteś na dnie, a za pięć lat możesz być polskim Vardym

Miałem osiemnaście lat, gdy przyjechałem do Anglii ze śpiworem i kilkoma kanapkami w plecaku. Spałem dwa dni pod bramą ośrodka treningowego Southampton. Wyszedł ochroniarz, pyta skąd jestem. Łamanym angielskim odpowiedziałem, że jestem z Polski i szukam klubu. On na to, że nie ma szans, że tu jest rozwinięty skauting, a nie że ktoś z ulicy przychodzi i będzie trenował. Ale nie poddałem się. Drugiego dnia przyszedł ten sam ochroniarz, zawołał mnie do środka, a tam czekał trener zespołu U18. Dostałem dwie godziny treningu. Dwie godziny szansy, którą wykorzystałem. Tak dostałem się do akademii Southampton, jednej z najlepszych w Anglii, choć w Polsce nikt nie dawał mi szansy – poznajcie historię Dawida Ambrożego, skauta PZPN na Wielką Brytanię. Jak pomaga polskim emigrantom? Jak potoczyła się jego przygoda z Southampton? Jakie są najnowsze trendy w skautingu? Dlaczego odrzucił ofertę Liverpoolu? Zapraszamy.

***

Gdzie grałeś w Polsce?

W KSZO Ostrowiec.

I dlaczego tam na ciebie nie stawiano?

Technicznie byłem jednym z najlepszych, ale fizyczne warunki miałem słabe, naprawdę słabe. Jestem z grudnia, odbiegałem od innych o 30-40 centymetrów, a wiadomo jak na wzrost patrzą w Polsce. Tylko, że potem przyszła druga klasa liceum i urosłem o 20 centymetrów w rok. Każdy otworzył oczy, ale wiadomo – jak się nie grało przez tyle lat, wchodziło maksymalnie na pięć minut, to jaki jest ten rozwój piłkarski? Trzy lata byłem w SMS-ie w Ostrowcu, potem w liceum związanym z ośrodkiem szkoleniowym PZPN, a więc byli to najlepsi w województwie, rywalizacja wysoka. Z jednej strony trenera rozumiem, że na mnie nie stawiał, z drugiej nie rozumiem.

Z jakiej rozumiesz? Przecież cię przekreślił ze względu na to, że dojrzewałeś później.

Przekreślił mnie, ale może bał się, że ktoś mi coś zrobi na boisku? Różne rzeczy przychodzą na myśl.

Wróćmy do Southampton. Jakie wrażenie zrobiła na tobie akademia?

Profesjonalizm niesamowity. Wszedłem z ulicy do szatni i nie czułem się, żebym był traktowany jako gorszy, jak gość z parku. Trener mnie przedstawił, każdy się ze mną witał, nie ja z nimi. Wszystko było dla mnie przyszykowane – getry, bluza, buty, koszulka, klapki, ręcznik. Trening jest tam rzeczą świętą – u nas jedni gadają o PlayStation, inni o imprezach, nie ma tej koncentracji. Nie mówię, że wszędzie tak jest, ale na swoim przykładzie pamiętam, że bywały nawet sytuacje, gdy ktoś przychodził pod wpływem alkoholu czy używek. Co do treningów, to bardzo dużo gry piłką. Ciągle gierki na posiadanie piłki, i nawet jak mieliśmy ćwiczenia odnośnie ustawiania się na boisku, to i tak w formie gierki. Było kilka treningów motorycznych i przyznam – odstawałem niesamowicie. Musiałem wstawać przed pracą o piątej rano, biegać po pięć mil, żeby nadrabiać, a potem na trening. Jak akurat nie było danego dnia treningu, to biegałem wieczorem 8-10 mil. Taka jest natura angielska – może być technicznie gorzej, ale fizycznie musisz być bardzo dobry. Nawet Krystian Bielik się o tym przekonał, bo wiemy jak trudne miał wejście w Arsenalu – wymiotował przy linii po każdych zajęciach. Za moich czasów Southampton korzystał jeszcze ze starego ośrodka, ale i tak było super. Nie patrzyli, czy trenują dwudziestolatki czy dziesięciolatki, dla każdego równe warunki, murawa, przygotowanie, opieka.

I jak się skończyła twoja przygoda ze Świętymi?

Po 2.5 miesiąca w sparingu złamałem nogę. Poszedł staw skokowy, noga o 180 stopni obrócona. Do tej pory czuję ból i muszę uważać. Nie miałem podpisanego kontraktu, tylko byłem na jakby przedłużonych testach, więc przez chwilę mi pomagali, ale po świętach już nikt się nie odezwał, nie odbierał telefonu. Musiałem sobie radzić sam.

Jak to przeżyłeś? Myślałeś pewnie, że złapałeś pana Boga za nogi, że wreszcie twój sen się spełnia, a tu znowu trudna lekcja.

Przez rok nie mogłem patrzeć na piłkę. Ani nie grałem, ani nawet nie chciałem oglądać meczów. Był okres kryzysu niesamowity. Myślałem, że skoro wywalczyłem sobie tą szansę, to po dziesięciu latach ciężkiej pracy i inwestowania swojego czasu w futbol wreszcie pójdzie, a tutaj taki cios. Jak każdy emigrant zacząłem pracować, przez siostrę, która tu mieszkała, załatwiłem sobie pracę, ale ta praca… nikt by takiej nie chciał.

To czym się zajmowałeś?

Słyszałeś historię o Agacie Wróbel? Jak po medalach, po sławie, wyjechała do Anglii i pracowała na śmietniku? Ja robiłem to samo. Idzie taśma, idą śmieci. I ty masz wybierać, za przeproszeniem, z gówna, puszki i inne pierdoły. Jakbyś się zamknął na dwanaście godzin w śmietniku i siedział, psychika czasem siadała. Teraz się z tego śmieję, ale było ciężko, naprawdę. Potem praca w fabryce owoców i sałatek, gdzie wstawałeś o trzeciej rano, gdzie zasuwałeś w minusowej temperaturze, ręce marzły, nogi marzły. Jakbym wtedy pomyślał, że za pięć lat będę szefem skautingu PZPN na Anglię, to bym się tylko śmiał. Dziękuję Bogu, że tak się to potoczyło. Może nie było mi pisanie grać w piłkę, ale właśnie pomagać wyłapywać największe talenty?

Jak to się stało, że dostałeś to stanowisko?

Po jakimś czasie powoli wracałem do futbolu. Tu się pograło w piłkę, tam pokopało z polonią… Zawsze czułem jakoś, że mam w sobie predyspozycje do skautingu, lubiłem przyglądać się i analizować czy ktoś się nadaje albo nie. Zgłosiłem się do Maćka Chorążyka i powiedziałem, że chciałbym pomagać i czy jest taka możliwość. Ówczesnym głównym skautem na UK był Piotrek Sadowski, zgodził się, żebym został wolontariuszem, dostałem dane do platformy skautingowej PZPN, zaczęło się jeżdżenie po meczach. Różnych, zarówno Sunday League, ale i akademii kategorii pierwszej. Kilka miesięcy później Piotrek Sadowski dostał pracę w Lechu Poznań, a Maciek zaproponował mnie rolę koordynatora skautingu na Wielką Brytanię. Nie mogłem odmówić, to był zaszczyt, ale pracuję też jako inżynier w firmie produkującej okulary. Naprawiam maszyny, programuję, kalibruję, serwisuję. Pracuję na noc, aby w dzień móc poświęcić się piłce.

Jak udaje ci się połączyć pracę z działalnością skauta? Pokaż nam swój grafik z ostatnich dni.

Z poniedziałku na wtorek na północ do pracy. Ósma rano powrót do domu, bez śniadania na pociąg, kierunek Londyn, Fulham, Craven Cottage. Rozgrywano tam finał pucharu Anglii szkół – obserwowałem jednego zawodnika QPR. Powrót do domu, 45 minut spania, potem do pracy, i dzisiaj jak wróciłem to jeszcze urzęduję bez snu (rozmawiamy w południe – przyp.red.), bo czekam na U16, Polska – Białoruś, UEFA Development, które zaczyna się niebawem.

Jak dowiadujesz się o polskich zawodnikach?

Pierwszą platformą jest portal „Gramy dla Polski” otwarty przez Tomka Rybickiego, szefa skautów na Niemcy. Fajna strona, każdy Polak grający w europejskim klubie może wysłać swój profil, zarejestrować się, a potem wykonywany jest telefon do rodzica, gdzie omawiamy szczegóły: jak długo dziecko jest w akademii. Kiedy ma najbliższe mecze, które można zobaczyć. Inna sprawa, że w Anglii przez te dwa lata wyrobiłem sobie siatkę kontaktów i teraz jak tylko pojawia się Polak w akademii, dostaję po prostu maila albo telefon. Zakres jest coraz większy – dwa lata temu była mowa o pojedynczych przypadkach, dzisiaj chodzi już o dziesiątki chłopaków. Powinienem skupiać się tylko na profesjonalnych akademiach, a więc tych od Premier League do League Two, ale poświęcam też czas na ligi niedzielne. Staram się pomagać naszym, pomimo, że nie powinienem tego robić, ale uważam, że skauting w Anglii nie jest wcale tak dobrze rozwinięty, i przez to niektórzy nie dostają szansy, na którą zasługują.

13292873_1718859291737252_1943068479_n

Skauting w Anglii twoim zdaniem słabo rozwinięty? Dlaczego?

Dlatego, że jest wielu chłopaków w niedzielnych ligach, którzy grają gdzieś w parku, a reprezentują wyższy poziom od zawodników z akademii.

Twoja diagnoza takiego stanu rzeczy?

Nie tylko w Polsce są układy, układziki, w Anglii też. Syn trenera czy uznanego zawodnika może dostać miejsce z urzędu. Z drugiej strony nawet dwunastolatki są podpisywani nawet na dwuletnie kontrakty. Ktoś w wieku 12 lat mógł być na super poziomie, ale gdy oglądam go w wieku 14 lat, to mógł cofnąć się w rozwoju. Z Vardym w wieku szesnastu lat rozwiązano kontrakt w Sunderlandzie, a teraz widzimy co się dzieje. Takich przykładów jest więcej. Można zdiagnozować potencjał, ale nie przewidzisz czy dany gracz go zrealizuje.

Na czym sam się skupiasz podczas oceny zawodnika?

Podczas pierwszej próby obserwacji skupiam się cały mecz na jednym piłkarzu, prawie nie śledzę meczu. W każdej sekundzie interesuje mnie tylko ten jeden zawodnik – patrzę co robi, patrzę na jego reakcje, na najmniejsze detale. Dopiero podczas drugiej obserwacji skupiam się na spotkaniu i jak względem niego prezentuje się piłkarz. Interesuje mnie inteligencja boiskowa, szybkość w podejmowaniu decyzji. To jak ktoś myśli na boisku, jak się porusza z piłką, bez piłki. Czy jest kreatywny, czy ma technikę użytkową. Niezwykle istotne jest też jak gracz zachowuje się w próbach utrzymania pozycji pod pressingiem. Jeśli poradzi sobie z presją i grą na małej przestrzeni, to już całkiem sporo.

Jesteś samoukiem czy przeszedłeś kursy skautingowe?

Skończyłem kursy IPSO i PSFA, a więc dwóch największych organizacji skautingowych w Europie.

Czyli masz wgląd w aktualne standardy skautingowe.

Rok temu skończyłem PSFA poziomy 1-3, a teraz w IPSO 1-2, żeby zobaczyć jaka jest różnica pomiędzy obiema organizacjami. Pracujemy choćby na obserwacjach klubów Premier League, więc wiemy jakich graczy szukają, czego wymagają.

Na co zwraca się szczególną uwagę na tych kursach?

Różnica między oglądaniem meczu na żywo a w TV jest niesamowita. Wiadomo, mamy rozwinięte systemy analityczne, możemy sobie siąść i wszystko obejrzeć, ale często dane nie mają odpowiedniego kontekstu. Nie zawsze kluczem jest to, że junior strzelił 3-4 bramki, ale to jak się poruszał, jak realizował założenia taktyczne. Statystyki często fałszują prawdziwy obraz pracy zawodnika na murawie. Na to kładli bardzo nacisk.

W jaki sposób?

Powiem ciekawostkę. Na IPSO mieliśmy 20 skautów z topowych akademii. Obejrzeliśmy mecz Bazylei i mieliśmy dwadzieścia minut, żeby zrobić statystyki środkowego pomocnika. Wszystkie aspekty: odbiory, przechwyty, procent celnych podań, podania do tyłu. Na koniec mieliśmy dać swoją ocenę. Miał naprawdę fajne wyniki, ale wtedy pokazali nam tabelkę innego piłkarza, a tam 95% celności podań przy dwudziestu pięciu próbach w trzydzieści minut. Inne miał porównywalnie dobre, wręcz znakomite. Mieliśmy stwierdzić na tej bazie, który zawodnik jest lepszy. 19 podniosło rękę, że tak, ten „nowy” jest lepszy od oglądanego przez nas. Ja, najmłodszy, wstrzymałem się od głosu, powiedziałem, że jestem pomiędzy. Chwilę potem puścili video tego drugiego: Sunday League, środkowy pomocnik z 25kg nadwagi, chyba troszeczkę skacowany. Biega, przewraca się. Sala w śmiech, sala pełna skautów topowych klubów, skautów z wieloletnim doświadczeniem. To była dobitna lekcja, że ze statystykami trzeba ostrożnie. Nie oddają boiska. Ktoś może mieć pięćdziesiąt podań ze stuprocentową skutecznością, tylko ile było kreatywnych? Ile dało realną korzyść? Na to bardzo się dzisiaj patrzy.

Musiałeś wtedy zyskać sporo szacunku wśród kolegów. Najmłodszy, a zagiął doświadczonych.

Fakt, po przerwie na lunch każdy się dosiadał, zagadał, pytał o moje spojrzenie i to na czym się skupiam.

Widziałbyś się jako profesjonalny skaut dużego klubu?

Nie widziałbym się, a już się widzę. Każdy mecz jest dla mnie formą nauki, zawsze podnoszę sobie poprzeczkę, a nie chwaląc się już miałem oferty z kilku klubów Premier League.

I odmówiłeś?

Na razie temat jest zamrożony. Były oferty z Sunderlandu, Evertonu, Liverpoolu, QPR, Celtiku.

Odmówiłeś Liverpoolowi?

Na razie zawiesiłem decyzję, ale jesteśmy w kontakcie. Zapraszali mnie ostatnio na wizytację akademii. Jest zainteresowanie, ale na razie pracuję dla PZPN. Nie chcę, żeby to tak wyglądało, że po dwóch latach uciekam do Premier League. Jesteśmy na emigracji, powinniśmy sobie pomagać, żeby każdy miał swoją szansę, żeby grał jak najlepiej, żeby miał okazję reprezentować koszulkę z orzełkiem.

Szczerze z ręką na sercu to powód odmowy „The Reds”?

Tak. Mam cierpliwość i wiarę. Do tego moje doświadczenia z Southampton i późniejsze… Nie chcę, żeby takie rzeczy przytrafiały się innym rodakom. Nigdy nie wybaczyłbym sobie, gdybym wypiął się na innego Polaka, nie pomógł mu. Fajnie, że pojawił się ostatnio Narodowy Model Gry, pogratulowałem, ale też dałem kilka swoich uwag odnośnie kwestii, które moim zdaniem zostały pominięte. Taki mail wysłałem do Marcina Dorny:

1. By szkolić polską młodzież bardzo ważne jest aby każdy z zawodników rozegrał równą ilość minut w sezonie, bo przecież wiemy, że jeden zawodnik rozwija się wcześniej, a drugi później. Przykład angielskich akademii klasy pierwszej i drugiej: przed sezonem podpisywana jest umowa na tle klub – zawodnik, że rozegra równą ilość minut. Rozumiem, że w Polsce bardzo często spotykana jest presja na punkty i gole, ale nie zmieni się wizerunku jakości polskiej piłki, jeżeli zawodnicy nie będą dostawać szansy w meczu ligowym. Dlaczego często w polskim szkoleniu/klubach spotyka się, że w zespole danego rocznika zarejestrowanych jest 30 zawodników, gdzie prawie ta sama 18 występuje przez cały sezon? Na zachodzie nazywamy to dyskryminacją szkoleniową.

2. Stworzenie nowej pozycji koordynatora na tle szkoła czyli OSSM czy LOSM a klubem. Wiemy, że pomimo uczestnictwa w szkole sportowej zawodnik reprezentuje swój klub. Bardzo często spotyka się sytuacje sporne w szkole i w internatach, gdzie często panuje nieład i brak kontroli nad tymi chłopakami. Czyli osoba, która reprezentuje ośrodek sportowy/ szkołę, klub i rodziców.

3. Kiedy otwarte zostały pierwsze 16 ośrodków szkolenia młodzieży – z tego co pamiętam w 2004/2005 r. – nie przeprowadzono żadnej teoretycznej lekcji na tle psychologiczno – piłkarskim, myślenia na boisku ale również zachowania poza nim. W Anglii poświęcają temu 4-5 godzin tygodniowo, plus analizy wideo z meczów. Przecież wiemy ze nie ma lepszego źródła nauki, niż kiedy można zobaczyć samego siebie i wyciągnąć wnioski z popełnianych błędów boiskowych ( patrz punkt 5).

4. Inwestycja w system tzw PMA, platforma online, która skupia bazę danych każdego ucznia/zawodnika, gdzie znajdują się informacje takie jak czas gry zawodnika, jego występy, plan gry, indywidualne statystyki oraz zespołowe, informacje medyczne, sesje treningów, oraz na tle szkoła – obecność, oceny, raporty ze strony nauczycieli/wychowawców, zegar rozwoju zawodnika oraz dodatkowe zakładki na prywatną bibliotekę.

5. Inwestycja w system ” replay analysis”, gdzie zamieszczane są wszystkie nagrania z meczów, gdzie każdy zawodnik posiadający osobiste dane do prywatnego użytkowania aplikacji może mieć wgląd do swoich poczynań na boisku, czytaj: wyciąganie wniosków i poprawienie decyzji boiskowych oraz mecze danych reprezentacji, rozgrywki europejskie itp.)

U nas nie brak talentów, tylko szwankuje ich rozwijanie. Dlatego jak jadą zwycięzcy Pucharu Tymbarku na Tottenham czy Werder to potrafią wygrać, a potem przechodząc do wieku U16 obrywają dwucyfrówką.

Jest wadliwy system.

Wielka uwaga do wyników juniorów jest dla mnie idiotyzmem, bezsensem, ogranicza szanse na rozwój tych, którzy dorastają trochę później. W Anglii jak ktoś ma podpisany kontrakt, to obowiązkowo musi grać, czy jest chudy, mały, grupy, dobry, słaby – dostają porównywalną liczbę minut, dostają szansę. Wadliwy system chcą naprawiać i zobacz – oni ściągają Belgów. Dla mnie to jest wstyd. Automatyzm, że uważają się w Polsce za idiotów.

Ja widzę to zagrożenie w wejściu Belgów, że wydamy kilkaset tysięcy euro na jakąś formę audytu, gdy te kilkaset tysięcy mogłoby zrobić różnicę choćby w szkoleniu trenerów, w kwestiach znacznie pilniejszych.

Polska, kraj z taką historią, gdzie mamy pełno mądrych ludzi mogących samemu stworzyć Pro Junior System, to zamiast im zaufać, będziemy płacić obcym. A przecież to nie jest jakaś wiedza tajemna – usunięcie tabel i wyników do U16. Równa liczba minut dla juniorów. Wszystkie mecze nagrywane i analizowane, bo co to za problem kupić kamerę za 500 złotych i postawić rusztowanie? Bardzo dużo nauczyłem się od Roda Ruddicka, który wynalazł Bale’a, Chamberlaina, Shawa. Kilka razy byłem z nim na kawie i powiedział mi: nie ma lepszej nauki, niż gdy zawodnik sam siebie widzi. Można mu mówić z boku, pouczać, ale jak zobaczy na video co robi źle, to błyskawicznie robi postępy. Profil piłkarza klubowo-szkolny, gdzie byłyby wszystkie oceny i uwagi do wglądu rodzica, trenera. Rodzice lub trenerzy często nie zdają sobie sprawy co się dzieje, a w szatniach połowa chodzi 20cm nad chodnikami, robią się grupki, jedni mają lepsze telefony, inni gorsze, jedni lepiej się ubierają, drudzy nie, i z tego też potrafią rodzić się kłopoty.

Przeżyłeś ciężką szkołę w szatni?

Tak. Bardzo ciężką. Ja się nie złamałem, ale jest wielu chłopaków, którzy się łamią. Może też przez takie a nie inne doświadczenia wychodzę poza swoje obowiązki i pomagam chłopakom z Sunday League, czasem załatwiam testy, wspieram, mówię co powinni robić, poprawić, staram się być w kontakcie. Dzisiaj jesteś na dnie, a za pięć lat możesz grać w Premier League. Być polskim Vardym. Ze wstydu bym się spalił i sumienie by mnie zjadło, jakby ktoś grał wysoko, a ja bym wiedział, że kiedyś się na niego wypiąłem.

Musisz walczyć o piłkarza? Mówić, żeby wybrał nas, a nie Anglię?

Nie. To jest w Niemczech. Tutaj nie ma mowy. Ta emigracja jest bardzo zżyta z Polską. Niektórzy mogą słabo mówić po polsku, ale nie ma takiej sytuacji, że oni będą sobie wybierać dla kogo grać. Polska, Polska i tyle.

Największe talenty juniorskie od nas w Anglii?

Choćby Bartek Zynek z QPR, Paweł Żuk z Evertonu czy Kacper Zając z Dungarvan Utd – przykład chłopaka, który gra w niedzielnej lidze, ale już interesują się nim akademie Premier League. Wybijające się jednostki w swoich rocznikach, w prestiżowych akademiach. Oczywiście nie zapominamy o reszcie zawodników, są pod stałą kontrolą. Nie chcę jednak pompować balonika. Po co to? Niech pracują. Wiadomo, jak to jest z mediami. Jeden odbierze to dobrze, drugiego to zniszczy.

Rozmawiał Leszek Milewski

KOMENTARZE (0)