Mafia, Słowik i Legia, czyli DGP na tropie
Weszło

Mafia, Słowik i Legia, czyli DGP na tropie

Jak się komuś wydawało, że można tak po prostu iść na stadion i obejrzeć mecz… No, takich naiwniaków nawet nam nie szkoda. Klubami rządzą gangi kiboli, a na trybunach goszczeni są już gangsterzy prawdziwi, z prawdziwej mafii. Jedzą indyka w curry albo żeberka (do końca nie wiadomo).

Dzisiaj w „Dzienniku Gazecie Prawnej” ukazał się tekst pt. „Zblatowani”, gdzie zmyślny grafik literkę „l” wziął w kółeczko. Zaczyna się od więc od Legii, a potem obrywają już wszyscy, z Chełmianką Chełm, Milanem i Barceloną włącznie! Wszystkie te kluby trzymane są za mordy przez gangi, w Krakowie – dla przykładu – kibic rzuca nożem w zagranicznego piłkarza i trafia go w głowę, a klub nawet tego nie komentuje! Dziennikarz na wszelki wypadek nie wspomina, że zdarzenie miało miejsce 17 lat temu, bo to pewnie trochę stępiłoby przekaz. A przekaz ma być ostry. Swoją drogą, aż wyobraziliśmy sobie zdziwienie rzecznika prasowego Wisły, poproszonego o komentarz do zdarzenia z 1999 roku…

Naprawdę nie mamy nic przeciwko temu, by o polskich klubach pisano w sposób zdecydowany, tępiono patologię, która rzeczywiście w mniejszym lub większym stopniu występuje (sami z nią walczymy). Natomiast gdy zaczyna się w tym temacie manipulować i posuwać zbyt daleko, to jednak – uwaga, to będzie przenośnia, a nie opis sytuacji – nóż nam się w kieszeni otwiera. Weźmy taki fragment…

„Tak się dziwnie składa, że kluby piłkarskie przyciągają także największych gangsterów. W sierpniu 2013 roku z więzienia przy Rakowieckiej wyszedł po odsiedzeniu wszystkich wyroków Andrzej Z. Ps. Słowik, obok „Pershinga” i „Dziada” najsłynniejszy polski gangster, były szef „Pruszkowa”. Jak pisał dziennikarz śledczy „Gazety Wyborczej” Wojciech Czuchnowski, „grupa pruszkowska handlowała nielegalnym alkoholem, narkotykami, napadała na tiry, konwoje z pieniędzmi, handlowała przemycanymi papierosami, sprzętem elektronicznym, bronią, ściągała haracze z agencji towarzyskich, restauracji, pubów, dyskotek i hurtowni. Pruszkowiacy mieli wpływ na rynek gier na automatach, wymuszali też haracze za skradzione samochody. W rozprawach z przeciwnikami gangsterzy uciekali się do zabójstw i porwań. Gang kontrolował przemyt amfetaminy do Skandynawii i Niemiec. Miał też kontakty z mafią południowoamerykańską”. Jeden z pierwszych obiadów, jakie zjadł „Słowik” na wolności z kilkoma starymi kolegami miał miejsce w Sports Bar & Restaurant, czyli klubowym pubie na stadionie Legii. Wybierał między indykiem w curry faszerowanym marchwią i porem, glazurowanymi żeberkami, penne carbonara i hitem tego miejsca, czyli rogalem Deyny, nadziewanym wołowiną, boczkiem, salami i czosnkiem. W klubach Silver i Gold, czyli miejscach o reglamentowanym dostępie z dobrym widokiem na płytę boiska, pojawia się do dziś niejakie „Preslej”. To jeden ze znajomych „Słowika”, podobnie jak Andrzej F. ps. Florek, kiedyś kierowca „Pershinga”, dzisiaj zapalony kibic drużyny z Łazienkowskiej. Prezes Leśnodorski zapewnił nas, że nie zna ani „Słowika”, ani „Presleja”. O „Florka” już nawet nie pytaliśmy.”

Drodzy czytelnicy, przeanalizujcie ten fragment i zastanówcie się, jak został skonstruowany. Najpierw wymienione są wszystkie sprawki mafii pruszkowskiej (przecież wiadomo, że to nie byli chłopcy od strzelania z procy), a później wprost zostaje ona powiązana z Legią i jej prezesem – który wprawdzie twierdzi, że gangsterów nie zna, ale ostatnie kpiące zdanie sugeruje, że to ściema.

A teraz wczytajmy się w to uważnie. „Słowik” po wyjściu na wolność po odsiedzeniu wyroku podobno zjadł obiad w restauracji na Legii. Owa restauracja nawet nie należy do Legii, prowadzi ją niezależny podmiot i płaci klubowi za najem. Do restauracji wejść może każdy, prosto z ulicy, dzień w dzień jest tam kilkuset klientów. Czy gdyby zamiast tam, „Słowik” zjadł obiad w restauracji Sphinx, to zostałby powiązany z Sylwestrem Cackiem? A wtedy chociaż faktycznie zjadłby w restauracji Cacka.

Równie dobrze „Słowik” mógłby kupić w kiosku „Dziennik Gazetę Prawną”, a wtedy można byłoby napisać, że były mafiozo z Pruszkowa zaczytuje się w tekstach dziennikarzy „DGP”. Może to jego koledzy? Wprawdzie dziennikarze twierdzą, że „Słowika” nie znają, ale w takim razie po co były bandzior miałby czytać taką prasę? Przecież nie po to, by poznać kurs akcji KGHM!

Czy mafiosi – byli albo aktualni – mogą jadać obiady we wspomnianej knajpie czy też chodzić na mecze Legii? Oczywiście. Z jednego prostego powodu – każdy może chodzić na Legię. Czy mogą chodzić do strefy Silver albo Gold? Oczywiście. Z jednego prostego powodu – każdy może chodzić do strefy Silver albo Gold, po prostu bilety tam są droższe niż gdzie indziej. Tak samo jak mogą być zapraszani do lóż przez osoby, które takie loże sobie kupiły (i żaden klub im nie powie, kogo mogą zapraszać, a kogo nie). Mieszanie w to wszystko klubu jest obrzydliwe. Czy klub sprzedając bilet do strefy Silver albo Gold ma żądać zaświadczenia o niekaralności? Czy osoby, które wyszły z więzienia nie mogą brać udziału w imprezach masowych? To jakieś nowe prawo?

Nie wiemy, gdzie „Słowik” jada obiady i czy chodzi na mecze (z tekstu wynika, że nie chodzi, ale raz zjadł obiad na stadionie). Ale jak „Słowik” pójdzie do kina to właściciel galerii handlowej zostanie z nim powiązany? Przecież to tak ohydna manipulacja, że się w głowie nie mieści. Chcecie piętnować ludzi, którzy faktycznie chcą się ogrzać w blasku mafii? Piszcie o raperze „Tede”, który ze „Słowikiem” nagrał teledysk. Albo o rynki książki, którym zawładnął „Masa”…

Oberwało się Legii za to, że zatrudniła Macieja Dobrowolskiego – co było konieczne, by wyszedł z aresztu tymczasowego po ponad trzech latach. A dziennikarze „DGP” krzyczą: – Przecież on wciąż jest oskarżony! Czy osoba oskarżona nie ma prawa podejmować pracy w Polsce? O co tu w ogóle chodzi? Gość ma umrzeć z głodu? Oberwało się Leśnodorskiemu, że ma tatuaż przedstawiający jednego z bohaterów filmu „Ojciec Chrzestny”, a to przecież film o mafii. Co gorsza, wykonał go „Staruch”, którego gazeta opisuje tak – „uniewinniony ostatnio z zarzutu handlu narkotykami”. Skoro uniewinniony, to po co ten dopisek? Żeby słowo „narkotyki” wystąpiło w tym samym zdaniu, bez względu na kontekst? Gdyby napisać, że robi tatuaże, bo uczył się w Akademii Sztuk Pięknych, to pewnie byłoby nie po linii?

I tak – od manipulacji do manipulacji. Zestawić kontrakt sponsorski Manchesteru United (750 milionów funtów) z rocznym budżetem Legii (ok. 100 milionów złotych), by pokazać, jaka jest przepaść finansowa, ale nie wspomnieć, że ten kontrakt MU jest 10-letni, a nie roczny… No oczywiście, że przepaść jest, więc tym bardziej nie trzeba naciągać faktów. Pisanie, że nasze kluby nie mają szans z Szachtarem Donieck albo Dynamem Kijów…. No oczywiście, że nie mają, ale może warto sprawdzić, czy właśnie tam nie ma mafijnych pieniędzy? Tam, a nie w Legii?

„Na innych stadionach zblatowanie też ma się wyśmienicie. Od Ekstraklasy do III ligi, a nawet B-klasy. Lech Poznań i Wisła Kraków, do niedawna również Widzew Łódź i ŁKS, tolerują zbiórki pieniędzy na stadionach. Teoretycznie w całości przeznaczane są one na oprawy meczów, czyli dekoracje na trybunach. W praktyce najwyżej połowa pieniędzy trafia na ten cel. Pozostałe zasilają kieszenie hersztów kibolstwa, którzy uzurpują sobie prawo do nazywania się prawdziwym Lechem, prawdziwą Wisłą czy prawdziwym Widzewem. W czasie meczu, który przyciąga około 20 tys. kibiców (w Warszawie regularnie, w Krakowie do niedawna też, w Poznaniu nawet dwa razy więcej) do puszek trafia nawet 60-70 tysięcy złotych. Co najmniej 30 tys. staje się nielegalnym, nieopodatkowanym zarobkiem grup kontrolujących sytuację na stadionie”.

Nie wykluczamy, że z jakiejś puszki giną pieniądze, zgadujemy nawet, że tak się może zdarzać. Giną też podczas WOŚP. Ale nigdy nie odważylibyście się podać tego jako pewnik i wrzucić do jednego wora wszystkie zbiórki w Polsce, przesądzić, że uczciwych nie ma. Natomiast dziennikarze „DGP” przesądzają, że okradani są kibice na każdym stadionie, nawet wiedzą, że ginie ponad połowa kasy. Tylko nie napisali najważniejszego – skąd to wiedzą? Bo to byłoby naprawdę interesujące. Papier przyjmie wszystko.

Ale to chyba generalnie jest mocno ssane z palucha, skoro trafiamy na taki fragment…

„W niższych ligach porozumienia z ultrasami są codziennością. Bilety na stadion trzecioligowej Chełmianki Chełm kosztują dla wszystkich 10 zł, ale dla zblatowanych z zarządem klubu tylko złotówkę. Zdarza się też darmowe piwo albo inny alkohol. W zamian kibolstwo zapewnia doping, oczywiście na miarę skali klubu, miasta i możliwości. Bez zniżek dopingu by nie było, a na mecze nie przychodziłoby 4 – 6 tys. osób, przez co właściciele nie zarabialiby tyle, ile planowali”.

Chylimy czoła przed weryfikacją faktów do tego materiału. Od czterech do sześciu tysięcy widzów w Chełmie? Spoglądamy na frekwencję na ostatnich meczach: 400, 200, 300, 400, 400… Na szczęście polskie kluby są w dobrym towarzystwie – okazuje się, że z chuliganami nie poradziła sobie FC Barcelona, a Real Madryt tylko troszeczkę.

Panowie z „DGP”, mamy taki pomysł – walczmy z patologiami na stadionach, brawo! Ale najpierw walczmy z patologiami w prasie.

KOMENTARZE (0)

INNE SPORTY