Image and video hosting by TinyPic
13 dowodów na to, że ten sezon został wyreżyserowany
Anglia

13 dowodów na to, że ten sezon został wyreżyserowany

Trochę ochłonęliśmy po wczorajszej informacji, że ten niewiarygodny sen o tytule dla Leicester City właśnie się spełnił. Za tym angielskim miastem bardzo długa i pełna wrażeń noc, przed nimi pewnie kilka kolejnych tygodni świętowania, podczas którego nazwiska Vardy’ego, Ranieriego czy Mahreza będą śpiewane częściej niż „kurwom gola” w rodzimej Ekstraklasie. My zaś, im dłużej o tym sezonie myślimy, tym większej nabieramy pewności, że został wyreżyserowany. Że po prostu, bez jakichś większych rozterek, wręczono reżyserię tych rozgrywek jakiemuś specowi z Hollywood, który skroił całość pod wzorce z Los Angeles.

Dowody? Ach, jest ich zdecydowanie zbyt wiele! Skupiliśmy się na trzynastu najważniejszych.

1. Mistrzem zostało Leicester City.

Okej, nie jest to szczególnie oryginalne, ale na tym właściwie moglibyśmy zakończyć. Mistrzostwo dla „Lisów”, dla gości, którzy przed momentem bronili się przed spadkiem, powinno zakończyć temat i ostatecznie udowodnić, że Premier League 2015/16 to dzieło marketingowców. Ale na szczęście, to dopiero wierzchołek tej historii.

2. W roli głównej obsadzono sympatycznego dziadka, który przez całą karierę wyglądał na nieudacznika, a ostatecznie potwierdził brak jakości doprowadzeniem Grecji do historycznej porażki z Wyspami Owczymi.

Claudio Ranieri. Czy można było wybrać kogoś gorszego do roli człowieka, który zgarnia bandę życiowych wykolejeńców i robi z nich mistrza Anglii? Tak, w końcu Janusz Wójcik czeka na oferty z zagranicy. Reżyser jednak poszedł w stronę ckliwej historii od zera do bohatera, a nie hardkorowego science-fiction – stąd fucha dla włoskiego trenera, najsłabszy spośród tych z jako-takim nazwiskiem, najbardziej na aucie spośród tych, których zatrudnienie nie wywołuje ataku serca u kibiców. Pasował idealnie do roli gościa, który w wieku 66 lat w swoim czternastym klubie zdobywa pierwszy tytuł mistrza.

3. W drugiej roli głównej obsadzono nadpobudliwego gościa z mordą osiedlowca, który jeszcze niedawno biegał z policyjną bransoletą na nodze po boiskach niższych lig.

Rany, jaki oklepany schemat! To jest tak ograne, tak wtórne, że wspomniany reżyser w USA straciłby pewnie robotę. Przecież wątek gościa, który ma w historii bójki w barach, policyjną bransoletę i zawieszenie kariery na rok, by pracować w fabryce pojawiał się chyba we wszystkich filmach o sporcie stworzonych za wielką wodą. Brakuje chyba tylko epizodu, gdy już jako pozornie ogarnięty mężczyzna zalicza nagłą wtopę. Ach, byśmy zapomnieli! Przecież Jamie Vardy – bo o nim mowa – w jednej ze scen wyzywa od „żółtków” obsługę kasyna, do którego wyleciał się rozerwać. Biorąc pod uwagę, że właściciel też jest rasy żółtej… Ale spokojnie, rozchodzi się po kościach. Przecież to jeden z najważniejszych bohaterów filmu, nie możemy go tak wcześnie pożegnać…

4. Najważniejszy bohater wypada w dramatycznych okolicznościach z finałowych meczów.

…ale oczywiście w finałowym momencie tego głównego bohatera musimy pożegnać. Książkowy zabieg – w najważniejszych meczach, na finiszu, drużyna musi radzić sobie bez swojego lidera, który w dramatycznych okolicznościach dostaje dwa mecze zawieszenia. Och nie, och nie, co się stanie z tym zespołem, który doznaje tak poważnego osłabienia w takim momencie sezonu?

5. Superrezerwowy, który nie obraża się na swoją rolę.

Spokojnie, jest przecież bohater trzeciego planu. Ulloa, wjeżdża na mecz ze Swansea i pakuje dwie bramki. Klasowy strzelec, który od razu godzi się z rolą rezerwowego, cały sezon czeka na swoje wielkie wejścia, które – gdy już następują – są równie spektakularne jak historia Vardy’ego. Rzut karny w piątej minucie doliczonego czasu gry? To fajny pomysł, niech faktycznie wykona go gość z drugiego szeregu.

6. Najważniejsze gole? Kapitan o aparycji trzydrzwiowej szafy.

Co ciekawe, reżyser nie poprzestał na rozpisaniu ról i historii dla prawdziwych piłkarzy, zdecydował się też dołączyć do ekipy profesjonalnego aktora. Terry Crews, znany między innymi z reklam jednego z dezodorantów, wcielił się w Wesa Morgana, potężnego obrońcę i kapitana zespołu, który w decydujących momentach własną ogromną głową rozbijał mury, szeregi przeciwnej obrony i ręce bramkarzy. Gol na 1:1 z Manchesterem United w Teatrze Marzeń, wcześniej zwycięskie trafienie w meczu z Southamptonem. Takie rzeczy zostawia się charakterystycznym twarzom, które na długo zostaną zapamiętane przez widza. Nie dziwi angaż masywnego siłacza z reklamówek.

7. Bramkarz wychodzący z cienia wielkiego ojca.

Ten wątek wydaje się dodany nieco na siłę, ale przecież to Hollywood, nie ma czegoś takiego jak „przesyt” efektów czy nierealnych historii. Bramkarz to zresztą na tyle ważne ogniwo zespołu, że nie może być tylko anonimowym kolegą Vardy’ego. Sztampa królująca w tym filmie nakazała użyć kalki „syn w cieniu ojca”. Utalentowany, całkiem porządny golkiper, ale jednak, wciąż tylko „syn Petera Schmeichela, legendy Manchesteru United”. Oczywiście trochę to przerysowane, bo przecież i Kasper nie jest anonimem, a przede wszystkim – nie jest już młody, ale może to dodatkowy atut. Wyjście z cienia w momencie, gdy wielu już nie wierzyło, że zrobi dużą karierę. Tak, to brzmi filmowo.

8. Gol nożycami. Zawsze musi być gol nożycami.

9. Dorzućmy jeszcze gościa o wyglądzie drwala, który zostaje mistrzem w ramach ukoronowania długiej i pięknej kariery, choć siedem lat temu wydawało się, że urwano mu na boisku nogę.

Ale to tylko epizod, nie chcemy tutaj filmu obyczajowego.

10. Who the fuck is Mahrez?

No musi być też taka postać, nie ma opcji. Taki wiecie, pozytywnie wyluzowany, wygadany, trochę kontrast dla Vardy’ego, ale jednak nie do końca. Dobry przyjaciel, dobry ziomek, w dodatku na murawie głównie się bawi, tam tunel, gdzie indziej piętka, jakieś chore dogranie, chory drybling. Super, że reżyser wybrał do tego akurat Mahreza, była okazja pokazać retrospekcję, jak czwartoligowe francuskie Quimper przekazuje młodemu chłopakowi, że nici z kontraktu. Mahrez ponoć się wtedy rozpłakał. Wyciągnięty z drugiej ligi francuskiej za jakieś grosze, teraz z tytułem dla najlepszego piłkarza ligi od PFA.

Aha, Riyad dobre imię, utkwi w pamięci widzów.

11. Jak by zacząć tę historię… Może seks-taśma prosto z Tajlandii? 

Tak, to zdecydowanie jest dobry pomysł, trochę w stylu Hitchcocka. Zacznijmy te wyreżyserowane rozgrywki od wyrzucenia idola kibiców, szkoleniowca, który cudem utrzymał zespół z uwagi na seks-taśmę jego syna, również pracownika klubu, który podczas podróży do kraju, z którego pochodzą właściciele klubu nagrał rasistowską seks-taśmę.

Trudno, gra na podstawie tego filmu będzie miała oznaczenie „PEGI 16”, ale przynajmniej zacznie się z ikrą.

12. No i wreszcie grande finale, impreza w domu Vardy’ego.

Idealna ostatnia scena. Skoro już w trakcie sezonu wtrącamy komediowy wątek z robieniem własnej pizzy w ramach świętowania po zwycięstwie, zakończmy to wielką bibą w domu napastnika, z której filmiki rozwalą system i będzie można je puścić przy napisach końcowych jak zdjęcia w końcówce „Kac Vegas”. Terry Crews w roli Wesa Morgana ciągany po podłodze w slow motion. Tak, to jest fucking Hollywood, baby!

13. Wprowadzenie do drugiej części, skacowany Vardy.

Bez kitu, mamy nadzieję, że przyszły sezon też dadzą temu reżyserowi.

KOMENTARZE (0)

Najnowsze wpisy

INNE SPORTY

Szamoobrona