Dziewięć godzin niczego. Najgorsze mecze Ligi Mistrzów ostatnich miesięcy
Weszło

Dziewięć godzin niczego. Najgorsze mecze Ligi Mistrzów ostatnich miesięcy

„To nie może być słaby mecz” oszukiwali nas wczoraj – oczywiście nie celowo – Przemysław Rudzki do spółki z Marcinem Rosłoniem. Czy odważymy im się znów w tej kwestii zaufać? Bardzo wątpliwe. To jednak nie pierwszy taki pojedynek pod banderą Champions League w ostatnim czasie. Zdecydowaliśmy się wejść w to bagno raz jeszcze i ponownie przeżyć wszystkie najgorsze koszmary minionych miesięcy.

Uwaga! Przed odpaleniem skrótów zapoznaj się uważnie z treścią załączonego opisu bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

Sezon 2015/2016, półfinał: Manchester City – Real M. 0:0

Wspomnienie, które siedzi w głowie jako to najświeższe. Co mniej odporni psychicznie budzili się jeszcze dziś w nocy zlani potem, gdy we śnie nieznajoma postać przykuwała ręce i nogi do krzesła i z uśmiechem zdradzającym niecne, wręcz szalone zamiary ordynowała oglądanie powtórki. Jednej, drugiej, trzeciej. Po czymś takim pękłby nawet szkolony latami do pracy w ekstremalnych warunkach żołnierz Marines.

„W życiu byśmy się nie spodziewali, że półfinałowy mecz Ligi Mistrzów śmiało można by puszczać na torturach – a jednak. Oglądanie tego spotkania zakrawało o wyższy poziom masochizmu, naprawdę. W pewnym momencie zaczęliśmy szukać sobie ciekawszych zajęć. I tak wpadliśmy na to, że lepiej bawilibyśmy się przy myciu talerzy, szczotkowania zębów czy rozebraniu się i pilnowaniu ubrania. Serio, kaszanka była dziś grana nie tylko przed meczem, ale i przez dobre osiemdziesiąt minut kopania w piłkę.”

Sezon 2015/2016, 1/8 finału: Manchester City – Dynamo Kijów 0:0

Kolejne rewelacyjne widowisko z tego sezonu z udziałem Manchesteru City, w którym najciekawsze sytuacje to:

– podanie do bramkarza rywali
– przeciągnięta wrzutka
– strzał, przy którym Aguero zalicza glebę i trafia kilometr od bramki
– zbyt mocne podanie do swojego bramkarza
– niecelny rzut wolny
– kolejne pudło Aguero kilometr od bramki
– słupek Navasa

… i w którym pierwszy celny strzał – nie licząc tego podania z pierwszej połowy – to uderzenie Jarmołenki z ostatniego kwadransa.

Sezon 2015/2016, 1/8 finału: Benfica – Zenit 1:0

To był specyficzny dwumecz. Z jednej strony – dramaturgia pełną gębą. Gol na 1:0 w pierwszym meczu pada w doliczonym czasie gry, w drugim – po godzinie kompletnej kaszany nagle Zenit przypomina sobie, że w sumie to warto by było zaatakować. Jakby w jednej chwili Villasa-Boasa olśniło, że „hej, 0:0 daje awans im, a nie nam!” Dzięki temu w drugim spotkaniu przez ostatnie pół godziny aż kipiało od emocji – gol Zenita, akcja za akcję, wyrównanie Benfiki, ostateczne dobicie gospodarzy… Ale to pierwsze było torturą jak najbardziej porównywalną do wczorajszego spektaklu. Z tą różnicą, że tutaj gol jednak padł. Ale – jak się łatwo domyślić – nie w efekcie zapierającej dech płynnej akcji, a po stałym fragmencie.

Sezon 2015/2016, faza grupowa: FK Astana – Atletico 0:0

Zero sytuacji strzeleckich z gry w pierwszej połowie, w drugiej – niewiele lepiej. Zresztą, sami sobie odpowiedzcie na pytanie, czy jeśli do highlightsów wybiera się sytuację, w której Godin w ogóle nie trafia w piłkę po dośrodkowaniu z narożnika boiska, to całe spotkanie mogło wzbudzić jakiekolwiek emocje poza znużeniem? Ewentualnie frustracją, bo to przecież niemal dwie godziny z życia, krótko mówiąc, psu w dupę.

Sezon 2015/2016, faza grupowa: Dynamo Kijów – Maccabi Tel Awiw 1:0

Na szczęście tego dnia meczów o niebo atrakcyjniejszych już na pierwszy rzut oka było zatrzęsienie. Dynamo grało o awans, Maccabi – o nic. Skończyło się więc na tym, że gospodarze przede wszystkim nie chcieli zaliczyć wpadki, a gdy już wyszli na prowadzenie – utrzymać kontrolę nad meczem jak najmniejszym nakładem sił. A że drużyna z Izraela jakoś nieszczególnie kwapiła się tego dnia do sprawiania przykrych niespodzianek, to danie podane przez ten duet okazało się kompletnie nie do strawienia. Gol z przypadku, emocje po kwadransie i golu na 1:0 już nawet nie zerowe, a wręcz na poziomie ujemnym.

Sezon 2014/2015, 1/8 finału: Szachtar – Bayern 0:0

On też, choć przecież sporo czasu na zaleczenie ran było, wciąż siedzi nam w głowie. Cały ten mecz najlepiej podsumowuje sytuacja Thomasa Mullera na samym początku – notabene jedna z niewielu w spotkaniu. Niemiec, który pod bramką rywali jest koszmarem golkiperów, strzelił tak lekko, że piłka przeturlała się parę metrów, po czym bez problemu wybił ją obrońca Szachtara. Delikatnie mówiąc – ani jedni, ani drudzy specjalnie się nie przemęczyli. Gdyby nie to, że to Ukraina, a także że akurat mieliśmy zimę, pewnie jedni i drudzy nie mieliby oporów przed wystawieniem leżaczków i wychyleniem po piwku czy dwóch.

Untitled 2Skrót meczu TUTAJ (KLIK)

***

Wszystkim tym spotkaniom zgodnie przyznajemy zaszczytny znak jakości „poniedziałku z Ekstraklasą”. Choć w sumie… Patrząc na ostatnie mecze naszych ligowców w ten zdaniem wielu najgorszy dzień tygodnia, chyba i na niego tak do końca nie zasługują.

KOMENTARZE (0)