Finlandia obalona. Mecz samych dobrych wiadomości
Weszło

Finlandia obalona. Mecz samych dobrych wiadomości

Lipiec 2016, Nawałka: „wcale nie jestem zaskoczony, że Rymaniak zdobył koronę króla strzelców Euro”, Co, śmiejecie się? To się śmiejcie, ale może nie do utraty tchu – Nawałka znowu udowodnił, że jest mistrzem wyciągania królików z kapelusza i w jego wypadku żadnego scenariusza nie można ostatecznie wykluczyć. Kto powie, że dziś najlepsi obok Grosickiego byli Starzyński i Wszołek, ten wiele się nie pomyli. Kaca po Finlandii nie ma, jest pewne, przekonujące zwycięstwo i owocny przegląd wojsk. Wiedzieliśmy, że ta reprezentacja ma silny kręgosłup, ale teraz okazuje się również, że ma zupełnie przyzwoite rezerwy.

To był mecz samych dobrych wiadomości. W pierwszej połowie narzuciliśmy takie tempo, że zapowiadało się jakbyśmy mieli regularnie co dziesięć minut strzelać gole już do końca. Finowie nie wiedzieli co się dzieje, kręcili się jak na karuzeli, której puściły zabezpieczenia. Po zmianie stron trochę cofnęliśmy się, jakby Nawałka w przerwie powiedział wszystkim „3:0 to niebezpieczny wynik” – trzymaliśmy więc Finów w ryzach, a w odpowiednim momencie zadaliśmy kolejne ciosy.

Grosicki z Serbią po prostu zawiódł i dla niego ten mecz był bardzo poważnym testem. W linii pomocy – licząc graczy ofensywnych – był najbardziej doświadczonym graczem, jedynym z pierwszej jedenastki. To odpowiedzialność, przymus brania na swoje barki kreowania gry. I Grosik nie zawiódł, był znowu sobą, tym, którego lubimy i cenimy – nieuchwytnym dla rywali Turbogrosikiem. Jędrzejczyk? Pewny w tyłach, z przodu nieustannie aktywny, z dwoma asystami. Gdyby nie to, że musi rywalizować z gościem pokroju Piszczka, byłby pewniakiem. Nowi gracze? Obaj, zarówno Wszołek jak i Starzyński, zgłosili tak poważny akces na Euro, że w domach Sebastiana Mili, a szczególnie Sławka Peszki, też dziś może zostać obalona Finlandia.

Problem ze stoperami, z którymi borykamy się od dawna? Zarówno Pazdan jak i Salamon pokazali się ze swojej najlepszej strony. Pazdan w najgroźniejszej sytuacji świetnie zaasekurował Boruca i wybił piłkę z linii, a gracz Cagliari posłał do Grosika takie podanie na 5:0, za które i Pirlo wypiłby lampkę wina. Wiedzieliśmy, że Salamon umie tak zagrywać, ale teraz pokazał to również w kadrze – pomoże zbudować pewność siebie w reprezentacji, czego trochę brakowało mu z Serbami. Z której strony by nie patrzeć na mecz, który miał zbadać długość naszej ławki, okazuje się, że może trzeba by tam dostawić jeszcze kilka dodatkowych krzesełek. Ważna, optymistyczna informacja.

Nie wróżymy, by Finlandia kiedykolwiek zdobyła mistrzostwo świata, nie wróżymy, by zespół, który dzisiaj przyjechał do Wrocławia, wkrótce zaczął rzucać europejską piłkę na kolana. Ale wiele razy przyjeżdżały do Polski podobnej klasy drużyny, murowały, a my biliśmy głową w ścianę. Dzisiaj tego nie było, nie było ani przez chwilę – to znowu była reprezentacja Polski z firmowymi dla siebie ostatnio atutami, a więc zadziwiającą łatwością stwarzania doskonałych okazji  – co tym bardziej cieszy, bo przecież zaczęliśmy w dość eksperymentalnym składzie, a mimo to charakter drużyny został zachowany. Znowu nie tylko wynik cieszył, ale również styl: pełna kontrola nad boiskowymi wydarzeniami, a do tego ze dwa wiaderka efektowności. I nie zamierzamy zrzucić tego na karb przeciętności rywala: to raczej my zagraliśmy tak dobrze, niż oni tak źle.

Panowie, dobra robota. Obawialiśmy się nieco tego zgrupowania, przed dużymi imprezami dla naszej kadry często był to moment brutalnego przebudzenia, poważnych pęknięć. Tu nic takiego nie miało miejsca. Jest konsekwencja, jest postępująca krok po kroku budowa. Oby tak dalej. Na kolejne mecze czekamy z ekscytacją, a nie obawą – oto być może najlepszy miernik.

 Fot. FotoPyk

KOMENTARZE (0)