post Avatar

Opublikowane 17.03.2016 15:52 przez

Piotr Tomasik

Dlaczego z ośrodka odnowy biologicznej wyniósł dekoder Cyfry+? Co znalazł w opakowaniu po butach? Auto którego kolegi wstąpiło na pół dnia do Żandarmerii Wojskowej? W kolejnym odcinku cyklu „Ale to już było” z naszymi pytaniami zmierzył się Piotr Dziewicki. 

Kariera z dzisiejszej perspektywy – spełnienie czy niedosyt?

Biorąc pod uwagę fakt, że nie byłem ani szybkościowcem, ani wytrzymałościowcem, a zaszedłem tak daleko, to wydaje mi się – jestem spełniony. Apetyty były bardzo duże, ale myśląc o tym, ile pracy włożyłem i ile kosztowało mnie to wysiłku, chyba mogę być zadowolony.

Największe spełnione piłkarskie marzenie?

Takich marzeń na pewno miałem wiele. Jednym z nich było to, żeby grać w lidze angielskiej i choć nie spełniło się, to grałem przeciwko zawodnikom, którzy w tej lidze występowali. Na przykład Mateja Keżman i Milan Baros – pierwszego spotkałem w meczu z Fenerbahce, drugiego w starciu z Galatasaray. Może nie tyle, że szczytową formę mieli za sobą, ale choćby lata świetności Serba to gra w Chelsea – bardzo dobry piłkarz, lubił wychodzić na prostopadłe zagrania. Jednak obaj byli napastnikami światowej klasy, reprezentanci, trzeba było mocno się skupić, zebrać i przy nich pracować. Jeszcze wspomniałbym Tuncaya Sanliego, który grał potem w Middlesbrough. Więc może to marzenie, nawet nie połowicznie, ale trochę zostało spełnione.

Największe niespełnione piłkarskie marzenie?

Na pewno gra w reprezentacji Polski. Nie dane mi było w niej wystąpić, choć miałem powołanie do kadry Engela na dwumecz na Cyprze, pół roku przed mistrzostwami świata w Korei. Niestety, doznałem kontuzji po powrocie z tygodniowych testów w Spartaku Moskwa. Rozgrywaliśmy sparing na sztucznym boisku i naderwałem mięsień przywodziciela. Musiałem odłożyć ten debiut na później, jak się okazało – nigdy do niego nie doszło.

Duży zagraniczny transfer, który nie doszedł do skutku?

To chyba właśnie ten Spartak. Bylem tam siedem dni, ale niestety, nie udało się zostać. Trenerem był Oleg Romancew i pamiętam, że spotkałem wielu zawodników, którzy grali wtedy w reprezentacji Rosji. Bardzo fajnie wspominam ten czas, pierwszy raz po treningu pojawiły mi się myszki przed oczami, tak był ciężki i trudny. Ale nie chciałbym wracać, czy zadecydowały względy sportowe, bądź inne. Kiedy byłem w Turcji, wiele rzeczy usłyszałem na ten temat od ludzi, którzy znali się z wtedy drugim trenerem Spartaka. Ten temat trzeba pozostawić w ten sposób. Niech będzie, że to z przyczyn sportowych nie zostałem tam dłużej.

Najlepszy piłkarz, z którym grał pan w jednej drużynie?

Z takich bardzo dobrych piłkarzy to był Jacek Dembiński w Amice Wronki oraz Oscar Cordoba, bramkarz reprezentacji Kolumbii. Nie tylko świetny zawodnik, ale i człowiek, dobry kolega z drużyny. Tych dwóch piłkarzy dobrze pamiętam, ale było ich więcej, bo choćby Arek Bąk w Polonii Warszawa. Też Maynor Suazo z Antalyasporu – zanim do nas przyszedł, został wybrany najlepszym defensywnym pomocnikiem austriackiej ligi, więc jego jakość była duża.

Najlepszy piłkarz, przeciwko któremu pan grał?

Milan Baros, Mateja Keżman, Diego Lugano – to były te nazwiska. Ale muszę przyznać, że tym najlepszym, z którym miałem największe problemy w jednym meczu, był Robert Lewandowski. Graliśmy z Lechem Poznań na Konwiktorskiej. Ruchy napastników, przeciwko którym występowałem można było przewidywać i dobrze się ustawiać. A w tym meczu miałem duży problem, choć byłem bardzo dobrze fizycznie przygotowany. Robert miał to coś, co pozwalało mu ten ułamek sekundy szybciej pomyśleć. Było widać, że ma niesamowitą chęć, by zrobić karierę. A te cechy, które już wtedy było można dostrzec, pozwoliły mu to osiągnąć, bo widzimy, w którym miejscu jest dziś Robert Lewandowski.

Najlepszy trener, z którym pan pracował?

Wielu było bardzo dobrych trenerów, którzy odcisnęli na mnie swoje piętno, jednak zawsze powtarzam trzy nazwiska. Trener Jerzy Engel, który mi zaufał i dał szansę, wprowadził do składu i razem zdobyliśmy mistrzostwo Polski. Później Werner Liczka, który miał duży wpływ od strony techniki i taktyki. No i trener Wdowczyk od strony charakterologicznej. Także to tych trzech szkoleniowców, ale naprawdę mógłbym wymienić wielu. Bo jeden był lepszy od strony taktycznej, merytorycznej i miał świetny warsztat, ale nie był fajnym człowiekiem – i ta komunikacja z zespołem kulała. Ale to jak zawsze – była większość trenerów, u których dobre cechy górowały, u innych się przeplatały z tymi złymi, a jeszcze inni w ogóle zapisywali się in minus.

Najgorszy trener, z którym miał pan przyjemność?

To jest takie pytanie, na które nie należałoby odpowiadać, jeśli chodzi o podanie nazwiska. Tacy byli, ale tak jak powiedziałem – nie chciałbym mówić. Można też powiedzieć, że czasem dla siebie byłem słabym trenerem.

Gej w szatni? Spotkał pan takiego, chociaż raz?

Nie, nigdy nie spotkałem.

Najlepszy żart, jaki zrobili panu koledzy? Kto i gdzie?

W Amice Wronki. W pudełku po butach Adidasa, Copa Mundialach, znalazłem dwa piękne drewniaki, obszyte skórą. Takie typowo lekarskie, dostałem od drużyny. Paweł Skrzypek, Jacek Dembiński, Arek Bąk, Grzesiek Mielcarski, Paweł Kryszałowicz – taka grupa śmieszków, było bardzo sympatycznie.

Najlepszy żart, który wykręcił pan?

Może nie sam, bo miałem pomocników, ale to było właśnie w Amice. Jacek Dembiński przyjeżdżał do klubu takim ładnym Audi Kombi Allroad, ciemnozielony kolor. Śmialiśmy się, że jeździ samochodem Żandarmerii Wojskowej i od strony pasażera przylepiliśmy mu plastrem właśnie litery Ż i W. No i Jacek niestety jeździł z tym aż do późnego popołudnia, zorientował się, gdy dojechał z Wronek do Poznania. Także takie żarty chodziły nam po głowach.

Kim chciał pan być po zakończeniu kariery i jak bardzo marzenia różnią się od rzeczywistości?

Obecnie jestem trenerem i prowadzę biznes, więc można powiedzieć, że spełniam marzenia o byciu szkoleniowcem i kierowaniu własną działalnością. Na pewno praca z różnymi trenerami pozwalała myśleć – „być może chciałbym iść w tym kierunku”? Nie wiem, czy to było marzenie, czy po prostu widziałem, że mam do tego jakieś predyspozycje i chciałbym to robić. Marzeniem na pewno zawsze była praca w szkole z dzieciakami. Żeby ich motywować, ruszyć z tych wszystkich kanap, fajnie organizować czas. To się nie udało, musiałem zrezygnować z AWF-u w Warszawie, bo nie mogłem tego pogodzić z piłką, ale miejmy nadzieję, że jeszcze do tego wrócę. Także jeśli chodzi o jakieś marzenia, to idę w dobrym kierunku. Z jednej strony dalej w szatni, czuję zapach tej atmosfery – tego mi brakowało. Może nie od razu po zakończeniu kariery, bo byłem zmęczony, ale po jakimś czasie zacząłem za tym tęsknić i myślę, iż wielu zawodników ma taki problem, że ta pustka się pojawia i nie wiadomo co zrobić. Mam pewien pomysł na temat, ale jeszcze nie chcę się tym dzielić, bo jest za wcześnie.

Co kupił pan za pierwszą grubszą premię?

Kupiłem mieszkanie. Pamiętam, że mama miała gdzieś w spółdzielni swoją książeczkę, a może nawet ona była moja. Pierwsza wpłata poszła więc z takiej właśnie grubszej premii.

Najbardziej pamiętna impreza po sukcesie?

To była impreza w Centrum Promocji Kadr u prezesa Romanowskiego po zdobyciu Mistrzostwa Polski na Łazienkowskiej. Pamiętne 3:0 z Legią. Naprawdę długo tam się bawiliśmy, prezes się potem śmiał, że wszystkie alkohole z barku na dole zostały przez nas wypite i było dosyć głośno. Ale też wiele zabaw w Lolku, warszawskim lokalu, gdzie zawodnicy Polonii mieli swoje miejsce. Chodziliśmy tam z rodzinami lub bez i to nie tylko po wygranych meczach.

Największa suma pieniędzy przepuszczona w jedną noc?

Takich problemów nie miałem nigdy. Zawsze, nawet jak się zdarzyło, że ten stan nieważkości był dość duży, to raczej kontrolowałem wszystko. A nigdy nie miałem skłonności hazardowych, więc nie mogę powiedzieć, że przepuściłem ogromne kwoty pieniędzy.

Z którym piłkarzem z obecnych ekstraklasowiczów najchętniej zagrałby pan w jednej drużynie?

Myślę, że na środku obrony bardzo chciałbym zagrać z Michałem Pazdanem. Albo z Igorem Lewczukiem. To jest taki typ zawodnika, który mi odpowiada. Czułbym się przy nich pewny, a też wiedziałbym, że mam odpowiedniego gracza za swoimi plecami i mogę podjąć ryzyko. Błędy, które ci zawodnicy popełniają, nie są przypadkowe, tylko wynikają z grania na tej pozycji. Czasem się zdarzają, są przewidywalne, łatwe do korekty. Poza nimi to Rafał Murawski, dalej jest w wysokiej formie w Pogoni i Marcin Robak. Co prawda ma kontuzję, ale chciałbym z nim zagrać. Typowa „9”, lubi dostać piłkę ze skrzydła na nogę czy głowę.

Z którym z obecnych trenerów Ekstraklasy chciałby pan pracować?

Myślę, że z Czerczesowem. Ma pomysł w jaki sposób ułożyć i przygotować zespół, a patrząc od strony trenerskiej, chciałbym poznać warsztat pracy ze Wschodu. Nie wydaje mi się, że to jest stara szkoła rosyjska, gdzie wrzucało się do pojemnika 50 jajek i te które przetrwały, to grały, tylko jest to wszystko przemyślane. Twarda ręka, ale ja zawsze zawsze taką lubiłem, która umiała wytłumaczyć – „dlaczego?”.

Poziom Ekstraklasy w porównaniu do pana czasów – tendencja wzrostowa czy spadkowa?

Na pewno poziom się podniósł pod względem taktyki, siły i wydolności zawodników. Jednak jakość, technika, pewne zachowania na boisku – to jest na niższym poziomie. Rozwój tego nie idzie tak szybko, jak proces przygotowywania piłkarzy siłowo. Zawodnicy nie są w stanie przeciwstawić się silnym, szybkim, wytrzymałym rywalom, bo nie maja techniki i nie potrafią odpowiednio przewidywać ruchów przeciwnika. A żeby mocnych rywali pokonać, trzeba mieć umiejętności techniczno-taktyczne na wysokim poziomie.

Najcenniejsza pamiątka z czasów kariery piłkarskiej?

Sygnet polonijny, który dostaliśmy po mistrzostwie Polski. To chyba ta najcenniejsza pamiątka, na pewno nigdy się go nie pozbędę.

Pierwszy samochód?

Fiat 126p, mojej mamy. Dojeżdżałem nim z Milanówka do Warszawy. Później moim własnym samochodem był Trabant, miałem go jako junior. Nigdy nie było problemów z odpaleniem, nawet przy ogromnym mrozie. Sprawował się bardzo dobrze, chociaż czasami dużo dymił. Klasyczny dwusuw ze zmianą biegów na kierownicy.

Najlepszy samochód?

Honda Accord.

Najlepszy młody polski piłkarz, który ma szansę zrobić wielką karierę?

Duże szanse ma Kapustka, jeśli liznął profesjonalizmu od Robert Lewandowskiego na zgrupowaniach kadry. Także Kownacki z Lecha ma odpowiednie predyspozycje, nie jest to chłopak, któremu może odbić woda sodowa. Lech, nie tylko pod względem piłkarskim, ale i mentalnym jest w stanie przygotować zawodnika – żeby nie zadowalał się tym co ma, ale i patrzył do przodu. „Kownaś” ma nosa, strzela bramki, jest bardzo młody. Jego potencjał może mu pozwalać myśleć o tym, że kto wie, może będzie piłkarzem światowej klasy. Zależy to jednak od wielu czynników.

Artykuł prasowy o panu, który najbardziej zapadł w pamięć?

Chyba nie było takiego. Nie byłem osobą, o której można pisać barwnie, bo nie dostarczałem prasie sytuacji, o jakich można by dużo opowiadać.

Ulubione zajęcie podczas zgrupowań?

Muszę przyznać – często spałem. Chodziłem szybko do łóżka, zawsze się ze mnie śmiano, że idę spać z kurami. Po prostu odpoczywałem.

Ulubiony komentator?

Andrzej Twarowski i Tomek Smokowski – to jest naprawdę wysoka półka.

Ulubiony ekspert?

Grzesiu Mielcarski, zawsze podobał mi się jego komentarz. Wyważony, treściwy i zawsze na odpowiednim poziomie.

Największy jajcarz, z którym dzielił pan szatnię?

To chyba był Mariusz Malinowski w Polonii Warszawa, który ciągle robił psikusy. Kiedyś przez przypadek zabrałem dekoder Cyfry+ i wszystkie piloty z miejsca, w którym mieliśmy odnowę biologiczną, bo schował mi je do torby. Musiałem później to odnieść. Przystrajał samochody lub je przeparkowywał, wiązał jeden but do drugiego, obciął komuś spodnie, robiąc z długich krótkie – różne rzeczy, ciągle jakieś głupoty wymyślał.

Największy pantoflarz?

To chyba ja. W Turcji miałem ksywkę „kılıbık”, co znaczy po turecku właśnie pantoflarz. Ale nigdy z tego powodu nie robiłem problemów, zawsze podchodziłem z uśmiechem. Tak, mogę powiedzieć – jestem pantoflarzem!

Największy podrywacz?

Tomek Moskal w Polonii i Arek Kaliszan.

Największy modniś?

Arkadiusz Malarz. To było dla niego ważne – fryzura zawsze dobrze zrobiona, ułożona na jeża. Więc wskazałbym właśnie jego.

Najlepszy prezes?

Marek Łebkowski. Mam okazję teraz nim współpracować w klubie MKS Ciechanów. Tych prezesów miałem wielu i życzyłbym sobie, żeby kluby Ekstraklasy mieli ludzi z taką pasją, mających wizję stworzenia czegoś ciekawego, którzy chcą zrobić coś od podstaw, porządnie – a nie na glinianych nogach. Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że takim człowiekiem jest właśnie Marek Łebkowski.

Najgorszy prezes?

Nie można powiedzieć, że najgorszy, bo nie o to chodzi. Jednak najwięcej błędów popełniał prezes Wojciechowski w Polonii, bo mimo pompowania ogromnych pieniędzy, klub nie był w stanie nic zrobić. Zespołu nie buduje się tak jak bloku – kupię najlepsze cegły, zaprawę, tynki, to powstanie super budynek. W piłce jest tak, że nawet jeśli zbierze się najlepszych zawodników, a nie zrobi drużyny, to nic z tego nie będzie. Nie mówię o nim jako najgorszym prezesie, ale człowieku, który nie potrafił wykorzystać tego, czym dysponował. Jego największą porażką było to, że nie otoczył się ludźmi, którym mógłby zaufać. Gdyby Polonia była dobrze zarządzana, to dziś być może ona byłaby w miejscu, w którym jest Legia.

Największe opóźnienie w wypłaceniu pensji?

Po mistrzostwie w Polonii Warszawa musiałem się zrzec dość pokaźnej kwoty, by odejść do Amiki Wronki. To było prawie dwupokojowe mieszkanie w Warszawie, ale gdybym się ich nie zrzekł, to bym nie odszedł. Do dziś Marcin Kuś, Wojtek Szymanek i trener Chrobak muszą się sądzić o swoje pieniądze, a byli w Polonii dosyć długo. Dużo stracili. Kariera piłkarza jest krótka, Polonia jest moim klubem i nim będzie, ale trzeba było patrzyć na takie sprawy w sposób rozwojowy.

Alkohol w sezonie?

Nie powiem, że się nie zdarzało. Po wygranych meczach zawodnicy uderzają na imprezy i ja również. Ale wydaje mi się, że im byłem starszy, tym ta wiedza na temat tego, w jakim stopniu powinienem by profesjonalistą, była coraz większa. Mniej więcej od 2004 roku, wiedziałem kiedy można, a kiedy nie i w jakich ilościach. Trochę to trwało, bo miałem wtedy już 25 lat.

Najlepszy kumpel z boiska po zakończeniu kariery?

Bardzo dobry kontakt mam z Dawidem Banaczkiem, z którym grałem w Amice i reprezentacji młodzieżowej. Więc wydaje mi się, że jeśli chodzi o zawodnika, z którym występowałem na boisku, a z którym utrzymuję kontakt, to właśnie on.

Obozy sportowe – bieganie po górach, czy bieganie po górach z kolegą na plecach?

Doświadczyłem obu. Przed meczem z Wisłą, dokładnie dwa tygodnie przed ligą, kiedy trenerem był Zdzisław Podedworny biegaliśmy i to dosyć mocno po górach. Przyjechała Wisła i w pierwszej połowie strzeliła nam cztery gole. Nie byliśmy w stanie nic zrobić, czuliśmy się zawaleni gruzem totalnie. Wydaje mi się, że można się w inny sposób przygotowywać, co nie znaczy, że takie wyprawy nie mają pozytywnych wyników.

Najgroźniejsza kontuzja?

Miałem podejrzenie zerwania więzadła krzyżowego. Gdy grałem w Amice, wyskoczyłem do główki i zostałem lekko trącony, przez co wygiąłem kolano. Jednak przez to, że zawsze słynąłem z tego, że miałem mocne nogi i mięśnie, to kolano utrzymało się w ryzach, a więzadło tylko lekko się naderwało. Druga taka kontuzja – tuż przed zakończeniem kariery, też po główce, spadłem na przekrzywiona stopę i pozrywałem mięśnie oraz więzadła w kostce.

Czego zazdrości pan polskim dzisiejszym piłkarzom?

Staram się niczego nie zazdrościć. Ale myślę, że piłkarze powinni docenić, na jakich obiektach mogą się przygotowywać, na jakich stadionach grają i jakie mają warunki. A wiem, że często zawodnicy narzekają – coś jest nie tak. I nie chodzi tutaj o zazdrość, ale mógłbym się urodzić 10 lat później i zagrać na tych pięknych stadionach.

Przygotował PP

Opublikowane 17.03.2016 15:52 przez

Piotr Tomasik

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Weszło
06.07.2020

Od obsikania radiowozu do 648 meczów w Serie A. Buffon bije kolejny rekord

– 648 to nie tylko numer. To całe życie – napisał Gianluigi Buffon po meczu z Torino. Meczu wyjątkowym, bo golkiper Juventusu został dzięki niemu zawodnikiem z największą liczbą występów w Serie A. Paolo Maldiniego wyprzedził o „oczko”. Jedni powiedzą, że na siłę, bo przecież Gigi miał już w Juventusie nie zagrać, jednak wrócił właśnie po to, […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Wachowski: Arka i Korona? W PZPN-ie nie przekręcaliśmy polskiej piłki i nie przekręcimy

Gościem w dzisiejszym poranku Weszło FM był Łukasz Wachowski, dyrektor departamentu rozgrywek w PZPN. Co będzie ze spadkowiczami, Arką Gdynia i Koroną? Kiedy ruszy nowy sezon Ekstraklasy, a kiedy pierwszej ligi? Czy jest szansa na VAR na zapleczu Ekstraklasy i jeśli tak, to od kiedy? Kto będzie sędziował mecze barażowe w 1. lidze? O tych […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Sequel lepszy od „jedynki”. Milewski i Tuszyński ZNÓW to zrobili

Świat filmu od lat staje przed dylematem – kręcić sequel hitowej historii, a może odpuścić sobie i spocząć na laurach wspaniałej „jedynki”? Druga część „Nagiego instynktu” to komplety szajs, przy „Batman i Robin” można wydłubać sobie oczy, sequel „Głupiego i głupszego” wywołuje fizyczny ból. Nakręcenie „dwójki” to wyzwanie, wszak twórca musi unieść ciężar oczekiwań po […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Derby Łodzi się oddalają? Widzew znów przegrywa w II lidze…

To jest nie do wiary. Już w ubiegłym sezonie wydawało się, że Widzewowi awansu do I ligi nie jest w stanie odebrać nic, żaden kataklizm ani katastrofa. Później zaś zawodnicy z al. Piłsudskiego zremisowali 10 meczów z rzędu, na finiszu przegrali jeszcze z GKS-em Bełchatów i ostatecznie pozostali na trzecim szczeblu rozgrywkowym. W tym sezonie […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Zagłębie w tym sezonie zawiodło, ale Bohar gra życiówkę

Zagłębie Lubin to bez wątpienia jedna z najbardziej rozczarowujących ekip w tym sezonie Ekstraklasy. W jej składzie sporo jest bowiem naprawdę jakościowych zawodników, którzy skleceni w spójną całość powinni bić się o ligowe podium, a nie kotłować w dolnej połówce tabeli. No ale wyszło jak wyszło. „Miedziowi” na własne życzenie nie załapali się do grupy […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Wisła się utrzyma, ale pytanie: co dalej?

Bardzo prawdopodobne, że dzisiaj kibiców Arki czeka smutny dzień. Tylko punktu zdobytego przez Wisłę Płock w starciu Górnika Zabrze potrzeba, by Nafciarze utrzymali się w Ekstraklasie. Mieliby 43 oczka, dziewięć zapasu nad Arką, a że po rundzie zasadniczej Wisła miała więcej łupów, to matematyka byłaby na trzy kolejki przed końcem prosta. Ale chyba nie tylko […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Powrót Grosika, show Linettego, 10 goli Polaków. Świetny tydzień stranierich!

Polscy piłkarze w minionym tygodniu gościli na okładkach gazet w całej Europie. Nie ma w tym cienia przesady, bo nasi stranieri dawali kapitalne popisy. Tu dublecik, tam dublecik, tu gol i asysta, tam wyciągnięty rzut karny… Ciężko było znaleźć zakątek świata, w którym nasi nie daliby popisu. Aż przyjemnie zasiąść po takim tygodniu do zestawienia […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

PRASA. Sikorski: Kołakowski obiecywał mi transfer do Legii Warszawa

– W ogóle obcokrajowcom trudno trafić do Hiszpanii w niższych ligach, mają tam mnóstwo swoich zawodników. Jako polskiemu Austriakowi lub austriackiemu Polakowi udało mi się tam wcisnąć i zobaczyć to z bliska. Przeanalizowałem, że w polskiej ekstraklasie jest coraz więcej Hiszpanów. Carlitos, Dani Ramirez czy Jesus Imaz grali w niższych ligach, przenieśli się do Polski […]
06.07.2020
Włochy
05.07.2020

Roma zapomniała, że nie tylko bramkarz musi być kozakiem, ale Lopez napsuł krwi Polakom

Derby słońca, tak mówi się o starciach Napoli z Romą. Dziś to słońce zaszło nad Rzymem i nie był to zachód piękny. Porażka Giallorossich może pogrążyć drużynę Paulo Fonseki w walce o europejskie puchary. Nie pomógł nawet Pau Lopez, który dwoił się i troił między słupkami, żeby uratować tyłki kolegów z zespołu. Ale jeśli mamy wskazać […]
05.07.2020
Hiszpania
05.07.2020

Villarreal rozbity. Tak grającą Barcę aż chce się oglądać

Jeżeli wziąć pod uwagę wyłącznie mecze wyjazdowe, Barcelona do dzisiejszego meczu z Villarrealem przystępowała zaledwie jako piąta siła hiszpańskiej ekstraklasy. Katalończycy przegrali już w lidze pięć meczów na wyjeździe, kolejnych pięć zremisowali. Dlatego wiele wskazywało na to, że i dzisiaj podopieczni Quique Setiena mogą zanotować jakąś wpadkę. Tym bardziej że marnie im się w ostatnim […]
05.07.2020
Anglia
05.07.2020

Bednarek jak skała. Southampton poskromił Manchester City

Organizacja gry, znakomita defensywa, mnóstwo heroicznych interwencji. Southampton w naprawdę wielkim stylu zwycięża dzisiaj z Manchesterem City. „Wielkim” nie w sensie dominacji na boisku, bo „Obywatele” w drugiej połowie wręcz miażdżyli rywali posiadaniem piłki i liczbą strzałów posłanych w kierunku bramki. Ale znakomitą obronę też trzeba doceniać i nie należy szczędzić dla niej komplementów, a […]
05.07.2020
Weszło
05.07.2020

Ekstraklasa w najprzyjemniejszym wydaniu, ale tylko Piast ma punkty

Gdyby wszystkie mecze Ekstraklasy wyglądały jak ten Piasta Gliwice ze Śląskiem Wrocław, nie moglibyśmy od niej oderwać oczu. Przy Okrzei dostaliśmy niesamowicie przyjemne dla postronnego obserwatora widowisko, w którym nie było żadnego dłuższego przestoju odnośnie braku emocji. Serio, ciągle się coś działo. Strach było nawet iść po lód do herbaty, bo istniało ryzyko, że przegapi […]
05.07.2020
Inne sporty
05.07.2020

Dobrze, że jesteś! Emocjonujący początek sezonu Formuły 1

Najlepsza seria wyścigowa świata wróciła w piorunującym stylu. Nie brakowało kolizji, awarii, czy nawet kar skutkujących…. wypadnięciem z podium. Taki los spotkał Lewisa Hamiltona, który widocznie bardzo nie lubi się z torem w Austrii. Na domiar złego problemy z bolidem wyeliminowały innego faworyta, Maxa Verstappena. Wygrał, a może po prostu przetrwał tę zawieruchę (czego nie […]
05.07.2020
WeszłoTV
05.07.2020

LIGA MINUS. Milewski, Białek, Kowalczyk, Paczul

Nadszedł niedzielny wieczór, a więc czas na kolejny odcinek popularnego programu publicystyczno-rozrywkowego: Liga Minus. Dzisiaj Paweł Paczul poprowadzi gorącą dyskusję o ekstraklasowej piłeczce z następującym gronem wybitnych ekspertów: Wojciechem Kowalczykiem, Leszkiem Milewskim i Jakubem Białkiem. Zapraszamy! 
05.07.2020
Weszło
05.07.2020

Lechia Gdańsk przecieka w tyłach. Gdzie leży problem?

46 straconych goli w 34 meczach, bilans bramkowy -2. Kiepska jest to statystyka Lechii Gdańsk, drużyna jakby oduczyła się bronić, bo nikt w grupie mistrzowskiej nie dostał tyle ciosów, a przecież sezon temu chwaliliśmy gdańszczan właśnie za grę w tyłach. Gdzie leży problem? Przede wszystkim trzeba zauważyć, że zmieniła się podstawowa para stoperów. W zeszłym […]
05.07.2020
Weszło
05.07.2020

Meczyk w Szczecinie dobry, ale w roli głównej sędzia Marciniak

No nie spodziewaliśmy się, że w tym meczu dostaniem naprawdę fajne widowisko. Wiadomo, Jaga jeszcze w teorii walczy o puchary, Pogoń walczy o frytki, ale jeśli chodzi o formę w grupie mistrzowskiej – spodziewaliśmy się lekkiego paździerzu. A tu cztery gole, ponad trzydzieści strzałów, czerwona kartka, mnóstwo kontrowersji, walka do ostatnich minut o trzy punkty. […]
05.07.2020
Hiszpania
05.07.2020

Jak muchy w smole, ale w stronę mistrzostwa

Gdyby ten mecz odbywał się w Polsce, a nie w Hiszpanii, to komentatorzy pewnie trąbiliby na prawo i lewo, że wolne tempo spotkania determinuje wysoka temperatura. Takie typowe pierdu-pierdu na wytłumaczenie. Ale to  La Liga, tutaj nikt w ten sposób się nie tłumaczy. Po prostu spotkanie Athleticu Bilbao z Realem Madryt przypominało zawody urządzone przez […]
05.07.2020
Weszło
05.07.2020

Podbeskidzie powoli wita się z Ekstraklasą. Radomiak rozjechany w Bielsku

Sześć goli w hicie kolejki? To lubimy, takie hity szanujemy! W Bielsku-Białej nie można było dziś narzekać na nudę. Podbeskidzie i Radomiak pomyślały sobie, że jak się bić o awans, to na całego. Żadne szachy, żadne podwójne gardy – skoro jedni i drudzy słyną z ofensywy, to tą ofensywą właśnie spróbowali udowodnić wyższość nad rywalami. […]
05.07.2020