Panie Szukiełowicz, dziś też planuje pan festiwal zagrań na pałę?
Weszło

Panie Szukiełowicz, dziś też planuje pan festiwal zagrań na pałę?

Czy to jeszcze w ogóle możliwe, żeby Szukiełowicz rzutem na taśmę wywinął się spod topora? Mocno wątpliwa sprawa, ale żeby tak się stało, jego ekipa musi zagrać dokładnie na odwrót niż w poprzednim meczu. Powiedzmy sobie to szczerze – Śląsk Wrocław rozegrał w derbach Dolnego Śląska katastrofalny mecz. Ka-ta-stro-fal-ny. Kibice zdzierali z piłkarzy koszulki po meczu, a zastanawiamy się, czy nie lepiej byłoby się pokusić o dres trenera. Gra wrocławian aż kłuła w oczy. To była –  że tak to ujmiemy – taktyka wysokich lotów.

Nie da się tego nazwać inaczej – Śląsk zaprezentował festiwal długich zagrań na pałę. Jeśli jeszcze nie wiecie, jaki pomysł na grę swojej drużyny ma/miał Romuald Szukiełowicz, to po obejrzeniu naszej okolicznościowej kompilacji już będziecie wiedzieć, że to styl drugiej ligi szkockiej. Jedyna różnica jest taka, że tam w ataku stoi dwumetrowy byk, a u „Szukieła” Kamil Biliński ze swoim skromnym 1,81 metra. Lagi do przodu posyłane były też na Picha (1,73) i Kiełba (1,83). O Ryocie „o-nie-znowu-pojedynek-bark-w-bark” Morioce nawet nie wspominamy. Gość przegrałby fizyczną walkę nawet z reprezentantem szkoły podstawowej nr 23.

Oto jaki pomysł na grę miał Śląsk w meczu z Zagłębiem Lubin:

Co najgorsze – to nie fragment doliczonego czasu gry, kiedy strategia „na chaos” to często ostatnia deska ratunku, Śląsk grał tak przez całe dziewięćdziesiąt minut, co oznacza, że

a) takie były założenia taktyczne,
b) we Wrocławiu takie pojęcie jak taktyka nie istnieje, ewentualnie funkcjonuje coś w stylu „do przodu!”, „cieszmy się grą!”, „za moich czasów w ataku improwizowaliśmy!”.

No sorry, dla nas to gra na alibi. Coś na zasadzie „nie wiem co zrobić z piłką, kopnę ją jak najdalej”. Wrzutki z kompletnie nieprzygotowanych pozycji (czasem gorszą nogą), kiedy w polu karnym królują Dąbrowski i Guldan? Kompletny bezsens. No i jeszcze ten rozgrywający (śmiech) Hateley, walący piłkę za piłką z czterdziestego metra. Na co on liczył? Że nagle spod ziemi wyrośnie Jan Koller?. Ale najgorsza była ta bezradność obrońców przy wyprowadzaniu piłki. Takie zagrania to jak wołanie: „kompletnie nie wiem, jak rozklepać rywala, zamknę oczy i heja do przodu”. Powiedzenie mówi: „jeśli nie wiesz, co zrobić z piłką – oddaj ją do przeciwnika, niech on się martwi”. Tylko że dla Zagłębia było to zmartwienie z kategorii „mam łyżkę i muszę zjeść zupę” albo „muszę wysłać maila, a mam superszybki internet”.

Oczywiście podejrzewamy, że Śląsk nie uciekałby się tak często do szkockich piłek, gdyby Zagłębie ustawiało się nieco gorzej.  Trzeba to lubinianom oddać – zakładali świetny pressing (czego dowodem jest zresztą pierwsza bramka), nie pozostawiali piłkarzom Śląska żadnych luk. Ale czy to jest dla wrocławian jakiekolwiek usprawiedliwienie? Szukiełowicz także próbował tłumaczyć piłkarzy, że szybki gol z czapy rozkojarzył jego zespół. To wszystko prawda, ale pragniemy trenerowi przypomnieć, że na odrobienie strat było 89 minut. A Śląsk przez ten czas nie stworzył sobie ANI JEDNEJ groźnej sytuacji.

Trenerze, mamy nadzieję, że dziś zaprezentuje pan taktykę na nieco wyższym poziomie. I nie chodzi nam bynajmniej o to, że poziom drugiego piętra ma zamienić się na poziom trzeciego.

piastslask

JB

Fot. 400mm.pl

KOMENTARZE (0)