Jak co wtorek… Stanowski. Uwaga: ani słowa o sporcie.
Blogi i felietony

Jak co wtorek… Stanowski. Uwaga: ani słowa o sporcie.

Młody nie jestem, stary też nie, dzieckiem się nie czuję. Rocznik 1982, lipiec. Byłem dość małym chłopcem, gdy Lech Wałęsa zostawał prezydentem. Świat nie znał jeszcze wtedy pojęcia memów, ale dzisiaj można z całą pewnością stwierdzić, że memy na temat Wałęsy powstawały. Na przykład jako reklama zapomnianej dziś firmy Otake z napisem: „Otake Polskę walczyłem”.

Mówiono, że bohater, że krystaliczny życiorys, że komunę obalił, mimo szykan i obawy o własne życie. Symbol kraju, znany na całym świecie. On, Jan Paweł II i Boniek – takie podium. Wierzyłem, bo dlaczego miałem nie wierzyć? W Świętego Mikołaja przestałem wierzyć, a w Wałęsę nie. Nawet jeśli w pewnym momencie zorientowałem się, że jako szkrab lepiej radzę sobie z językiem polskim niż ten słynny człowiek i wydało mi się to dziwne.

Dzisiaj co niektórzy chcą robić ze mnie durnia. Mówią mi: to nie ma znaczenia, czy życiorys Wałęsy był faktycznie kryształowy, ważne jest, że komuna upadła, a Lech to globalny symbol tej zmiany. Mówią mi: nawet jeśli współpracował z SB i brał pieniądze za donosy, to nie trzeba do tego przywiązywać wagi, liczy się końcowy efekt. Mówią: zatkaj uszy i nie słuchaj, zasłoń oczy i nie czytaj, bo to niegodziwe zaglądać w przeszłość Wałęsy – jesteś na to za młody, nie żyłeś w tamtych czasach, nie zrozumiesz, nie masz prawa nawet próbować zrozumieć. Mówią wreszcie: bądź „solidarny z Lechem”.

Kiedy gazeta – jakkolwiek by patrzeć – jedna z największych w kraju, niezwykle znana i zatrudniająca wielu inteligentnych dziennikarzy, rozkręca akcję „solidarni z Lechem”, to pytam: czy naprawdę taka jest rola mediów? Być solidarnym? Zawsze mi się wydawało, że „Gazeta Wyborcza” – co jest wpisane w ten zawód – powinna raczej dążyć do poznania prawdy i przedstawienia jej czytelnikom. Z przykrością obserwowałem kolejne etapy tej medialnej, nakręcającej się z każdym dniem akcji: milczenie, tuszowanie, ośmieszanie, relatywizowanie. Nieswojo się czuję, gdy w tak bezczelny sposób próbuje mnie przemielić propagandowa maszyna.

Tak, ma znaczenie, czy Wałęsa współpracował z SB i czy brał pieniądze za donosy na kolegów, czy też po prostu niezwykle często wygrywał w Totalizatorze Sportowym, jak twierdzi on sam (a potwierdza żona). Może dla środowiska „GW”, TVN i kilku innych jest to informacja bezwartościowa, ale nie dla mnie, ja chciałbym znać prawdę. Mnie interesuje historia ze wszystkimi jej blaskami i cieniami, niezakłamana, mięsista, nawet jeśli czasami nieprzyjemna. Interesuje mnie legendarny Lech Wałęsa, a nie bajka o Wałęsie. Was – niektórych dziennikarzy – może to nie interesować, ale wasz zawód polega na czym innym: na informowaniu, a nie odcinaniu od informacji. Mówiąc krótko: gardzę waszą „solidarnością z Lechem”, bo wolałbym media solidarne z prawdą i solidarne z czytelnikami. Czyli uczciwe.

Nie żyłem w latach siedemdziesiątych, nie oceniam ludzi, którzy coś podpisali i nawet wzięli za to pieniądze, sami o sobie wiemy tylko tyle, na ile zostaliśmy sprawdzeni – więc kto wie, może zaistniałyby okoliczności, w których i ja bym został płatnym kapusiem. Ale chciałbym po prostu wiedzieć, czy Wałęsa to ten wielki człowiek, który bohatersko „tymi ręcami” walczył z całym aparatem państwa, czy też miał lata słabości i czy jego życiorys jest troszkę poplamiony (mimo to wciąż może być wspaniały). W oczywisty sposób nasuwa to kolejne pytania, na które chciałbym znać stuprocentowo prawdziwe odpowiedzi: czy przez cały późniejszy okres Wałęsa był w pełni niezależny? Czy jego przeszłość miała wpływ na to, co działo się w okresie jego prezydentury? Czy np. miało to wpływ na to, że funkcjonariuszom komunistycznych służb nie obniżono emerytur, po interwencji Wałęsy właśnie? Albo na to, że proces Czesława Kiszczaka był farsą? Czy w III RP bogacili się ci najbardziej zaradni i pomysłowi, czy też doszło do zamiany władzy politycznej w ekonomiczną? Dlaczego upadł rząd w 1992 roku? Myślę też, że wielu młodych ludzi – takich w wieku zbliżonym do mojego, nie znających dobrze realiów tamtych lat – wiele razy zadawało sobie proste pytanie: dlaczego tak niebezpieczny dla władzy człowiek nie został zastrzelony, tylko w spokoju spłodził drużynę piłkarską? Dlaczego nie skończył jak ksiądz Popiełuszko? Dlaczego jak już go zamknęli to nie w jakimś lochu, tylko w luksusowym hotelu, gdzie zamawiał szampany i palił fajki? Wreszcie: czy naprawdę skoczył przez płot, czy jednak został podwieziony motorówką od drugiej strony? Czy był liderem, który dzięki charyzmie władzę sobie po prostu wziął, czy został do tego wytypowany? Albo przynajmniej uznany za takiego, któremu można władzę przekazać, bo jest wtajemniczony w zasady gry? Czy Wałęsa obalił komunizm czy też chwiejny komunizm obalił się sam, w sposób kontrolowany, aby zminimalizować straty elit? Czy Wałęsa był samodzielny, czy prowadzony na smyczy? Dlaczego nie grano jego aktami, gdy można było go nimi skutecznie zneutralizować?

Czy te pytania – w obliczu teczek przechowywanych w konkretnym celu w szafie Kiszczaka – naprawdę są takie głupie? Czy odpowiedzi naprawdę bez znaczenia?

Ale mówią: daj spokój, to nieważne, Wałęsa jest tylko jeden.

Czy to moja wina, że Wałęsa jest tylko jeden? Czy to moja wina, że mojego pokolenia nikt nie edukował na temat innych bohaterów „Solidarności”? To moja wina, że wielomilionowy ruch społeczny został sprowadzony do tego jednego nazwiska? Czy to nie sam Wałęsa zawłaszczył ten wielki narodowy zryw? Czyja to wina, że czytelnicy dzisiaj do mnie piszą, że „gdyby nie Wałęsa to dalej żyłbyś w komunie”, umniejszając rolę milionów odważnych ludzi? Może to dobry moment, by – skoro, jak się wydaje, Lech taki idealny nie był – przypomnieć tych, którym do ideału bliżej? Może warto odświeżyć pamięć o tych, który jednak nie dali się złamać, nie donosili, nie brali forsy i mieszkań od SB, a na fali nie popłynęli aż tak daleko, do prezydentury? Bo kiedy czytam teraz, że w zasadzie to wszyscy współpracowali, wszyscy brali w łapę, to aż krew mnie zalewa: szmaciarze, powiedzcie to w twarz tym, którzy nie wzięli i skończyli na bruku. Mnie uczono w szkole o bohaterach niezłomnych, takich, którzy ryzykowali życie, a teraz – gdy nagle wypłynęła sprawa Wałęsy – mam rozumieć, że jednak nikogo takiego w historii Polski nie było? A skoro nie ma ludzi bez wad, to może Witold Pilecki był na łączach z Gestapo? Czy to mam wyczytać z tych wszystkich tekstów o tym, że ideałów nie ma, a uwikłany był każdy?

Teczka Wałęsy – poza koniecznością stuprocentowego jej zweryfikowania – niesie za sobą mnóstwo pytań, rozterek, wątpliwości. Przynajmniej mnie – mimo że nie żyłem w tamtych czasach – tak się wydaje i tego mojego wrażenia nie zakrzyczą agresywni komentatorzy sceny politycznej. Na nic ich tupanie, złość, ujadanie. Zdają mi się oni tak groteskowi, tak niepoważni… Ostatnio do kin trafił film „Spotlight” – troszkę podobny do obecnego zamieszanie, bo o tym, jak grzebiący w archiwach dziennikarze doprowadzają do ujawnienia afery pedofilskiej w kościele. Ciekaw jestem, czy wszyscy wnikliwie przeczytali napisy końcowe, bo wśród nich jest jeden niezwykle dla Polaków nieprzyjemny – że arcybiskup kryjący pedofili, przeciwko któremu były bardzo mocne dowody, został przeniesiony z Bostonu do Watykanu, oczywiście za kadencji Jana Pawła II. Zgodnie z logiką wielu dziennikarzy ten napis zapewne nie powinien się tam znaleźć, należałoby go chociaż na polskim rynku ocenzurować, zamazać, prawda? To taka mentalność: tuszować, budować pomniki na kłamstwie, oszczędnie dawkować informacje.

Obrońcy Wałęsy skompromitowali się po stokroć bardziej niż on sam. Wciąż jest możliwe, chociaż już nie takie pewne, że jego życiorys to fantastyczne studium człowieka, który najpierw uwikłał się we wstydliwą współpracę, ale później dokonał rzeczy wielkich. Jeśli jest winny, to szkoda, że nie zdołał się do swoich słabości przyznać (kogo by to obchodziło, skoro polskie społeczeństwo i tak w wyborach oddawało władzę komuchom, a i w dzisiejszym PiS da się znaleźć PRL-owskich aparatczyków). A jeszcze bardziej szkoda, że tak zajadle walczył z osobami, które znały prawdę, narażając je na utratę pieniędzy, pracy, dobrego imienia, godności. To jednak – tę rozpaczliwą walkę człowieka zagonionego w róg, spanikowanego, bojącego się o reputację i płynące z niej profity – jestem w stanie zrozumieć. Natomiast ci dziennikarze to zwykli fałszerze historii, manipulatorzy bez krzty przyzwoitości. Nie ma dla nich usprawiedliwienia.

Miliony Polaków zginęły w II Wojnie Światowej – bez wątpienia to my byliśmy w niej tymi dobrymi. A mimo wszystko raz po raz pewne środowiska krzyczą, abyśmy wzięli odpowiedzialność za to czy inne marginalne zdarzenie i abyśmy się przyznali, że i wśród Polaków były kanalie, szmalcownicy, że ktoś zabił Żyda. Chcą, abyśmy ogłosili to na cały świat – mamy swoje na sumieniu! A jednocześnie w sprawie Wałęsy dokładnie ci sami ludzie mówią: cicho, daj spokój, bo zagranica się dowie, że nasza ikona nie jest taka idealna! To uderza w interes kraju! Odpowiadam: sami twierdzicie uparcie, że ideałów nie ma, więc bardzo dobrze, iż się dowiedzą, że i Wałęsa idealny nie był.

Gdy rozmawiamy o historii, najwyższą wartością powinna być prawda. Bez prawdy, całej prawdy, Wałęsa będzie tylko bohaterem z komiksu, równie istotnym dla losów świata jak Batman.

KRZYSZTOF STANOWSKI

PS Zapraszam do zakupu mojej najnowszej książki – STAN FUTBOLU. Wystarczy kliknąć TUTAJ.

KOMENTARZE (0)

INNE SPORTY

04.09.2019 LODZ ATLAS ARENA SIATKOWKA KOBIET CEV MISTRZOSTWA EUROPY 2019 KOBIET W SIATKOWCE  ( VOLLEYBALL WOMEN'S ,  EUROPEAN CHAMPIONSHIP CEV EUROVOLLEY 2019 WOMEN ) MECZ  WLOCHY - ROSJA (GAME ITALY - RUSSIA )
NZ   RADOSC ZWYCIESTWO EGONU PAOLA OGEC , ORRO ALESSIA 
FOTO JAKUB PIASECKI / CYFRASPORTT / NEWSPIX.PL
---
Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl 
mail us: info@newspix.pl
call us: 0048 022 23 22 222
---
Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland
17 listopada, 16:59