Barcelona wygrywa po męczarniach, a Vermaelen chyba dłużej odpocznie
Hiszpania

Barcelona wygrywa po męczarniach, a Vermaelen chyba dłużej odpocznie

0:1, 0:0, 1:0 – takimi wynikami kończyły się ostatnie mecze Barcelony z Malagą. Tak też przedstawiano ekipę Javiego Gracii w hiszpańskiej prasie – jako jednego z najbardziej niewygodnych przeciwników Blaugrany, a samego Gracię jako najbardziej niedocenianego hiszpańskiego trenera. Jemu udało się bowiem znaleźć antidotum na Barcę, bez konieczności agresywnej, ostrej gry, jaką ostatnio pokazał Espanyol. No i wszystko się sprawdziło. To znaczy – niemal wszystko. Malaga zagrała jeden z lepszych meczów w tym sezonie, Barcelona jeden z najgorszych, ale to ekipa Luisa Enrique wraca do domu z trzema punktami. Absolutnie niezasłużonymi.

Ciekawie zrobiło się już na godzinę przed meczem. Wówczas okazało się, jak bardzo Luis Enrique przemeblował skład. Że nie zagrają wykartkowany Pique i narzekający na uraz Neymar – to było wiadomo od dawna. Ale że Lucho zostawi na ławce Alvesa, Rakiticia i Sergiego Roberto? Że sklei obronę z Vidala, Mascherano, Vermaelena i Adriano? To już stanowiło dużą niespodziankę. I choć Munir po 64 sekundach wykorzystał podanie Suareza i otworzył wynik, to jednak pierwsza połowa w wykonaniu Barcelony była KATASTROFALNA. Tak przeciekającej defensywy Blaugrany nie pamiętamy. Momentami można się było zastanawiać, czy na La Rosaleda nie zameldowało się dziś Podbeskidzie lub inne Rayo. I to z całym szacunkiem dla Podbeskidzia lub innego Rayo.

A Malaga grała swoje. Stosowała niesamowicie wysoki pressing i zmusiła nawet zwykle niezawodnego Claudio Bravo do masy błędów. Efekt przyszedł w 32. minucie, gdy wyrównał Juanpi. Barcelona ogarnęła się dopiero po przerwie, gdy żenującego Vermaelena zmienił Mathieu i nagle wszyscy złapali większy spokój. Większy nie znaczy „całkowity”, bo Malaga nie rezygnowała z ataków. Momentami to była wręcz szarża, jakby Charles i spółka chcieli pokazać, że tę Barcę można pokonać. Ich marzenia zabił jednak Messi, który nożycami wykorzystał wrzutkę Adriano i ustalił wynik. 1:2. Zwycięstwo okupione potężnym cierpieniem. I zwycięstwo – podkreślimy to raz jeszcze – niezasłużone. Ale dające fotel lidera.

KOMENTARZE (0)