Ranking stu najlepszych polskich piłkarzy ćwierćwiecza! Poznaj wszystkie rozstrzygnięcia
Weszło

Ranking stu najlepszych polskich piłkarzy ćwierćwiecza! Poznaj wszystkie rozstrzygnięcia

Medal na Igrzyskach w Barcelonie. Cztery finały wielkich imprez, w tym jedna organizowana. Dwa awanse do Ligi Mistrzów, kilka pucharowych rajdów. Ustanowienie tradycji w postaci honorowych porażek, legion utalentowanych zawodników, którzy zapowiadali się wspaniale, by przedwcześnie się skończyć. Oto w wielkim uproszczeniu bilans polskiej piłki ostatniego ćwierćwiecza, a oto jego bohaterowie, czyli zaczynamy ranking polskich piłkarzy ćwierćwiecza. Zapraszamy do czytania i dyskusji.

***

100

Sypniewski dziś to przykład stawiany wszystkim młodym adeptom piłki – oczywiście przykład tego czego nie robić, czego się wystrzegać. Trzeba powiedzieć tak: skala talentu Sypka, skoro mimo takiego trybu życia, gdzie nawet przed meczem na Old Trafford sączył piwka, pozwalała mu swego czasu na porywającą grę, jest wybitna. To mógł być piłkarz znakomity, ale musiałby być od początku otoczony opieką psychologiczną, uwagą, troską. Najbardziej dobitnie brak tejże pokazuje okres w Wiśle, gdzie samotnik był zaszczuwany przez kolegów do tego stopnia, że miał wystosować do związku pismo o rezygnacji z gry w kadrze, by już nigdy ich nie spotkać. Sypniewski to nazwisko, które nigdy nie powinno zniknąć z kart polskiej piłki, nigdy nie powinno przyszarzeć, bo jego kariera jest również wyrzutem sumienia dla całego środowiska (i oby również cenną lekcją), nie tylko dla niego samego.

99

W najlepszym sezonie szóste miejsce wśród ofensywnych pomocników według prestiżowego magazynu „Placar”, przed między innymi Juninho Pernambucano. Wszystko w czasach przed rozbiórką ligi brazylijskiej, gdy roiło się tam od przyszłych gwiazd światowej piłki. Flamengo dało za niego milion dolarów, a jeśli najpopularniejszy klub Brazylii daje za ciebie taką kasę, to naprawdę swoje znaczy. We Fla grał z Romario, Savio, Lucio, Juniorem Baiano, na ławie siedział Julio Cesar. Zgadzam się, że był kometą, którą wkrótce zarżnęły kontuzje i – podobno – taneczny styl życia, niemniej jednak tamten etap kariery to coś jak na Polaka wyjątkowego. Jak uzdolniony technicznie i pod względem kreatywności musiał być, by znaleźć się na szczycie ligi brazylijskiej, gdy ta miała tyle wybitnych grajków?

Image and video hosting by TinyPic

98

Golański, czyli jeden z najlepszych piłkarzy w historii Korony Kielce, z przyzwoitą karierą w Rumunii, gdy ta przeżywała swój boom – Steaua z nim w składzie grała w Lidze Mistrzów. Miał też swój moment w reprezentacji za Beenhakkera, kiedy był pierwszym wyborem w udanych eliminacjach, a pamiętajmy, że grupa była wówczas cholernie trudna. Wrzucił wówczas swój ósmy bieg, wyglądał naprawdę imponująco. Wyjątkowo długowieczny, do dziś trzyma się w czołówce bocznych obrońców kraju.

97

Wszyscy na zawsze będą mu wypominać straconą bramkę z Kolumbią, a wypominać oczywiście jest co. Ale pamiętajmy, że grał w wielkim Man Utd u Alexa Fergusona, jednego z najwybitniejszych trenerów w historii futbolu, w drużynie historycznej z zawodnikami-legendami. Jasne, nie był tam kapitanem, nie rozdawał kart, ale nie jest też tak, że nigdy nie podnosił się z ławki. Transferu też nie dostał po znajomości, zarobił na niego znakomitą grą w Premier League.

96

Najmłodszy w zestawieniu, ale obecność zasłużona. Jeden z motorów napędowych awansu na Euro 2016, świetna i skuteczna gra w Ajaksie, Liga Mistrzów na rozkładzie. W meczach z Niemcami grał jak profesor.

95

Kulawika pamiętacie jako lidera Wisły, który nie spękał pod naporem potężnego zaciągu Cupiała i utrzymał nie tylko skład, ale opaskę kapitańską, potwierdzając swoją klasę. Kulawik to jednak nie tylko historia Wisły: pamiętacie, że chłop został królem strzelców Pucharu UEFA 98-99? Do spółki z jeszcze trzema graczami, ale zawsze. W polskiej piłce trofeum króla strzelców istotnych europejskich rozgrywek może się pochwalić jeszcze tylko… Lubański.

94

Książę Paryża. Zanim Boruc szalał w bramce ratując nam wielokrotnie tyłek w finałach ważnych imprez, wzorem sytuacji, gdy nasz golkiper broni wszystko w ważnym meczu był Woźniak z Francją na Parc de Princes. Gdy złapał karnego, Francuzi tylko łapali się za głowę – bronił jak w transie, skapitulował dopiero w końcówce. Poza tym lata dobrej gry w Łodzi, zarówno w ŁKS, jak i później w znakomitym Widzewie. Transfer do Porto był hitem jak na tamte czasy, ale w Portugalii „Woźny” się nie przebił.

93

Pierwszy, oryginalny „Supermario”. 103 gole w Ekstraklasie, legenda Ruchu Chorzów. Snajper, który załapał się na gwiazdorski zaciąg Legii za Smudy, ale tam nie odpalił – nie on jeden jednak, lepsze kariery pokończył tamten okres. Zasłynął z wyjścia podczas meczu – wedle różnych wersji – ligowego bądź Intertoto do toalety, powrotu i strzelenia bramki. Dziś szybko dostałby szansę gdzieś za granicą.

92

Playmaker w starym, dobrym stylu. Uzdolniony technicznie, widzący więcej, umiejący podać na nos, regulować tempo gry, ale zarazem niespecjalnie lubiący sprinty. Czterokrotny mistrz Polski – dwa razy z Widzewem, dwa razy z Wisłą. Uczestnik Ligi Mistrzów, a później ważne ogniwo „Białej Gwiazdy” choćby podczas pucharowych pojedynków z Parmą. 28 meczów w reprezentacji Polski, ale udanych, z okazałymi wynikami, bardzo niewiele.

91

Kombajn na gole i asysty w mocnym GKS-ie lat dziewięćdziesiątych. Jego rogale zapadały w pamięć, potężne bomby z dystansu siały postrach. Kariera przedziwna, bo istotnie, zapowiadał się na zawodnika dużego formatu, trafił nawet do kadry, a później, gdy wydawało się, że zwolnił na dobre i zniknął z radu… nagle trafił do Bayernu. To była wielka drużyna z Effenbergiem, Kahnem, Elberem, Lizarazu, pod wieloma względami historyczna, o której futbol nigdy nie zapomni. On przez nią przemknął, rozegrawszy raptem parę meczów (w tym cały z Dynamem Kijów w Lidze Mistrzów), ale i tak ma to swoją wymowę. Czy w Bayernie był skazany na porażkę? Oto fragment wywiadu Tomka Ćwiąkały z Wojciechowskim: „Dziś pluję sobie w brodę, że nie wykorzystałem tej szansy do końca, bo na treningach byłem takim samym zawodnikiem jak pozostali. Hitzfeld nieraz nawet powtarzał, że piłkarsko jestem w pierwszej piątce. Czyli pewnie obok Effenberga, Scholla, Paulo Sergio i Elbera” – ile w tym machania szabelką, ile rzeczywistości… prawda pewnie jak zwykle leży po środku.

90

Powinien zdradzić nam wszystkim przepis na eliksir młodości. Czas nie ma haka na rekordzistę ligi pod względem liczby meczów w Ekstraklasie, a przecież Surma grał też w Austrii i Izraelu. Zaraz dobije zaraz do czterdziestki i już mógłby być ojcem wielu boiskowych rywali, jednak ani trochę nie odstaje, a wręcz wciąż się wyróżnia. Etatowy kapitan: pięć lat w Legii (mistrzostwo), potem Lechia, a dziś Ruch. Jedyny piłkarz w historii ligi, który rozegrał więcej niż sto meczów ligowych w trzech drużynach.

89

Jałocha, jeden z liderów olimpijskiej drużyny Wójcika. Wyróżniał się na tyle, że z marszu trafił do seniorskiej kadry, a wówczas o wiele rzadziej stawiano na młokosów, powołania „za potencjał” nie były praktykowane. Miał papiery na znacznie większą karierę, jednak na zachodzie odbił od belgijskiego przeciętniaka. Niemniej klubowo zapisał więcej niż przyzwoite karty w Wiśle, Legii (dwa mistrzostwa), Polonii.

88

Polak kapitanem w grającym w Lidze Mistrzów Spartaku Moskwa – to miało swoją wymowę. Dublet w Szachtarze też niczego sobie. Jego złoty okres nie trwał szczególnie długo, po nim szybko zleciał na ziemię, ale miał swoje lata chwały na rosyjskim szczycie i tego nikt mu nie zabierze. W kadrze najmocniejszą pozycję miał u Beenhakkera – to on bronił choćby w pamiętnym meczu z Portugalią.

87

Srebrny medal na olimpiadzie, gdzie odgrywał kluczową rolę i strzelał w starciach z najtrudniejszymi rywalami – Hiszpanią i Włochami. Za młodu stanowił ważne ogniwo silnego Górnika. Grał z Legią w Lidze Mistrzów, później nawet jej kapitanował. Tak, zachodniego futbolu nie podbił, z Osasuną spadł z Primera Division, poważne granie skończył właściwie przed trzydziestką i na stare lata miał problemy z nadwagą, jednak to może tylko sprawiać osunięcie się w rankingu, a nie absencję.

86

Mila to dziwny przypadek. Super początek, czyli juniorskie sukcesy, rajd pucharowy w Groclinie, pierwsze skrzypce w mocnej drużynie z Grodziska Wielkopolskiego. Gdy szedł do Austrii Wiedeń dziwiono się, że tak nisko mierzy, bo tak świetnie się zapowiadał. Szkoda, że szybko wracał stamtąd z podkulonym ogonem, nie poradził sobie nawet na norweskiej prowincji. Po drodze chciał skończyć karierę, były ciężkie chwile, ale na szczęście dał sobie drugą szansę i wkrótce poprowadził Śląsk do mistrzostwa oraz zapisał się w historii polskiej piłki golem pieczętującym pokonanie Niemców.

85

Bohater najbardziej kuriozalnej przyśpiewki polskich trybun „Nie ma pieczarek, zajebał wszystkie Koniarek”. Członek jedenastki wszechczasów GKS i Widzewa – to swoje mówi, bo chodzi o wielkie marki jak na polskie warunki. Snajper seryjny, typowy król pola karnego, który może nie kiwnie trzech, ale ma instynkt boiskowego zabójcy. Podejmował druzgocące w skutkach decyzje o wyjazdach zagranicznych, gdzie zawsze trafiał do totalnych ogórów. Po zdobyciu korony króla strzelców (29 goli!) i zdobyciu mistrzostwa z Widzewem, wyjechał do drugiej ligi austriackiej. Abstrakcja.

84

Błyskotliwy i pracowity skrzydłowy, w Turcji człowiek instytucja, znany jako „Kaan Dobra”. W Kocaelisporze legenda i świadectwo złotych czasów klubu, gdzie zdobywali Puchary Turcji i grali w Europie. Zarobił na transfer do Besiktasu, a umówmy się, to jest nie byle jaka marka, wówczas też miała furę kasy, między innymi jeszcze za pobytu Dąbrowskiego sprowadzili na stołek trenerski Del Bosque zwolnionego z Galacticos. Nie statystował na stadionie Ataturka, miał swoje chwile i zasługi w mistrzostwie kraju 2003, potem grał też w Lidze Mistrzów. Trochę zapomniana w Polsce kariera, bo nieszablonowa, ale naprawdę niezła. Szczególnie patrząc na to ilu niby cenionych w Polsce zawodników odbijało się od Superlig jak od ściany.

83

Autor jednej z najważniejszych bramek ćwierćwiecza: wyszarpującą dla Widzewa Ligę Mistrzów z rąk Brondby. Lata dobrej gry w Lechu, z sukcesami, później uznany widzewiak. W Niemczech reprezentował HSV i Werder, a więc barwy nieprzypadkowe, z Bremą zdobył nawet Puchar Niemiec. Trapiony przez kontuzje, przez co szczytem jego kariery „tylko” gra z Widzewem w Champions League.

82

Aż siedmiokrotny mistrz kraju, ale Brożek na zawsze pozostanie symbolem króla własnego podwórka. Nigdy nie poszalał w kadrze, choć to mu wróżono. Od zagranicznych lig odbijał się z hukiem, nie dając rady w Trabzonie, a potem w przeciętnym Celtiku i drugiej lidze hiszpańskiej. Niemniej był ogniwem bardzo mocnych drużyn Wisły, ktore potrafiły demolować rywali, także w dużej mierze dzięki skuteczności dwukrotnego króla strzelców.

81

Gęsior, olimpijczyk z Barcelony, jeden z najlepszych zawodników, którzy nigdy nie wyjechali z Polski. Inteligentnie grający defensywny pomocnik, zawsze bardzo ceniony: czy to za młodu w Ruchu, czy później w niezłym Widzewie, u Bekdasa w Pogoni, w bogatej Amice, jednej z lepszych drużyn Wisły Płock, na koniec parę dobrych chwil w Groclinie. W kadrze większość meczów „za dzieciaka”, bo to choćby mecze w 1993 i remis z Brazylią albo 0:0 z Francją w 1994 podczas eliminacji do Euro.

80

Dwa gole w jednym meczu ważnej imprezy – żaden polski piłkarz ostatniego ćwierćwiecza nie może się pochwalić takim bilansem. Może i był to mecz o nic, ale też jednak mundial. Nie dał sobie rady w niemieckim przeciętniaku, ale przez lata był podporą Lecha, miał swój znaczący udział w pamiętnych rajdach pucharowych „Kolejorza”.

79

Za samą ksywkę „Pele z Klewek” należałoby się miejsce w rankingu. Ale przecież Czereś to legenda niezłego Stomilu lat dziewięćdziesiątych, później uznany legionista i ważna figura w talii Wójcika (dwa gole w Burgas). Całkiem sporo pograł już w eliminacjach do Euro 96 za Apostela, były król strzelców.

78

Dudka ma sobą wyjątkowo specyficzną karierę. To członek klubu wybitnego reprezentanta, który grał z Auxerre w Lidze Mistrzów, ale nie można nie odnieść wrażenia, że z tych wszystkich meczów kadry ciężko byłoby wyróżnić wiele szczególnie dobrych. Darek miał też smykałkę do nawalania w ważnych chwilach, kluczowych meczach, a do historii polskiej piłki przeszedł za akcję z Odonkorem na MŚ 2006.

77

Zaczął z wysokiego „C”, został piłkarzem roku 1991, choć konkurencja była diabelnie mocna. Na początku lat dziewięćdziesiątych był kadrowiczem pełną gębą. Problem w tym, że później, w gruncie rzeczy, błąkał się. Przemknął przez arcysilną wówczas Serie A, pokopał w Dundee, a jedyny tytuł zdobył w Legii w 1994, gdzie zaliczył nic nie znaczące epizody.

76

Gdyby wziąć pod lupę większy przedział czasu, Tarasiewicz na pewno byłby wyżej. Bierzemy jednak pod uwagę ostatnie ćwierćwiecze, a więc w przypadku Tarasia już tylko zagraniczne wojaże z Nancy, Lens, Besancon. Kończył już wówczas przygodę z reprezentacją, stanowiąc jednak ważne ogniwo w niezłych eliminacjach do Euro za Strejlaua.

75

Kucharski brutalnie odbił się od słabiutkiego Sportingu Gijon, ale w świetnych dla Legii latach 95-97 był kluczową postacią. Po powrocie do Warszawy w 00-03 znowu błyszczał, po drodze był świetny mecz z USA za Engela – w tej kadrze był spadochroniarzem, awansu nie wywalczył. Najlepszy okres zagraniczny to Aarau przed czasami Legii. Zawodnik, który wiele razy wyglądał na kogoś, kto ligę powinien przerosnąć i pójść wyżej, ale jakoś nigdy do tego nie potrafiło dojść.

74

Na tej liście jest mrowie zawodników, których zderzenie z futbolem zagranicznych przypominało crashtest. Radomski do nich nie należy, od gołowąsa grał regularnie w Holandii, dorobił się opaski kapitańskiej w Heerenveen, z którym wywalczył wicemistrzostwo i awans do Ligi Mistrzów – kapitalne osiągnięcie jak na mimo wszystko peryferyjną markę klubu. Nigdy nie trafił do naprawdę mocnej ekipy, z kolei w reprezentacji solidna, ale nie imponująca karta – trzydzieści meczów i mundial w Niemczech (po prawdzie kto wie, czy nie zasłużył na debiut znacznie wcześniej).

73

Niedoceniany, zapomniany „Bomber Balu”, którego za czasów Górnika Zabrze nazywano najbardziej utalentowanym zawodnikiem górniczej jedenastki od czasów Lubańskiego. Znakomity, intuicyjny drybler, którego miał obserwować w szczytowym okresie Trappattoni i Bayern, a Hagi po meczu eliminacyjnym z Polską docenił go tak: „Dziś zachwycił mnie piłkarz grający z numerem ósmym – Bałuszyński. Wygrał wszystkie pojedynki jeden na jednego, a czasem nawet dwóch naszych obrońców było bezradnych przy jego dryblingach. Rumuńscy defensorzy nie są łatwymi rywalami, ale Bałuszyński udowodnił, że ma klasę”. Potrafił spiąć się na ważne mecze reprezentacji, poza Rumunami grał świetnie choćby z Francją w 1994 (0:0) czy z Anglią na Wembley, gdzie to po jego asyście Citko strzelił bramkę. W Bochum miał znakomite wejście, jest autorem pierwszej europucharowej bramki w historii tej drużyny. Niestety, jego karierę zatrzymały liczne kontuzje.


Henryk Bałuszyński – Polska, Górnik Zabrze, Vfl… przez numer10

72

Kłoniu to taki piłkarz, który natrzepał dziesiątki meczów w kadrze, ale ile razy naprawdę się wyróżniał? Solidna, ale nie porywająca kariera zagraniczna, ufundowana na jego pracowitości, zaciętości i dobrych warunkach fizycznych. Jeden z bohaterów meczu z Ukrainą za Engela, gdzie w efektowny sposób ratował nas od straty bramki.

71

Baszczu, członek wielkiej Wisły, który jednak nigdy nie dostał poważnej szansy na zachodzie. Taką dostali Kosa, Żuraw, Kałużny czy nawet Brożek, ale nie on – nigdy jakoś się nie złożyło (Atromitosu nie ma co liczyć, to już była musztarda po obiedzie i nie ta półka). Właściwie dziwi, że akurat on nie wyjechał, bo swoją regularnością, ofensywnym stylem gry, przy którym nie zaniedbywał defensywnych obowiązków, naprawdę mógł się przebić w poważnym klubie. Tak, mówimy to o wielu zawodnikach z rankingu, ale wiecie o co chodzi: on był skrojony pod nowoczesny futbol w silnej lidze. Sześć mistrzostw Polski i wyjazd na MŚ za Janasa w roli członka żelaznego składu.

70

Ledwoniowi wróżono karierę wybitną. Z rozmachem wdarł się do drużyny GKS-u Katowice już jako siedemnastolatek, a pamiętajmy, że kiedyś znacznie trudniej młodziakom było wejść do drużyny – taki chłopaczek miał szczęście, jak mógł rzucić starszemu bidon. Co było zrobić jednak, jak dzieciak potrafił wyłączyć w drugim występie Marka Koniarka? Stanowił o sile mocnego GKS-u, który potrafił wybić rajd w pucharach Zidane’owi i jego Bordeaux. Już jako dziewiętnastolatek trafił do reprezentacji Polski. Potem transfer do Bayeru Leverkusen, gdzie się nie przebił, ale w Austrii był jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci. Zakapiorem, którego bała się cała liga. Bo taki właśnie był „Ledek” – walczył do upadłego, nikomu nie dał pograć i naprawdę każdy piłkarz wolałby mieć go obok siebie, a nie grać na niego.

69

Młodsi kibice mają prawo nie kojarzyć, ale nie ci z Poznania – tacy muszą jeśli nie pamiętać, to wiedzieć wszystko o klubowej legendzie. Rzepka to pierwszy lechita, który został kapitanem reprezentacji. Może i swoje słynne mecze pucharowe rozgrywał z Lechem pod koniec lat osiemdziesiątych, ale reprezentacja i trzy mistrzostwa Polski to już lata dziewięćdziesiąte.

68

Rafał Murawski, weteran i wyjadacz ligowych boisk. Wciąż pisze niezły ligowy scenariusz, a co za nim? Liga Mistrzów z Rubinem, pokonanie – tak tak, to zdarzyło się naprawdę – Barcelony na Camp Nou. Barcy z Messim, Zlatanem, Iniestą, Xavim, Toure, Pique, Alvesem, z Pepem Guardiolą za sterami. Niebywałe. W lidze człowiek instytucja, jedna z najważniejszych postaci Lecha ostatnich lat, a bramka z Austrią i piękny pucharowy rajd Lecha to też jego zasługa. W reprezentacji niemal pięćdziesiąt meczów, aczkolwiek zdecydowana większość przypadła na mizerny okres.

67

Jak Rataj posłał bombę, to trzeba było uciekać, bo mogła zabić. Nie mieli lekko bramkarze z nim na treningach strzeleckich. Za dzieciaka szturmem zdobył miejsce w składzie arcymocnej Legii, reprezentował ją w latach 91-96, a więc ma na koncie mistrzostwa i Ligę Mistrzów (choć tą w ograniczonym wymiarze czasowym). Potem równie mocna marka w Wiedniu, najpierw w Rapidzie, potem w Austrii. Trochę brakło może próby w lepszej lidze albo większego „depnięcia” w kadrze, niemniej wszędzie gdzie grał, nie zawodził.

66

Jóźwiaka najlepiej i najbarwniej wspominają koledzy z szatni, bo kibice mogą powiedzieć tyle, że był solidnym obrońcą, którego nie strach było wystawić na najlepszych. Legionista, 350 meczów z elką na piersi, do tego poradził sobie w Ligue 1 w barwach Guingamp. W kadrze najwięcej przekonania miał do niego Piechniczek.

65

Król austriackich boisk w czasach, gdy te reprezentowały znacznie więcej jakości niż dziś. Gilewicz hurtowo ładował gole, najpierw w Tirolu – gdzie został królem strzelców i piłkarzem roku – później też w Wiedniu. Pięć razy był mistrzem Austrii, niemal zawsze w formie kluczowego zawodnika, żądła. Zdobył też puchar Niemiec w Stuttgarcie. Wyrzutem reprezentacja, w której nigdy nawet nie strzelił bramki, a wielu kibicom zapisał się w pamięci jako ten, który powinien dać zwycięstwo nad Anglią za Wójcika w Warszawie, ale który – choć przecież w Austrii takie sytuacje wykańczał z zamkniętymi oczami! – spartaczył. Przeszła mu koło nosa oferta z Fiorentiny, którą zaorał w Pucharze UEFA trzema golami.

64

Trzy mistrzostwa z Lechem, mistrzostwo z ŁKS i korona króla strzelców. Piłkarz roku 1998. W Hiszpanii spędził kilka lat bez większych zrywów, jednak w Polsce stanowił jakość, miał też ważną rolę w reprezentacji Wójcika. Dziś najchętniej wspominany przez „możecie sprzedawać Lewandowskiego, mamy Arrubarrenę” i kilka innych komicznych z perspektywy decyzji, ale niech fiasko działaczowskie nie przesłania porządnej kariery boiskowej.

63

Fabian przez lata był przyspawany do ławki, ale przynajmniej ławki nie byle jakiej, bo Arsenalu. W którym zresztą miał swoje chwile, bo choć dorobił się łatki „Flappyhandsky”, to miewał i świetne interwencje. Odkąd poszedł „na swoje”, czyli do Swansea, jeden z najlepszych bramkarzy Premier League. Reprezentacja zawsze mogła na niego liczyć.

62

Zadziwia, że był aż tak anonimowy w kadrze. Kariera nieprzeciętna: wiele meczów w Kolonii w latach dziewięćdziesiątych, potem historyczne mistrzostwo Belgii z Lierse, gdzie mały klubik zostawił w polu gigantów. Rudy grał w Lierse pierwsze skrzypce i znakomitą grą zapracował na transfer do Ajaksu Amsterdam, a jeśli w 1997 brał cię Ajax, to naprawdę miało spore znaczenie. Nie odgrywał pierwszoplanowej roli, ale mistrzostwo Holandii zdobył, grał w LM, za kumpli z szatni miał Van der Sara, braci De Boer, Litmanena, Arweładze, Oliseha, Blinda, Babangidę.

61

Rząsa załapał się jeszcze na europejskiej klasy Feyenoord, który zdołał wygrać Puchar UEFA, do tego Liga Mistrzów 01/02 i 02/03. W kadrze grywał w kratkę, pojechał na mundial u Engela, ale zagrał tylko 20 minut, był podstawowym graczem Janasa w eliminacjach, by nie pojechać na mistrzostwa. Warto wspomnieć, że debiutował już u Apostela. Dziś taki lewy obrońca byłby na wagę złota, od niego zaczynalibyśmy ustalanie składu.

60

Solidny defensor grający na Wyspach Brytyjskich w czasach, kiedy Anglicy nie sprowadzali wielu obcokrajowców, więc taki transfer miał dodatkową wymowę. W Sunderlandzie pamiętają go dobrze do dziś, ale trudno się dziwić, skoro zagrał blisko 140 meczów w barwach „Czarnych Kotów”, a z Kubickim w składzie Sunderland awansował do czołówki. członek „PFA Team of the Year” w 95-96, czyli jedenastki sezonu drugiej angielskiej klasy rozgrywkowej (dzisiejsza Championship). Miał szansę nawet na pobicie klubowego rekordu i rozegranie 126 meczów z rzędu w pierwszym składzie, ale trener bez przyczyny posadził go na ławie na dwa starcia przed rekordem.

59

Takich defensywnych pomocników już nie robią. Potrafił odebrać, potrafił zrobić sanki Batistucie, ale też potrafił niezwykle inteligentnie grać do przodu, włączyć się, zrobić przewagę. Skarb dla każdego trenera. Unikat, bo ma do spółki ze Szczęsnym występy w obu polskich rajdach w Lidze Mistrzów, co ma swoją wymowę. Za granicą kluby peryferyjne, ale wyjeżdżał już po trzydziestce. W kadrze siedem lat, dwukrotnie w roli kapitana.

58

Król Artur, król Arminii, były król strzelców 2. Bundesligi. Nigdy nie wypłynął wyżej poza Arminię. Pobyt w Hercie? Katastrofa, za drugim razem był najniżej sklasyfikowanym pod względem not piłkarzem Bundesligi. Kadra? Najmocniejszą pozycje miał w nieszczęsnym fragmencie u Bońka, który na nim chciał budować ofensywę. W Bielefeldzie jednak wszystkie drzwi zawsze będą dla niego otwarte, nie każdy – delikatnie mówiąc – polski napastnik może się pochwalić blisko setką bramek dla zagranicznego klubu.

57

Wpadł sobie w objęcia z takim rzeźnikiem jak Magath, co jasno mówi: tytan pracy, jakiego ze świecą szukać. Skromny człowiek, bohater eliminacji Engela, jedna z gwiazd mocnej Amiki, ale i w Eintrachcie w Bundeslidze miał świetne wejście. Napastnik pracujący na gole innych, takiego chciałby u siebie każdy trener.

56

Po latach najbardziej pamięta się niewybredne żarty o Rasialdo. To była fala: Drewnopoulosy i inne drzazgi zostające w piłce, moda przetoczyła się przez całą Polskę. Z perspektywy widać jednak wyraźnie, że ta kula śniegowa została rozpędzona głównie dlatego, że te żarty były łatwe i nośne, a nie dlatego, że były aż tak celne. Za Rasiakiem przyzwoita kariera i szacunek w kilku angielskich klubach, do tego niewykorzystana szansa w Tottenhamie, ale sam transfer już swoje mówi. Doliczmy rajdy pucharowe w Groclinie i z ręką na sercu: zasługi dla kadry, dla której harował jak wół. Rasiak nie był demonem techniki, ale to był dobry piłkarz.

55

Lata dziewięćdziesiąte w wykonaniu Smolarka to tylko i aż liczne mecze w Utrechcie. O jego klasie najlepiej niech świadczy fakt, że dobiegał do czterdziestki, a wciąż grał i strzelał w Eredivisie. Z Utrechtem strzelił w Pucharze UEFA bramkę Realowi na Bernabeu.

54

Wdowiec trafił do Celtiku w czasach, gdy ten wyraźnie przegrywał rywalizację z Rangersami. Niemniej Celtic co Celtic, w porównaniu do dziś i tak wtedy o wiele lepszy, a on miał tam pozycję. Przynajmniej przez pewien czas, bo później miejsce w składzie stracił i poszedł do Reading. W kadrze lata dziewięćdziesiąte to już tylko eliminacje do Euro 1992.

53

Zawodnik, o którym dawni koledzy lubią opowiadać, że to jeden z najlepszych piłkarzy, z którymi grali. Kto z dawnych kolegów miał papiery na wielkie granie? Dembiński – odpowiada chór. Na treningach wyprawiał podobno cuda, na boisku grał inteligentnie, był techniczny, silny, miał wszystko. Czemu więc nie wyszło? A tego nie wiadomo. Mistrz kraju z Lechem, później mistrz kraju z Widzewem. W Lidze Mistrzów obok Citki lider ofensywy Widzewa, strzelec dwóch goli z BVB, w najlepszym meczu łodzian – Dembiński był wówczas nieuchwytny, kręcił obrońcami przyszłego triumfatora Champions League jak baranami. Później trochę niedoceniana, a przyzwoita kariera w HSV. Na stare lata wciąż wybijał się w Amice. Kadra natomiast na pewno będzie zawsze wyrzutem, nigdy w niej poważnie nie zaistniał.

52

Ponadprzeciętny technik i kiwak, poza boiskiem też efektowny, pokazujący we Francji jak się potrafi bawić Polak. Francuzi z Montpellier tak go chcieli, że Ziober pobił wieloletni rekord transferowy Zbigniewa Bońka, bo poszedł do Francji za 2 miliony dolarów. W klubie z południa Francji należał do czołowych grajków obok Blanca czy Valderramy. Montpellier było średniakiem potrafiącym napędzić stracha najlepszym, doszli między innymi do ćwierćfinału Pucharu Zdobywców Pucharów. W reprezentacji nieodzowny na początku lat dziewięćdziesiątych.

51

Matysek wybijał się od początku, bo już w 1991 dostał powołanie do kadry. Tylnymi drzwiami, przez Fortunę Koln i Gutersloh, piął się po szczeblach niemieckiej piłki, aż dotarł na szczyt: od Bayeru Leverkusen. Wówczas, na przełomie wieków, niekwestionowanego numeru 2 w niemieckiej piłce, między 97 a 2002 cztery razy zajmującego wicemistrzostwo. Świetna ekipa, z Matyskiem w bramce (do 2001), mająca na rozkładzie niezłe mecze w Lidze Mistrzów i ambitną walkę o mistrzostwo Niemiec. W kadrze wielka rola u Engela.

didwCsN

Dziekan mógłby zgłaszać aspiracje do top 25 wszechczasów, ale ten ranking dotyczy ćwierćwiecza, a w 1990 Dziekan miał 28 lat. Kasujemy z pamięci kadrę, Widzew, Legię – zostają przygody zagraniczne. Nie da się ukryć, że mogły być bardziej udane, szczególnie biorąc pod uwagę skalę talentu. Skończyło się na owszem, spektakularnych, ale tylko przebłyskach, jak choćby czterech golach strzelonych Partizanowi na Parkhead. „Jackie” zaczął świetnie, ale stracił pozycję w Celticu i poszedł do drugiej ligi angielskiej, do Bristol City. Tu, choć był krótko, zachwycił kibiców, nazywali go polskim Georgem Bestem i jednym z najbardziej utalentowanych piłkarzy, jacy kiedykolwiek grali na Ashton Gate – miał nawet swoją przyśpiewkę, prostą i wymowną: „”Jack Jack, Super Jack, Jack Jack, Super Jack, Jack Jack, Super Jack, Jacki Dziekanowski”. Problem w tym, że Dziekanowski do najbardziej pracowitych miał nie należeć, prowadził tryb życia playboya a nie sportowca i wkrótce jego przygoda z Bristolem się skończyła. Kibice podobno protestowali pod stadionem, byleby Dziekan został, ale trener go nie chciał.

tRVoofO

Jeleń był zawodnikiem szklanym, który długo grzebał się z wyjazdem, a w reprezentacji swój szczyt miał w czasach, kiedy byliśmy w rozsypce. Jednak w Auxerre zrobił wynik historyczny, wciągając tę ekipę do Ligi Mistrzów – tak, wciągając, bo był wtedy gwiazdą liderem. To nie jest klub przypadkowy, ale jednak jak na takie rozgrywki dość prowincjonalny, więc osiągnięcie donośne, na pewno nigdy tam o nim nie zapomną, trafi do galerii sław. Co do reprezentacji – wydaje się, że był też źle wykorzystywany. Jeżeli wchodził w końcówce meczu z Niemcami w 2006 nagle dowiadywaliśmy się, że z piłką jest szybszy od sprintera Odonkora, to coś istotnego przeoczono, tzn: można było dać mu istotniejszą rolę.

8w6IGjT

Skała. Mur. Człowiek trzymający całą naszą obecną defensywę za mordę. Il Capitano z Torino, dziś polski defensor numer jeden, mający wyjątkową renomę w Italii, a już kibice „Byków” po prostu go uwielbiają, nagrywają o nim nawet… piosenki hip-hopowe. Przed nim kluczowy turniej, chyba również pod względem przyszłości klubowej. Smykałka do goli to wisienka na torcie.

dkUq6fO

Guma jest jedenasty na liście najlepszych strzelców Ekstraklasy. To dwukrotny król strzelców z Lechem, z którym zdobył też dwa tytuły mistrza Polski, poza tym trofea w Warszawie. Blisko 50 goli w Lechu i 50 goli w Legii – oj, miał okazji by prezentować swój charakterystyczny „samolocik”, cieszynkę po bramce. Bohater jednej z wielkich piłkarskich zdrad polskiej piłki, autor bramki z Blackburn, która zagwarantowała Legii awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Kadra porażką, bo poważnie nie zaistniał, co sam przyznaje i na co… nie znajduje wyjaśnienia. Za granicą mistrzostwo MLS z Chicago Fire i awans z Meridą do Primera Division, czyli bez rewelacji, ale jednak – zadania przed nim postawione realizował. No i trzeba mu oddać, że próbę podboju innych krajów zaczął późno, bo już po trzydziestce.

BRz0GRG

Pod koniec lat dziewięćdziesiątych Iwan był naprawdę na topie i grał w czołowych drużynach o wiele silniejszej wówczas Eredivisie. Feyenoord? Bardzo mocny, z Van Bronckhorstem, Koemanem, młodym Henrikiem Larssonem. Grał bardzo dużo, zdobył w pierwszym sezonie wicemistrzostwo. Wkrótce za 3,5 miliona dolarów przeszedł do PSV, gdzie spotkał Zendena, Cocu, Stama, De Bilde, Nilisa, a później też choćby van Nistelrooya. Wystąpił w kilkunastu meczach Ligi Mistrzów, w czterech edycjach. Z Feyenoordem doszedł do półfinału Pucharu Zdobywców Pucharów, między innymi po trupach Interu i – a jakże – PSV. W kadrze najważniejszy u Engela, choć oczywiście do czasu.

kKUBSdx

Majak, specjalista od strzelania ważnych goli. Wojtala może mówić co chce: Majak wykonał większość pracy przy golu, który pieczętował awans Widzewa do Ligi Mistrzów. To Majak dał sygnał do odrabiania strat w klasyku na Łazienkowskiej strzelając bramkę kontaktową, to Majak też swoim golem utrzymał kiedyś Hansę Rostock w Bundeslidze. Piłkarz roku 1997, świetne, choć trochę nieskuteczne mecze w LM, bo takiemu Atletico przy odrobinie szczęścia mógł strzelić… hat-tricka. Jeden z najlepszych piłkarzy w historii Zagłębia Lubin.

47roVkZ

„Szansa, aj Jezus Maria!” – to pierwsze co kojarzy się wszystkim z Leśniakiem. Istotnie, sytuacja była nieprawdopodobnie dobra, ale mało kto pamięta, że w tym samym meczu miał drugą stuprocentową okazję, a którą wypracował sobie błyskotliwym rajdem niemal przez pół boiska. Tak, nie można Leśniakowi odmówić umiejętności, choć – poza Bayerem – kluby, w których grał, nie powalały. Dość powiedzieć, że gdy zdobył nagrodę Piłkarza Roku 1993, grał w podrzędnym Wattenscheid.

BJVNGV3

Nowak wyjeżdżał do Brazylii wspólnie z Piekario. Może ten drugi miał więcej talentu w nogach, ale ten pierwszy również miał go pod dostatkiem, a przy tym był znacznie bardziej – cóż, nazwijmy rzeczy po imieniu – pracowity, skoncentrowany na piłce. Nowak został w Paranense, gdy „Piekarz” szedł do Flamengo, i w Kurytybie został idolem. Potem był dychą silnego Wolfsburga, w którym karty rozdawało oryginalne polskie trio Bundesligi – Kryger, Juskowiak i on. Wyróżniał się, łączono go nawet z Bayernem, a „Kicker” przepowiadał mu swego czasu karierę większą niż Ballackowi. Niestety tragiczna choroba przerwała harmonijnie rozwijającą się karierę.

s1gq74r

Nie tylko wylądował w Evertonie w czasach, kiedy obcokrajowców w angielskiej lidze było niewielu, ale również robił początkowo u „The Toffees” za gwiazdę. Szybkość, technika, dokładne podanie i świetnie uderzenie – nie musiał miec kompleksów przed Peterem Beardsleyem czy Tonym Cottee, tak samo ciągnął ten wózek. Najlepszy mecz? 3:0 na Old Trafford z Man Utd, gdzie rozniósł „czerwone Diabły” w pył. Gdy odszedł z Anglii, kładł fundamenty pod MLS, a w Columbus Crew ma status piłkarskiego bożka.

ziuZV53

Kapitan na Igrzyskach Olimpijskich, później kapitan reprezentacji Wójcika. Strzelec gola na Wembley, mistrz Polski z Lechem, dobre występy w Górniku, GKS. W Austrii człowiek instytucja, szczególnie w Tirolu Innsbruck, któremu – tradycyjnie – kapitanował, a z którym zdobywał mistrzostwa. Prawda jest taka, że Brzękol nie zawodził, wszędzie gdzie trafiał tam grał i dawał radę. Może nie nadawał się do roli playmakera, którego czasem próbowano z niego robić, ale na swoim fachu się znał. Łącznie około sześciuset meczów w najwyższej klasie rozgrywkowej, mniej więcej po równo rozdzielając na Austrię i Polskę.

4ezmVwK

Członek klubu 99, bo właśnie jednej bramki brakuje mu do złamania tej ligowej bariery bramek. Olimpijczyk, choć nie w pierwszoplanowej roli. We Francji nie poszalał szczególnie, ale trzeba mu oddać, że kariera w Polsce bardzo dobra. Gwiazda Legii w najważniejszym okresie, z pomocy potrafił strzelić blisko dwadzieścia goli w sezon, potem świetny w ŁKS, w Polonii, w Groclinie. Długowieczny i do końca rozdający karty.

guvsWiS

Trafić na początku lat dziewięćdziesiątych do Serie A i tam pozostać przez lata to naprawdę spore osiągnięcie. Mówimy o wówczas najsilniejszej lidze świata, a dodatkowo obwarowanej limitami obcokrajowców. Komiński może nie grał w zespołach z czołówki, ale jednak dawał radę, poza tym nawet w takiej Brescii potrafił wymieniać podania z Guardiolą czy Baggio. Kolejna kariera z gatunku „co by było gdyby”, bo radził sobie znakomicie na początku w Italii, mówiło się nawet o zainteresowaniu wielkich firm, ale kontuzje wykluczyły go na prawie dwa pełne sezony. Olimpijczyk z Barcelony, do tego żołnierz kadry Engela. Skończył szybko, w wieku 31 lat, co też obrazuje jego problemu zdrowotne.

Image and video hosting by TinyPic

RatrgU2

Kałużny to Wisła, reprezentacja Engela, to hat-trick z Białorusią, później też kadra Janasa, gdzie pod koniec eliminacji robił za skutecznego spadochroniarza, niespodziewane i kluczowe wzmocnienie. To siła, dobry strzał, gra głową (choć Koreańczycy będą mieli inne zdanie), charyzma. Zapowiadał się tak, jak zawsze wyglądał we wszystkich Championship Managerach – na defensywnego pomocnika europejskiej klasy. Za granicą jednak jego szczyt to Energie i ławka w Bayerze Leverkusen, czyli bardzo mało biorąc pod uwagę skalę talentu.

QTRaj2J

Ćwierć tysiąca meczów w barwach silnego Panathinaikosu lat dziewięćdziesiątych, za którym dziś tęsknią fani „Koniczynek”. To był zespół europejskiej marki, z dwoma polskimi filarami, Warzychą w ataku i właśnie „Vouno” Wandzikiem w bramce. Dziewięć lat w greckim klubie, miano najlepszego bramkarza ligi, niekwestionowana pozycja na kartach klubowej historii, mistrzostwa Grecji, półfinał Ligi Mistrzów. Ponad pół setki meczów w kadrze, z czego aż 25 z czystym kontem.

s7q6aEY

Najwięcej o Sobolu mówi chyba to, że Smuda namawiał go na Euro 2012, choć podczas finałów Radek miałby 36 lat. Członek mocnego Groclinu, później wielokrotnie mistrzowskiej Wisły. Żelazny pomocnik, przestawiający rywali na boisku. Takiego charakternego piłkarza chciałby w swojej ekipie każdy trener, takich ludzi szanują trybuny na wszystkich stadionach. Największym zarzutem czerwone kartki w trzech kluczowych dla polskiej piłki momentach: w Atenach podczas eliminacji Ligi Mistrzów z Wisłą i z Niemcami przy stanie 0:0 na Mistrzostwach Świata. Tak jakby Sobol, charakter nie do zdarcia, jednak pękał w najważniejszych chwilach.

7BZsKGW

Jak prawie każdy w wielkiej Wiśle miał papiery na zostanie zawodnikiem europejskiego formatu, a biorąc pod uwagę jak wcześnie wskoczył na wysoki poziom, kto wie czy nie miał na dużą karierę szans największych. Wyrwać się z Wisły Cupiała nie było jednak łatwo, swoje dołożyły kontuzje i skończyło się na karierze peryferyjnej, usłanej pechem, ale też niezłomnością i latami znakomitego grania.

f62b4A6

Sochaux, Salzburg, reprezentacja, w której był niezbędny w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych – zresztą, robił w niej również czasami za kapitana. Członek mocnego GKS-u Katowice, a także kadry, która w eliminacjach do Euro 1992 za Strejlaua bił się o awans do ostatnich minut. Kawał stopera z solidnym kopytem: strzelał Anglikom, strzelał w pucharach (choćby z Motherwell w PZP), a w lidze potrafił straszyć bombami z niemal połowy boiska.

qzHWISk

Ewenement: mistrzostwa Polski z czterema różnymi drużynami, z Legią, Widzewem, Wisłą, Polonią. Liga Mistrzów zaliczona w obu polskich drużynach, później jeszcze załapał się na parę ważnych pucharowych meczów w Wiśle. W reprezentacji nie zaistniał, ale jak się dobrze zastanowić brał udział niemal we wszystkich najważniejszych sukcesach ligowych swoich czasów.

EkwKsNC

Kosa w swoich najlepszych latach był skrzydłowym błyskotliwym, nie do upilnowania, potrafiącym zerwać się prawie każdemu.   Hurtowe triumfy z Wisłą, gdzie grał pierwsze skrzypce, w reprezentacji fajnie działali na skrzydłach z Krzynówkiem za Janasa. Na stare lata zagrał w Lidze Mistrzów z APOEL-em i co warto podkreślić: jak na piłkarza, któremu zarzucano, że się nie prowadzi, wyjątkowo długowieczny, co tylko świadczy o skali jego talentu. Chyba błędna była decyzja o odejściu z Wisły akurat do Kaiserslautern, ale z drugiej strony – dobry piłkarz poradziłby sobie wszędzie. Niemniej wiele lat później w Chievo udowodnił, że jego wymarzona Serie A, z której rzekomo miał oferty, pasowała mu całkiem nieźle.

7eYkp5m

Mówimy o takiej prehistorii jak mecz z Anglią na Wembley, gdzie nadzieją reprezentacji Polski był Citko, liderem ataku Warzycha, i wręcz nierealne że Sagan, wciąż grający Sagan, wtedy też wybiegał na ten mecz. Zaczynał jako cudowne dziecko, nastolatek który hurtowo ładował gole w ŁKS-ie i kto wie jak potoczyłaby się jego kariera, gdyby nie wypadek na motorze. Citko połamany, Saganowski po wypadku, dwa wielkie talenty, a których szanse na wielkie kariery zostały na wstępie złamane. Niemniej Marek miał przyzwoitą przygodę w średnich zagranicznych klubach takich jak Vitoria, Southampton, Aalborg (tu Liga Mistrzów). Mimo gorszych chwil w Odrze i Orlenie, gdzie niektórzy stawiali już na nim krzyżyk, to jednak w lidze człowiek instytucja z wielkim zasługami. Legenda ŁKS, dla całego pokolenia jedna z najważniejszych i największych. Kadra? Specyficzny rozdział, ale należał choćby do niewielu, którzy nie rozczarowali na Euro 2008. Sagan to kawał historii polskiego futbolu, który jednak ma szansę zapisać znacznie lepszą książkę, biografię, niż karierę.

j25fZgN

Jeden z najbardziej spektakularnych indywidualnych popisów w historii Osasuny: hat-trick na Bernabeu, Osasuna wygrywająca do zera – nie ma pytań. Na pewno nie tylko ze względu na ten mecz został legendą w tym klubie, bo kilka lat tam spędzonych było tak udanych, że Polacy mieli jeszcze ładnych kilka lat markę w Pampelunie. Reprezentacyjnie w latach dziewięćdziesiątych już kończył przygodę – ostatni mecz w 1991.

UmI5vFf

Szczęsny jak na golkipera wciąż jest młody, a już ma sporo na swoim koncie. Przede wszystkim granie w Arsenalu, klubie z europejskiej czołówki, to sprawa niebagatelna. Wielu bohaterów tego rankingu nigdy nawet nie zbliżyło się do takiej marki, a Szczęsny rozegrał w barwach „Kanonierów” grubo ponad setkę meczów, w tym wielokrotnie w Lidze Mistrzów. Za sezon 13/14 zyskał nagrodę „Golden Glove” dla bramkarza z największą liczbą czystych kont w Premier League. W kadrze najbardziej pamiętany za czerwoną kartkę z Grecją na Euro 2012, ale przecież to też Szczęsny bronił w 2:0 z Niemcami na Narodowym, gdzie obronił 20 strzałów i był jednym z bohaterów.

7dnKvYd

Ebi, jak wielu z tego rankingu, był obietnicą znacznie większej kariery. Niemniej złej przygody wcale nie miał: w solidnym Feyenoordzie grał, później w Borussii też stanowił kluczowe ogniwo. Problemem jest to, że szybko zgasł: Racing, Bolton, Kavala – to już dowcipy, a nie granie. Tak naprawdę jak się zastanowić, to Ebi skończył poważne granie w wieku 26 lat. Niemniej miał gigantyczne zasługi w awansie na Euro 2008, a jak trudną grupę eliminacyjną mieliśmy wówczas – nie trzeba mówić. Mecz z Portugalią za Leo to jeden z najlepszych jakie kadra rozegrała w całym ćwierćwieczu, a Smolarek był tego meczu niekwestionowaną gwiazdą.

SgdOqOc

Za młodziaka masa dobrych meczów ligowych (szczególnie w Górniku), którymi zapracował na powołania do kadry. Po wyjeździe do Niemiec w Duisburgu miał takie wejście, że na 9 pierwszych meczów 5 razy trafiał do jedenastki kolejki Kickera. Transfer do Schalke najlepiej świadczy o jakości gry w Duisburgu, a w Gelsenkirchen wicemistrzostwo, Puchar Niemiec, świetne występy w Lidze Mistrzów. Poważna ekipa, w której Hajto był istotnym elementem układanki. Charakteryzowały go dalekie wyrzuty z autu, które siały sporo zamieszania w szeregach rywali, a także bezpardonowa gra. Niektórzy zarzucają mu słabe późne lata, choćby wtopy w Anglii: no fajnie, ale wtedy był już dobrze po trzydziestce. Kadra? Każdy może wyciągnąć mu Pauletę, który zrobił z niego barana na mundialu. Ale na tym mundialu zawiodło znacznie więcej zawodników, nie tylko Hajto. Członek klubu wybitnego reprezentanta.

heT0kg0

Citko był wybitny tylko przez chwilę, ale to było naprawdę fenomen, który porwał cały kraj. Laskowski wymieniał w kontekście Citki wszystkie największe kluby kontynentu podczas transmisji Widzewa, od Realu, przez Man Utd, po Milan i Inter, bo tak Citko kręcił utytułowanymi rywalami. Molina nigdy go nie zapomni, a tamten gol wciąż wspomina się we wszystkich kompilacjach o najładniejszych bramkach w historii Champions League. Zryw Citki ma tę szczególną cechę, że może śmiało robić za symbol wszystkich honorowych porażek Polaków, jakimi usłane było to ćwierćwiecze, jakimi niemal się definiowało. Marek i jego kariera reprezentuje w soczewce wszystkie „co by było gdyby”, wszystkie „tak blisko byliśmy”, każde „graliśmy świetnie, ale przegraliśmy”.

2Qv2q54

167 goli w Ekstraklasie, po prostu łowca bramek. Napastnik bazujący na sprycie, inteligencji i intuicji. Jego słynne podcinki, umiejętność odnalezienia się w polu karnym w idealny sposób, nawet fakt, że na stare lata w Jadze wciąż był równie zabójczy pod bramką rywala (w wieku 37 lat został czwarty raz królem strzelców!) – wszystko przemawia za tym, że może tytanem fizycznym nie był, ale miał łeb do piłki jak mało kto. Klubowo oczywiście związany z sukcesami Wisły, w kadrze zapisał fajną kartę w eliminacjach Janasa. Czy były podstawy, by go nie zabierać na finały? Może i tak, bo pobyt w Wolverhampton to katastrofa, do dziś ma łatkę jednego z najgorszych transferów w historii klubu. Zagranicznych boisk nie podbił, choć pamiętajmy, że do Elche wyjeżdżał już po trzydziestce, więc też trudno, żeby wyczyniał cuda.

5pycOhG

Wasyl, czyli etatowy idol trybun. Idol w Anderlechcie, idol na Narodowym, chodzący szacunek. Jego historia jest wyjątkową opowieścią o niezłomności, o tym, że nieważne jak wielu cię skreśla, zawsze wszystko ostatecznie zależy od ciebie. Eksportowy charakter polskiej piłki, który mimo zbliżania się do wieku piłkarsko emerytalnego, wciąż dopisuje fajne rozdziały do swojej kariery.

0lK2dhu

Widzew miał Łapę, Legia Zielińskiego. W Łodzi szanowano umiejętności Ziela, choć twierdzono, że Łapa jednak lepszy, w Legii na odwrót – Łapa był zawodnikiem wrogiego obozu, ale którego jakość piłkarska była niepodważalna, ale Ziela uznawano za jeszcze lepszego. Generalnie duet marzeń w kadrze, choć panował mit, że nie mogą ze sobą grać. Konkurencji im jednak nie brakowało, bo dobrych stoperów było wtedy od groma. Nastukał sześćdziesiąt meczów w kadrze (chyba najbardziej pamiętany za bezbłędny występ z USA na mundialu za Engela), w Legii pękły ponad trzy setki.

tMPIOls

To, czego Zielińskiemu najbardziej brakuje w porównaniu do Zielińskiego, to medal Igrzysk Olimpijskich. Kto nie chciał Łapy w latach jego świetności, a mówimy o realnych ofertach, choćby tej z Romy. Serie A była wówczas najmocniejszą ligą świata, z marszu wszedłby do szatni klubu z czołówki – mocna sprawa. Oczywiście nigdy nie wyjechał, a chodziło natomiast w dużej mierze o strach przed lataniem, którego zresztą nabawił się na jednym z dalekich wyjazdów z kadrą. Gdy Widzew grał z Liteksem w eliminacjach LM, Łapa już kilka dni wcześniej wyruszył w podróż samochodem, by zdążyć na mecz w Bułgarii.

Xbm0i6C

Zawsze reprezentował boiskową rzetelność z górnej półki. Jako nastolatek wchodził do mocnego, mistrzowskiego Lecha, a grał na tyle dobrze, by od razu trafić do Lyonu. W reprezentacji debiutował już w 1993 za Strejlaua, a opłacało się go powoływać z drugiego końca świata i za Beenhakkera, to i nie dziwi, że nazbierał aż 96 meczów w reprezentacji. Miał swoje dobre lata we Francji, najpierw we wspomnianym Lyonie, później w Lens (transfer za 4.3 miliona euro). Na Bąka można było liczyć, że poniżej pewnego poziomu nie zejdzie.

3VQ40lv

Nie da się ukryć, że do wszelkiej maści uzdolnionych playmakerów mamy większy szacunek, bo na tej pozycji jak na żadnej innej jest w Polsce wyjątkowa posucha, co odczuwamy po dziś dzień. Kosecki był w te klocki bardzo dobry – sprawdzał się jako mózg zespołu, umiał regulować tempo gry, rozgrywać, ale też pójść z indywidualną akcją, przedryblować kogoś bądź puścić efektowną bombę z dystansu. Szeroki pakiet umiejętności, zaksięgowany szacunek na takich stadionach jak Vicente Calderon czy też starej arenie Galatasaray, gdzie huknął 19 trafień w 38 meczach. Był naprawdę bramkostrzelny, w kadrze też strzelił dzięwiętnaście razy. Nantes? Podstawowy zarzut jest jeden: nic nigdy nie wygrał, ani z kadrą, ani ze swoimi klubami, ale ta kariera miała znacznie więcej blasków niż cieni.

okhMRid

Drugi element snajperskiego duetu z olimpiady. Bohater meczów w Pucharze Zdobywców Pucharów, kiedy udało się zbić Sampdorię i zajść do półfinału, poza tym w Legii 135 meczów, 51 goli, a przecież nie był typowym łowcą, często tym dogrywającym. Na początku lat dziewięćdziesiątych uchodził za supertalent, który ma świat u stóp. W wieku 24 lat potrafił być mianowany kapitanem kadry (u Piechniczka!). Trafiał z Holandią w Rotterdamie, z Turcją w Stambule, grał przez całe lata dziewięćdziesiąte, a debiutował jeszcze przed igrzyskami, gdzie Strejlau ufał mu na tyle, by posłać go do boju na Anglię w kluczowym meczu. Jego lata w Betisie to też czasy, w których Betis był bardzo mocny, potrafił zająć trzecie miejsce w tabeli, a Kowal grał wtedy sporo. Tak, zgasł za szybko, tak, nie zrealizował swojego potencjału, ale jego wkład, talent i zasługi są niezaprzeczalne.

VJTrpTU

Nowaka pamiętamy jako gościa z innej bajki. Wiążącego krawaty w Bundeslidze i kadrze, playmakera pełną gębą. Ale ile faktycznie miał lat na szczycie? Raptem kilka w TSV. Co wówczas znaczyło TSV? Było średniakiem Bundesligi. Jak wyglądały jego rządy? Ano tak, że owszem, w sezonie 95/96 był bardzo doceniony przez Kickera, wyróżniony jako najlepszy w pidze, ale już za wiosnę 97 sklasyfikowano go na miejscach 13-18 wśród ofensywnych pomocników ligi. Nie ujmując mu nic z umiejętności, bo gdy miał dzień był piłkarzem znakomitym, na którego grę patrzyło się z wielką frajdą, a nawet dumą, tak jednak zachowajmy umiar- choć oczywiście, nie można przegiąć też w drugą stronę i gon ie doceniać.

lE7zFQx

Świr ostatnio coraz bardziej rozpycha się łokciami w karierze pięściarskiej, wielu lubiło się podśmiewywać z jego wypowiedzi, telefonów do Blanca i tego jak będzie zamiatał w Birmingham z Dugarrym, gdy ostatecznie skończyło się bodaj na 30 minutach w Premier League, ale oddajmy mu co jego. To olimpijczyk z Barcelony. Jako nastolatek stanowił ważne ogniwo mocnego GKS Katowice. Lata gry w Saint Etienne i Bastii, w tej drugiej później był kapitanem, a później transfer Marsylii, dowód docenienia na francuskich boiskach. Tu może mogło być lepiej, ale przecież przez pewien czas był kapitanem – dajcie spokój, to spore osiągnięcie, mówimy o poważnej marce. W reprezentacji robiono mu krzywdę za Engela próbując go czasem kreować na playmakera, a do której to roli kompletnie się nie nadawał, co wiemy dziś jeszcze lepiej. Ponadprzeciętny, ale w rozbijaniu akcji, w wybijaniu rywalom z głowy gry pod polem karnym. Owszem, umiejący się dobrze włączyć do przodu, ale nigdy ktoś, na kogo barkach można opierać kreowanie gry. Zawodnik bardzo długowieczny, który po powrocie do Polski wciąż miał sporo dobrych meczów. W reprezentacji 70 meczów na przestrzeni ponad dekady. Jak na polskie warunki naprawdę poważna kariera, dla odmiany wyciśnięte maksimum ze swojego potencjału, a nie jak zwykle według scenariusza „co by było gdyby”.

b4YyPs0

Żuraw to bezsprzecznie jeden z najważniejszych napastników ostatnich lat, przez lata lider ataku kadry, lider świetnej Wisły… Problem w tym, że był tylko królem własnego podwórka. Odbił się od choć trochę poważniejszych lig, bo przygoda w Celtiku to raptem jeden naprawdę udany sezon, a najefektowniejszy miał pseudonim – „Magic” Żurawski. Umiał naprawdę bardzo wiele, mógł być napastnikiem prawdziwie europejskiej klasy – może brakło trochę więcej zadziorności, charakteru? Niemniej ma na swoim koncie lata „panowania” i bycia jedną z największych gwiazd polskiej piłki.

Z5D4Grf

Liga Mistrzów z Widzewem na start, gdzie grał świetnie na prawej obronie, nawet na późniejszego triumfatora, BVB. Dalej pucharowe sukcesy z Wisłą, już w innej roli, bo na dziesiątce. Szymkowiak był bardzo ważnym ogniwem dwóch niezwykle mocnych polskich drużyn ostatniego ćwierćwiecza, w pewnym sensie historycznych. takich, które potrafiły poszaleć w Europie, liczyć się w walce z najlepszymi. Awansował też z Janasem na MŚ, nawet w Trabzonie na początku wymiatał i do dziś tamtejsi kibice dobrze go wspominają. Techniczny, z dobrym strzałem, podaniem, wizją – wielka szkoda, że szklany. Szkoda tych odrzuconych za gołowąsa ofert z Serie A, podobno nawet Moratti się zgłosił… Szymek wcześnie skończył karierę, ale też wcześnie ją zaczął.UFrKcxe

Mały generał. Znakomicie wyszkolony technicznie, zabójczy z rzutów wolnych, legenda i prawdziwy lider Legii lat dziewięćdziesiątych, którą wciąż w Warszawie wspomina się najrzewniej, stawia za wzorzec. Ile znaczył dobrze pokazuje sezon 91/92, kiedy trafił do Motoru – bez niego, bez swojego mózgu, naszpikowana  świetnymi graczami Legia zajęła dziesiąte miejsce, a widmo spadku unosiło się do końca rozgrywek. Pisz stawał na wysokości zadania w najważniejszych meczach, by wspomnieć choćby Ligę Mistrzów, dwa gole z Rosenborgiem, trafienie głową IFK w eliminacjach, a przecież trzeba też wrócić do pobicia Sampdorii, tytułów mistrzowskich. Gdy wyjechał do greckiej Kavali, a więc pipidówy, wymiatał tak, że został tam wybrany… najlepszym sportowcem czterdziestolecia. Pozostaje zagadką dlaczego takiej klasy piłkarz nigdy nie miał większej roli w reprezentacji ani żadnej poważniejszej kariery zagranicznej.

7eHmD0L

U swego szczytu to był gość, który w pojedynkę umiał przesądzać o meczach. 20 goli w barwach HSV to jego robota w sezonie 90/91 – jedno trafienie więcej, a byłby królem strzelców, na osłodę zostaje fakt, że „Kicker” i tak uznał go wtedy najlepszym napastnikiem Bundesligi. Tak znakomitego roku już nie powtórzył, kolejne dwadzieścia zbierał przez kilka lat, niemniej był cenionym w Bundeslidze snajperem. W kadrze jego szczytem eliminacje Strejlaua,  z ciekawostek niezapomniana… bramka ręką z San Marino.

bamoGCN

Można nie cierpieć jego stylu gry, jest to właściwie łatwe, bo wielu Lewandowski kojarzy się z podaniami do najbliższego i irytującymi „strzałostratami” z dystansu. Niemniej Szachtar to więcej niż poważny klub, a tam Lewandowski jest na, cóż, kibicowskich flagach; został wybrany nawet do jedenastki wszechczasów. Liczne trofea na Ukrainie, do tego zdobyty Puchar UEFA, regularne granie w Lidze Mistrzów. Kadra? Na oko milion meczów. Lewandowski nie był typem zawodnika, który zachwycał, pewnie większym szacunkiem cieszy się na Ukrainie niż w Polsce, ale nie można mu odmówić blasków w karierze. Przykład gościa, który wyciągnął ze swojego potencjału co tylko mógł.

S1wry4B

W najlepszym okresie prawy obrońca klasy światowej. Piszczek był ważnym ogniwem klubu europejskiego topu, drużyny zdobywającej mistrzostwo Niemiec i jadącej aż do finału Ligi Mistrzów. Nowocześnie grający, praktycznie modelowy jeśli chodzi o to czego wymaga się dziś od bocznego defensora. Oby dopisał jeszcze istotny rozdział w swojej karierze, szczególnie reprezentacyjny, bo tu ma prawo być niespełniony.

70BZr39

Za wcześnie? Jeszcze nie czas? Dajmy mu się rozkręcić? To prawda, że Krychowiak na europejskim topie jest krótko, bo właściwie od transferu do Sevilli. Ale ilu z wymienionych wcześniej miało realne szanse na jedenastkę roku France Football, ilu miałoby szansę na jedenastkę sezonu rozgrywek tak dopakowanych gwiazdami jak dzisiejsza La Liga? A przecież jeszcze pobicie Niemców na koncie, a jeszcze wygrana Liga Europy, kluczowa rola w awansie na Euro. To dziś zawodnik formatu europejskiego, a w słowach tych nie ma cienia przesady. Krycha jeszcze ma sporo do ugrania, ale już teraz nakrywa czapką wielu nostalgicznych idoli sprzed lat.

BBSM4Dd

Król strzelców Igrzysk Olimpijskich, prędko żaden Polak tego osiągnięcia nie powtórzy. Jusko całe życie strzelał hurtowo bramki, od wspomnianej kadry olimpijskiej, przez mistrzowskiego Lecha, po Sporting, Olympiakos, lata w Niemczech. Miał 36 lat na karku, a wciąg regularnie straszył golkiperów w 2.Bundeslidze. Wszędzie, gdzie tylko trafił, ceniony i radzący sobie pod bramką rywala. Brakło klubu ze ścisłego europejskiego topu, ale dajcie spokój, te marki, które zaliczył w karierze, też są więcej niż poważne. Świetny napastnik, z wyjątkowym instynktem strzeleckim, który zablokował się na raptem trzynastu trafieniach w kadrze, tu na pewno stać go było na więcej, choćby na istotniejszą rolę Engela, który przecież swego czasu potrafił powierzyć mu opaskę kapitańską.

sLydGhf

Rekordzista pod względem liczby meczów w kadrze, to trzeba docenić. Żewłakow był bardzo dobry, choć nigdy wybitny, wiele jego meczów przypada na – delikatnie mówiąc – starcia słabe, ale jednak rekord ma ogromną wymowę. Wieloletni kapitan, trzy wielkie turnieje z reprezentacją, do tego ważna rola w może nie czołowych, ale jednak naprawdę dobrych europejskich drużynach jak Anderlecht czy Olympiakos, w barwach których to regularnie mierzył się z najlepszymi na prestiżowej scenie, głównie w Lidze Mistrzów. Dwukrotny mistrz Belgii, trzykrotny Grecji, na stare lata zdobył i mistrzostwo Polski z Legią.

tfzcHEG

Cieszymy się, że za Wasylem jeżdżą do Anglii kibice Anderlechtu, imponuje nam jak pamiętają o Borucu w Celtiku. Prawda jest jednak taka, że to wszystko nic przy tym jaką Krzysztof Warzycha ma pozycję na kartach historii Panathinaikosu. Piętnaście lat seryjnego strzelania, trzykrotnie zgarnięty tytuł króla strzelców ligi greckiej, mistrzostwa kraju. Dla Greków to symbol złotych czasów Panathinaikosu, kiedy mogli się zaliczać do europejskiej czołówki i kiedy niemal weszli do finału Ligi Mistrzów: w 1996 gol Warzychy w Amsterdamie sprawił, że „Koniczynki” już witały się z gąską, już były w ogródku, ale niespodziewanie zebrały oklep 0:3 u siebie. Oczywiście reprezentacja to rozczarowanie, bo nigdy nie potrafił przełożyć klubowej dyspozycji na kadrę, wręcz zaczęto nazywać takich graczy jako trapionych „syndromem Warzychy”, ale klubowe osiągnięcia są imponujące i basta. Jeśli ktoś ich nie docenia to z jednego względu: przykrył je kurz historii, względnie wówczas trudniej było je śledzić i przez to tak nie zapadły w pamięć.

D2jxNVi

Krzynówek był fundamentem trzech awansów na finały wielkich imprez, a na tych finałach zagrał dziewięć meczów. Debiutował już u Wójcika, łącznie zagrał 96 meczów. Zawsze można było na niego liczyć, bywały wręcz czasy spod znaku „jak trwoga to do Krzynówka”, bo tak było choćby za Beenhakkera… i czasem faktycznie Krzynek coś wyczarował, jak choćby w Portugalii czy z Azerbejdżanem w Baku. Łącznie zagrał 96 meczów w kadrze i przez długie lata był po prostu nieodzowny. Klubowo wyrobiona marka w Bundeslidze, a także godny uwagi zryw w Lidze Mistrzów, kiedy wydawało się, że może dołączyć do grona czołowych pomocników Europy – tej fazy grupowej, kiedy efektownie strzelał Romie, Realowi, i kiedy był jednym z liderów mocnego Bayeru, nikt mu nie zapomni.

J3ceTIs

Niestety refrenem ostatniego ćwierćwiecza są spektakularne katastrofy w finałach wielkich imprez. Drużyna się rozsypywała, nagle zamiast fajnej ekipy, która zasłużenie zrobiła awans, na boisko wychodziła zbieranina. Boruc jednak jest tym, który z tej tendencji się wyłamał, zarówno w 2006 jak i w 2008 ratował co mógł, nie można było mieć do niego zarzutu. Powiecie – co z tego, skoro i tak było na koniec w ryj! Jest w tym trochę prawdy. Ale z tego rankingu wielu nawet nie posmakowało ważnej imprezy, a jeśli nawet, to zwykle zawodzili na całej linii, Boruc – jak zwykle – poszedł swoją drogą. Do tego lata gry na wysokim poziomie w klubach, szczególnie w dużo mocniejszym niż dziś Celtiku, z którym potrafił namieszać w Lidze Mistrzów. Brakło trochę transferu do topowego klubu, o takich przenosinach zawsze tylko się mówiło, ale za miesiąc Artu skończy 36 lat, a wciąż nie zwalnia tempa, trzyma się mocno w Premier League, w historycznym awansie Bournemouth też miał wielką rolę.

DspUYAf

Pewny obrońca, prawdziwy lider, takiego gościa za sobą w szykach obronnych chciałby mieć każdy piłkarz. Doceniając Wałdocha doceniamy też medal na Igrzyskach Olimpijskich. A przecież toteż kapitan bardzo silnego Schalke, pewnie w swoim czasie jeden z topowych stoperów Europy. Nie zawsze potrafił tę pewność gry przełożyć na kadrę, ale zawsze wkładał absolutnie maksimum, potrafił jeździć za biało-czerwonymi barwami kosztem klubu nawet na Puchar Króla do Tajlandii.

Q2XoTvI

Kadra zawsze mimo wszystko będzie wyrzutem, bo był moment, kiedy Dudka uznawano za bramkarza klasy światowej, a tego nie potrafił przełożyć na reprezentację. Owszem, miewał mecze dobre, wiele solidnych, ale kiedy naprawdę błysnął? Kiedy wybronił ważny mecz, czego oczekiwano od zawodnika tej marki? Częściej wypominano niektóre sytuacje, pewnie pamiętacie rozległe analizy bramki zawalonej z Łotwą. Klubowo jednak kariera Dudka jest niezwykła: piłkarz roku Eredivisie w 2000, kiedy ta liga była wciąż bardzo mocna. Potem świetne wejście na Anfield, a wreszcie – bez cienia przesady – ważna karta w historii europejskiej piłki. Dudek Dance, łapane karne, zatrzymany Szewa – Dudek był jedną z gwiazd, autentycznych gwiazd, jednego z najważniejszych i najlepszych finałów Ligi Mistrzów. To rzecz wyjątkowa. Transfer do Realu? Wiele jego akcji nie podnosi, ale jednak zasłużyć na taką emeryturkę i szpaler na Bernabeu – to swoje mówi.

jQch1vZ

Rzadko zdarza się jednocześnie zawodnik tak błyskotliwy, a przy tym tak charakterny, waleczny, a to właśnie najlepsza charakterystyka Kuby. Idol trybun BVB, na koncie mistrzostwa Niemiec, w których odgrywał kluczową rolę, do tego rajd do finału LM. Był gwiazdą klubu z europejskiego topu, do tego jaką był postacią w kadrze – nie trzeba mówić. Jedyny problem, to że lata jego kapitanowania reprezentacji nie przypadły na szczególnie udane. Wciąż może dopisać ważne rozdziały do swojej historii, na co trzeba liczyć.

v36DOpb

Kontrowersji nie ma, bo i być nie mogło. Zwyciężyć mógł tylko on, Robert Lewandowski, jeden z najlepszych piłkarzy świata, gwiazdor rozpoznawalny od Madagaskaru po Vanuatu, wykraczający już marką poza futbol, bo będący jednym z najbardziej znanych ambasadorów Polski na świecie. Trzeba opowiadać o tytułach króla strzelców, o dziesiątkach bramek, o pięciu trafieniach w dziewięć minut, o czterech golach wbitych Realowi? Nie trzeba, każdy listę zasług Roberta zna doskonale. Jest w tym rankingu kilku graczy, którzy zapowiadali się, przy wyjątkowo sprzyjających wiatrach mogli wjechać na top, ale to Robert dobitnie pokazuje jaka jest różnica między potencjałem a jego pełnym zrealizowaniem. Wielki talent, ale jeszcze większy tytan pracy. Zerwał z przypinanej mu czasem łatki chorującego na „syndrom Warzychy”, na finiszu eliminacji Euro 2016 pokazał wszystko co ma najlepszego także w biało-czerwonych barwach. Tak naprawdę Lewy najciekawszy pojedynek toczy w rankingu wszechczasów, bo może, naprawdę może zostać najlepszym – życzmy mu tego, bo oznaczałoby to sukces na wielkiej imprezie.

Przygotował Leszek Milewski

KOMENTARZE (0)