Pawłowski i kolejna okazejszyn na powrót do piłki. Jeśli nie teraz, to już chyba nigdy
Weszło

Pawłowski i kolejna okazejszyn na powrót do piłki. Jeśli nie teraz, to już chyba nigdy

Wojciech Pawłowski to taki chłopak, z którego zawsze można pokręcić beczkę. Bo i nie dość, że sportowo nie dałby rady się obronić przed żadnym atakiem, to i zawsze można nawiązać do paru pozaboiskowych spraw jak słynny wywiad po wejściu do Udinese. Ale nam pisanie o Wojtku wyłącznie w kategoriach szydery powoli zaczyna się nudzić i w sumie nie mielibyśmy nic przeciwko, żebyśmy już nie musieli tego robić. Wkrótce może tak się stać, bo Pawłowski zdecydował się na całkiem rozsądny krok.

Jak poinformował na Twitterze Marcin Nowak, kierownik Rozwoju Katowice, Wojciech Pawłowski od dziś rozpoczął treningi z przedostatnią drużyną pierwszej ligi, czyli jest na najlepszej drodze do klepnięcia wypożyczenia. Co tu kryć – jeśli tam nie zaliczy pierwszej udanej rundy od niepamiętnych czasów (wystarczy, żeby w ogóle grał), to już chyba nigdzie.

Żeby Wojtkowi zbyt mocno nie przypieprzać, przypomnijmy tylko suche fakty, które i tak same w sobie są mocno masakrujące.

– Pawłowski od kiedy wyruszył w świat w Lechii rozegrał tylko osiem meczów w poważnej piłce,
– żadnego we Włoszech, nawet na wypożyczeniu w Serie B,
– pięć z nich w pierwszoligowej Bytovii Bytów, w której ostatecznie przegrał rywalizację z Tomaszem Laskowskim,
– też musieliśmy googlować, kto to jest,
– trzy mecze zaliczył w Śląsku Wrocław, ale częściej występował tam w III-ligowych rezerwach, gdzie mierzył się z zespołami pokroju Foto-Higieny Gać,
– oblał testy w Atlantasie Kłajpeda (liga litewska),
– wrócił na pół roku do Udinese, gdzie udostępniono mu szafkę, pozwolono korzystać z klubowego sprzętu, ale nic poza tym.

Pawłowski wrócił jesienią do Włoch głównie z braku innego pomysłu na życie, a nie dlatego, że chciał tam powalczyć choćby o bluzę numer dwa. Niby trenował z pierwszym zespołem, ale jak przyznał w rozmowie ze Sportowymi Faktami, mógł liczyć co najwyżej na to, że załapie się do wewnętrznej gierki (!). Nie był nawet kandydatem do kadry meczowej, zresztą widać to po wejściu na oficjalną stronę Udinese, na której Wojtek zwyczajnie nie figuruje.

Wypożyczenie do Rozwoju Katowice wydaje się być rozwiązaniem skrojonym na miarę dla wszystkich. Dla Udinese, bo nie musi na siłę trzymać gościa, z którego pożytku tyle co z klubowej paprotki. Dla Rozwoju, bo za frytki pozyska piłkarza (Włosi pokryją znaczną część pensji), który może pomóc w walce o utrzymanie (albo i zaszkodzić, pożyjem uwidzim). No i dla samego Wojtka, bo jeśli odbije się od ściany także i teraz, to już chyba śmiało będzie mógł chować rękawice do szafy, wieszać buty na kołku i iść na jakieś studia, póki jeszcze nie jest za późno.

Mamy nadzieję, Wojtek, że jeszcze nie wybrałeś kierunku. Jeśli chcesz wrócić do poważnego futbolu – to jest dla ciebie najlepsza okazejszyn.

KOMENTARZE (0)