Image and video hosting by TinyPic
Rzeźniczak już odpoczywa. Teraz pora na Kucharczyka?
Weszło

Rzeźniczak już odpoczywa. Teraz pora na Kucharczyka?

Gdy Stanisław Czerczesow został trenerem Legii, sporo mówiło się o tym, że nie będzie się on zbytnio patyczkował przy skreślaniu nazwisk piłkarzy – włącznie z tymi, które od kilku sezonów coś w Warszawie znaczą. Nowy trener miał dać wszystkim – no i sobie – trochę czasu, a później zabrać się za porządki. Niekoniecznie od razu te wielkie, które oznaczałyby definitywne rozstania z klubem, ale też te mniejsze. Wielkie sprzątanie zimą, a w trakcie rundy – przetarcie kurzu. W jego ramach na ławce rezerwowych wylądował Jakub Rzeźniczak, który swoją grą nie dał Czerczesowowi wielkiego wyboru. A jeśli dziś zapytalibyście się nas, czy widzimy kolejnych piłkarzy Legii, którym przydałoby się trochę odpoczynku, to uzyskalibyście odpowiedź twierdzącą. 

Kto konkretnie? Wczoraj zajęliśmy się Ondrejem Dudą, który od dłuższego czasu nie ma większego wpływu na dorobek ofensywny warszawian w lidze (KLIK). Jednak nie sposób nie odnotować również, że mecz w Bielsku był też bardzo marny w wykonaniu Michała Kucharczyka. A to dla niego zdecydowanie recydywa. Właśnie po raz czwarty w tym sezonie ląduje w naszej jedenastce badziewiaków. Tym samym staje się – obok Krystiana Nowaka i Tamasa Kadara – zawodnikiem z największą liczbą tak żenujących występów w całej lidze.

Kucharczyka znamy doskonale. Ma pewne zalety, ale też – a może: przede wszystkim – ma ograniczenia. Generalnie raczej lepiej mieć go pod ręką, niż nie mieć, bo nieźle sprawdza się jako zadaniowiec. Problem w tym, że zbyt często – nawet jak na piłkarza grającego tak dużo – sprawia wrażenie człowieka, który zawodowo w piłkę gra tylko dlatego, że miał całkiem niezłe oceny z WF-u. Występy będące powodem do wstydu zdarzają się niemal każdemu w tej lidze, ale notowanie takich raz na cztery mecze to jednak przesada. Szczególnie gdy mówimy o piłkarzu Legii.

OK, kto oprócz Kucharzyka zasłużył na naszą dezaprobatę? Kandydatów tym razem nie było aż tak wielu, raczej nie moglibyśmy pokusić się o wystawienie dwóch jedenastek. Przede wszystkim dlatego, że ciężko byłoby znaleźć bramkarzy. Już ze wskazaniem jednego był problem, bo tym razem to nie oni byli głównym winowajcami. Padło na Matusa Putnocky’ego, ale to nominacja z rodzaju tych miękkich, był po prostu najsłabszy z przyzwoitych.

KSDo6lY

Z kolei najlepszym z spośród nich był Grzegorz Sandomierski. I to on otwiera notowanie kozaków, które zostało zdominowane przez piłkarzy Cracovii i Piasta Gliwice. Szczególnie podopieczni Radoslava Latala ewidentnie robią nam na złość – wyłanianie najlepszych z nich to przyjemna robota, ale wbrew pozorom łatwa nie jest. Do pewniaków należy z reguły tylko Patrik Mraz (szósta nominacja!). Warto docenić obecność w zestawieniu Macieja Sadloka, który krakowskie derby zakończył jako członek obozu przegranych, Jacha, który powoli przestaje być postacią anonimową w skali Ekstraklasy, a także Kato. Japończyk zniknął nam na kilka ładnych spotkań, ale z Legią powrócił wszędobylski gość z początków w naszej lidze. Robert Podoliński ustawił go na lewej stronie pomocy, by zneutralizować Guilherme – ta sztuka nie do końca się udała – ale Kato błysnął jako reżyser jednego z fajniejszych spektakli w tym sezonie.

VvWz78k

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (0)

Najnowsze wpisy

INNE SPORTY