Image and video hosting by TinyPic
OLE: Z piłkarskiej autostrady na trenera podmadryckiej Fuenlabrady
Hiszpania

OLE: Z piłkarskiej autostrady na trenera podmadryckiej Fuenlabrady

Fernando Morientes – tego pana nie trzeba przedstawiać żadnemu sympatykowi hiszpańskiego futbolu. Popularny El Moro podjął latem pracę w roli trenera trzecioligowej Fuenlabrady. Postanowiliśmy zatem przyjrzeć się jego autorskiemu projektowi, który zaczął wcielać w życie w niełatwych realiach Segunda División B.

W czerwcu pojawiły się informacje, jakoby Morientes miał zostać asystentem w sztabie szkoleniowym Rafy Beniteza. Klub z północnego Madrytu ponoć chętnie przywitałby u siebie dawnego asa, kontynuując tym samym zwyczaj zatrudniania byłych piłkarzy, ale El Moro zdecydował się jednak na pracę na własny rachunek. Dlatego też były napastnik Realu Madryt podpisał dwuletni kontrakt z trzecioligowym klubem z Fuenlabrady – 170-tysiecznego miasta, oddalonego od stolicy Hiszpanii o około 20 kilometrów. Z czego słynie Fuenlabrada? To tutaj 20. marca 1984 roku przyszedł na świat Fernando Torres. Ale to nie wszystko. Fuenla to prężnie rozwijające się miasto – miedzy 1975 a 2001 rokiem liczba jej mieszkańców zwiększyła się o 874 procent! Wróćmy jednak do El Moro.

Pierwsze kroki Morientesa-trenera

Kiedy w 2010 roku Morientes zakończył zawodową karierę w Marsylii, od razu zapisał się na kurs trenerski, by jak najszybciej zdobyć uprawnienia umożliwiające rozpoczęcie pracy w nowej roli. Zapał do pracy i chęć przekazywania swoich własnych doświadczeń zaprowadziły go najpierw domłodzieżowej drużyny Huracánu Valencia (zespół seniorski gra w III grupie Segunda División B), a następnie do Madrytu. W stolicy przez dwa sezony prowadził zespół Realu Madryt w kategorii Juvenil B, z którym dwukrotnie sięgnął po mistrzostwo kraju. Po tych sukcesach zrezygnował z posady, tłumacząc się chęcią poszukiwania nowych wyzwań.

mori

Piłkarz ligi regionalnej

W styczniu 2015 roku, w wieku 38 lat wrócił do futbolu. Wprawdzie kopał tylko amatorsko, w zespole Deportivo Santa Any z ligi regionalnej (piąty poziom rozgrywkowy), ale jak sam przyznawał – brakowało mu klimatu szatni. – Przychodziłem na treningi, bo mieszkam w pobliżu boiska, na którym trenowali. Żartowaliśmy sobie, że może wrócę na boisko i… stało się, wróciłem – mówił w jednym z wywiadów. Ostatecznie ze względu na inne obowiązki, nie mógł grać w każdym meczu. – Pamiętam, że gdy ludzie się dowiedzieli, że Fernando gra z nami, przychodziło około 300 osób, głównie ludzie z prasy. Ale gdy było wiadomo, że nie zagra, wszystko wracało do normy i obserwowało nas mniej więcej 80 fanów – mówił w styczniu Gele, trener Santa Any. – Gdy się dowiedziałem, że Morientes do nas dołączył, myślałem, że to żart. Pytając czy Morientes będzie grał w Santa Anie, nie mogłem uwierzyć – wspomina Miguel Ángel Blanco Raso, kapitan amatorskiego zespołu. Niestety nie dotarliśmy do wiarygodnych statystyk występów i strzelonych goli El Moro w piątej lidze, ale gdyby ktoś chciał zobaczyć, jak Morientes zagrał w swoim debiucie w piątej lidze, można zajrzeć tutaj.

Alma, corazón y cabeza

reklama-przewodnik-portal-2

Morientes po krótkiej przygodzie z amatorskim futbolem zdecydował się wrócić na ławkę trenerską. Tym razem już nie jako trener juniorów. El Moro wcielił się w rolę szkoleniowca pierwszego zespołu.Fuenlabrada CF, którą od czterech miesięcy prowadzi, jeszcze nigdy nie miała okazji zagrać nawet w drugiej lidze. Największym sukcesem założonego w 1975 roku klubu było do tej pory zajęcie szóstego miejsca w Segunda División B. Fuenla nie pozostaje jednak zupełnie niezauważona na rozległej mapie hiszpańskiej piłki nożnej – na różne sposoby próbuje zwrócić na siebie uwagę. Przez wiele lat Fuenlabrada była kojarzona z gry na stadionie La Aldehuela, leżącego w pobliżu cmentarza komunalnego. Po 36 latach rozgrywania meczów na tym obiekcie, klub postanowił przenieść się w bardziej życiową okolicę i przeprowadził się na… stadion im. Fernando Torresa. Dla jasności – stadion został nazwany na cześć piłkarza, który nigdy dla Fuenlabrady nie zagrał. Model działania hiszpańskiego trzecioligowca jest jednak godny naśladowania – głównie za sprawą 47-krotnego reprezentanta Hiszpanii.

El Moro rozumie, że musi odbyć odpowiednią praktykę, by spróbować swoich sił na wyższym poziomie, dlatego postanowił poznać smak futbolu na peryferiach zamiast rzucać się na głęboką wodę. Nie przeszkadza mu to, że w czasach swojej świetności grywał przy wypełnionych po brzegi stadionach, których nazwy recytuje się z pamięci na całym świecie – Santiago Bernabeu, Nou Camp, Anfield Road czy Parc de Princes. Dziś ze swoim zespołem jeździ po skromnych obiektach Sestao, Portugalete czy Getafe B. Ich mecze – jak można sobie wyobrazić – odbywają się w doprawdy kameralnych warunkach. W poprzednim sezonie na meczach Fuenlabrady pojawiało się średnio 890 kibiców, co i tak było przyzwoitym wynikiem jak na realia Segunda B. To jednak nie zraża El Moro przyzwyczajonego do gry przy kilkudziesięciotysięcznej publiczności. – Miałem propozycje z pierwszoligowych zagranicznych klubów, ale to miejsce jest odpowiednie żeby wykonać pierwszy krok – wyznał Morientes. Chcę zdobyć szacunek jako trener nie dzięki nazwisku, tylko dzięki ciężkiej pracy.

Zainteresowanie meczami rozgrywanymi nastadionie im. Fernando Torresa wzrasta. El Moro dał impuls temu miejscu. Jego nazwisko działa jak magnes. Na samym powitaniu nowego trenera zebrało się blisko tysiąc kibiców (niespełna połowa stadionu), którzy z granatowych karteczek uformowali kartoniadę na jedynej trybunie obiektu. Lokalne media zauważyły, że sympatycy zespołu dali się ponieść „moromanii”. Co więksi optymiści przewidują już, że z Morientesem osiągną pierwszy awans do Segunda División w 40-letniej historii klubu. Pojawili się także sponsorzy, którzy chcą wesprzeć klub dysponujący budżetem w wysokości 400 tysięcy euro rocznie. Firma Nike zagwarantowała sprzęt sportowy, a lokalne przedsiębiorstwa zaangażowały się we współpracę. Flagowym przykładem jest tutaj jedna z największych w Hiszpanii fabryk drobiu, Avimosa, która z Fuenlą współpracuje już od czterech lat.

W związku z tym, klub zdecydował się na ambitną reorganizację strukturalną i sportową. Hasło Morientesa-trenera zawiera się w słowach „alma, corazón y cabeza” (hiszp. dusza, serce i głowa). Hiszpan stał się głównym strategiem i mózgiem operacyjnym zespołu pełnego pasji i podekscytowanych projektem fanów. Klub w efekcie rozsadzają coraz to nowe pomysły i może się chwalić coraz bardziej rozbudowanym zapleczem. Ostatnio doszło do zawiązania współpracy z hiszpańską uczelnią Universidad Rey Juan Carlos, w ramach której klub będzie korzystał z boiska uniwersyteckiego im. Raúla Gonzáleza Blanco. Latem powołano dyrektora działu szkolenia, który za cel postawił sobie pracę z młodzieżą, stworzenie zespołu rezerw – Fuenla B, sekcji futsalu oraz drużyn dla dzieci już w wieku przedszkolnym. Plany te od razu zaczęto wprowadzać w życie – do klubu zapisało się około pół tysiąca dzieci, które będą trenować w kilkunastu zespołach w różnych kategoriach wiekowych. W sierpniu wydano pierwszy numer magazynu poświęconego klubowi, Sangre Azul, który będzie wydawany co miesiąc w nakładzie ok. 3 tysięcy egzemplarzy. Klub doczekał się także sklepu internetowego z klubowymi gadżetami oraz fanklubu, który liczy 60 kibiców. Rozmachu i ambicji odmówić Fuenli zatem nie można. Wszystko powoli zmierza w kierunku profesjonalizmu.

Podopieczni Fernando Morientesa bardzo dobrze weszli w sezon, jednak ostatnie tygodnie to ciągłe pasmo niepowodzeń. Fuenla nie wygrała w pięciu ostatnich spotkaniach, co od razu wpłynęło na pozycję w lidze. Obecnie zespół, którego opiekunem jest El Moro zajmuje 13. miejsce w lidze i ma zaledwie jednopunktową przewagę nad strefą spadkową. Dużym bólem głowy dla trenera jest postawa linii obrony, która – cytując klasyka – „uprawia piłkarską pornografię”. Czwórka obrońców nie potrafi znaleźć wspólnego języka z bramkarzem, Ismaelem Gílem, co powoduje kuriozalne sytuacje w polu karnym Fuenlabrady właściwie w każdym meczu.

morientes--644x362

Perspektywy na przyszłość

Hiszpan w końcu wróci do Primera Division – co do tego nie ma wątpliwości. Jednak pomiędzy “teraz”, a rzeczonym powrotem, może zdarzyć się wiele rzeczy, które zdeterminują charakter jego pracy w hiszpańskiej ekstraklasie. Czy będzie to, tak jak w Fuenlabradzie, pierwszy trener, członek sztabu szkoleniowego czy szef akademii? El Moro nie chce błyskawicznego przeskoku, lecz planuje harmonijny rozwój i szlifowanie swojego warsztatu jako główny szkoleniowiec u podnóży hiszpańskiego futbolu. – Poznaję zupełnie inną ligę, jakiej wcześniej nie znałem. W tej chwili nie planuję zostać trenerem Realu – podkreśla. Co ciekawe, od podobnego pułapu swoją przygodę z trenerką zaczął Zinedine Zidane, pracujący w Realu Madryt Castilla. Francuz ma jednak nieporównywalnie łatwiejsze warunki pracy w drugim zespole Królewskich. Obaj niedawno mieli okazję sprawdzić się w bezpośrednim starciu swoich drużyn. Drugi zespół Realu Madryt wygrał 3:2, a wszystkiemu z wysokości trybun przyglądał się Fernando Morientes, odbywający karę za kłótnie z sędziami w poprzednim spotkaniu z Rayo Majadahonda.

Wiedza, inteligencja i podejście do pracy El Moro mogą zmienić losy Fuenlabrady, a tym samym – wpłynąć na zmianę postrzegania futbolu na tym szczeblu. Fernando Morientes to nie tylko były utalentowany zawodnik, ale najwidoczniej również utalentowany i pełen pomysłów trener. Na ten moment Morientes zasiadający na ławce trenerskiej to tylko rodzaj ciekawostki, ale warto co jakiś czas spojrzeć, jak rozwija się jego warsztat. Wydaje mi się, że El Moro doskonale wie, co robi i w jakim kierunku zmierza, dlatego niewykluczone, że za kilka lat ponownie o nim usłyszymy. W końcu i Pep Guardiola, i Luis Enrique nie zostali mistrzami Hiszpanii z dnia na dzień i nie wzięli się znikąd.

MACIEJ KOCH

OleMagazyn.pl

Więcej tekstów o hiszpańskim futbolu znajdziecie w Przewodniku Kibica, czyli 120-stronicowym kompendium wiedzy o La Liga na bieżący sezon w wersji papierowej. Magazyn dostępny TUTAJ.

KOMENTARZE

Najnowsze wpisy

INNE SPORTY