Klęska całej Europy w przededniu jej mistrzostw
Weszło

Klęska całej Europy w przededniu jej mistrzostw

Restauracje, sala koncertowa, stadion. Siedem miejsc, sto czterdzieści, może nawet sto sześćdziesiąt ofiar. Byłoby więcej, gdyby terrorystom udało się wejść na stadion. Skoordynowana, błyskawiczna i praktycznie niemożliwa do powstrzymania akcja grupy liczącej co najwyżej kilkanaście osób, a przez to trudnej do rozpracowania, trudnej do namierzenia. Według francuskich relacji w wielu miejscach Paryża już od rana trwały wzmożone kontrole, wielu sądziło, że w związku z wieczornym meczem, ale post factum dopisano teorię o tym, że służby przeczuwały atak. Atak na europejskie wartości, atak w miejscach uosabiających Paryż i naszą cywilizację.

Nawet dziś, dzień po, kiedy emocje powinny powoli opadać, ciężko ogarnąć skalę tej zbrodni, ale przede wszystkim – bezradność naszego świata wobec tego rodzaju zagrożenia. Przecież to tylko jeden mecz. Jeden stadion. Jeden koncert. W zabezpieczenie Paryża tej nocy z pewnością były zaangażowane potężne siły policji i innych francuskich służb. A mimo to kilku gości w dresach czy jeansach, żadnych wyszkolonych komandosów rodem z filmów o terroryzmie, doprowadziło do śmierci 140-160 osób. Naturalne są pytania: skoro atak był tak łatwy do zrealizowania, tak banalny, tak boleśnie prymitywny – jakie mamy gwarancje, że do podobnych nie dojdzie w przyszłości?

Przyszłość. Odmieniana przez wszystkie przypadki, przede wszystkim dlatego, że niebawem we Francji do zabezpieczenia będzie nie jeden, ale kilka stadionów, do tego bazy treningowe i setki hoteli zapełnionych szczelnie kibicami z całego kontynentu. Mistrzostwa Europy, dowolna tej rangi impreza sportowa to wręcz wymarzony cel, szczególnie w tak bezbronnym państwie jak Francja. Wróg nie nosi innych barw, nie ma na czole tatuaży, nie świeci na czerwono. Wmieszał się w społeczeństwo wraz z potężną mniejszością, wszedł między nas nieniepokojony przez nikogo. Ilu ich jest we Francji? Ile takich kilkunastoosobowych drużyn, ilu samotnych wilków, którzy pewnego dnia, może podczas meczów polskiej reprezentacji w Marsylii czy Lyonie wyjdą na ulicę i zabiją kilka przypadkowych osób?

– Europanika – krzyczy z okładki „Marca”. Francuskie gazety piszą o horrorze. Jest za wcześnie, by środowisko futbolowe na poważnie rozmawiało o przeniesieniu Mistrzostw Europy, jednak wśród kibiców takie głosy już zaczęły się pojawiać. Ale nawet jeśli – to dokąd? Gdzie można czuć się bezpiecznie? Gdzie można mieć pewność, że na ulicy nie znajdzie się skuter z islamskim fanatykiem wyposażonym w pistolet albo karabin? Garry Kasparow przekonuje, nawiązując do francuskiego motta, że nie da się mieć „Wolności, Równości, Braterstwa” bez bezpieczeństwa. Nawołuje do wypowiedzenia wojny terrorystom i wszystkim, którzy owych terrorystów wspierają. W imię obrony Europy, nie tylko w przededniu tak wielkiego wyzwania organizacyjnego dla całej Francji.

Nasz świat nie wyciągnął wniosków po ataku na redakcję „Charlie Hebdo”. Drugi raz w 2015 roku francuskie ulice spłynęły krwią. Świat coraz bardziej pozbawiony wartości i silnych przekonań, wiary w cokolwiek, staje się obiektem ataku fanatyków gotowych za swe ideały zabijać i ginąć. Gotowych posunąć się do największych okrucieństw, tak jak zabijanie jeden po drugim zakładników w sali koncertowej. Najsmutniejsza staje się w takiej sytuacji świadomość, że naprawdę niewiele można zrobić, by podczas Euro 2016 nie doszło do trzeciego ataku.

Zamknięcie granic Francji i Belgii, zmieniająca się polityka dotycząca uchodźców, stan wyjątkowy we Francji, masowe kontrole. Podjęto jakiś rodzaj walki, ale to jak próba cerowania dziury w obrusie w domostwie, które całe stoi w ogniu. Ktoś powie: terrorystom o to chodziło. O strach, o nienawiść, o zniszczenie europejskich fundamentów, których elementem stało się między innymi swobodne podróżowanie po strefie Schengen. O zniszczenie radości z nadchodzącego Euro, o cios w europejski styl życia – w wizyty w restauracjach, na koncertach i stadionach.

Tak, o to im chodziło. I niestety – tak, osiągnęli swój cel. Przyjdzie jeszcze czas na dyskusje dotyczącą miejsca rozgrywania Mistrzostw Europy, przyjdzie czas na zapewnienia, że służby dokładnie prześwietlą każdego z kibiców zmierzających na mecze, a ponadto wszystkich, na których pada cień podejrzeń o jakikolwiek związek z terrorystami. Ale chyba nikt nie uwierzy do końca, w stu procentach, że jesteśmy bezpieczni.

I to jest największa porażka naszego świata.

KOMENTARZE (0)