Bratankowie jadą do Norwegii. Spotkamy się we Francji?
Weszło

Bratankowie jadą do Norwegii. Spotkamy się we Francji?

Na poziomie reprezentacyjnym, szczególnie w ostatnich latach, gdy w całej Europie odżyły ruchy odwołujące się do idei narodowych, rzadko zdarzają się „mecze zgodowe”. Częściej mamy do czynienia z „derbami” – jak choćby w niedawnych eliminacjach, gdy miecze skrzyżowali (niemalże dosłownie!) Serbowie i Albańczycy czy Rumuni i nasi bratankowie z Węgier. Dlatego też dziś z tysiąca powodów będziemy trzymać kciuki za zwycięstwo węgierskiej reprezentacji w Norwegii. Przed nami unikalna szansa organizacji meczu zgodowego, wokół którego atmosferę wojny zastąpi wspólne biesiadowanie przez całą fazę grupową. Dlaczego?

Ha, nie wiemy nawet do którego momentu powinniśmy się cofnąć. Wspólna walka niepodległościowa w połowie dziewiętnastego wieku? Do czasów Ludwika I? A może Stefana Batorego, urodzonego w Szilágysomlyó, łączącego funkcję Księcia Siedmiogrodu, Króla Polski i Wielkiego Księcia Litewskiego?

Dobra, to już za daleki odlot, chodzi nam jednak o ukazanie pewnej ciągłości w historii. Z pewnością swoje zrobiła tu geopolityka – Węgry, podobnie jak my, przeszły przez historię jako kraj otoczony wrogami, z których wielu to europejskie potęgi. Położenie na granicy wpływów „Zachodu” i imperialnej Rosji, której macki przez wieki sięgały aż na tereny Polski czy Węgier musiały odcisnąć piętno na ludziach. Komunizm. Najświeższe z bolesnych „wspólnych” wspomnień.

To nie kto inny, a Polak, generał Józef Bem rozkręcał na Węgrzech powstanie w 1848 roku. Za Wikipedią: w Budapeszcie znajduje się czternaście placów oraz ulic nazwanych jego imieniem. Człowiek, który stał się legendą walki o wolność w dwóch państwach.


Walka o wolność… Kolejny element łączący nasze narody. Wspólny wróg na wschodzie. To wszystko znajduje odbicie w decyzjach czy cytatach, które już na zawsze będą zbliżać. Pal Teleki, premier Węgier o tragicznej historii, który popełnił samobójstwo dostrzegając jak okrutnym błędem była współpraca z nazistowskimi Niemcami, przed śmiercią wsławił się dwiema decyzjami, dzięki którym pamięć o nim w Polsce na pewno szybko nie wygaśnie. Pierwsza – z 1920 roku, gdy to Węgrzy – jako jedyni na całym kontynencie – wsparli nas w walce z Rosjanami. To dzięki Telekiemu z południa dotarły do nas darmowe, wysłane na koszt Węgier posiłki w postaci uzbrojenia i zaopatrzenia. Węgry dostrzegały, że pokonanie bolszewików przez niepodległą Polskę jest w ich interesie. Zresztą – od wieków, aż po dziś silne Węgry to dobra wiadomość dla Polski, tak jak i silna Polska to fantastyczna wiadomość dla „Madziarów”.

Kolejna decyzja Telekiego to już niemal legenda. Początek drugiej wojny światowej. Węgry stają po stronie Państw Osi, ale ich premier w emocjonalnym liście do Hitlera pisze: Prędzej wysadzę nasze linie kolejowe, niż wezmę udział w inwazji na Polskę. Ze strony Węgier jest sprawą honoru narodowego nie brać udziału w jakiejkolwiek akcji zbrojnej przeciw Polsce. Jak zaznacza histmag.org – dzięki przychylności węgierskich władz, wielu Polaków ocaliło życie, sporo dotarło także tędy na zachód. Norman Davies w książce „Powstanie ’44” zaznacza, że rząd w Budapeszcie wydał rozkaz (!) zakazujący węgierskim żołnierzom stacjonującym w Warszawie udziału w walkach z powstańcami. Dowództwa Węgrów i Polaków planowały zresztą współpracę, ale po odkryciu węgierskich planów przez Berlin, Węgrów wycofano z okolic stolicy.

Doświadczenia „bratniej” opieki komunistów także dołożyły cegiełkę do tej coraz mocniejszej przyjaźni. Wymienić można choćby reakcję Polaków na węgierską rewolucję z 1956 roku – do szpitali zgłosiło się wówczas ponad dziesięć tysięcy krwiodawców, którzy chcieli w ten sposób wspomóc Węgrów. Z Polski ruszyły ogromne transporty medykamentów i innych towarów potrzebnych bratankom. Według Norberta Wójtowicza, pomoc Polaków można szacować na równowartość około dwóch milionów dolarów.

Nic dziwnego, że w oficjalnym kalendarzu i w Polsce, i u naszych bratanków znajduje się dzień przyjaźni polsko-węgierskiej.

Wróćmy jednak do futbolu. Tutaj bowiem gestów i geścików jest jeszcze więcej. Zaczynając od wykonanej w Polsce flagi towarzyszącej polskim kibicom wspierającym Węgrów na ich meczach:

polak wegier

Fot.SurgePolonia.pl

Przez wzajemne upamiętnianie ważnych dla obu narodów dat.

***

Co zaś czeka nas na boisku? Przede wszystkim: wysyp „naszych” Węgrów. Awans bratanków na Mistrzostwa Europy we Francji to także okazja do wypromowania kilku nazwisk z Ekstraklasy. Szansę na występ w barażach mają Lovrencsics, Kadar, Guzmics i serbsko-węgierski snajper Legii, Nikolić (na węgierskiej koszulce bodajże Nikolics). Tak, też nie możemy uwierzyć w projekt „Kadar na Euro”, ale już pozostałych trzech nie będzie wcale wyglądało na francuskich boiskach jak turyści. Inna sprawa, że i na Węgrzech, i w Norwegii panuje przekonanie, że to starcie… może nie gołej dupy z batem, ale krótkich spodenek z garniturowymi spodniami.

Choć gospodarze rozgrywanego dziś o 20.45 meczu nie mają już w składzie takich międzynarodowych gwiazd jak Solskjaer czy Carew, stanowią bardzo przyzwoity team solidnych rzemieślników. Szczególnie defensywa z Havardem Nordtveitem z Borussii Moenchengladbach, Evenem Hovlandem z FC Nurnberg czy Omarem Elabdellaouim, 23-latkiem z Olympiakosu, który ma za sobą przygodę z Manchesterem City, wygląda przyzwoicie. Wyłączając kompromitujące 1:5 z Chorwacją – w pozostałych dziewięciu meczach Norwegowie stracili tylko pięć goli.

Zdecydowanie gorzej wypada atak. Wystarczy spojrzeć na wyniki z fazy grupowej eliminacji, które w żadnym wypadku nie były imponujące – 1:0 i 2:1 z Bułgarią, 1:0 i 0:0 z Azerbejdżanem. 3:0 z Maltą wypada na tym tle jak festiwal strzelecki. Odegaard jest jeszcze za młody, trzy z trzynastu goli sieknął więc… defensywy pomocnik Norwich, Tettey. Jeśli upatrywać szansy Węgrów – to właśnie w nieszczególnie skutecznej ofensywie Norwegów.

Tym bardziej, że Węgry nie tracą zbyt wiele z tyłu. Oni również mieli w eliminacjach jedną strzelaninę – 3:4 z Grekami – poza tym tracąc zaledwie pięć goli w dziewięciu spotkaniach. Bezbramkowy remis z Rumunią, wyjazdowe 1:1 z Irlandią Północną i jeszcze jeden remis, 1:1, w Bukareszcie. Jasne, można pisać, że Węgrzy tak naprawdę ogrywali tylko Wyspy Owcze i Finlandię (po dwa zwycięstwa z tymi rywalami), ale z drugiej strony – przegrali tylko dwa mecze, w tym jeden na koniec, bez większego znaczenia, z Grekami.

Nie podejmujemy się więc typowania, za to zachęcamy do oglądania – to idealna rozgrzewka przed jutrzejszym sparingiem Polaków. Hajra Magyarok, do zobaczenia we Francji bratankowie!

Fot.FotoPyK

KOMENTARZE (0)

INNE SPORTY