Exodus ligowych snajperów na ławki i trybuny
Weszło

Exodus ligowych snajperów na ławki i trybuny

Letni exodus ligowych snajperów był faktem. Nagle okazało się, że ligę przetrzebiono o regularnie strzelających zawodników, z królem strzelców włącznie. Weryfikacja nastąpiła błyskawicznie i w okamgnieniu okazało się, że nad Wisłą jednak „nieco” łatwiej o bramki.

Wilczek dwadzieścia trafień, Tuszyński piętnaście, Piątkowski czternaście. Czołowe ligowe armaty, które w poprzednim sezonie uzbierały blisko pięćdziesiąt goli, na ten moment wspólnie w nowych barwach strzeliły dwa razy – Tuszyński pogonił trzecioligowych tureckich pasterzy w pucharze, a Piątas dorzucił swoją cegiełkę do zwycięstwa 9:0 w jakiejś masakrze. A przecież tego bilansu w żaden sposób nie poprawiłby inny ceniony u nas goleador, Marco Paixao, który w Sparcie robi taką furorę, że aż dorobił się swojego prześmiewczego kontra na Twitterze.

Screen Shot 11-09-15 at 06.58 PM„Suter od panaboha, Rozdavac futbolowe radosti”

Jasne, niektórym jak Tuszyńskiemu czy Wilczkowi jakoś tam przeszkodziły kontuzje, ale nie zmienia to faktu: wszyscy póki co zawodzą nowych pracodawców, wszyscy mają więcej kłopotów niż rozdanych autografów, wszyscy nie robią rewelacyjnej reklamy Ekstraklasie.

Latem wielokrotnie padało pytanie: kto tu będzie strzelał? Kto będzie się wyróżniał? Odpowiedź pisała się sama, choć nie do wszystkich docierała: ktoś będzie na pewno. Życie nie znosi próżni. A ci, którzy regularnie strzelają u nas, naprawdę w zdecydowanej większości nie należą do gości nie do zastąpienia, co pokazują ich losy po wyjeździe z kraju.

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (0)