Jak rodzice zabijają pasję dzieci… (wideo)
Weszło

Jak rodzice zabijają pasję dzieci… (wideo)

Zaczniemy anegdotą… W szkółce piłkarskiej ojcem jednego z dzieci jest biznesmen, który ma więcej kasy niż reszta. Dlatego nie tylko płaci standardowe składki za treningi syna, ale kupuje też dzieciakom stroje i finansuje poczęstunek po meczu. Kiedy jego syn siada na ławce rezerwowych i przez cały mecz z niej się nie podnosi, między tatą chłopca a trenerem dochodzi do awantury. Skoro on jest sponsorem, to wymaga szacunku i częstszej gry syna. W końcu rzuca: „Jeśli on nie zasługuje na grę, wy nie zasługujecie na wsparcie i stroje ode mnie. Proszę o zwrot”.

Takich sytuacji jest w Polsce mnóstwo. Znamy je my, znacie je wy, często sami też ich doświadczaliście lub byliście świadkiem… Zjawisko jest takie, że wokół każdej dziecięcej drużyny krąży jeden Pep Guardiola – i ani to nie jest ten z Hiszpanii, ani nawet szkoleniowiec tego zespołu. Rodzice coraz częściej dochodzą do głosu: w przenośni i dosłownie. Wyżywają się na arbitrze, trenerze czy samych dzieciach. Nie, to nie są spokojnie przekazywane wskazówki. To na ogół krzyk, agresja i wulgarne słownictwo.

A że rodzic płaci? No to rodzic wymaga. Nie po to pewien odsetek miesięcznej pensji zostaje przeznaczany na grę syna w klubie, by ta gra miała miejsce jedynie na treningach.

Absurdy na tym szczeblu zdarzają się często. Jeden z przykładów, który razi, to właśnie pomoc ze strony bardziej zamożnego rodzica. Trener staje więc przed wyborem: albo wystawi na boisku najmocniejszy zespół, albo trochę słabszy kosztem zasponsorowanego jedzenia po meczu i stroju. Dylemat jest jeszcze większy, gdy to organizacyjne wsparcie jest faktycznie potrzebne…

Dlaczego o tym piszemy? Ano dlatego, że kolejnym problemem są właśnie ci rodzice, którzy nie potrafią w spokoju obejrzeć meczu. Już nie tylko pełnią rolę najbardziej wkurwiającego komentatora piłkarskiego, ale przede wszystkim swoim zachowaniem zabijają wśród dzieciaków frajdę z gry. Sami zobaczcie…

Komentarz zbędny.

KOMENTARZE (0)