„Air” Covilo wybija GKS-owi puchar z głowy
Weszło

„Air” Covilo wybija GKS-owi puchar z głowy

Podobno Covilo głową potrafiłby strzelić nawet jedenastkę. Ludzie we wsi plotkują że dorabia przy wyburzeniach, oczywiście bez narzędzi, przebijając mury na wylot samą dyńką. Generalnie gdyby najpopularniejszym sportem na świecie była gra, w której można dotykać piłkę wyłącznie głową, to w tej dyscyplinie zostałby pewnie Maradoną bądź innym Jordanem, ale ostatecznie niech będzie i futbol. Na naszych boiskach i tak robi różnicę o czym dziś przekonały się Katowice.

Blaszok żył, atmosferę tworzył naprawdę konkretną, niestety dla gospodarzy piłkarze GKS nie potrafili dostosować się do poziomu fanów. Trudno ich nawet jakoś szczególnie winić – nie mieli odpowiedzi nie tylko na popularnego Mirka z tytanowym czołem, co ogółem byli po prostu słabsi w każdym elemencie piłkarskiego rzemiosła. Tempo, kombinacyjna gra, wyszkolenie techniczne – wszędzie po punkcie dla Cracovii. Oczywiście, futbol jest nieprzewidywalny, można swoje wyszarpać zaangażowaniem, czasem dopomoże przypadek, szczęście, ale umówmy się – często jest jednak zupełnie prozaicznie, czyli lepszy wygrywa. Tak się dziś stało, rezultat bardzo wiernie oddaje to, co działo się na murawie.

W Katowicach potrafią być – delikatnie mówiąc – bardzo wymagający i nie zdziwimy się jak znowu padną słowa o braku walki albo z szafy zostanie wyciągnięty inny wytarty zarzut. Otóż naszym zdaniem zrobili co mogli, wypracowali sobie nawet kilka sytuacji (Iwan, Bębenek, Frańczak – każdy mógł dziś schodzić z boiska z golem), w końcu zrobili kontaktową bramkę z karnego. Cracovia jednak miała więcej indywidualnych atutów, z Covilo na czele. Mirek najpierw sam trafił, a przy drugiej bramce Jendrisek dobił z bliska jego uderzenie. Jakby tego było mało, krakowianie mieli też więcej farta, bo trafienie Diabanga – czy jednak samobój? – to czyste kuriozum. Rykoszet, golkiper wychodzący do dośrodkowania, piłka wpadająca gdzieś do siatki ku zdziwieniu wszystkich. Z pechem się nie dyskutuje.

Pasy wreszcie wygrywają, zadanie zostało wykonane, obowiązek spełniony. Na pewno jest to dla nich ważne zwycięstwo, może będzie miało istotniejszy wymiar psychologiczny niż czysto wymierny w postaci awansu do kolejnej rundy. Wielkich gratulacji za grę nie ma co jednak wręczać, bo zrobili to co do nich należało, z drugiej strony piątkę jak najbardziej mogą sobie przybić, bo przecież w futbolu nie zawsze tak łatwo udowodnić swoją „papierową” wyższość.

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (0)