Miałby dziś 45 lat. Rocznica śmierci Jacka Płuciennika
Weszło

Miałby dziś 45 lat. Rocznica śmierci Jacka Płuciennika

Trudno zliczyć, ile razy pokonywał tę trasę. Olsztyn, który przez trzy lata zdążył się stać jego drugim domem i rodzinna Łódź, w której się urodził i wychował. Tym razem miał wrócić na dłużej, właśnie przeszedł ze Stomilu do swojego ŁKS-u, ówczesnego mistrza Polski, by w jego barwach powalczyć w Ekstraklasie. Zdążył zagrać dwa mecze, w szóstej kolejce sezonu 1998/99 ten ostatni. Połówka w meczu Stomil Olsztyn – ŁKS Łódź. Gdyby nie ta przeklęta trasa, pewnie kilka, może kilkanaście lat później oba te kluby zorganizowałyby mu mecz pożegnalny.

Niestety, pożegnalnym okazał się ten ligowy.

Jacek Płuciennik wyjechał z Olsztyna w kierunku swojego rodzinnego miasta. Nie dotarł do celu. W Gryźlinach, tuż za Olsztynem, uległ śmiertelnemu wypadkowi. Jeden z najbardziej lubianych zawodników Stomilu, legendarny zdobywca zwycięskiego gola dla ŁKS-u w derbowym meczu w 1993 roku. 28 lat. Cztery występy w reprezentacji. Kawał gry, kawał życia przed nim.

Wieść szybko obiegła Olsztyn, stamtąd dotarła również do Łodzi. Dziś dla portalu sport.egit.pl ten moment wspominają przyjaciele Jacka. – Leżałem w domu, zadzwonił do mnie Marek Kwiatkowski, że taka sytuacja miała miejsce. Dostaliśmy tę informację bardzo szybko, bo praktycznie tuż po wypadku. Pojechaliśmy z „Kwiatkiem” na miejsce i wyglądało to tragicznie. Szukaliśmy ze strażakami jego rzeczy. Jeszcze następnego dnia o świcie pojechaliśmy i pomagaliśmy policji w poszukiwaniach. Za każdym razem, gdy przejeżdżam tamtędy, to się przeżegnam i wspominam to wszystko – zwierza się Rafał Szwed, kolega z olsztyńskiej szatni. Ciepło wspominają go również kibice i dziennikarze, którzy zwracają uwagę na wieczny uśmiech Jacka, choćby po najcięższych meczach.

W ŁKS-ie? Do dziś wspomina się przede wszystkim mecz rundy jesiennej jego drugiego sezonu w Łodzi. 23-latek, który na pierwszy trening poszedł ponoć dopiero w liceum, a jeszcze dwa sezony wcześniej kopał się w lokalnych klubach takich jak LZS Gałkówek czy Boruta Zgierz, w 1993 roku przeszedł do historii „Rycerzy Wiosny”. Wygrana w derbach rozgrywanych na stadionie Widzewa po jego golu. Doskonała asysta Tomasza Cebuli, ale i bardzo przytomne zachowanie Jacka, wygrany pojedynek z Tomaszem Łapińskim, a po chwili strzał w długi róg obok Wojdygi. W derbach strzelił łącznie trzy gole, więcej dla ŁKS-u zdobył tylko Longin Janeczek, tyle samo inna z klubowych legend, Marek Saganowski.

W niemal każdym sezonie w I lidze rozgrywał ponad 30 spotkań, będąc pewniakiem do składu zarówno w ŁKS-ie, jak i potem, przez trzy sezony, w Stomilu Olsztyn. Jakże symboliczne było przyjęcie Płuciennika przez kibiców „Dumy Warmii” w końcówce sierpnia 1998 roku, gdy przyjechał na stadion przy ul. Piłsudskiego w biało-czerwono-białych barwach. Nikt z obecnych na stadionie nie przypuszczał, że tydzień później reprezentacje obu klubów spotkają się ponownie, na pogrzebie swojego ulubieńca.

Do dziś zaś, i w miejscu wypadku, i na cmentarzu na Zarzewie w Łodzi, są obecne barwy obu klubów. Tak jak Jacek pozostaje w pamięci i olsztynian, i łodzian. Dziś mija siedemnaście lat od wypadku. Jacek miałby obecnie 45.