Dżekson już nie tańczy. Co się stało z Milosem Krasiciem?
Weszło

Dżekson już nie tańczy. Co się stało z Milosem Krasiciem?

Prawda, że Krasić ma autentycznie poważne nazwisko i swego czasu był na samym topie. Prawda, że nie przychodzi w wieku emerytalnym, bo w tym roku skończy dopiero 31 lat – mało to ludzi z trzema krzyżykami na karku gra i robi to dobrze? Oczywiście, że niewielu w Ekstraklasie było takich, którzy mieli bogatsze CV, lepsze klubowe marki na koncie – to jest obiektywny fakt, z którym nie da się dyskutować. Ale z drugiej strony trzeba też powiedzieć, że jest to też bohater jednego z największych futbolowych zjazdów w ostatnich latach. 

Czterokrotny piłkarz roku Serbii. Mistrz Serie A, zdobywca UEFA Cup, zwycięzca rosyjskiej ligi. Facet, którego porównywano do Nedveda i dopiero dziś wiemy, że głównie ze względu na fryzurę, bo tak naprawdę bliżej mu do… Freddy’ego Adu niż Nedveda. Spokojnie, zachowajmy proporcje, Adu okazał się wydmuszką, Krasić jednak miał sukcesy i potrafił pograć na wysokim poziomie w Lidze Mistrzów, ale tak, Serb też ma karierę spod znaku „od bohatera do zera”. Jako młodzieżowiec zapowiadał się na jednego z najlepszych na świecie, ale przychodzi do Lechii po roku bez gry w piłkę. Ostatnio odcinał kupony w Fenerbahce, siedząc w rezerwach, nawet nie zbliżając się do kadry pierwszej drużyny – właściwie klub Kokosa.

Jest jedną wielką zagadką, ale nie ukrywamy – liga z nim będzie ciekawsza. Krasić doda kolorytu, czy doda jakości – nie da się orzec. Przyciśnięci do ściany powiedzielibyśmy, że możliwy jest powtórka z Oliverem Kapo, a więc raz na jakiś czas wybitny występ, ale też przeplatany boiskową anonimowością.

Zapraszamy was też do naszego archiwum. Oto zdecydowanie największy artykuł o Milosu Krasiciu, jaki znajdziecie w polskiej prasie. Zapraszamy.

***

DŻEKSON JUŻ NIE TAŃCZY. CO SIĘ STAŁO Z MILOSEM KRASICIEM?

W Serbii zatrzymała go tego dnia powolna praca urzędników. Przez ich opieszałość nie miał szans zdążyć na poranny samolot z Belgradu do Turynu; następny był popołudniu, raptem za kilka godzin, dramatu więc brak.

Ale Krasić nie zamierzał czekać. Za dziesięć tysięcy euro wynajął prywatny odrzutowiec i poleciał. Co aż do tego stopnia nie mogło czekać? Prywatne sprawy, dajmy na to: urodziny wyjątkowo nerwowej małżonki? A może przepadłby wart miliony dolarów kontrakt reklamowy?

Nie, stawką był zaledwie trening. Trening, który opuściłby nie ze swojej winy, więc miałby usprawiedliwioną nieobecność. Ale dla niego, był to trening wyjątkowy, bo pierwszy w barwach Juve.

W klubie po tym geście oniemieli. Marotta: – Nie mogłem uwierzyć, że to zrobił, że był do tego zdolny.

Profesjonalista w każdym calu, czy po prostu kibic Juve? Ta druga opcja wcale nie taka naciągana, skoro kilka tygodni wcześniej odrzucił lepszą finansowo ofertę z City, by zostać Bianconerim.

Image and video hosting by TinyPic

Źródło: Goal.com

Pytanie z historii calcio: czy był kiedyś w tym klubie zawodnik, który zyskał więcej w oczach trybun, nie wybiegnąwszy jeszcze nawet na boisko?

***

A wejście na murawę też przecież miał wcale niewiele gorsze. Krasić zachwycał błyskotliwą, dynamiczną dyspozycją, którą wspierał liczbami: w trzech pierwszych kolejkach trzy asysty. W czwartej hat-trick, w szóstej: hat-trick asyst. Miazga. Dzień dobry, Milos jestem i właśnie wciągam waszą ligę nosem.

Budził podziw w całych Włoszech; w grudniowym głosowaniu „Goal.com” uznano go za najlepszego piłkarza jesieni w Serie A. Krasić miał miażdżącą przewagę nad takimi tuzami jak Thiago Silva, Cavani, a nawet Ibrahimović.

Image and video hosting by TinyPic

Źródło: Goal.com

Jak to się stało więc, że tak szybko zleciał na sam dół, że przed chwilą wyśmiewano się z niego na Korsyce? Jak to możliwe, że aktualnie jest w tureckim klubie kokosa, nie łapiąc się w Fenerbahce nawet na trybuny, bo włodarze nawet nie raczyli zgłosić go do ligi?

***

Urodzony w kosowskiej Mitrovicy, gdzie pod koniec XX wieku szalała wojna. Wielu wtedy opuściło miasto, ale rodzice Milosa zostali. On sam trudny okres spędził w Nowym Sadzie, bo trenował już w akademii Vojdoviny, gdzie trafił z lokalnego klubu, FK Rudar. Opuścił go jako czternastolatek.

Ale poza piłkarskimi fundamentami, po FK Rudar została mu jeszcze jedna spuścizna: ksywka. Dość absurdalna, a o którą nie omieszkali wypytywać włoscy dziennikarze, gdy tylko Milos zameldował się w Turynie: – Miałem siedem, osiem lat i koledzy zaczęli wołać mnie per „Dżekson”, od Michaela Jacksona. Mówili, że mój styl grania przypomina jego taniec.

Image and video hosting by TinyPic

Źródło: Blic Sport

W Nowym Sadzie dołączył do starszego brata, Bojana, wkrótce trafia tu i najmłodszy z braci Krasiciów, Ongjen.

Ale z tej trójki tylko Milos zostaje profesjonalnym piłkarzem. W akademii jego mentorem był Milan Jovanović, późniejszy kolega z reprezentacji, ale na pewno za uszy ciągnąć świeżaka nie musiał. Milos jeszcze jako nastolatek został kapitanem Vojdoviny, a później wyemigrował do Rosji za grubo ponad dwa miliony euro.

Po latach nie zapomniał o korzeniach, nie jest zmanierowaną gwiazdką, odcinającą się od przeszłości. Krasić dofinansował szpital w Mitrovicy w ambulans, a także wyposażył oddział chirurgii.

Na temat datków nie chce rozmawiać, bo nie zrobił tego pod publikę. Prasa musiała prosić o wypowiedzi lekarzy, on milczał.

Image and video hosting by TinyPic

***

2010, co za rok! Choć już w 2009 dostał nagrodę najlepszego serbskiego piłkarza, tak następny był jeszcze owocniejszy w wydarzenia.

Był liderem CSKA Moskwa, które zrobiło furorę w Lidze Mistrzów i zaszło aż do ćwierćfinału; Milos po drodze huknął cztery razy. Nieźle jak na pomocnika, prawda? W Rosji przez kilka lat specjalizował się w kolekcjonowaniu trofeów, zdobył ich 11, dorzucając ten za triumf w Pucharze UEFA.

Latem czekały go mistrzostwa świata. Może dla Serbii nie do końca udane, ale umówmy się, totalnego wstydu też nie przynieśli. Krasić był bohaterem nie finałów, ale eliminacji. Dość powiedzieć, że w samym dwumeczu z Rumunami zrobił… pięć asyst.

Po turnieju ustawiła się po niego kolejka chętnych. Chłopak do wyjęcia – prezes CSKA, Roman Babajew, chciał 20 milionów euro, czyli cena nie była zaporowa. Gracz w świetnym piłkarsko wieku, chcący spróbować sił w mocniejszej lidze. Pracowity, z charakterem. Czego chcieć więcej? UEFA Champions League Magazine stawiał go w jednym rzędzie z Valencią i Di Marią.

Ponoć Serbem interesował się wtedy nawet Real (ostatecznie miał się wycofać), Fenerbahce gotowe było rozbić bank, a City dawało osiemnaście baniek. Włodarze klubu chcieli posłać Krasicia do Anglii, ta oferta wydawała im się najlepsza, ale on postawił veto.

Chciał bowiem do Juve. Jego ówczesny agent, Marko Naletilić, otwarcie przyznawał, że Włosi dawali mniej, oferta turecka i angielska była korzystniejsza finansowo. Ale Serb uparł się na Bianconerich i było pozamiatane. Nawet Babajew zgodził się na mniejszą kwotę w uznaniu zasług Krasicia.

***

Nowy Nedved. Tak we Włoszech reklamowano Milosa. Podobieństwa, jak najbardziej, były. Problem w tym, że nie w kluczowych kwestiach: ot, mieli podobną fryzurę. Pochodzili z Europy Wschodniej. Grali na podobnej pozycji. Ale piłkarsko, pod względem umiejętności, zarówno poziomu jak i cech charakterystycznych, dzieliło ich wszystko.

Nawet Krasić to podkreślał: – To zaszczyt być porównywanym do Nedveda, ale on był fenomenem. Wiele mi do niego brakuje.

Image and video hosting by TinyPic

Nedved doceniał Serba, ale też zwracał uwagę na jego braki: – Za często podejmuje błędne decyzje. Próbuje strzelać z dystansu, choć strzał ma przeciętny. Jego dośrodkowania też dają wiele do życzenia.

Dla ekspertów, maskarada. Ale media pompowały balonik, historia dobrze się sprzedawała. Pasowała do wizerunku odbudowującego się Juve, znajdywała wspólny łącznik pomiędzy dzisiejszą mizerią, a minioną chwałą.

***

Równie szybko do Krasicia przylepiła się łatka boiskowego oszusta. Już w ósmej kolejce, tuż po fantastycznych występach, dał się poznać kibicom z o wiele gorszej strony.

Ten ordynarny pad z Bologną w polu karnym zarobił jedenastkę dla Juve, a jemu… dwa mecze kary. Nieczęsto zdarza się, by wymuszający został ukarany dyskwalifikacją, ale tutaj? Dwa mecze to i tak za mało.

Los zadrwił z Krasicia, bo sprawiedliwości w rzeczonym meczu stało się zadość: Viviano obronił strzał z wapna, Iaquinta spartaczył.

Krasić tego dnia stracił znacznie więcej, niż tylko szansę gry w prestiżowym pojedynku z Milanem. Stracił bowiem szacunek u sędziów. Od tej pory mógł liczyć na specjalne traktowanie. Miał taki styl gry, że często lądował na ziemi, ale od oszustwa z Bologną wszystkie sporne decyzje gwizdano przeciwko niemu. Jeśli pada Krasić, znaczy kantuje – to się przyjęło.

Sam zarobił sobie na taką reputację, nie może mieć do nikogo pretensji. Nauczka dla innych oszustów? Oby.

***

Po kapitalnym początku, wyhamował. Gaz, który prezentował w pierwszych tygodniach, znika. Wciąż miewa znakomite mecze, owszem, wciąż potrafi błysnąć jak mało kto w lidze, owszem, ale jest coraz bardziej chimeryczny.

Prasa szuka przyczyn, bo przecież przed chwilą mianowała go na następną europejską megagwiazdę, jedną z nowych ikon calcio. Pierwszy trop? Zmęczenie.

Przychodził z Rosji, więc był przyzwyczajony do gry systemem wiosna – jesień. Tymczasem teraz miał kilka miesięcy grania w okresie, w którym zwykle odpoczywał. A przecież i latem nie miał okazji na odpoczynek, bo był w RPA z reprezentacją. Delneri proponował mu nawet dwutygodniowe wczasy w Dubaju, takie kontrowersyjne remedium. Ostatecznie do tego nie doszło.

Egzotycznie brzmi dla was nazwisko Delneri? Tak, to był dziwny moment w historii Juve. Luigi Delneri trenerem, drużyna grająca na przestarzałym i małym stadionie olimpijskim, skład pełen nazwisk, które koszulkę Bianconerich powinny dostać tylko za opłatą w fanstore.

Image and video hosting by TinyPic

Za Krasiciem na prawej stronie grały takie asy jak Grygera, młodziutki Sorensen albo Marco Motta. Z perspektywy czasu: odpady. Nie ten poziom. Żaden z nich nie był w stanie wesprzeć Krasicia z przodu, a on odwdzięczał się nie wspierając ich w obronie.

I tak jednak mówiono wtedy do pewnego stopnia o, cytując klasyka, „Krasiciodependencii”. Z lewej strony nie miał wiele wsparcia, więc nie miał go kto odciążyć. Grający tam Marchisio to przecież tak naprawdę środkowy pomocnik, a więc większość akcji i tak szła stroną Milosa. Z jednej strony, pomagało mu to wykręcać niezłe statystyki. Z drugiej, jeszcze bardziej wycieńczało jego organizm, skoro koledzy w co drugiej akcji wpadali na pomysł: a, rzućmy piłkę na Krasicia, niech robi sprinty.

Grał niemal bez przerwy, nawet w Coppa Italia. Domyślacie się dlaczego: skoro w pierwszym składzie grywał jakiś Sorensen, to kto w tamtym Juve siedział na ławie i ewentualnie mógł Serba zmienić? Mający milion lat Hasan Salihamidzić. Nie powiem, nie będę was straszyć.

Niefunkcjonalna drużyna, źle zbilansowana, bez równowagi. Zmęczony piłkarz, w dodatku który nagrabił sobie porządnie u sędziów. Owszem, coś było na rzeczy w każdym z tych przypadków. Ale nie oszukujmy się, na samych czynnikach zewnętrznych się nie kończyło. Przyczyn kryzysu należy szukać i w Krasiciu.

– Wiesz co chce zrobić, doskonale to wiesz. A potem on i tak cię ogrywa – mówili rywale. Cóż, może odnosiło się to do gry jeden na jeden. Ale gdy Krasicia ktoś podwoił? Wtedy szał dryblingów nagle się urywał.

Dziś panuje przekonanie, że był piłkarzem zbyt łatwym do przeczytania. Miał dwa asy w rękawie: po pierwsze, puszczał piłkę w lewo i biegł za nią na pełnym gazie. Po drugie, puszczał piłkę w prawo i biegł za nią na pełnym gazie. Nie trzeba wielkiej filozofii, by po pewnym czasie nauczyć się jak wyłączać takiego piłkarza odpowiednim ustawieniem taktycznym.

Juve nie zakwalifikowało się w tamtym sezonie do pucharów. Z Ligi Europy wyrzucił ich Lech. Katastrofa, ale kibice widzą w niej jeden jasny punkt: to mimo wszystko Krasić. Najlepszy piłkarz sezonu. Jedyny, do którego mało kto miał pretensje.

***

Delneri trafił do pośredniaka, w jego miejsce przyszedł Conte. Pierwsze co wówczas zrobił dzisiejszy szef Squadra Azzurra, to zmienił taktykę.

Taktykę wcześniej dopasowaną w dużej mierze pod styl gry Krasicia. To Delneri zażądał od Marotty gracza o tego typu charakterystyce, bo był on kluczowy w koncepcji stwarzania zagrożenia poprzez szybkie ataki. Conte? Chciał trzymać piłkę. Szanować ją. A przede wszystkim, przy 3-5-2 boczni pomocnicy musieli być specjalistami od gry defensywnej.

Image and video hosting by TinyPic

O Krasiciu można wiele powiedzieć, ale na pewno nie że kiedykolwiek odebrał komuś piłkę. Nawet w najlepszym dla siebie okresie, nawet, gdy żarło, zawsze mówiono, że kompletnie odpuszcza obronę. U Conte nie miał więc szans. Zagrał raptem kilka razy, potem wylądował na ławce.

Kibice stali murem za Serbem, ale i ich stracił po kosztownych pudłach z Cagliari i Romą. Drużyna bez niego wyglądała lepiej niż z nim, aby to dostrzec nie trzeba było fachowej wiedzy.

Zimą Conte stawia sytuację wprost: nie ma dla ciebie miejsca w drużynie. Możesz odejść, droga wolna. Krasicia chcą wypożyczyć Tottenham, Lazio. On decyduje się jednak zostać i walczyć o skład.

Gdyby to był film, Krasić udowodniłby swoją przydatność, zyskał przychylność Conte i poprowadził drużynę do mistrzostwa. Dziesiąta muza uwielbia takie historie: skreślony, który się nie poddaje i dopina swego.

Ale życie znacznie częściej funkcjonuje według zasady: skreślony przegrywa, bo skreślony został skreślony nie bez powodu. Krasić był na aucie i pozostał na aucie, wiosną nie spędził na murawie ani minuty. Zamiast niego Conte wolał grać nawet takimi tuzami jak Marcelo Estigarribia. Upadek.

Na koniec sezonu wygrał Scudetto, brał udział w fecie i przecież zasłużenie, bo dołożył do końcowego sukcesu swoją cegiełkę. Nie można mu tego odebrać.

Jednak szampan musiał smakować diabelnie gorzko. Okazało się bowiem, że facet, który go odstawił od grania, miał rację. Okazało się, że Krasić przeszkadzał w wygrywaniu, był piątym kołem u wozu.

Skończył więc sezon z nominacją do nagrody Bidone D’Oro i czekał na oferty.

***

Nikt go jednak nie chciał, a przynajmniej nie za taką kasę, jaką krzyczał za niego Juventus. Takie są realia: piłkarz, który pół roku nie gra, a sezon miał koszmarny, jest piłkarzem przeterminowanym. Conte pograł jednak Krasiciem w sparingach, zrobił mu promocję, ten strzelił bramkę Hercie, potem Benfice. Podziałało, do Turynu przedzwoniło Fenerbahce.

Image and video hosting by TinyPic

Fenerbahce, któremu kiedyś Krasić strzelił gola w Lidze Mistrzów, Fenerbahce, które miało na niego chrapkę już dwa lata wcześniej. Turcy wyłożyli 7.5 miliona euro, czyli wartość Serba w dwa lata spadła o połowę. Wisienką na torcie kontrakt: dziesięć milionów za cztery lata. Kosmos.

Z kibicami Juventusu Milos rozstaje się na dobrych warunkach. Bo choć był tu tak krótko, choć jego zespół był jednym z cudaczniejszych w najnowszej historii, to fani pamiętają w jakich okolicznościach trafił do Turynu, jak bardzo szanował te barwy. A także iż jego popisy jesienią 2010 były jedynym, co sprawiało im w tamtych trudnych miesiącach frajdę.

Grazie, Milos! Pisali w liście, a on odpowiadał im, że najchętniej nigdy by stąd nie odchodził, ale życie piłkarza to życie tułacza.

***

Nikt nie był przygotowany na katastrofę, jaką okazał się jego pobyt na Şükrü Saracoğlu. Epickich rozmiarów wpadka, jeden z najgorszych – jeśli nie najgorszy – transfer w historii Kanaryalar.

Image and video hosting by TinyPic

Kilkanaście anonimowych występów, zero goli. Pod koniec sezonu trener Aykut Kocaman mówi o nim per „były piłkarz”. Już wtedy wiadomo, że najchętniej by się go pozbyto, ale to przecież jeden z najlepiej zarabiających piłkarzy całej ligi! Kto go zechce? Napewno nikt, kto będzie w stanie mu zapłacić tyle samo, bo Serb przestał być wart wielkich pieniędzy.

Ale pojawiła się okazja, którą dziś jeden z kibiców Fener wspomina bardzo wymownie: – Krasić był tak ch..owy, że wypożyczliśmy go do klubu, którego nazwy nie pamiętam.

***

Bastia postawiła przed rokiem na uznane nazwiska. Boudebouz, Keseru, Romaric, Squillaci – to nie są anonimy w europejskiej piłce. Do tej polityki jak ulał pasował Krasić, którego wypożyczenie kosztowało 800.000 euro. Turcy zachwyceni, choć część kosztów udało się przerzucić na kogoś innego.

Wydawało się, że to musiało wypalić. Wreszcie klub, w którym mu zaufają, klub, w którym nie będzie miał tak wielkiej konkurencji o skład, więc będzie mógł poczuć się pewnie. Poza tym Ligue 1 jakoś pasowała stylem do Krasicia. Mógł być tu gwiazdą, mógł się odbudować.

Niestety, partaczy tę szansę i po epizodzie we Francji trudno mieć wątpliwości: tego błyskotliwego piłkarza, który kiedyś cieszył grą fanów na Stadio Olimpico di Torino, już nie ma. Owszem, czasem błysnął, ale rzadko, zdecydowanie za rzadko. Był ciągle zmieniany, potem nawet wylądował na ławce.

Image and video hosting by TinyPic

Jasny punkt? Jesienią, gdy kibice przebierają się za Krasicia na trybunach

Pod koniec sezonu stał się obiektem szyderstw. Prasa wzięła go na cel ku uciesze gawiedzi: ukazuje się choćby artykuł, według którego Bastia dała się oszukać. Zamiast Milosa Krasicia do klubu trafił jego brat bliźniak, Kakor, kompletny nieudacznik.

To przecież niemożliwe – pisano – by Milos, ten świetny piłkarz, który przed chwilą zachwycał, grał tak źle i nie dawał rady nawet w Bastii. A więc to musi być Kakor. Wstyd, że na Korsyce tak się dano nabrać.

***

Wraca z podkulonym ogonem do Stambułu, ale tu czekają go tylko kolejne kopy w dupę. Nikt go nie chce, nie pozwalają mu trenować z pierwszym zespołem, ląduje w rezerwach bez żadnych szans na grę.

Image and video hosting by TinyPic

Prasa nie zostawia na jego zarobkach suchej nitki: jeden Krasić zarabia tyle co 137 profesorów

Oczywiście, łatwiej to znieść, gdy dostaje się 2.5 miliona euro na sezon. Taką kasę Krasić będzie zarabiał aż do 2016 roku i nie wydaje się, żeby udało się Turkom go gdzieś wypchnąć. Miał mieć latem ofertę z Elche, ale przejście tam wiązałoby się z obniżeniem zarobków. Krasić nie bierze tego pod uwagę: – Moja kariera się kończy. Muszę zabezpieczyć finansowo swoją przyszłość, na tym etapie jest to dla mnie najważniejsze.

Mówi się mgliście o zainteresowaniu klubu Al Jazeera, w którym gra Vucinić, ale nawet oni mogą mieć problem z wysupłaniem takiej kasy.

***

Krasić w pewnym momencie był piłkarzem ekscytującym, mimo jego oczywistych ograniczeń. Widać było w nim coś więcej, a najlepszym dowodem to, jak do dziś siedzi we mnie jego gra.

A może był po prostu modelowym przykładem futbolowego efekciarstwa?

Może tak naprawdę był tylko gloryfikowanym „role playerem”, efektem systemu, podporządkowanego pod niego zarówno w CSKA, a potem w Juve? Zawodnikiem bazującym w wielkim stopniu na szybkości, a nie umiejętnościach, więc gdy brakło odejścia, skończył się piłkarz.

Nedved, do którego porównywano go całą karierę, w rzeczywistości był jego przeciwieństwem. Kończył karierę w wieku 37 lat, wciąż grając wspaniale mimo coraz gorszej kondycji. Bo jego siłą nie była dynamika na światowym poziomie, nie z niej wypływały wszystkie atuty. Nedved to piłkarska mądrość, wizja, szybkość owszem, ale myślenia, poparta perfekcyjnym przygotowaniem technicznym.

Leszek Milewski

KOMENTARZE (0)