Image and video hosting by TinyPic
Pierwsze rozeznanie. Poznajcie bliżej rywali Lecha.
Weszło

Pierwsze rozeznanie. Poznajcie bliżej rywali Lecha.

W szatni wśród piłkarzy wiele mówiło się o Borussii Dortmund, trener Maciej Skorża spośród drużyn rozstawionych w pierwszym koszyku wolał trafić na FC Basel, by zrewanżować się za eliminacje Ligi Mistrzów, a wiceprezes Piotr Rutkowski dorzucił do grona wymarzonych rywali Club Brugge. Odbył się tradycyjny „koncert życzeń”, bo swoje typy mieli rzecz jasna również kibice. Spełniło się to wypowiedziane przez Macieja Skorżę – trzeba uważać o co się prosi – Lecha ponownie czeka dwumecz z FC Basel. Do tego włoska Fiorentina z koszyka numer dwa i portugalskie Belenenses z czwartego. Mogło być gorzej.

Rewanż ze Szwajcarami będzie rzecz jasna tematem przewodnim – jak to się zwykło mawiać – jesiennej kampanii Lecha w Europie. Wszystko przez… Maccabi Tel Awiw. O ile w dwumeczu z Polakami Basel sprawiało wrażenie „drużyny w zasięgu” tylko przez jakieś 60 minut pierwszego spotkania, o tyle w czasie rywalizacji z ekipą z Izraela okazało się, że nie jest to klub nie do pokonania przez przeciętniaków. Wystarczyła tylko i wyłącznie solidna i skuteczna gra, by sprowadzić Szwajcarów do parteru, założyć dźwignię i wygrać walkę.

2-2 na St. Jakob-Park i 1-1 w rewanżu. Katem Basel był Eran Zahavi, a także sędzia, który w pierwszym spotkaniu nie uznał prawidłowo zdobytej bramki. Tak czy siak, Basel ma tak samo jak my… Ligę Mistrzów w TV, a to przecież klub, który przyzwyczaił się już do luksusu rywalizacji z najlepszymi.

Dlatego nie dziwi nas szczególnie fakt, że po tym feralnym dwumeczu w Szwajcarii mówiło się przede wszystkim o tym, że Basel zgubiła… pewność siebie i zlekceważenie rywala. Wynikała ona również ze świetnego początku sezonu. W czerwcu Urs Fischer zastąpił na stanowisku trenera Paulo Sousę i jego drużyna wygrywała wszystko, co tylko się dało. Dwa razy z Lechem, sześć kolejnych spotkań w lidze szwajcarskiej, a także mecz pucharowy. W tych dziewięciu spotkaniach Basel strzeliło dwadzieścia pięć bramek, tracąc ledwie sześć. Według szwajcarskich dziennikarzy, właśnie to uśpiło czujność trenera i drużyny, za szybko uznali, że są jeszcze lepszą ekipą niż w zeszłym sezonie. No i dostali gonga na otrzeźwienie, który ma im wyjść na dobre.

Fischer oberwał głównie za stawianie na 37-letniego Waltera Samuela. Nazwisko duże, w CV m.in. Real i Inter, ale lata już nie te. Nie było rzecz jasna mowy o jego zwolnieniu. Sam trener starał się szybko uciec od tematu Maccabi i zwrócić uwagę mediów na to, że drużyna zrehabilituje się w Lidze Europy, walcząc o finał, który rozegrany zostanie przecież u nich na St. Jakob-Park. Oczywiście przewinął się też wątek finansowy, ale mniejsze wpływy do budżetu z UEFA raczej nie powinny oznaczać kolejnego transferu z klubu. Swoje Basel w tym okienku już zarobiło – Derlis Gonzalez, Fabian Schar i Fabian Frei zostali wytransferowani łącznie za 17 milionów. Jeśli w ostatnich dniach okienka coś się wydarzy, to najpewniej będzie to udziałem Matiasa Delgado – kapitana drużyny wysokimi zarobkami kuszą kluby tureckie.

Cóż, reasumując, Dariusz Formella nie ma co liczyć na to, że może tym razem Szwajcarzy im odpuszczą albo zlekceważą. Ciśnienie na finał na swoim stadionie jest spore. Wysoko mierzą, ale skoro…

a) w zeszłym sezonie grali na wiosnę w Lidze Mistrzów
b) dwa lata temu byli w ćwierćfinale Ligi Europy
c) a sezonie 2012/13 – w półfinale

… to inaczej być nie może.

A jeśli jeszcze jakimś cudem nie zasiedliście do lektury przed dwumeczem z Lechem, to odsyłamy wam TUTAJ. W tym tekście znajdziecie absolutnie wszystko, co powinniście wiedzieć o FC Basel.

*

Fiorentina, czwarta drużyna poprzedniego sezonu Serie A (po raz drugi z rzędu) i bez dwóch zdań – marka, która po perturbacjach związanych z finansami, wróciła na właściwe miejsce. Nie musiała rozpychać się w kwalifikacjach, z urzędu należało się jej granie w fazie grupowej. Podobnie jak przed rokiem. Nie zlekceważyli tych rozgrywek, podobnie będzie zapewne teraz. W ogóle należy wspomnieć, że przedstawiciele ligi włoskiej mocno popracowali w zeszłym sezonie, by zatrzymać proces staczania się rozgrywek w europejskiej hierarchii. W 1/8 finału LE, gdy w rywalizacji pozostawało już tylko szesnaście drużyn, było pięć ekip z Serie A. Dwie dotarły aż do półfinałów.

Wśród nich właśnie Fiorentina. Podopieczni Vicenzo Montelli wygrali grupę, w której los przydzielił im Guingamp, PAOK Saloniki i Dynamo Mińsk. Już w fazie pucharowej „Viola” opędzlowała Tottenham Hotspur (3-1 w dwumeczu), AS Romę (4-1), Dynamo Kijów (3-1). Zatrzymała się dopiero na Sevilli, od której dostała dość brutalny oklep (0-5).

Po sezonie – zmiany, zmiany, zmiany. Przede wszystkim ze Stadio Artemio Franchi pogoniono Vicenzo Montellę. Główny powód? W ocenie zarządu – lekceważenie klubu i kibiców. Montella zwlekał z udzieleniem odpowiedzi na pytanie, czy ma zamiar w dalszym ciągu pracować z drużyną. W ważnym do czerwca 2017 roku kontrakcie miał klauzulę, która dawała mu prawo do wypowiedzenia umowy. W tym samym czasie sporo mówiło się o zainteresowaniu jego usługami ze strony Milanu. Dla władz klubu z Florencji był to jasny sygnał, że trener ma nieco inne plany na przyszłość, niż wiązanie się na dłużej z ich drużyną.

Tak się składa, że jego miejsce zajął… Paulo Sousa, który odszedł z FC Basel. Tak więc rywalizacja w grupie Lecha będzie miała swój podtekst.

Co do piłkarzy… Największa strata to chyba Mohamed Salah, którego po półrocznym wypożyczeniu z Chelsea przechwyciła AS Roma. Egipcjanin we Florencji wyraźnie odżył, tylko wiosną strzelił dziewięć bramek i zaliczył sześć asyst. W dalszej kolejności we Włoszech ubolewają nad stratą Stefana Savicia, ale 25 milionów euro skasowane od Atleitico za transfer powinno im trochę to osłodzić. Pożegnano też kilka znanych nazwisk: Neto, Gomez, Vargas, Richards, Pizarro, Aquilani. W dalszym ciągu ważą się jeszcze losy Joaquina, który najchętniej wróciłby do ojczyzny, a także Josipa Ilicicia, na ten moment chyba największej gwiazdy „Violi”. Bardzo mocno zainteresowany jego sprowadzeniem jest Tottenham (przewija się też nazwa Sevilli), i jeśli wierzyć najnowszym doniesieniem, nawet przyjście Son Heung-Mina z Bayeru nie musi oznaczać, że Słoweniec nie przeniesie się do Anglii.

Brzmi jak rewolucja? Coś w tym jest.

Żeby nie było wątpliwości, klub zadbał o wzmocnienia. Z Atletico przyszedł Mario Suarez, z Dnipro wyjęto Nikolę Kalinicia, a z brazylijskiego Botafogo kupiono Gilberto. Z wypożyczenia wrócił m.in. Argentyńczyk Roncaglia. Skład w dalszym ciągu jest bardzo mocny. Na inaugurację Serie A Fiorentinie udało się ograć AC Milan. Zgoda, w dzisiejszych czasach żaden wielki wyczyn, ale nie zmienia to faktu, że „Viola” znów ma w lidze walczyć o puchary.

*

No i na koniec wycieczka do Lizbony. O ile Sporting czy Benfica byłyby tam raczej poza zasięgiem Kolejorza, o tyle trzecia siła stolicy Portugalii to zdecydowanie półka Lecha. O drogę na stadion można zapytać Ivana Djurdjevicia, który właśnie z Belenenses trafiał 2007 roku do Polski. Przy rozpracowywaniu przeciwnika przeszłość Serba raczej nie będzie szczególnie pomocna, bo – jak zapewne się domyślacie – przez osiem lat klub mocno się zmienił.

W przeszłości święcił triumfy, ale to dość zamierzchła historia. Ostatnie mistrzostwo Belenenses zdobyło zaraz po wojnie, w 1946 roku. Trzydzieści lat później udało się wygrać Puchar Intertoto, a w 1989 toku sięgnąć po Puchar Portugalii. W 2010 roku drużyna spadła do drugiej ligi, a do najwyższej klasy rozgrywkowej wróciła dopiero trzy lata później. Zeszły sezon? Szóste miejsce w lidze.

By znaleźć się fazie grupowej Ligi Europy, Portugalczycy musieli przebrnąć dwie rundy. Łatwo nie było. Najpierw zmierzyli się ze szwedzkim IFK Goeteborg. 2-1 u siebie i bezbramkowy remis na wyjeździe. Takie rezultaty zapewniły im promocję, choć trzeba przyznać, że w rewanżu bramkarz Hugo Ventura wyczyniał cuda. W kolejnej fazie Portugalczycy byli nieznacznie lepsi od austriackiego Rheindorf Altach.

1851371_w2

Największa gwiazda? Próżno szukać jej na murawie, trzeba zwrócić się w kierunku ławki trenerskiej. Belenenses prowadzi bowiem znany i lubiany Sa Pinto. Piłkarz świetny, ale trener… raczej średni. Miał swoją szansę w Uniao Leiria, ze Sportingu Lizbona (zaliczył m.in. dwumecz z Legią w Lidze Europy) został wyrzucony po ośmiu miesiącach pracy. Później trochę podróżował… Prowadził Crvenę Zvezdę Belgrad, OF Irakleiou i Atromitos Ateny. W zasadzie bez sukcesów.

Jeśli chodzi o boisko, to warto będzie zwrócić uwagę na Carlosa Martinsa. Zarówno pierwsza, jak i druga młodość już za nim, ale wciąż potrafi przyfanzolić. To właśnie były reprezentant Portugalii strzelił obie bramki Goeteborgowi, a niedawno dołożył gola i dwie asysty w lidze. Z drugiej strony, poprzedni sezon miał spisany na straty. Poza nim w kadrze klubu znajdują się piłkarze, których obawiać się nie wypada.

W zeszłym sezonie mieli chociaż Pele, gościa wypożyczonego z AC Milan, ale uciekł on do Pacos de Ferreira. Wprawdzie w drużynie został jeszcze Tiago Silva, ale to podobno tylko jakiś przebieraniec.

KOMENTARZE (0)

Najnowsze wpisy

INNE SPORTY