Image and video hosting by TinyPic
Od dziecka kibicowałem Legii. W pokoju miałem plakat i szalik.
Weszło Extra

Od dziecka kibicowałem Legii. W pokoju miałem plakat i szalik.

– Co roku wszyscy skazują nas na spadek, bez względu na to, jakich mamy zawodników. To śmieszne. Mamy nowego trenera, młody zespół. Można powiedzieć, że jesteśmy niewiadomą, ale wszyscy już teraz widzą nas w pierwszej lidze. Wygrywamy pierwszy mecz, drugi mecz, ale to niczego nie zmienia. Ciągle gadanie, że jesteśmy za słabi. Powtarzam: dla mnie to jest śmieszne – mówi Kamil Sylwestrzak, obrońca Korony Kielce. 

Na którym miejscu postawiłbyś się w rankingu lewych obrońców Ekstraklasy?

Na drugim, za Barrym Douglasem, najlepszym lewym obrońcą w lidze. Gra nowocześnie, do przodu. W defensywie jest go mniej, ale to piłkarz Lecha Poznań, więc nie musi aż tyle pracować w tyłach.

Odważnie. W naszym zestawieniu po poprzednim sezonie zająłeś piąte miejsce. Wyżej byli Brzyski, Sadlok… Uśmiechasz się.

Nie uważam, żebym był od nich słabszy. Po prostu grają w lepszych klubach.

O tobie napisaliśmy: statystyki ma niezłe, ale często wykłada się w defensywie. Taką masz opinię. Sylwestrzak zasuwa po skrzydle, jest dobry z przodu, ale gubi się w obronie.

Czy często? Nie wydaje mi się, żebym popełniał wiele ewidentnych błędów, po których padają bramki. Na pewno mam jakieś minusy, nie jestem idealny i staram się poprawiać. To chyba normalne. Brzyski czy Douglas też nie są wybitni, ale – tak jak mówię – grają w lepszych klubach i przez to mają mniej zadań defensywnych. Trener Tarasiewicz analizował naszą grę w defensywie i wyszło, że Legia odpiera osiem ataków na mecz, a my czterdzieści. Szansa pomyłki jest zwielokrotniona.

Początek tego sezonu masz niezły. Pięć meczów, gol, asysta. Poza tym zdaje się, że stałeś się jedną z najważniejszych postaci w drużynie.

W zeszłym sezonie w pierwszych siedmiu kolejkach siedziałem na ławce, a wydaje mi się, że statystycznie i tak wykręciłem niezły wynik. W sumie uciekło mi jedenaście spotkań, w których trener Tarasiewicz sadzał mnie na ławce i stawiał na Leandro.

Skoro rzeczywiście uważasz się za najlepszego Polaka na swojej pozycji w lidze, to musiałeś być nieźle wkurzony, że trener cię odstawił.

Jasne, że byłem. Bardziej cenił Leo, musiałem walczyć, drapać. Aż w końcu się udało, ale pod koniec sezonu znowu zdarzało się, że zdobywałem bramkę, a później lądowałem na ławce. Kuriozalna sytuacja. Na ogół jestem spokojny, ale strasznie się buzowałem. To nie jest normalne i nikt, kto gra w piłkę, nie może się z tym godzić. A jeśli godzi się z byciem wiecznym rezerwowym, to pogratulować, bo nie ma ambicji. Ja niestety ambicje mam duże.

Niestety?

Dla niektórych niestety. Niektórzy trenerzy tego nie lubią. Ja zawsze wyraźnie pokazywałem, że jestem niezadowolony. Nie jestem taki, że się obrażam. Wręcz przeciwnie. Wszędzie było mnie pełno, nie odpuszczałem i byłem zmotywowany do pracy jakieś sześćdziesiąt razy bardziej.

Wydaje się, że teraz doszedłeś do momentu, w którym stałeś się dla Korony kimś ważniejszym niż dotychczas. Kibice doceniają, że zostałeś w Kielcach, mimo kolejnej zawieruchy.

To prawda. Przychodziłem tu z drugiej ligi. Nie oszukujmy się, nie jestem wirtuozem i wszystko nie kręciło się wokół mnie. Ciężką pracą musiałem udowodnić, że zasługuję na miano podstawowego zawodnika. Nie czuję się żadną postacią. Mamy skromny, pracowity zespół, w którym osiągnąć można coś wyłącznie dzięki pracy. Dotyczy to każdego, począwszy od Cebuli czy Przybyły, na Sobolewskim czy Małkowskim kończąc. Mamy drużynę, przepadamy ze sobą. Są zdrowe relacje, praktycznie cała szatnia jest polskojęzyczna, co też jest bardzo ważne.

Mówisz, że teraz nie ma z tym problemów, więc w poprzednim sezonie najwyraźniej były.

U nas nie jest tak jak za granicą. Nie każdy potrafi dogadać się w obcym języku. Dla mnie to nie był problem, bo angielski jako tako znam, ale dla innych owszem. Porozumiewanie się na migi jest słabe. Uważam, że skoro jesteśmy w Polsce, to zdecydowana większość powinna mówić po polsku. Kiedy jedziesz do Niemiec, to nikt nie skacze wokół ciebie i niczego nie tłumaczy. Musisz się przystosować i koniec.

Odeszło kilku obcokrajowców, ale odszedł też Paweł Golański. Nie czujesz, że przejąłeś część jego zadań? Widziałem, że niektórzy kibice już piszą, że jesteś “nowym Golo”.

Pewnie bardziej czuje to Piotrek Malarczyk. Kibice są kibicami. Jedni piszą dobre, drudzy złe rzeczy… Tych drugich może mniej, ale nawet wy parę razy sami mi dopiekliście. Jeśli chodzi o boisko, to do Gola brakuje mi bardzo, bardzo dużo. Wiele rzeczy mu zawdzięczam, dał mi masę cennych lekcji. Ostatnie dwa i pół roku to był największy progres w mojej karierze. Najbardziej poprawiłem dośrodkowania. Bardzo się na tym skupiałem. Najpierw czerpałem od Tomka Lisowskiego, potem od Pawła. Często zostawaliśmy po treningach, ćwiczyliśmy. I chyba przyniosło jakiś skutek.

Łatwo też zauważyć, że piłka szuka cię w polu karnym. Przypadek?

Za dzieciaka grałem w ataku. Byłem nawet królem strzelców ligi, a w jednym z meczów zdobyłem osiem bramek. Rzeczywiście, chyba mam w sobie coś takiego. Co mecz, to piłka gdzieś spadnie, gdzieś się znajdę. Trzeba dziękować Bogu, bo często nie zależy to ode mnie. W poprzednim sezonie śmialiśmy się z Pawłem Golańskim, bo analizował swoje wrzutki i mówił, że spieprzyłem mu robotę. Wyszło, że gdybym wszystko wykorzystywał, to on by miał najwięcej asyst, a ja zostałbym królem strzelców.

Zdarzało się, że Pavol Stano w krytycznych momentach był wysyłany do ataku. Może teraz twoja kolej? Wielkiej rywalizacji z przodu nie macie.

Nie, nie ma opcji. Jestem lewym obrońcą, nie napastnikiem. Trzeba zostawić im ich rolę. Przemek Trytko może nie zdobywa tylu bramek, ile by sobie życzył, ale zawsze robi dobrą robotę.

MECZ 21. KOLEJKA T-MOBILE EKSTRAKLASA SEZON 2014/15: KORONA KIELCE - LEGIA WARSZAWA 0:0 --- POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH: KORONA KIELCE - LEGIA WARSAW 0:0

Czyli strzelanie zostawiasz jeszcze dwóm młodym ofensywnym – Cebuli i Przybyle. Szczególnie dużo dobrego słyszałem o tym pierwszym. Potwierdzisz?

Jeśli chodzi o luz piłkarski, to rewelacja. Pod tym względem to drugi taki piłkarz, z którym grałem. Pierwszym był Amadeusz Kłodawski. Najmłodszy strzelec Groclinu w Pucharze UEFA. Później zaginął, pracował w pizzerii. Teraz gra w szóstej lidze niemieckiej. Kompletnie przepadł. Moim zdaniem Cebula to skala europejska. Łatwość nauki, przyswajania czegokolwiek. To się spotyka naprawdę rzadko. Prosty przykład. Jesteśmy razem w pokoju, oglądamy w internecie jakiś trik, a on potem wychodzi na boisko, próbuje kilka razy i momentalnie go opanowuje.

Słyszałem, że delikatny szum, który ostatnio wytworzył się wokół jego osoby, nie do końca mu służy. Czuć sodę?

Nie, naprawdę nie. Cebul ma dziewczynę, jest ogarniętym chłopakiem. Wiem, bo mieszkałem z nim w jednej klatce, dwa piętra wyżej. Śmieją się, że jest jak mój syn. Dostał szansę i ją wykorzystuje, a ludzie, którzy opowiadają takie rzeczy, po prostu mu zazdroszczą. Czysta zawiść. Telefonów ma dużo, nie da się ukryć. Kwestia, żeby nad tym zapanował, ale nie zauważyłem, żeby gwiazdorzył. Jak zacznie fisiować, to dostanie w papę. Na obozach zawsze jesteśmy razem w pokoju, więc mi nie ucieknie. Będzie trzeba, to go przyduszę. Gdyby dostał szansę rok czy półtora roku temu, to w Koronie raczej już byśmy go nie oglądali. Poprzedni trenerzy bali się na niego stawiać. To dziwne, bo sam Olivier Kapo mówił, że nigdy nie widział podobnego talentu, a jego słowa znaczą trochę więcej niż moje.

Druga świeża postać to Michał Przybyła. Pierwsze dwie bramki niezbyt piękne, ale trzecia – klasa.

Fakt, było śmiesznie w szatni, ale on też ma dystans i potrafi śmiać się sam z siebie. Nieważne czym i jak, ważne żeby strzelał. Nikt nie będzie go rozliczał z tego, jak wyglądały jego bramki, jeśli zdobędzie ich czterdzieści. I życzę mu tego, bo ciężko zasuwa. Dziwi mnie, że po pierwszym meczu został skrytykowany. Że brzydkie bramki… Umówmy się, że w Polsce nie mamy zbyt wielu młodych chłopaków, którzy trafiają do siatki. Żeby znaleźć się w odpowiednim miejscu, też trzeba wykonać pracę. Sam Baran go nie nabił, musiał się tam znaleźć. Gdyby to był ktoś inny, to trąbiliby, że świetny atak i że kapitalnie sprowokował bramkarza do błędu. Niestety, jesteśmy tylko Koroną Kielce.

Wyczuwam żal. O co chodzi?

Co roku wszyscy skazują nas na spadek, bez względu na to, jakich mamy zawodników. To śmieszne. Mamy nowego trenera, młody zespół. Można powiedzieć, że jesteśmy niewiadomą, ale wszyscy już teraz widzą nas w pierwszej lidze. Wygrywamy pierwszy mecz, drugi mecz, ale to niczego nie zmienia. Ciągle gadanie, że jesteśmy za słabi. Powtarzam: dla mnie to jest śmieszne.

Dziwne? Macie wielu piłkarzy, o których jeszcze niedawno słyszeli tylko rodzina i sąsiedzi.

Taką mamy mentalność. Mentalność, żeby gadać, żeby życzyć źle. Za granicą to wygląda inaczej. Swojemu klubowi kibicuje się do samego końca. A tutaj klepią cię po plecach tylko jeśli wygrywasz. Jeśli przegrywasz, to potrafią tylko gadać. Ile czasu Borussia była na miejscu spadkowym? A na stadion ciągle przychodziło po 70 tys. ludzi. Dopingowali, klaskali. Pod tym względem wciąż odbiegamy od Zachodu i to wyraźnie.

Ty w momencie, kiedy trafiłeś do Ekstraklasy, miałeś 24 lata. Długo grałeś w niższych ligach. Płacili albo nie płacili. Żyło się od pierwszego do pierwszego. Nie masz wrażenia, że młodzi, polscy piłkarze są rozpuszczeni?

Kwestia indywidualna, chociaż fakt – w polskiej piłce przydałby się większy nacisk na pracę. Kiedyś rozmawiałem z pewnym piłkarzem, którego nazwiska nie chcę zdradzać. Facet po strasznych tarapatach i przejściach. Ja nigdy nie miałem problemu z torebeczkami, drogimi ciuchami i tego typu sprawami. W mojej małej miejscowości coś takiego by nie przeszło, ale jego historia wiele mi uświadomiła. Mówił, że w polskiej piłce brakowało kogoś, kto uświadomi, że kasyno, że alkohol to zło. Że piłkarze powinni dbać o siebie bardziej niż normalni ludzie, bo taki mają zawód. Tymczasem najczęściej trafia się ktoś, kto chce cię wydoić, wykorzystać. Zarobić swoje i puścić z torbami.

Mówisz o menedżerach, z którymi sam miałeś nieprzyjemne historie. Kiedyś ponoć Hamburger SV, potem Arka Gdynia…

Byłem naiwny. Szybko ufam ludziom, jestem taki od zawsze. Z każdym rozmawiam, do każdego wyciągam rękę. Nie można tak, bo człowiek ci ją upierdoli i nawet nie podziękuje. W dupę kopnęli mnie kilkanaście razy i teraz podchodzę do życia bardziej rozważnie, z rezerwą. Kiedyś miałem taką sytuację, że nie podpisałem nowego kontraktu w Ilance Rzepin, bo obiecali mi testy w Górniku Łęczna. I nic. Miał być Zawisza, ale też nic nie wyszło. A potem menedżer nie odbierał telefonu, bo głupio było mu powiedzieć, że sprawa się rypła i nic dla mnie nie ma.

Kiedyś wspominałeś, że do Korony dostałeś się z castingu. Nic dziwnego, że się udało awansować, skoro wcześniej twoim motywatorem był… Rychu Peja.

Było nas czterdziestu, a kontrakt dostałem tylko ja i Bartek Kwiecień. A co do Ryśka, rzeczywiście… Kiedyś spotkałem go na siłowni. Robiliśmy razem klatę. Był na spadkach, w kryzysie, więc wcale nie wypadłem tak blado. Razem z kumplami trochę się ze mnie zbijał. Że chudy, że co ja tu robię, ale naprawdę nie było dramatu ani wstydu. Śmieszna historia. Zawsze byłem zawzięty, ale spotęgowałem to treningami kickboxingu i boksu tajskiego. Często chodzę też na matę, potrenować zapasy.

MECZ TOWARZYSKI - HISZPANIA: STEAUA BUKARESZT - KORONA KIELCE 3:1 --- FRIENDLY FOOTBALL MATCH IN SPAIN: STEAUA BUCHAREST - KORONA KIELCE 3:1

Przyznaj się, ile razy w ciągu meczu masz ochotę wykorzystać swoje zdolności – nazwijmy to – pozapiłkarskie?

Czasami zdarza się, że w psychice mam różne rzeczy. Chwile zapomnienia miałem chyba dwa razy, ale na ogół staram się kontrolować. Współczuję Tarasovsowi, który musiał się aż tak pilnować, bo kiedy coś takiego przytrafiłoby się mnie, to pewnie byłbym nieźle zagotowany. Nie znam go osobiście, ale sprawia wrażenie charakternego chłopa.

Tarasovs czy Kosecki?

Tarasovs, ale… Nie no, Kosecki też, że w ogóle się odważył. Wydaje mi się, że zrobił jedną z większych głupot. Fajnie, że wstawił się za panią. Kobieta dostała mikrofonem, ale ani nie było to celowe, ani nie stała jej się wielka krzywda. Gdyby Tarasovs wyszedł z szatni, to mógłby powiedzieć jak Prejuce Nakoulma: będę go zjadł. Nie byłoby pojedynku. To trochę jakby york startował do pitbulla.

Ok, zostawiamy sporty walki. Kiedyś powiedziałeś, że gdybyś do 25. roku nie dostał się do klubu z Ekstraklasy, to szukałbyś innego zajęcia.

Fakt, przyrzekłem to i sobie, i narzeczonej. Całe szczęście się udało, bo nie wiem jak wytrzymałaby moja psychika, ale gdzieś w głowie już układałem plan “B”. Na wszelki wypadek. Pewnie szukałbym pracy gdzieś w swoim regionie. Być może wyjechalibyśmy do Niemiec, pracowałbym i grał w jakiejś ogórkowej lidze. Mam wielu znajomych, którzy tak żyją i jest to życie na wysokim poziomie. Musiałbym się dostosować. Dałbym radę i byłbym w stanie się poświęcić.

Masa utalentowanych chłopaków grających w niższych ligach idzie w balet i przepada. Akurat tobie udało się wybić.

Miałem zajebistego idola, Krzysia Kaczmarczyka. Jego postać pokazuje, że w życiu można wszystko. Wystarczy chcieć. Ostatnio, w wieku 35 lat, zadebiutował w Ekstraklasie, w Niecieczy. Mówię ci: nigdy w życiu nie spotkałem większego profesjonalisty, czasem nawet do przesady. Uciekałem z lekcji, żeby go podglądać. Pracował jak maszyna, robił tysiące wymachów. Schodził on, wchodziłem ja i starałem się go naśladować. Wszystko wypracował sam. Zawsze mówił mi, że nie liczy się, jak wyglądam w tej chwili, tylko jak będę wyglądał za kilka lat. Możesz imprezować, grać w kadrach młodzieżowych, wszyscy cię głaskają, wszystko jest zajebiście. Jedne balety, drugie. Ja nigdy nie wystąpiłem w żadnej reprezentacji, a dziś – w przeciwieństwie do wielu lepszych chłopaków z mojego rocznika – ciągle gram w piłkę, w Ekstraklasie. Osiemdziesiąt procent to praca, dziesięć fart i dziesięć talent.

Wcześniej, oprócz tego, że grałeś piłkę, pracowałeś. Wypisałem sobie: tartak, call center, korepetycje z niemieckiego i korepetycje z matematyki. Trochę tego było.

Jeszcze pracowałem w meblach, w Steinpolu. I to całkiem długo, bo aż trzy tygodnie. Najdłużej w call center – miesiąc – ale akurat tam się nadawałem, bo wszyscy się śmieją, że ciągle gadam przez telefon. Masz nakreślony scenariusz, od którego nie możesz odbiec. Nawet, jeśli klient cię zagotuje i masz ochotę się rozłączyć. Raz miałem taką sytuację. Dzwonię do gościa, a on mi mówi: będziesz mi płacił za tą rozmowę, jestem na Teneryfie, wakacje mam! Jak się nazywasz, zapiszę sobie! Wziąłem na głośnik, wszyscy nasłuchiwali. Ja mówię: no to pod którą Biedronką pan stoi? Leżeliśmy ze śmiechu.

W tartaku ponoć była masakra. Słyszałem, że wszędzie porozrzucane były poucinane palce…

Tamten wywiad był bez autoryzacji, wyszedł śmiesznie. Nie, nie było aż takiej tragedii, chociaż kilku znajomym piła rzeczywiście poobcinała opuszki.. Szanuję ludzi wykonujących tak ciężką pracę. Często nie doceniamy tych, którzy harują jak woły, a zarabiają niewielkie pieniądze. Ty jesteś dziennikarzem, ja gram w piłkę, spełniamy się, ale ktoś inny musi sprzątać, czy zbierać śmieci. Bez nich byłoby nam ciężko, żylibyśmy w syfie.

A korepetycje? Widziałem, że ogłoszenie znalazło się nawet na oficjalnej stronie Chrobrego Głogów.

Z niemieckiego nie miałem przyjemności udzielić, bo niestety, mimo ładnego ogłoszenia, nikt się nie zgłosił. Angielskiego ciągle uczę się sam. Aleksandrs Fertovs czy Vladislavs Gabovs mówią po polsku, ale ja ciągle młócę ich po angielsku, bo chcę go trenować. Mam powykupowane kursy internetowe. Wierzę, że kiedyś mi się przyda.

Teraz już nie musisz nigdzie dorabiać, ale wszyscy wiemy, że w Koronie z kasą i stabilizacją bywa różnie. Przed tym sezonem, kiedy po raz kolejny wszystko wisiało na włosku, nie miałeś ochoty rzucić to wszystko i wyjechać z Kielc?

Nie ukrywam, miałem propozycje, konkretne oferty i byłem o krok od odejścia. Z tym, że w moim przypadku nie było to łatwe. Miałem ważny kontrakt, a prezes powiedział, że mnie nie puści. Nikogo nie cieszyła taka sytuacja, ale tak to już jest w klubach zarządzanych przez miasto, od którego jest zależny. Może być tak, że przyjdzie grupa radnych i powiedzą, że nie chcą piłki nożnej. Wymyślą sobie na przykład piłkę plażową. Albo siatkówkę kobiet i wszystkie nasze pieniądze dadzą im. To naturalna kolej rzeczy. Przed każdą sesją rady jest niepewność i drżenie o przyszłość moją i mojej rodziny. To wszystko jest niestety wkalkulowane w polskie realia. Niemcy takich problemów nie mają i moglibyśmy wiele się od nich nauczyć.

A jaka sytuacja jest teraz?

Korona jest wypłacalnym klubem, stara się regulować zaległości. Mamy podpisane ugody. Klub, kosztem standardów płacowych, poszedł w stronę normalności. Lepiej nie obiecywać gruszek na wierzbie. Jak nas nie stać, to nie gramy. I tyle. Nie żałuję tej decyzji. Zaufaliśmy sobie nawzajem. Ja, Malar, Radek Dejmek. Każdy z nas miał jakąś alternatywę. Dużo rozmawialiśmy i wspólnie postanowiliśmy, że jednak jesteśmy w stanie zrobić coś fajnego. Spotykaliśmy się na kawie, nawet jak była jedna wielka niewiadoma. Namawiałem Malara czy Radka, żeby zostali. Oni dają drużynie wielką jakość i trudno byłoby ich zastąpić. Z czwórki obrońców odszedł tylko Golo.

Dobra, tak na koniec: twój kolejny krok w spełnianiu marzeń?

Główne cele miałem kiedyś poprzypinane na tablicy korkowej, w domu rodzinnym. Były tam zdjęcia piłkarzy klubu, do którego chcę trafić. Od dziecka kibicowałem Legii. W pokoju miałem wywieszony szalik, plakat z mistrzostwa Polski. Pierwszym celem była Ekstraklasa, a kolejne to reprezentacja i Liga Mistrzów. Być może przesadzam, bo wiem, że nie jestem wirtuozem, ale na pewno będę próbował.

W kadrze na twojej pozycji grał nawet Adam Marciniak, więc chyba nic straconego.

Kiedy rozmawialiśmy, to zawsze mówił, że był tylko próbowany i denerwował się, kiedy nazywałem go reprezentantem. Reprezentantem to może nazwać się co najwyżej Wawrzyniak. To najpoważniejszy kandydat na lewą obronę w kadrze.

No dobra, ale na początku rozmowy postawiłeś się ponad nim.

Tak, ale uważam, że jest solidny. W ofensywie może nie daje drużynie tak dużo, ale w tyłach klasa. Nie przypominam sobie jego katastrofalnego meczu, ale jedzie głównie na doświadczeniu i – powiedzmy sobie szczerze – jego czas już mija.

PIOTR BORKOWSKI


fot. FotoPyk

KOMENTARZE (0)

Najnowsze wpisy

INNE SPORTY