Cypryjczycy też nie są przystosowani. Taka pogoda to wysiłek dla każdego.
Weszło

Cypryjczycy też nie są przystosowani. Taka pogoda to wysiłek dla każdego.

Przed jutrzejszym meczem Jagiellonii Białystok z Omonią Nikozja trenerów „Jagi” odwiedził Łukasz Sosin. Młodsi kibice mogą go nie pamiętać, ale to gość, który przez lata ładował na Cyprze jak z karabinu. Wyrobił sobie dzięki temu taką opinię, że do dziś mieszka na wyspie i doskonale mu się tam wiedzie. Opowiedział o tym w krótkiej rozmówce z Weszło.

Żyć nie umierać – taki można wyciągnąć wniosek patrząc na to, jak sobie pan ułożył życie po karierze.

Może nie aż tak, ale mam satysfakcję z tego, co osiągnąłem. Jestem dyrektorem sportowym akademii Apollonu Limassol. Odpowiadam za całe szkolenie od czwartego do siedemnastego roku życia. W Polsce nazwalibyśmy moją funkcję koordynatorem ds. młodzieży. Mam pod sobą czternastu trenerów, sprawdzam ich pracę, a teraz dodatkowo rozpoczęliśmy współpracę online z Ajaksem Amsterdam. Na razie mnie nie zwolnili, więc – myślę – wygląda to fajnie. Nie mamy tu problemu z masowością – każdy chłopak na Cyprze chce zostać piłkarzem i wszyscy garną się do sportu. Nabór nie stanowi żadnego kłopotu. Większym problemem są warunki – mamy jedynie dwa pełnowymiarowe boiska i ciężko je utrzymać w dobrym stanie przy takiej pogodzie. Nawadniamy je rano i wieczorem, ale nie w najwyższych temperaturach – wtedy można spalić tę trawę.

Dlaczego zdecydował się pan na taką ścieżkę kariery?

Można powiedzieć, że nie miałem wyjścia. Cofnijmy się o parę lat – strzeliłem kilka goli na wypożyczeniu w Odrze Wodzisław, ale prezes Cupiał uznał, że nie będę dalej grał w Wiśle. Mogłem pójść na kolejne wypożyczenie albo po prostu odejść. Dostałem tylko ofertę z Apollonu i pomyślałem, że spróbuję sił na Cyprze przez trzy lata, a potem zdecyduję co dalej. Po tym okresie czułem, że zainteresowanie moją osobą jest o wiele większe niż w Polsce. Mogłem wrócić do ojczyzny, miałem oferty, ale propozycje z Cypru były dużo, dużo lepsze. Czułem się tu też dobrze z rodziną.

Wtedy ta liga nie była tak popularna. Potem osiągnęła swoje apogeum, a dziś trawi ją taki kryzys, że niektóre kluby muszą brać piłkarzy za darmo z Polski.

Wszystkie cypryjskie drużyny szukają zawodników bez kontraktów. Baaardzo rzadko ktoś się decyduje na transfer gotówkowy. Kryzys był, ludziom ukradziono w biały dzień pieniądze, wyczyszczono banki w Unii Europejskiej, co – moim zdaniem – nie zostało w polskich mediach rozgłośnione tak, jak powinno, ale teraz tego kryzysu nie czuć aż tak. Więcej mówi się o Grecji. Jasne, kluby wciąż mają problemy finansowe. Można je w zasadzie podzielić na dwie grupy: sześć większych i kilka mniejszych. Wyniki w europejskich pucharach i awanse do Ligi Mistrzów odmieniły postrzeganie Cypru w Europie, ale ja już po piętnastu minutach mojego pierwszego meczu, powiedziałem sobie: jeżeli usłyszę, że ta liga jest słaba, to będę walczył z takimi opiniami. Akurat graliśmy przeciwko Omonii. Dwie godziny przed meczem pełny stadion. Jak po kwadransie dostałem zadyszki, to puściło dopiero w 90. minucie. Proszę mi uwierzyć – tu trzeba być bardzo, bardzo dobrze przygotowanym kondycyjnie, żeby prezentować wystarczający poziom.

Jak sobie z tym radzić?

Ktoś powie: Cypryjczycy są przyzwyczajeni do tych temperatur. Nie są! Taka pogoda to wysiłek dla każdego organizmu. Niezależnie od tego, gdzie mieszkasz. Dlatego Michał Probierz dobrze zrobił, że przyjechał tu dzień wcześniej. To bardzo ważne dla aklimatyzacji.

Przez wiele lat funkcjonował pan jako ikona polskiej piłki na Cyprze. Myślałeś Cypr, mówiłeś Łukasz Sosin.

Wciąż jestem tu rozpoznawalny i również przez to tak dobrze się tu czuję. Cypr to mały kraj – każdy każdego zna.

W Nikozji też pana rozpoznają?

Oczywiście. Grałem w Apollonie i Anorthosis, więc może nie jestem ulubieńcem fanów Omonii, ale i tak mnie szanują. Kibice są tu fanatyczni, ale to nie znaczy, że groźni. Mentalność jest ich atutem. Żywiołowo reagują na zagrania swoich zawodników czy decyzje sędziego. Ciągle wywierają presję. Pamiętam, jak jechaliśmy na mecz z Olympiakosem Pireus w Grecji. Kibice zatrzymali nas w dwieście osób, policja na to pozwoliła, ale ta sytuacja tylko nam pomogła. Zmobilizowała nas. Wczorajsze zachowanie kibiców Omonii na treningu też może wpłynąć na piłkarzy Jagiellonii. Wojna psychologiczna. Skoro usłyszeli, że w Białymstoku zgotują im piekło, to teraz chcą odpowiedzieć tym samym.

A samą Omonię jak pan ocenia? To poziom Jagiellonii czy jednak półka wyżej?

Czwartkowy mecz będzie bardzo wyrównany. Nie przewiduję, żeby ktoś wygrał większa liczbą bramek. To drużyny na podobnym poziomie. Na kogo najbardziej trzeba uważać? Wskazałbym Cilliana Sheridana, wysokiego irlandzkiego napastnika, który trafił do Omonii z APOEL-u.

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (0)