Piłkarskie życie zaczyna po trzydziestce? Rzadko, ale zdarza się
Weszło

Piłkarskie życie zaczyna po trzydziestce? Rzadko, ale zdarza się

Mateusz Piątkowski będzie teraz strzelał bramki dla cypryjskiego APOEL-u Nikozja. Czasy, w których polscy piłkarze wyjeżdżali na Wyspę Afrodyty, by pokazać „tubylcom”, jak wygląda w miarę profesjonalny zawodnik i udawało im się to prosto z plaży, dawno minęły. Dziś cel postawiony przed nową drużyną Polaka jest jasny – awans do Ligi Mistrzów. A biorąc pod uwagę rozmach, z jakim jest ona wzmacniania, misja ma spore szanse na powodzenie. Nie wspominamy jednak o tym, by po raz enty dołożyć Ekstraklasie, że dziś ogląda plecy ligi, z której dawniej się u nas śmiano. Chcieliśmy zauważyć, jak przedziwną drogę, by się tam znaleźć, przebył wspomniany Piątkowski.

Gdzie pan widzi siebie za pięć lat? To jedno z najpopularniejszych pytań, jakie można usłyszeć w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej. Wyobraźmy sobie, że na różnych etapach kariery o odpowiedź poprosilibyśmy Piątkowskiego.

Dekadę temu 21-letni zawodnik żegnał się właśnie z trzecioligowym Polarem Wrocław. Nie, nie bierze go żaden z krajowych potentatów, nie zalicza sportowego awansu. Przechodzi do drużyny beniaminka III ligi, Gawina Królewska Wola. W CV miał też już sezon w ówczesnej drugiej lidze (dziś pierwszej). Jeszcze przed dwudziestymi urodzinami zdobył swoją pierwszą bramkę na tym poziomie, jedyną w dwudziestu dwóch występach. Skuteczność marna, stąd nikt nie mówił o nim jako młodym-zdolnym, nikt się wtedy o niego zabijał.

Co mógłby wtedy odpowiedź? Jeśli chciałby wypaść na ambitnego młodego człowieka, zapewne przekonywałby, że klub z Ekstraklasy (I ligi) to miejsce, w którym powinien się znajdować. Wspominanie o reprezentacji, europejskich pucharach byłoby nie na miejscu, wyszedłby przecież na fantastę. Już Ekstraklasa wydawała się dość odległą wizją…

Mija kolejnych pięć lat. W listopadzie 2010 będzie świętował dwudzieste szóste urodziny. Jego rówieśnicy mają już na koncie po sto pięćdziesiąt występów w Ekstraklasie, a ci bardziej zdolni wyjechali do lepszych lig. Piątkowski na trzy i pół roku utknął w Królewskiej Woli, dopiero później bierze go GKP Gorzów Wielkopolski z pierwszej ligi. Gra tam regularnie, w czterdziestu trzech meczach zdobywa sześć bramek. Niewiele, ale wystarcza, by przejść do Górnika Polkowice. Dalej pierwsza liga.

Wracamy do pytania – gdzie pan widzi siebie za pięć lat? Znów Ekstraklasa wydaje się być szczytem marzeń. Z jednej strony jest niej bliżej niż za pierwszym razem, gra przecież na bezpośrednim zapleczu. Z drugiej – kilka lat na karku przybyło. Ma 26 lat, czyli jest już w wieku, w którym szanse na poważną karierę z czasem maleją.

Sezon 2010/11 – 32 spotkania, 8 bramek
Sezon 2011/12 – 28 spotkań, 4 bramki
Sezon 2012/13 – 32 spotkania, 13 bramek

Cały czas pierwsza liga. Piątkowski ma już 29 lat, a debiutu w Ekstraklasie jak nie było, tak nie ma. Czy jest wyróżniającym się pierwszoligowcem? Pewnie można by go tak nazwać, wszak załadował trzynaście bramek. Tyle samo co Arkadiusz Aleksander, Dariusz Pawlusiński, Przemysław Pitry i Jakub Grzegorzewski, mniej od Pawła Abbotta i Marcusa Viniciusa, a zdecydowanie mniej od Maciej Kowalczyka z Kolejarza Stróże.

Jagiellonia bierze go raczej na zasadzie: „a może odpali…”. To trochę tak, jakby dziś któraś z drużyn sięgnęła po Janusza Surdykowskiego z Bytovii Bytów. Też chłop ma już 29 lat, strzela w pierwszej lidze (piętnaście goli w minionym sezonie), różnica jest tylko taka, że ma na koncie nic nie znaczące epizody w Ekstraklasie. Tak naprawdę nigdy nie zaistniał. Raczej nie spodziewalibyśmy się po nim wielkich rzeczy.

A Piątkowski takich dokonał. W półtora roku strzelił dwadzieścia jeden bramek i zapracował na przyzwoity kontrakt w drużynie z dużymi aspiracjami. Tak naprawdę jest dowodem na to, że talent i ciężka praca prędzej czy później obronią się same, bez znajomości i pomocy obrotnych menedżerów, którzy potrafią za uszy pociągnąć byle miernotę do Ekstraklasy. Najpierw pierwszy raz, potem drugi, trzeci… Kto wie, ilu takich Piątkowskich biega dziś w niższych ligach, podczas gdy Podbeskidzie testuje przedstawicieli osiemnastu narodów z jakichś ogórkowych lig, zapewniając przy tym, że ich skauting działa, jak należy. Dla nich historia piłkarza APOEL-u powinna być szczególnie motywująca.

Dziś już nie ma sensu pytać Piątkowskiego, gdzie widzi siebie za pięć lat. Pewnie piłkarska emerytura, ewentualnie rekreacyjne kopanie gdzieś w kraju. Raczej za pięć lat zapytamy się, czy miał udaną karierę. Mamy nadzieję, że opowie wtedy, jak to jest słuchać hymnu Ligi Mistrzów z perspektywy murawy – dajmy na to – Camp Nou.

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (0)