Król strzelców królem napastników. Ostatnia część rankingu.
Weszło

Król strzelców królem napastników. Ostatnia część rankingu.

Serię naszych rankingów zamykamy pozycją, która nie powinna tu wywołać kontrowersji. Musiał wygrać Kamil Wilczek. Piłkarz roku w Ekstraklasie i napastnik roku według naszych ligowców. Po kilku latach bezproduktywnego tułania się po lidze 27-latek w końcu eksplodował i to w takim stylu, że raczej nie musi się martwić o przyszłość swojej rodziny. Po takim sezonie chętnych będzie na niego tylu – także z egzotyki – że tylko od Kamila powinno zależeć, czy chce się jeszcze bawić w poważną piłkę, czy raczej w zarabianie pieniędzy. Sami na jego miejscu wybralibyśmy to drugie, mając jednocześnie nadzieję, że… wybierze opcję numer jeden.

Kto drugi? Tutaj mieliśmy gorącą dyskusję toczącą się wokół trzech nazwisk. Zawodników, którzy ten sezon rozegrali – powiedzmy – na podobnym poziomie. Z jednej strony mamy Orlando Sa, który sportowo napastnikiem jest w tych warunkach świetnym, ale rywalizację o atak – jakkolwiek patrzeć – przegrał z kiepskim konkurentem. Z drugiej duet z Jagiellonii. „Finisher” Piątkowski, który co ma, to ładuje i najczęściej mu wpada oraz Tuszyński – zawodnik bardziej kompletny, prezentujący momentami przebłyski klasy europejskiej, ale nie aż tak skuteczny jak „Piątas”. Kto jest najlepszym piłkarzem z tej trójki? Sa. Kto zaliczył najlepszy sezon w lidze? Tuszyński. Stąd taka kolejność. Co nie zmienia faktu, że gdyby Piątkowski dogadał się z Jagą, to pewnie – przy dobrej formie Mackiewicza i Gajosa – dobiłby do dwóch dyszek i zabrał koronę Wilczkowi.

Dalej Brożek, czyli porządny napastnik jak na tę ligę, ale momentami katastrofalnie nieskuteczny, Kuświk, który odpalił w podobnych okolicznościach jak Wilczek, tylko miewa zdecydowanie większe wahania formy oraz Zwoliński – małe odkrycie wiosny i materiał na piłkarza dużego formatu. Dziesiątkę zamyka Sadajew – napastnik dobry, dopóki nie zbliża się do bramki rywali, Robak, który przed kontuzją haratał jak typowy Robak oraz Barisić, którego umieściliśmy tu kosztem Cernycha i Colaka. Wszyscy tej wiosną trąbili w Bydgoszczy o Majewskim, Mice czy Alvarinho, a Chorwat wbił przecież osiem goli i okazał się wzmocnieniem przez duże „W”.

LgPNe6y

TOMASZ ĆWIĄKAŁA

KOMENTARZE (0)