Czy najbogatszy sprinter w Polsce znów kogoś nabierze na piłkarskie CV? 
Weszło

Czy najbogatszy sprinter w Polsce znów kogoś nabierze na piłkarskie CV? 

Już w Warszawie mówiło się, że Miłosz Przybecki piłkarzem wybitnym nie jest, za to zdecydowanie lepiej wypada w lekkoatletyce. Okazuje się, że sprinterowi ze Śremu wystarczyła jedna dobra runda w ekstraklasie, by wypchać skarpetę forsą. Dziś Przybecki przy rozsądnym wydawaniu mógłby mieć zapewne więcej odłożonych pieniędzy niż kadra Polski sprinterów razem wzięta. A wszystko przez to, że jednemu z najszybszych zawodników na polskich boiskach kilkukrotnie udało się zakończyć sprint celnym strzałem lub dograniem w pole karne. 

Słabszą formę Przybeckiego za czasów pracy w Zagłębiu Oresta Lenczyka jeszcze możemy zrozumieć. Trenował u szkoleniowca, który zabijał dynamikę szybkościowców, co między innymi spotkało przecież Waldemara Sobotę. Jednak w ostatnim roku 24-latek miał w Lubinie wszystko to, co tylko mógł sobie wymarzyć. Pracował pod okiem swojego ulubionego trenera, warunki w klubie były znakomite, a do tego wszystkiego gra w I lidze nie wiązała się z większą presją. Piotr Stokowiec często dawał szanse Przybeckiemu, ale nic z tego. Albo gość zupełnie zapomniał, jak się gra w piłkę, albo nigdy nie potrafił w nią grać. W tym sezonie 1002 minuty na boiskach I ligi z dorobkiem ZERO bramek.

Przybecki zawsze bronił się przygotowaniem fizycznym. Jako zawodnik Polonii Warszawa wręcz zaszokował cały sztab szkoleniowy. Podczas badań w Instytucie Sportu zaliczył rezultat 84 centymetrów w skoku dosiężnym. O sześć mniej skacze przecież Cristiano Ronaldo! – Na tle dotychczas badanych przez nas zawodników Przybecki był bezkonkurencyjny – mówili pracownicy Instytutu Sportu. Tyle, że w Lubinie każdy obserwator powtarza, że dziś ten gość ma siłę na dwa, trzy sprinty w meczu. A wszyscy to za wyjściową pensje na poziomie 50 tysięcy (po spadku zapewne została nieznacznie obniżona). Trzeba powiedzieć jasno, że Przybecki jak mało który sprinter wie, jak się ustawić. No bo, że z piłką nożną wspólnego ma niewiele, widzimy na poniższym filmiku.

Latem Przybecki znów będzie musiał kogoś przekonać, że jest piłkarzem, a nie lekkoatletą. W Lubinie już przyznali, że w ich zespole nie zagra i czym prędzej chcą się go pozbyć. Tylko, czy znajdzie się kolejny naiwny, który zaproponuje solidną pensję za trzy sprinty na mecz?

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (0)