To już oficjalne: Cetnarski wznowił karierę!
Weszło

To już oficjalne: Cetnarski wznowił karierę!

Ekstraklasa wystawiła nas dziś na ciężką próbę. Trzy mecze – od 15:30 do 22:30 – i wszystkie – przynajmniej na papierze – tak kuszące jak makaron z twarogiem w indyjskiej restauracji. Co się jednak okazuje? Im dłużej trwa sezon, tym więcej mamy spektakularnych powrotów. Najpierw po 15 milionach minut bez gola do bramki trafił Zjawiński, a dziś… A dziś karierę oficjalnie wznowił Mateusz Cetnarski. I zrobił to w takim stylu, jakby na moment zamienił się umiejętnościami z Isco. „Cetnar”, człowieku, gdzie ty się podziewałeś przez ostatnie lata?

Był sobie piłkarz. Siedem lat temu pokazał się w Bełchatowie, potem za ciężkie pieniądze poholował się jako hamulcowy w Śląsku, aż wyrżnął o dno w Widzewie, gdy rękę wyciągnęła do niego Cracovia. Tam się ogarnął. Pokonał sepsę (!), natrzaskał bramek i asyst w IV-ligowych rezerwach, pomagając im awansować, by w końcu zaorać przeciwnika mniej więcej na takim poziomie, jak właśnie sześć lat temu. Ludzie związani z „Pasami” twierdzą, że 27-latek harował w ostatnich miesiącach jak wół, za co dziś dostał nagrodę. Dwie bramki, kreowanie gry, przemyślane decyzje… Drugie trafienie to już w ogóle FIFA. Pokręcisz gałką, obrońcy się gubią, wciskasz R2 i technicznie od słupka. Młodsi czytelnicy wiedzą, co mamy na myśli.

Dzisiejszy mecz dał odpowiedź, że Cetnarski jak chce, to umie. Dzisiejszy mecz pokazał też, co znaczy elastyczność trenera przy podejmowaniu decyzji. Tak naprawdę nie ma czegoś takiego jak efekt nowej miotły. Można jednak – widząc, że coś nie gra – błyskawicznie wyciągnąć wnioski i zmodyfikować kilka spraw. Przejść na stałą grę czwórką obrońców, cofnąć głębiej Rakelsa, przesunąć do boku Jendriszka, na prawej obronie dać pohasać Deleu… Można – jak się okazuje – zrobić tyle, by zawodnicy Cracovii odkleili od siebie łatkę wiecznych przegranych i zaczęli prezentować fajną, atrakcyjną i skuteczną piłkę. Dlatego też bilans Jacka Zielińskiego – 3-1-0 – świadczy nie tylko o „Zielku”, lecz też o Podolińskim. Dało się to ogarnąć, panie Robercie?

Łęczna wyglądała dziś jak Cracovia przed kilkoma miesiącami. Najlepszym podsumowaniem gry Górnika był kolejny już obrazek Szatałowa na ławce. Najbardziej przygnębionego, dobitego trenera w lidze, którego sama twarz wyraża beznadzieję tego zespołu. Zespołu, w którym tylko jeden zawodnik pokazał dziś klasę. Sergiusz Prusak. Pozostali to zawodnicy dwóch szybkości. Wolni lub bardzo wolni. A przy tym ograniczeni, nieskuteczni, niekreatywni… Beniaminek pędzi tam, skąd przybył.

8cKobyK

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (0)