Krzesełka, na które bezpiecznie można tylko popatrzeć. Absurd stadionu Arki
Weszło

Krzesełka, na które bezpiecznie można tylko popatrzeć. Absurd stadionu Arki

Wiele można polskiemu futbolowi zarzucić, ale z jednego z pewnością możemy być dumni: rewolucja stadionowa stała się faktem. Czasy, gdy nawet kadra grywała mecze w Ostrowcu albo na Widzewie, odeszły na zawsze. Jak Polska długa i szeroka budują się nowiuśkie areny, których zazdrościć mogą nam w teoretycznie możniejszych piłkarsko krajach, choćby w Italii. Ale oczywiste jest też, że te stadiony muszą być podlane konkretną dozą typowo rodzimego absurdu. Tym razem chodzi nam o krzesełka na Arce, na które nie można nawet kichnąć, bo już się rozpadają.

Żartujemy? Przesadzamy? Tak, ale tylko troszkę. Posłuchajcie prezesa Petrkiewicza i jego apelu na łamach trojmiasto.sport.pl: – Mamy piękny stadion, szanujmy go i wspólnie o niego dbajmy. Kibiców prosimy, by nie stawali na krzesełkach, nie opierali się o nie, nie kopali ich.

Wspólna troska o piłkarski dom Arki? Pełna zgoda. Nie skakanie po siedziskach, nie kopanie ich? To nawet nie powinno podlegać dyskusji, kwestia dobrego smaku. Ale dajcie spokój: nie opieranie się?! Arka ma krzesełka, o które nie można się opierać, bo od razu pękają? Ba, „Przegląd Sportowy” donosił swego czasu, że niebezpieczne dla tych eleganckich siedzisk mogą być… uderzenia piłki, wylatującej w trybuny. A może Stadion Miejski w Gdyni jest też wyposażony w schody, po których nie można wchodzić, a także toalety rozpadające się pod wpływem dłuższego posiedzenia?

Może i śmieszne, ale nie dla szefostwa Arki, które z tytułu zniszczonych krzesełek musi bulić grubą kasę. Bo powiedzmy jasno: nie wspomniany Petrkiewicz czy ktokolwiek inny w klubie winny, że operator areny, Gdyńskie Centrum Sportu, kupuje taki chłam. Nikt w Trójmieście nie ma takich kłopotów, ani żużlowcy, ani trzecioligowy Bałtyk (i grający tam rugbiści), ani Lechia. Jedna Arka może jedynie mieć nadzieję, że przy najbliższym przetargu GCS nie kupi najgorszego szrotu, jaki tylko będzie dostępne na rynku, a za które to pseudooszczędności ostatecznie beknie klub, nie operator. Do końca zapasów magazynowych ten nonsens jednak będzie trwać.

Zadajemy pracę domową dla wszystkich, którzy w Polsce zajmują decyzyjne stanowiska w klubach i firmach – operatorach stadionów: namierzcie kto wyprodukował gdyńskie krzesełka. To istotna wiedza. Inaczej wciąż istnieje ryzyko, że gdzieś w kraju będzie piękna arena, ale wyposażona w przeciekający dach, bramki przewracające się po strzałach i piłki, których nie wolno kopać.

Aha, za oszczędności gdyńskich władz zapłacą również… kibice Stomilu Olsztyn, którzy za połamane krzesełka w sektorze gości będą musieli odcierpieć karę zakazu wyjazdowego. Ciekawi nas w jaki sposób działali wandale z Warmii – opierali się o krzesełka, czy może nieopatrznie postawili na nich podróżne termosy, stanowiące zbyt wielkie obciążenie dla tych delikatnych rękodzieł?

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (0)