Drągowski? Prawie najwyższy współczynnik „brilliant saves” w Europie
Weszło Extra

Drągowski? Prawie najwyższy współczynnik „brilliant saves” w Europie

Bartłomiej Drągowski zadziwia niemal w każdym występie. Ledwo zdążyliśmy opublikować dłuższy wywiad z nim i jego ojcem, a 17-latek znów zniszczył system, tym razem w spotkaniu z Łęczną. Skąd w Jagiellonii pojawił się taki talent? Jak go nie zepsuć? W jaki sposób pracować, by jeszcze bardziej poprawić jego braki? Wreszcie – jakie w ogóle ma braki? O tym i o wielu innych sprawach związanych ze szkoleniem bramkarzy bardzo fachowo (zasługa rozmówcy, wiadomo) pogadaliśmy z Grzegorzem Kurdzielem, trenerem golkiperów Jagiellonii Białystok.

Może to zbieg okoliczności, ale Bartłomiej Drągowski pokazał się szerszej publiczności akurat podczas twojej kadencji jako trenera bramkarzy. Jego dotychczasowa gra musi podobać się każdemu, ale ciekaw jestem, co wyróżnia go, jeżeli spojrzeć bardziej fachowym okiem.

Najważniejsza jest głowa. Dopiero kiedy będziesz dobry od szyi w górę, możesz zostać zawodnikiem przez duże „Z”. Drągowski jeszcze nie bronił w meczach na najwyższym europejskim poziomie, ale posiada cechy, które pozwalają wierzyć, że sprawdzi się nawet w takim towarzystwie. Jakie? Miarą talentu jest szybkość przyswajania nowych ruchów. Bartek to ma. Kiedy po raz pierwszy spotkaliśmy się na treningu, nie miał jeszcze 17 lat, a musieliśmy wrócić do nauczania tylko w przypadku dwóch elementów. Pozostałe trzeba było doskonalić, a wiele cech ma nawet lepszych niż starsi bramkarze. Świetny timing, dobre czytanie gry, zachowanie w bramce, refleks, gra na linii… Mógłby tylko więcej piłek łapać zamiast piąstkować po dośrodkowaniach, ale wszystko przyjdzie z czasem.

A nad czym musieliście najbardziej pracować?

Nad drobnymi elementami, które poprawiają skuteczność. Bardzo szczegółowe sprawy. Wchodzimy w to?

Jasne. Wprowadźmy trochę fachowości.

Taka głupia sprawa, jak wyrzut ręką. Barek robił to niepoprawnie technicznie. Wyrzucał bokiem, nie nakrywając piłki, przez co tracił kontrolę nad celem. Wychodzi wtedy tzw. banana throw. W prosty sposób można oddać piłkę przeciwnikowi, a piłka zgubiona na 40. metrze kończy się w 50% sytuacji golem. Mocno pracujemy też nad lewą nogą. Kiedyś Bartek miał problem, żeby – powiem niefachowo – dokopać piłkę do połowy. Teraz ją uderza i to w większości przypadków celnie.

Brakowało siły?

Brakowało techniki wykonania. Całe ciało musi być skoordynowane. Jeżeli noga postawna jest wyrzucona metr od piłki, kolano za mocno się ugina albo stopa nie jest sztywna, uderzenie nigdy nie wyjdzie stabilnie. Za każdym razem będzie inne.

Rozwinął się też siłowo.

Śmieszna historia, bo wręcz z nim walczymy, żeby nie chodził na siłownię bez kontroli. Nie zabraniamy mu tego, ale podczas treningu siłowego łatwo sobie zrobić krzywdę. Budowanie mięśni musi być racjonalne. Każdy młody chce dobrze wyglądać – zestaw plażowy klata plus biceps – ale musimy też przestrzegać przed konsekwencjami. Bartek za bardzo poszedł z treningiem na masę. Rozrósł się za szybko. Jest za młody na obciążenia treningowe, jakie sam sobie zaordynował. Podobna sytuacja była przed Lechem – „Drążek” chciał grać, ale drobne urazy mają to do siebie, że często powodują kolejne drobne urazy. Wracają i wracają. Gdyby wtedy wyszedł na mecz, to byłaby chora ambicja. Starsi zawodnicy mają doświadczenie i lepiej znają swoje ciało, ale w przypadku młodszych to trener musi podejmować decyzje: nie jesteś w 100% zdrowy, nie grasz.

Sergio Ramos powiedział kiedyś, że nie widział Casillasa na siłowni przez siedem lat.

Znamy przykłady wielu atletycznych bramkarzy, którzy z powodu takiej budowy ciała dziś wykonują inne zawody. Pierwszy z brzegu – Aleksander Kłak. Atleta, świetna sylwetka, mógł zrobić wielką karierę, ale barki nie wytrzymały. Do czego zmierzam – trening strzelecki, na którym bramkarz zaliczy sto interwencji, do których musi się odbić, sam w sobie daje wystarczające obciążenie. Trzy takie zajęcia są jak trening siłowy. Silne nogi i odpowiednia technika bronienia to połowa sukcesu, ale trening budujący siłę eksplozywną trzeba planować ostrożnie, bo zbyt intensywne ćwiczenia mogą wyrządzić krzywdę. Edwin van der Sar w wieku 35 lat powiedział, że w trakcie okresu startowego praktycznie nie pracuje nad fizycznością. Jasne, każdy ma swoje przyzwyczajenia – jeden lubi podnieść ulubiony ciężar na klatę, drugi pomachać hantelkami – ale jeżeli ktoś nabierze złych nawyków, to potem niewłaściwie będzie wykonywał podstawowe elementy techniczne.

Grzesiek Szamotulski zwrócił mi kiedyś uwagę, że jeden z uznanych bramkarzy ligi traci najwięcej na tym, że przed strzałem napastnika robi krótki skok do tyłu, przez co gubi dynamikę.

Czyli zbędny ruch. Zaliczyłem kiedyś tour przez akademię i obiekty Ajaksu. Na koniec dziewczyna oddelegowana z lokalnego uniwersytetu pokazała nam centrum miCoach. Pokój 15 metrów na 15, wiele kamer i dwie osoby z uczelni współpracujące z klubem. Na przykładzie Kennetha Vermeera zobaczyliśmy, na jakie rzeczy zwracają tam uwagę. Kamerowali go wyłącznie podczas interwencji i też zauważyli, że traci wiele bramek wyłącznie przez taki naskok. Podczas strzału bramkarz znajduje się w powietrzu, więc na logikę – nie ma z czego skoczyć. Ajax to w ogóle inny poziom. Nie wszyscy trenerzy bazują na takich danych, ale tam badają biomechanikę ruchu i kąty ustawienia nawet u 11-latków, a potem eliminują te błędy. Niby to tylko dodatek, ale skoro widzą je u takich dzieci, to możemy sobie wyobrazić, jak one będą wyglądały w przyszłości.

Przygotowują maszyny.

Maszyn nigdy nie będzie, bo nigdy nie wiadomo, jak się kto zachowa w kryzysowej sytuacji. To raz, a dwa – Eredivisie poszła ostatnio w dół i sam Ajax nie eksportuje już tak topowych piłkarzy. Czasy się zmieniają. Kiedyś obcokrajowiec w Holandii musiał zarabiać określoną kwotę, by w ogóle grać. Rozmawiałem o tym z Filipem Kurtą i Mateuszem Prusem, gdy występowali w Rodzie Kerkrade. Z ich ówczesnymi zarobkami kiedyś nie mogliby się nawet zmieścić w limitach dla zagranicznych zawodników.

Wróćmy do Drągowskiego – przechodząc do Jagiellonii, na pewno przygotowałeś sobie jakiś research i wiedziałeś, czego się spodziewać, ale na treningach też było widać, że masz do czynienia z perełką?

Słyszałem takie opinie, ale po treningach nie zadawaliśmy sobie pytania, czy damy mu szansę, tylko kiedy. Już przed rundą jesienną zastanawialiśmy się, czy dać mu jedynkę, ale stwierdziliśmy, że to może być jednak za głęboka woda. Aż przyszedł mecz ze Śląskiem. Typowa sytuacja awaryjna i super przetarcie przed następnym meczem. Często jest tak, że bramkarz zaliczy dobry debiut z zaskoczenia, bo nie wie, jak to wszystko smakuje, potem przez cały tydzień myśli o następnej kolejce i pojawia się problem. Bartka to nie dotyczyło. W żadnym meczu nie zawiódł. Średnia punktów z nim w składzie jest bardzo wysoka, ale pamiętajmy – ma dopiero 17 lat i wiele się może zdarzyć. I niekoniecznie mówię tu o piłce.

Obawiacie się?

Złe słowo. Musimy być czujni. Nikt nie był przygotowany, że Drągowski będzie grał tak dobrze. Możesz mieć materiał na świetnego bramkarza, ale przychodzi moment egzaminu i pytania mogą nie podejść. Jemu podeszły wszystkie.

Ma też masę szczęścia. Często ratują go słupki i poprzeczki.

Nie patrzę tak na to. Szczęście? Na to też sobie trzeba zapracować. Przecież do strzału teoretycznie niecelnego nie musiałby się nawet rzucać. Wide target. Jaki Bartek ma wpływ, że ktoś uderza w poprzeczkę i piłka wpada mu w ręce? Tytułem ciekawostki – sprawdziliśmy, ilu 17-letnich bramkarzy gra regularnie we w miarę poważnych europejskich klubów. Jeden. Milinković-Savić w Vojvodinie Novi Sad, ale i tak jest wypożyczony z Manchesteru United. I tyle. Jest jeszcze bodaj jeden bramkarz gdzieś w II lidze słowackiej, ale i tak ma gorsze warunki od Drągowskiego. Bartek ma 1,91 metra, a nie 1,88, jak podają statystyczne portale. Ten pomiar był aktualny, gdy miał 15 lat. Żeby jeszcze się nie garbił, to byłoby super. Mówiąc serio – prezencje ma bardzo dobrą. Wygląda po prostu jak dorosły bramkarz.

Maciej Szczęsny zwrócił uwagę, że cechuje go niesamowity spokój po tych najtrudniejszych interwencjach. Łapie piłkę z taką postawą, jakby ktoś ją do niego poturlał.

Nie robi zbędnych ruchów. To gra psychologiczna. Napastnik też się blokuje widząc, że bramkarz łapie niemożliwą piłkę, a przyjmuje to ze spokojem.

Rozmawiamy o Drągowskim, ale tak naprawdę niewielu trenerów bramkarzy miało w tym sezonie komfort pracy z trzema tak dobrymi bramkarzami. Na tej pozycji macie prawdziwy problem bogactwa.

Kuba Słowik trenował z nami do końca poprzedniej rundy, ale to prawda. I on, i Krzysiek Baran spokojnie mogliby bronić w Ekstraklasie, ale Kubie – który ma chyba najwyższe umiejętności techniczne z tej trójki – daliśmy wolną rękę w poszukiwaniu klubu. Kłopot bogactwa czasem nie służy rozwojowi. Trzech nie może bronić. Klub super zachował się natomiast w stosunku do Krzyśka. Kiedy miał kontuzję przedłużono z nim kontrakt.

Problem bogactwa to w tym przypadku faktycznie kłopot czy raczej sytuacja dająca dużą swobodę?

Kłopotu nie ma, jeżeli od początku ustalisz hierarchię. Wtedy nie będzie niedomówień. Bramkarz numer trzy walczy o drugą pozycję, a drugi o pierwszą. Trudno jednak przeskakiwać te szczeble przez mecze w III-ligowych rezerwach lub treningów taktycznych albo mikrocyklów, w trakcie których bramkarze nie mają kiedy się pokazać. Co z tego, że ktoś zaliczy dwie interwencje przy 100-osobowej publiczności na słabym boisku i bez presji? Hierarchię ustaliliśmy po sparingach, ale kontuzja Krzyśka i czerwona kartka Kuby ze Śląskiem ją zburzyła. W ten sposób szansę dostał Bartek i zagrał tak, że ciężko byłoby go ściągnąć z bramki.

Trener Probierz mówił mi, że oceniacie bramkarzy w pięciomeczowych cyklach. Czyli nie do pierwszego błędu.

Oczywiście. Układ pierwszy-drugi musi być klarowny, bo gdy mamy dwie jedynki, wychodzi półtora, a to nikomu nie służy. Jeden błąd nie może skasować bramkarza. Nie czuliby komfortu ani wsparcia. Nawet mogliby sobie nie kibicować. Niezdrowa sytuacja i trening mniej efektywny. W naszej sytuacji bramkarze wiedzą, na czym stoją, zawodnicy z pola mają świadomość, z kim grają i przyzwyczajają się do pewnych zachowań.

Arkadiusz Malarz zmieniał się w Panathinaikosie z Mario Galinoviciem co pięć meczów. Mieli taką sztywną zasadę.

Też tak grałem jako zawodnik. Najpierw do przegranego meczu, a potem do straconej bramki. Kuriozalna sytuacja. Nie złapiesz rytmu meczowego, co pewnie potwierdzi sam Arek. Bramkarz musi czuć się pewnie. Ta pozycja wymaga stabilizacji.

Mówisz, że trudno byłoby zdjąć Drągowskiego po jego wyczynach, ale to samo można powiedzieć o występie Barana ze Śląskiem. Interwencja po strzale Flavio to highlight do pokazywania w całej Europie.

I pewnie drugi raz wygra interwencję sezonu. Dla takich akcji gra się w piłkę. Sam Krzysiek – co ciekawe – mówił, że ta obrona była instynktowna, a bardziej zadowolony był z innej, którą wykonał perfekcyjnie technicznie. Rozmawialiśmy też przed meczem. Baran znał swoją sytuację. Wiedział, że może go czekać jeden mecz. Mówiłem: „Krzysiek, nie chciej zostać bohaterem za wszelką cenę. Jeżeli się uda, wszyscy podniesiemy ręce do góry. Rób to, co do ciebie należy”. Wyszło idealnie.

Obronienie strzału Paixao to – powiedzmy umownie – 10/10. Problem w tym, że Drągowski zaliczył kilkanaście interwencji na poziomie 8-9/10.

W naszej pracy korzystamy z systemu InStat. Trzeba dążyć do najlepszych, więc porównujemy na jakim procencie skuteczności grają nasi bramkarze w zestawieniu z fachowcami najwyższej klasy, dopasowując oczywiście do stylu drużyny. Neuer ma 92% skuteczności podań, ale w 50% są one krótkie – to wynika ze stylu Bayernu. Inni bramkarze z topowych drużyn, ale grających w inny sposób, mają 83%. Miejmy na uwadze, że często wprowadzamy piłkę z piątego metra długim zagraniem. Przeciwnicy nie pozwalają nam rozgrywać, więc skuteczność przy długich podaniach Drągowski musi mieć niższą. Na poziomie 77%. Jeżeli podniesie ją o pięć, będzie na poziomie bramkarzy topowych, jak Courtois.

A jak wypada w innych statystykach?

Jest w InStacie taka ciekawa rubryka. Brilliant saves. Pod tym względem Bartek ma prawie najwyższy współczynnik w całej Europie! Inni mogą być lepsi, ale to też wynika z gry w danej drużynie. Neuer może wybronić trzy proste sytuacje i imponować statystykami z racji gry w lepszej drużynie. Na bazie tych liczb da się wyłowić wielu bramkarzy ze średnich klubów, którzy naprawdę się wyróżniają. A jeżeli bramkarz – nawet grając w słabszej drużynie – nie „robi” drużynie punktów, to nie jest dobrze. U nas duży wpływ na wyniki mieli i Bartek, i Krzysiek. W dzisiejszym futbolu 80% kontaktów bramkarza z piłką to jej wprowadzenie do gry. To wiele mówi o tym, w jakim kierunku ewoluujemy. Coraz mocniej skupiamy się na grze nogami. Neuer też nie urodził się z takim poziomem. Do wszystkiego dochodził etapami, co sam miałem okazję obserwować na treningach Schalke. Na początki kariery nie grał tak świetnie. Tym bardziej, że wywodzi się ze szkoły niemieckiej, gdzie na grę nogami nie kładziono największego nacisku.

Przykładem Oliver Kahn.

Robił to przeciętnie. Po wprowadzeniu przepisu o tym, że bramkarz nie może łapać piłki od swojego zawodnika, charakter treningu się zmienił. Jedni zaadaptowali się szybciej, drudzy wolniej. Dziś jednak każdy wręcz musi pracować nad grą nogami, bo jeszcze parę lat temu była mieszanka.

Wasi bramkarze też uczestniczą w grach na utrzymanie, jak w Bayernie?

Tak. Zakładają normalne koszulki zawodników z pola. Pierwsze treningi wyglądały jednak fatalnie. Nie umieli się odnaleźć. Specyfika gry w bramce, gdy nie masz wokół tłumu, jest zupełnie inna. W polu otoczenie ciągle się zmienia. Czasu jest coraz mniej. Uczysz się szybciej podejmować lepsze i bezpieczniejsze decyzje. Po tych grach na utrzymanie widać u nas progres. Bardzo wyróżnia się Bartek, który sam grał w polu i przeniósł wiele cech, ale Krzysiek też już nie odstaje. Trzeba dążyć do najlepszych. Zdarzają się jednak tacy bramkarze, jak Neuer, którzy po prostu mają błysk. Trudno to wytłumaczyć, ale od niego ten błysk aż bije. Olbrzymia siła eksplozywna, którą widać w każdej interwencji, zasięg ramion, warunki fizyczne, proporcje, prezencja w bramce, brak zbędnych ruchów… No i głowa. Potrafi sobie radzić w najtrudniejszych sytuacjach. Sam często walczę z naszymi bramkarzami, by nie wykonywali niepotrzebnych ruchów. Np. żeby wychodzili do piłki efektywną ścieżką, czyli czterema-pięcioma krokami. Niech nie marnują energii. Wiele zależy od stylu sędziowania, ale niektórzy bramkarze wręcz dostają zakaz wychodzenia do dośrodkowań na przedpole, bo przed nimi strefa jest tak wąska, że nie ma gdzie wybiec. Wtedy wystarczy lekkie wytrącenie z biegu przez przeciwnika i nie ma szans na skuteczną interwencję. Wówczas najważniejsza jest reakcja w samej bramce.

Widziałeś, jak Gary Neville przeanalizował grę Davida de Gei?

Widziałem i jestem zachwycony. To nie przypadek, że bramkarze, którzy pracują z Fransem Hoekiem, robią taki postęp. Patrz na skład Hiszpanii z mundialu – dwóch od niego: Valdes i De Gea, a w odwodzie pozostaje Pepe Reina. Neuer tak samo – grę na przedpolu mocno udoskonalił pracując właśnie z Hoekiem za kadencji van Gaala.

Hoek to największy autorytet dla trenerów bramkarzy?

Świetnymi fachowcami są też trener Dowhań i Dawidziuk, których podglądałem w ramach stażu. Bardzo ich cenię. Hoeka słuchałem natomiast tylko na jednym wykładzie, ale efekty jego pracy mówią same za siebie.

Czego się dowiedziałeś?

Wykład był bardzo ogólny, ale Hoek podzielił bramkarzy na dwa typy – reaction type i anticipation type. Reagujący i przewidujący. O, kolejny wychowanek Hoeka – van der Sar. W pewnym momencie najlepszy bramkarz na świecie. Kiedyś Rafał Janas przyjechał oglądać Bartka pod kątem kadry i zauważył, że „Drążek” nie gra za wysoko. Nie możemy jednak tak młodemu zawodnikowi nałożyć tylu obowiązków, bo chłopak zwariuje. Niech najpierw będzie skuteczny w bramce. Na resztę przyjdzie czas. Widzisz, wszystko to proces. Łapiesz stabilizację na pierwszym etapie, przechodzisz do następnego. Jako drużyna często bronimy też głęboko, więc Bartek nie ma tylu okazji, by stać – jak Neuer – na połowie połowy i czytać kontrataki rywali. Nie jesteśmy Bayernem, który w każdej sytuacji gra atakiem pozycyjnym i bramkarz musi być wysoko.

Wiem, że to laickie pytanie, ale nie sądzisz, że Neuer momentami zwyczajnie przesadza z tym ustawieniem?

Ale nawet jeśli popełni błąd, to i tak nikt go nie zauważy, bo w międzyczasie uratuje 15 innych sytuacji, a drużyna wygra 3:1. Wróci w poniedziałek do domu i – umówmy się – nie będzie się martwił o swoją przyszłość.

Przestrzegasz swoich bramkarzy przed wychodzeniem?

Główna zasada, gdy bramkarz gra pierwszy mecz w rundzie: „rób to, co do ciebie należy. Nie szukaj przygód poza bramką. Jeżeli poczujesz się pewnie, spróbuj w drugiej-trzeciej kolejce”. Każdy musi złapać rytm. Mówiłem to wiele razy Mariuszowi Pawełkowi w Wiśle: nie podejmuj decyzji, które mogą ci zaszkodzić. W końcu wpadł w taki rytm, że zaliczył naprawdę bardzo dobrą rundę. Sam sobie pomógł.

To taki typ, który potrafi bronić świetnie przez kilka kolejek, by w końcu zaliczyć spektakularnego babola. Jaki jest jego problem?

Nie uważam, że ma problem. Błędy zdarzają się każdemu, a wszyscy, którzy pracowali z Mariuszem, mają o nim bardzo dobre zdanie. Przypięto mu tylko niewdzięczną łatkę. Z czego jednak mogą wynikać błędy? Czasem najłatwiejsze piłki okazują się najtrudniejsze. Piłka jest wredna. Jeżeli ją zlekceważysz, to zrobi ci psikusa. Zawsze powtarzam: bramkarz nie może kombinować. Proste piłki wymagają największej koncentracji. Jeżeli nie obronisz trudnej, żaden problem. Taki zawód.

Zaczęliśmy od Drągowskiego, to Drągowskim zakończmy. Sugerujesz mu, do jakiej ligi powinien trafić?

Sugeruję jedynie, że jeżeli w końcu odejdzie, to niech wybierze taki klub, który zagwarantuje mu granie. Jeżeli trafi do poczekalni – nawet jeśli będzie podglądał na co dzień wybitnego bramkarza – to może zmarnować talent. To problem dużych klubów – nikt nie zaufa młodemu. Wszyscy oczekują wyników, a każda pomyłka może cie wypchnąć do poczekalni na trzy lata. Często decyduje przypadek – pamiętamy Casillasa. Kolega doznał kontuzji, wskoczył w wieku 16 lat i pozostał w bramce do dziś. Valdes? Podobna historia. Jedyny przykład bramkarza wychowanego od A do Z przez akademię na tym poziomie to van der Sar, ale to już wynika z profilu klubu. Weźmy Courtoisa – Chelsea kupiła go z założeniem, by od razu wypożyczyć do regularnej gry w Atletico. Takie – nie chcę użyć tego słowa – układy albo relacje biznesowe pomagają w kształtowaniu karier. I jest big deal. Wszystkie strony zyskują, a przecież ten Courtois był w podobnej sytuacji jak Bartek. W wieku 17 lat zadebiutował w Genku, wygrał ligę belgijską, czyli wcale nie topowe rozgrywki, ale idealne, by się wypromować. Nie współpracujemy jeszcze z największymi agencjami na świecie – takie są realia – ale fajnie byłoby, gdyby Bartek miał taką sytuację startową jak Thibaut. To nie jest bramkarz do poczekalni.

Rozmawiał TOMASZ ĆWIĄKAŁA


 Fot. Jagiellonia.pl