Jaga dostaje kolejny cios, ale w tym sezonie jest niezniszczalna
Weszło

Jaga dostaje kolejny cios, ale w tym sezonie jest niezniszczalna

Jeszcze przed meczem z Legią – tarcia na linii Mateusz Piątkowski – Michał Probierz, które poskutkowały absencją najlepszego strzelca Jagiellonii. Podczas 90 minut na boisku lidera – dwie kontuzje, z których jedna okazała się wyjątkowo poważna. Marek Wasiluk następny mecz zagra za dziesięć miesięcy. Zerwane więzadła krzyżowe. Do tego jeszcze Frankowski, Martin Baran, a nade wszystko – Dani Quintana, którego odejście wydawało nam się równoznaczne z walką Jagi gdzieś w dolnej ósemce.

Chyba każdy, kto ostatnio śledził ligę, wiedział, że wyjazd jednego z najbardziej kreatywnych i najlepszych technicznie pomocników będzie dla Jagi sporym ciosem. Quintanę jednak udało się zastąpić. W bramce wystrzelił Drągowski. W pomocy doszedł Mystkowski, jest też Frankowski. Na każdą dziurę w składzie przypada utalentowany – jeśli nie junior, to chociaż „młodzieniec”. Cały czas wspominamy ze śmiechem sytuację, gdy Drągowski prosił „pana Sebastiana” o pokrycie lewej strony. Czy to nie znamienne? Jaga sięgnęła do rozwiązań, których w Ruchu czy innej Koronie zwyczajnie się bali. Magiczną granicę 30 lat przekraczają tylko Grzyb i Piątkowski. Powoli dojeżdża do niej Madera. Reszta? Nawet ci stosunkowo bardziej doświadczeni – Dzalamidze czy Gajos – to wciąż roczniki 1991 i 1992. A gdzie Straus, gdzie wspomniani Drągowski-Frankowski-Mystkowski?

Naprawdę zaczyna nam się podobać to, co tworzy się w Białymstoku. Nowy stadion, całkiem spory potencjał kibicowski – w końcu w mieście i w całym rejonie Jaga nie ma większej konkurencji. Trener, który ma wprawdzie swoje wady, ale któremu nie można odmówić wizji i charakteru. Do tego ta utalentowana młodzież i – co ważniejsze – jaja, by wprowadzić ją do ekstraklasowych realiów.

Niezniszczalna? Może to za duże słowo, ale mamy wrażenie, że Jagiellonia w tym sezonie przeżyje i brak Barana, i brak Wasiluka. Skoro poradziła sobie bez Quintany, a w Warszawie rozbiła lidera bez swojego najlepszego strzelca, zaczynamy podejrzewać, że Probierz podpisał jakiś pakt z siłami nadprzyrodzonymi. Jasne, to pierwszy mecz rundy, w dodatku z Legią II, jasne, przed nami jeszcze podział punktów oraz tysiąc innych możliwości wypieprzenia się na jakimś Zawiszy albo innym Ruchu.

Na dziś jednak – zwyczajnie, po ludzku, trochę nie w naszym stylu – musimy pochwalić białostocczan. Wraz z życzeniami powrotu do zdrowia dla Wasiluka dodać, że co ich nie zabije – to wzmocni. A jeśli wróciłby jeszcze Quintana… Cóż, wtedy Jaga faktycznie może w tej lidze bardzo ciekawie zamieszać.

Fot.FotoPyK

KOMENTARZE (0)