Advertisement

Image and video hosting by TinyPic
Śmiałem się, że jeśli się nie uda, jadę na rusztowania do Danii
Weszło Extra

Śmiałem się, że jeśli się nie uda, jadę na rusztowania do Danii

Żarty z Kuciaka, kulisy wakacji w Tajlandii, brak rywalizacji w Legii, wylot za całokształt w Bełchatowie, występy w Junior Kozaku i transfer do Lechii. O tym opowiedział Łukasz Budziłek, nowy bramkarz gdańskiego zespołu.

Jesteś właśnie w trasie z Warszawy do Gdańska, więc masz czas, by się zastanowić nad ostatnią rundą. Wyjeżdżasz z większą radością czy niedosytem?

Legia dała mi czteroletni kontrakt – uważałem to za coś przyszłościowego, ale po pół roku sytuacja diametralnie się odwróciła. Klub zmienił politykę co do bramkarzy. Uznali, że potrzebują doświadczonego zmiennika. Rozumiem, że według trenera Berga nie byliśmy z Konradem godnymi rywalami dla Dusana, ale może najpierw wypadałoby taką rywalizację stworzyć? Po każdym okresie przygotowawczym widać, że Dusan bronił najwięcej, więc odpowiedź nasuwa się sama. Bądźmy szczerzy – inaczej to sobie wyobrażałem, ale wiem, że to Legia. Najlepszy klub w Polsce. Cieszę się, że odchodzę akurat do Lechii, bo tam pracują, by do tej Legii doskoczyć. Mamy wielu zawodników o dobrym CV i jeżeli trenerowi uda się to złożyć do kupy, może wyjść fajny projekt.

Kuciak faktycznie popełnił jesienią sporo błędów, ale to w dalszym ciągu fachowiec wysokiej klasy. Samo nasuwa się pytanie, czy ten gość miał prawo z kimkolwiek rywalizować.

Zgadza się, ale rywalizacja sportowa polega na porównaniu aktualnego poziomu sportowego, a nie zasług. Nie odbieram ich jednak Dusanowi, bo wiele cech przemawia na jego korzyść. Choćby bogate doświadczenie, którego ja nie mogłem zagwarantować.

Faktycznie nastawiałeś się na rotację w bramce?

Cofnijmy się o pół roku – niby interesowało się mną kilka klubów, ale tylko Legia złożyła konkretną propozycję. A Legii się nie odmawia. Kalkulowałem, że rozegram kilka meczów w pierwszym zespole, uzupełnię regularnymi występami w rezerwach – w przeciwnym razie po rundzie lub sezonie pójdę na wypożyczenie. Uważam się za myślącego człowieka – chciałem się pokazać, ale wiedziałem, że bronił będzie Dusan. Gdybym jesienią zaliczył – jak Konrad – cztery-pięć meczów i tyle samo dołożył wiosną, to – jak na pierwszy rok w Legii – byłoby nieźle.

Większość osób w prywatnych rozmowach twierdzi, że na treningach wyglądałeś bardzo dobrze.

Też spotykałem się z takimi opiniami, ale najważniejsza osoba miała inne zdanie. Jeżeli człowiek z każdej strony słyszy, że jest dobrze, a sytuacja się nie zmienia, to co może zrobić? Zapieprzałem jeszcze bardziej. Tak jak w Bełchatowie. Tam na mnie nie postawiono, ale życie odpłaciło mi to w Katowicach.

Pytałeś Berga o swoją sytuację?

W Legii trener co pół roku omawia indywidualnie sytuację każdego zawodnika. Usłyszałem, że w moim przypadku sprawa jest otwarta. Zagrałem dobrze w sparingu z Karabachem i po cichu liczyłem, że moja sytuacja jednak się nie zmieni.

A od Berga co usłyszałeś?

Zarzucił mi, że potrafię obronić super piłkę, a potem puścić taką, która byłaby spokojnie do wyjęcia. Chwalił natomiast za dobrą współpracę z drużyną, grę nogami i czucie gry. Tyle. Jechałem na obóz do Hiszpanii, by walczyć o miejsce na ławce, ale wszystko poszło błyskawicznie. Legia osiągnęła porozumienie z Bełchatowem, w międzyczasie Lechia wypożyczyła Trelą i właściwe stanąłem przed faktem dokonanym. Paradoksalnie to było najlepsze wyjście.

O Malarzu mówiło się jednak od dawna. Nie niepokoiło cię to?

Trzymałem rękę na pulsie i wiedziałem, że trzeba będzie reagować. Gdyby Malarz przyszedł wcześniej, miałbym więcej czasu, by pokazać się trenerowi w nowym klubie.

Masz dziwną karierę. 24 lata, dość rozbudowane CV, a pokazałeś się jedynie w pierwszej lidze.

Już odchodząc z Bełchatowa, nie uważałem się za młodego. Młody jest Drągowski, który wchodzi do ligi w wieku 16 lat i super sobie radzi. Tak sobie ostatnio myślałem, że mam w CV fajne kluby, ale co z tego? Potrzebuję grania.

Co więc stanęło na przeszkodzie? Z Bełchatowem pożegnałeś się w dość niejasnych okolicznościach.

Wyleciałem za całokształt (śmiech).

Czyli?

Po tym, jak zostałem przeniesiony do rezerw, przeczytałem fajny komentarz na 90minut.pl. Kiedyś za całokształt dawano nagrodę Nobla, a teraz można za to wylecieć z pracy. Nie wiem do końca, o co poszło. Jedno jest pewne – w Bełchatowie chcieli przewietrzyć szatnię. Uznali, że to ja powinienem opuścić klub – stąd przesunięcie do rezerw. Najpierw rywalizowałem z Łukaszem Sapelą, który miał dobrą formę i był wychowankiem jak ja. Potem przyszedł Stachowiak. Na dwa tygodnie przed ligą miałem sygnały, że zacznę bronić, ale Adam wybronił nam mecz w Pucharze Polski i mogłem pomarzyć. Następnie zmienili się trenerzy – Złomańczuk zastąpił Kieresia i… To była dziwna sytuacja. Adam łapie kontuzję, przerwa na reprezentację, nie trenuje 13 dni, przychodzi na rozruch przed Podbeskidziem, nie może normalnie ściągnąć koszulki, ale wychodzi grać. Zdałem sobie sprawę, że jeżeli nie postawili na mnie wtedy, to nie zrobią tego nigdy. Wkrótce zostałem zesłany do rezerw, ale – dzięki Grzesiowi Fonfarze, który mnie polecił – trafiłem do GKS-u. Pojechałem na testy, potrenowałem tydzień z drużyną i podpisałem kontrakt. To – jak dotąd – najlepsza sportowa decyzja w życiu.

Nie bałeś się testów w klubie targanym różnymi problemami? Gdyby tam ci nie poszło, mógłbyś totalnie zaginąć.

Śmiałem się z „Maczkami” i ze „Zboziem”, że jeśli się nie uda, to jadę na rusztowania do Danii i będę szukał grania w niższych ligach. Wiedziałem, jaka jest sytuacja finansowa GKS-u, ale jechałem do Katowic z nastawieniem, że na nic nie narzekam. Dziś polecam to miejsce każdemu piłkarzowi, który nie gra regularnie w Ekstraklasie. Klub ze stolicy Śląska, ogromne zainteresowanie, dużo kibiców…

Mieliście tam pozytywną rywalizację…

Nigdy nie miałem pretensji do bramkarzy, że nie gram. Trener decyduje. O Duszanie ludzie mówią, że nie ma kolegów i takim pytaniem właśnie mnie powitał: „to ty nie wiesz, że nie mam kolegów?!”. Ale i tak mieliśmy dobry kontakt. Najpierw śmialiśmy się z Konradem z Duszana, że jest gruby, później odwrotnie, gdy waga skoczyła Konradowi. Ogólnie było wesoło.

Chodziło mi o to, że „rywala” z Katowic, Rafała Dobrolińskiego zaprosiłeś na wakacje do Tajlandii.

Jak zaprosiłem?

Podobno mu postawiłeś wyjazd.

Nie no, gdzie tam? (wybuch śmiechu) Bez przesady. Rafał chyba dobrze zarabia w GKS-ie, ale wykonałem taki sam zabieg, jak „Zboziu” przed rokiem ze mną. Grałem regularnie i uznałem na euforii, że skoro idzie tak dobrze, to jadę. „Zboziu” mnie namówił, że jakoś dam radę. Najwyżej będę potem wyświetlał chleb na ścianie i jadł tynk. Rafała przekonaliśmy tak samo. Potem dopiero został odsunięty. 

A z Legii kogo najbardziej będzie ci brakowało?

Bartka Kalinkowskiego, Łukasza Monety, Arka Piecha, Igora Lewczuka… No i ekipy wędkarskiej. Z „Saganem”, „Kucharzem” i „Beresiem” często spędzaliśmy czas nad wodą. Teraz trzeba będzie wymienić sprzęt karpiowy na morski.

Zamykając temat Legii – co z Junior Kozakiem? To dość paląca kwestia.

W którymś odcinku powiedziałem, że najpierw muszę pobronić w Junior Kozaku, żeby złapać coś w lidze. Mówiąc serio – akademia poprosiła mnie o występy, żeby – może to złe słowo – lekko podnieść oglądalność. Coś się miało dziać. Wiesz, żarciki, te sprawy… Ktoś musiał rozluźnić tych młodych, bo byli strasznie pospinani i nie pokazywali umiejętności. Sam ich namawiałem, żeby ze mnie żartowali. Kto mnie zastąpi? Może Dusan. Jeśli nie, to zrobimy jakieś Ice Bucket Challenge i go namówimy. Trzeba mieć dystans do siebie, żeby brać udział w takich zabawach.

A czego po tobie mogą się spodziewać kibice Lechii? Jeżeli wpisali hasło „Łukasz Budziłek” na Youtube, to pewnie liczą na show.

Nie no, takich akcji jak z Arką już nie planuję. Wtedy wyszło spontanicznie. Grałem pierwszy mecz po absencji i trener Moskal powiedział: „rozumiem, że możesz być głodny gry, ale aż tak?!”. Sam – jak widać na filmiku – wszystko skwitowałem uśmiechem, ale na ławce było gorąco. Dostałem też karę za podobne numery z Puszczą Niepołomice i w końcu odpuściłem. Taki mam jednak styl. Dziś pewnie niektórzy złapią się za głowę, ale autorytetem w Bełchatowie był dla mnie Darek Pietrasiak. Nauczył mnie, żeby nie wybijać w ciemno, tylko szukać rozgrywania. Sam postępuję w ten sposób – chcę zagrać dołem i umożliwić wyprowadzenie akcji, zamiast wybijać na oślep. Niejednokrotnie wiąże się to z ryzykiem, ale przynajmniej jest jakiś smaczek.

Po mundialu przyszła moda na neuerowanie. Na ogół efekt był katastrofalny.

Neuer wprowadził do słownika piłkarskiego nowe określenie – dziś każde przecięcie akcji przed polem karnym to „wyjście na Neuera”. Cóż, trzeba się uczyć od najlepszych. Wizualizacja to piękna rzecz. Jak czasem uda mi się coś fajnie wyjąć, to sam się śmieję, że wyszło mi jak Borucowi czy Schmeichelowi, bo podobną interwencją parę lat temu popisał się inny bramkarz. Trzeba się podbudowywać.

Przydałaby ci się w końcu stabilizacja. Lechia to miejsce, w którym chcesz spędzić parę lat?

W Legii patrzyłem długofalowo i to był błąd. Trzeba skupić się na tu i teraz. W Lechii nie wybiegam w przyszłość. Nie zastanawiam się, co będzie za miesiąc czy dwa. W piątek gramy z Wisłą, trafiłem do składu późno, ale mam tydzień, żeby się pokazać. Tylko to się liczy.

Wystawić cię na grafice do składu?

Zapytaj pana trenera. Mateusz widzi siebie, a ja siebie.

Czyli lepiej nie ryzykować.

Od gier hazardowych trzymam się z daleka. Nie chcę wyjść na zarozumiałego, bo mam szacunek do Mateusza, ale jak sobie myślę, że w marcu stukną mi 24 lata, to chyba czas, żeby zostać ważną częścią drużyny i ciągnąć ten wózek, co?

Rozmawiał TOMASZ ĆWIĄKAŁA


 

KOMENTARZE

Najnowsze wpisy

INNE SPORTY