3,5 roku Sobiecha w Bundeslidze. Nie wygląda to dobrze…
Weszło

3,5 roku Sobiecha w Bundeslidze. Nie wygląda to dobrze…

W sobotę w końcu przełamał się Artur Sobiech i zdobył swojego drugiego w tym sezonie gola w Bundeslidze. Niestety, było to jedynie trafienie honorowe, które w żaden sposób nie przełożyło się na zdobycz punktową Hannoveru. Tym samym trudno przypuszczać, by sytuacja polskiego napastnika specjalnie się zmieniła. Od jego wyjazdu minęło już przeszło 3,5 roku, a on wciąż nie jest w stanie wypracować sobie silnej pozycji w drużynie. Zdaje się, że mamy tu do czynienia z jednym z najdłuższych procesów aklimatyzacyjnych, o których dane nam było słyszeć. Nie bez znaczenia były oczywiście problemy ze zdrowiem – kiedy Artur pomału wychodził na prostą, przyplątała się paskudna kontuzja. Przypomnijmy, jak wyglądała jego dotychczasowa przygoda z ligą niemiecką.

Sezon 2011/12 był typowym okresem przejściowym, w którym Sobiech pojawił się boisku dwanaście razy, za każdym razem z ławki. Łącznie zebrał zaledwie 226 boiskowych minut, w których raz udało mu się znaleźć drogę do siatki. Kolejne rozgrywki były dla Polaka zdecydowanie lepsze i wydawało się, że będzie to swego rodzaju przełom. Były napastnik Polonii wystąpił w 25 meczach, w których zaliczył pięć bramek i dwie asysty. Wydawało się więc, że najgorsze już za nim, a z czasem może być tylko lepiej.

Jesień 2013 zdawała się to potwierdzać. Sobiech wreszcie był pierwszym wyborem w ataku Hannoveru, a w przeciągu jednej rundy zaliczył ponad tysiąc minut, czyli prawie tyle, co w sumie przez poprzednie dwa sezony. Nie przełożyło się to jednak na bramki i asysty, bo zanotował jedynie trzy trafienia, co pod względem minut potrzebnych na wypracowanie gola było jego najgorszym wynikiem w Bundeslidze. A potem przyszły kontuzje. Najpierw problemy z achillesem, później zerwanie więzadeł w kolanie.

Sobiech wrócił do grania dopiero na początku obecnego sezonu, ponownie w roli rezerwowego. Od sierpnia zeszłego roku zaliczył 426 boiskowych minut, w trakcie których zdobył dwa gole i zanotował jedną asystę. Na szesnaście spotkań, w których wystąpił, aż trzynaście razy wchodził z ławki. Rozegrał tylko dwa pełne mecze, obydwa przegrane, ze łącznym stosunkiem bramkowym 0:6.

Sumaryczny bilans jest dla Sobiecha bezlitosny. Dość napisać, że przez 3,5 roku tylko 22 razy wychodził na boisko w pierwszym składzie, a ledwie w dziewięciu meczach rozegrał pełne 90 minut. Inna sprawa, że w roli rezerwowego jako tako daje sobie radę. Polak ma na koncie jedenaście goli, a średnio wypracowuje bramkę raz na 186 minut gry, czyli – z uwzględnieniem doliczonego czasu – raz na dwa pełne mecze. Dla porównania, w tym sezonie w naszej Ekstraklasie taki wynik dałby miejsce tuż przed Antonio Colakiem i niewiele za Grzegorzem Kuświkiem. Czyli na poziomie ligowych średniaków.

Jakie perspektywy ma dziś Sobiech? Wydaje się, że strzelił gola w najlepszym dla siebie momencie. Jeszcze w lutym Hannover podejmie u siebie słabiutkie Paderborn i ostatni w tabeli Stuttgart. Jeżeli dostanie w tych meczach szansę, stosunkowo łatwo będzie mógł ją wykorzystać. A wtedy na początku marca może dojść do polskiego pojedynku Sobiech-Lewandowski. Chociaż to raczej myślenie życzeniowe…

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (0)