Inter plus Milan równa się FC Mediolan, czyli słówko o szalonym pomyśle Mino Raioli
Włochy

Inter plus Milan równa się FC Mediolan, czyli słówko o szalonym pomyśle Mino Raioli

Od jakiegoś czasu piłka w Mediolanie przechodzi głęboki kryzys. Taki z prawdziwego zdarzenia. Nie chodzi tu o trzy przegrane mecze z rzędu, czy odpadnięcie z Pucharu Włoch. Inter i Milan zajmują odpowiednio dziesiąte i jedenaste miejsce w Serie A. Z gigantów, jednych z największych klubów Europy, z sezonu na sezon brutalnie sprzeciętniały. Dziś przegrywają z przeciwnikami pokroju Torino, Atalanty czy Sassuolo. Mino Raiola – agent chociażby Zlatana czy Balotellego – w obliczu zaistniałej sytuacji, wysunął innowacyjne rozwiązanie. Jego zdaniem jedynym ratunkiem jest… fuzja obu mediolańskich klubów i powołanie to życia tworu FC Mediolan. Skąd my to znamy?

– Milan i Inter muszą się zjednoczyć. Kiedyś byli najbogatsi na świecie, ale bez Morattiego i Berlusconiego nie zrobią nawet kroku do przodu. W dzisiejszych czasach tylko Londyn może pozwolić sobie na utrzymywanie tylu drużyn w Premier League. Więc albo się zjednoczą, albo kibice przez następne lata będą musieli oglądać dwie pół-drużyny – rzucił, czym wywołał burzę.

Trzy lata temu identyczny pomysł w odniesieniu do Widzewa i ŁKS-u wysunął Zbigniew Boniek. I był to jeden z niewielu tych, które spotkały się z ofensywą, przede wszystkim środowisk kibicowskich. Bo niby jak? Kibice ŁKS-u i Widzewa pod jedną flagą? Śpiewający te same przyśpiewki? “Hej FC Łódź!” “FC Łódź gol!” Sytuacja, za którą nie nadąża nawet bujna wyobraźnia.

Abstrahując od sympatii i antypatii, w Łodzi miałyby połączyć się bankrut z pół-bankrutem, co dałoby… bankruta. To trochę tak jak z mnożeniem zero. W przypadku Interu i Milanu sytuacja byłaby inna. Kluby, choć podupadłe – także finansowo – na tle Europy, czy tym bardziej Włoch, wciąż są jednak gigantami. Wspólny budżet nowego tworu oscylowałby w granicach 320 milionów euro. Całkiem nieźle. Byłoby to coś nowego, świeżego. Znalezienie sponsorów dla tak głośnego przedsięwzięcia również nie stanowiłoby wielkiego problemu. Nawet jeśli straciłby na prestiżu, historii i tradycjach, to z pewnością zyskałby marketingowo. Do tego połączenie dwóch średnich drużyn w jedną solidną, transfery, medialny szum…

Wszystko pięknie, ale wyłącznie pod kątem biznesowym.

Zdaniem Raioli nawet Paris Saint Germain dąży do odłączenia od swojej nazwy drugiego członu. Chcieliby pozostać samym Paris i kojarzyć się wyłącznie ze stolicą Francji. Podobny trik w Mediolanie miałby być strzałem w dziesiątkę. Nieco innego zdania są jednak – czemu się nie dziwimy – kibice. Przez sto lat, z pokolenia na pokolenie, z pradziadka na dziadka, z dziadka na wnuka, chodzili na mecze i zdzierali gardła dla swojej drużyny. Kluby piłkarskie to przedsiębiorstwa, ale mające określoną specyfikę. Do pieniędzy, nawet zdominowanych przez nie czasach, dochodzi czynnik taki jak miłość (dla romantyków) czy identyfikacja (dla pozostałych). Kiedy bank BNP Paribas wchłonie Bank BGŻ, przed siedzibę tych drugich nie wyjdą dziesiątki tysięcy krzyczących ludzi z racami, kamieniami i koktajlami mołotowa. A pod siedziby Interu i Milanu jak najbardziej.

Wystarczy rzucić okiem na ankietę z oficjalnej strony “La Gazzetty”. Prawie 80 procent uznała pomysł za kompletnie szalony. Co w komentarzach? „My i Milan? Wolimy grać w Serie B”. Reszta głosów to pewnie kibice Juventusu.

Clipboard01

Raiola to agent. Człowiek zaprogramowany na robienie pieniędzy. Myśli nie jak kibic, tylko obrotny biznesmen. Są rzeczy, które w futbolu, mimo wszechobecnego postępu, pozostaną niezmienne. Na szczęście. Wyobrażacie sobie połączenie Wisły z Cracovią – FC Kraków? Legii z Polonią – FC Warszawa? No właśnie… Znaczy, że z wami – tak jak z kibicami Interu i Milanu – wszystko w porządku.

KOMENTARZE (0)