Torres bohaterem Atletico! Prosimy nie regulować odbiorników
Hiszpania

Torres bohaterem Atletico! Prosimy nie regulować odbiorników

Byliśmy świadkami piłkarskiego zmartwychwstania, jednego z najbardziej spektakularnych powrotów z zaświatów w świecie futbolu w ostatnich latach. Patrzyliśmy z politowaniem, gdy na lotnisku witały go tłumy. Z niedowierzaniem słuchaliśmy, gdy 45 tysięcy gardeł skandowało jego nazwisko na Vicente Calderon podczas oficjalnej prezentacji. Pytano – skąd ta ślepa, irracjonalna wiara w człowieka, który przez ostatnie lata tylko zawodził? Piękna historia. Fernando Torres – bo o nim rzecz jasna mowa – podziękował kibicom za zaufanie. „Tym naiwniakom”, którzy liczyli, że w domu, z pomocą wymagającego trenera, odzyska to, czym zachwycał przez lata.

Wrócił na dobre? Bóg jeden wie. Zostawmy to, nie wybiegajmy w przyszłość. Skupmy się na tym, co widzieliśmy i… jak bardzo się tego nie spodziewaliśmy. Fernando Torres strzela dwa gole na Santiago Bernabeu, w ważnym i prestiżowym meczu Pucharu Króla. Nie pozostawia złudzeń kibicom lokalnego rywala – Atletico zagra w ćwierćfinale turnieju. Jeszcze miesiąc temu, ba!, nawet dzisiaj, przed rozpoczęciem spotkania, brzmiało to jak scenariusz filmu science fiction.

Ostatniego gola strzelił we wrześniu zeszłego roku. Poprzedniego w czerwcu na mundialu. Ostatni raz dwa razy w jednym meczu do siatki rywala trafił jeszcze w barwach Chelsea, w Lidze Mistrzów w spotkaniu z Schalke. 22 października 2013 roku. W pierwszym meczu z Realem – choć starał się, by było inaczej – był jeszcze statystą. Z perspektywy boiska obserwował, jak pracuje maszyna inżyniera Cholo. Na Camp Nou dostał 20 minut, raz stworzył zagrożenie, ale to wszystko. Do trzech razy sztuka, dziś otworzył ogień. Cholo może dopisać do listy swoich cudów kolejną pozycję.

Kibice Realu przybyli na stadion pełni wiary. Przed spotkaniem oddali hołd Cristiano Ronaldo, zdobywcy Złotej Piłki. Zapewne liczyli, że to Portugalczyk poprowadzi kolegów do dokonania rzeczy wielkiej. Kto, jeśli nie najlepszy piłkarz na świecie? „Remontada” – słowo, które zrobiło zawrotną karierę również w polskich mediach, w hiszpańskiej prasie pojawiało się z niezwykłą wręcz częstotliwością.

– Nie wyobrażam sobie spokojnego spotkania. Będzie intensywne, z adrenaliną – rzucił Diego Simeone. Nie pomylił się. Gol zdobyty przez Torresa już w pierwszej minucie, zmusił Real do szaleńczych ataków. W samej pierwszej połowie Królewscy oddali 20 strzałów na bramkę Los Colchoneros. Oblaka udało się pokonać jednak tylko raz. Ten gol dawał jeszcze nadzieję, że tak jak w finale Ligi Mistrzów (tak, pamiętamy, że tam była dogrywka) uda strzelić się rywalom zza miedzy cztery bramki.

Tę nadzieję odebrał kilkadziesiąt sekund po przerwie Fernando Torres. Wyrównujący gol Cristiano Ronaldo już nic nie znaczył. W Madrycie dalej rządzi Atletico. Sen trwa.


All Goals – Real Madrid 2 – 2 Atletico Madrid… przez IViral

MR

KOMENTARZE (0)