Wszedłem i chciałem pokazać, jaki jestem. Destroyer.
Weszło Extra

Wszedłem i chciałem pokazać, jaki jestem. Destroyer.

Dlaczego nie przebił się w Norymberdze, jak wspomina debiut w Bundeslidze i skąd zna tyle języków? Dlaczego zdecydował się na Lechię i komu wcześniej strzelał w okresie przygotowawczym? Między innymi o tym opowiedział Antonio Colak, najlepszy piłkarz Lechii Gdańsk w pierwszym dłuższym wywiadzie, od kiedy trafił do Polski.

W jakim języku rozmawiamy?

Chyba najlepiej po angielsku. Znam polski, ale nie na tyle, by udzielić wywiadu.

Ogólnie jesteś poliglotą.

Niemiecki był moim pierwszym językiem, a chorwackiego nauczyłem się dzięki rodzicom. Dziś mówię w obu płynnie. Bez różnicy.

Uczysz się też hiszpańskiego.

Tak. Teraz dzięki tym gościom (Colak pokazuje na Bruno Nazario) chcę się też nauczyć portugalskiego. Nigdy nie wiadomo, co się komu przyda ani gdzie trafisz w przyszłości. Tak samo nie wiem, ile czasu spędzę w Polsce, ale język jest mi potrzebny na co dzień. Muszę jakoś robić zakupy czy rozmawiać z ludźmi.

Klub narzucił ci od początku wymóg nauki?

Nie, nie brałem dodatkowych lekcji. Po prostu jak mnie coś interesuje, to od razu sprawdzam w słowniku. Oglądam też polską telewizję. W klubie od razu wszystkim powiedziałem: mówcie do mnie po polsku, bo chcę się jak najszybciej nauczyć. Myślę, że dzięki temu tak dobrze się zaaklimatyzowałem i wszyscy miło mnie traktują.

To już norma, że w przypadku niezłych zawodników, którzy trafiają do Polski z zagranicy, niemal każdy ma jakiś defekt – albo jest za stary, albo ma problemy z kontuzjami, albo nie potrafi grać w piłkę… Po tobie na razie tego nie widać. W zasadzie nie ma się do czego przyczepić.

Też tak myślę. Nie mam żadnego problemu! (śmiech) W Norymberdze bardzo dobrze spisywałem się podczas okresu przygotowawczego. Strzeliłem w pięciu meczach jedenaście goli, w tym Terekowi i dwa Valencii. Potem rozpoczął się sezon i od razu usiadłem na ławce. Liczyłem, że zagram, a w pierwszym meczu nie dostałem ani minuty. W Pucharze Niemiec nie znalazłem się nawet w kadrze meczowej. Nie znałem powodu. Zdecydowałem się więc na kolejny krok. Mam 21 lat i muszę grać, niezależnie od klubu. W tym wieku to najważniejsze. Lechia była dla mnie idealną opcją.

Dlaczego nie przebiłeś się w Norymberdze?

Futbol to czasem bad business. Napastnik może tylko strzelać. Co więcej mogłem zrobić? Niestety to nie wystarczyło, ale dziś o tym nie myślę. Tutaj gram, strzelam i jestem szczęśliwy. W Norymberdze tego mi brakowało. Dlatego nie wahałem się przed wyjazdem do Gdańska.

Atmosfera wokół klubu była wtedy szalona.

Czemu szalona? Co się działo?

Zjeżdżało do Gdańska masę piłkarzy…

Nie zwracam uwagi na takie rzeczy. Ja się zajmuję swoją pracą, klub swoją.

Nie miałeś jednak prawa nic wiedzieć o taktyce.

To prawda, niewiele wiedziałem. Mogłem jednak robić to, czego oczekiwał trener. „Weź piłkę, pomóż drużynie i rób, co potrafisz. Strzelaj”.

Decyzję podjąłeś praktycznie z dnia na dzień. Nie wolałeś poczekać, aż pojawi się jakaś opcja z Niemiec?

Nie, bo ufam mojemu agentowi, a on wiedział, co jest dla mnie najlepsze. Nie miałem czasu na decyzję. Musiałem ją podjąć szybko. W nocy wszystko załatwiliśmy, a rano byłem w Gdańsku. Po dwóch treningach zagrałem z Zawiszą i strzeliłem gola. Taki już jestem – kiedy podejmuję decyzję, muszę być przekonany na sto procent. Byłem pewien, że Lechia okaże się słusznym wyborem.

Jak mogłeś być pewny w stu procentach?

Chodzi o feeling, to oczywiste. Czujesz to w sercu, żołądku i gdzieś tam jeszcze (śmiech). Usłyszałem: „Lechia”, powiedziałem: „okej, jedziemy”. Pierwsze skojarzenie? Gdańsk ma fenomenalną arenę, którą pamiętałem z Euro. Drugie? Polska to miejsce, z którego wielu zawodników wyjeżdża za granicę, a futbol szybko się rozwija, o czym świadczy zwycięstwo nad Niemcami. Tak się was ocenia z perspektywy Zachodu.

Jak na tak młody wiek – jesteś z rocznika 1993 – zaliczyłeś w Niemczech sporo klubów. Czego zabrakło, żeby złapać stabilizację w jednym?

W dzieciństwie grałem w małym klubie z mojego miasta, Freibergu. W jednym sezonie strzeliłem 55 goli, ale to była trzecia liga U-17. Wtedy zdecydowałem się na Hoffenheim. Tam trener Guido Streichsbier, który dziś prowadzi Niemcy U-18, powiedział: „dam ci czas. Ufam ci i zrobię z ciebie napastnika na poziomie Bundesligi”. Grałem ponad połowę sezonu i strzeliłem pięć goli. Po rozgrywkach usłyszałem, że w następnym sezonie będę napastnikiem numer jeden. Minęły dwa tygodnie i Streichsbier odszedł. Nowy trener powiedział, że będę numerem trzy-cztery. To był mój ostatni sezon w juniorach, więc potrzebowałem gry. Przeniosłem się do Karlsruher, które dało mi też możliwość nauki i zdania matury. Zostałem najlepszym strzelcem rozgrywek U-19, ale zbliżały się play-offy i musiałem podjąć decyzję. Mocno zabiegała o mnie Norymberga. Długo dzwonili, pytali, pisali… Pomyślałem, że skoro wybiło się tam tak wielu piłkarzy, to dlaczego mnie miałoby się nie udać? Zdecydowałem się na transfer. Wtedy wydawało się to najlepszą decyzją.

Reasumując – znamy twój problem. Zbyt duża liczba klubów i brak stabilizacji.

Nie zastanawiam się nad tym. W każdym klubie czegoś się uczyłem, ale nie uważam tego za problem. Popatrz na Miroslava Klose – dopiero w wieku 26 lat dostał się do Kaiserslautern, a jakim zawodnikiem jest dziś? Mistrzem świata i zdobywcą wielu tytułów. Nie szukajmy problemów na siłę.

Patrząc jednak na to, co pokazujesz w Lechii, można odnieść wrażenie, że w Legii czy Lechu też spokojnie dałbyś radę.

Ale dla mnie Lechia jest krokiem do przodu. Polska to celownik topowych lig. Anglia, Francja, Niemcy, Włochy, Hiszpania – wszyscy przysyłają tu skautów. Najważniejsze, żeby grać, strzelać i być szczęśliwym. Już kiedy byłem dzieckiem, zawsze chciałem być pierwszym. Rodzice to potwierdzą, oni mnie tego nauczyli. Z powodu wojny musieli wyemigrować do Niemiec i nigdy nie było im łatwo. Pokazali mi jednak, że trzeba szukać szczęścia w drobnych rzeczach. Jesteś szczęśliwy, masz power. Proste.

Miałeś trudne dzieciństwo?

Mieliśmy taką mieszankę – urodziłem się w Niemczech, rodzice wychowali mnie po niemiecku, ale płynie we mnie chorwacka krew. Jestem też religijny, ale pracuję bardzo ciężko, jak typowy Niemiec. Nie mówię, tylko robię swoje. Całe życie zawdzięczam pracy. Niczego nie dostałem za darmo.

Jesteś usatysfakcjonowany swoimi liczbami z Lechii?

Jakby to powiedzieć…

Masz tu słownik.

Nie, dam radę. Liczba goli jest okej, ale byłoby lepiej, gdybym strzelił więcej. Chcę się wciąż poprawiać. Chcę coraz więcej. Mój największy idol to Cristiano Ronaldo i skoro on się rozwija, to dlaczego ja nie mogę być taki sam? Na sukces składa się wiele aspektów. Trening, języki, jedzenie… W mojej agencji menedżerowie zawsze kładli na to nacisk. Wiem, co daje mi energię, a co odbiera. Unikam cukru. Cukier niszczy i utrudnia regenerację. Nie można też dawać z siebie wszystkiego, jeżeli się nie wysypiasz.

Alkohol?

Nie napiłem się w życiu ani razu.

?

Naprawdę. Nigdy nie miałem ochoty. Moi rodzice ani brat też nie pili, a zawsze chcieli być dla mnie wzorem. Gram w piłkę od trzeciego roku życia, chcę być wspaniałym zawodnikiem i nie potrzebuję takich rzeczy jak alkohol.

Kibice w Trójmieście są wyczuleni na punkcie balowania przez piłkarzy. Szczególnie przy takich wynikach.

Jeżeli wygrywasz, to nie ma problemu, żeby wyjść na imprezę. Możemy wyskoczyć poświętować z całą drużyną. Każdy zna jednak swoje ograniczenia. Wiem, co chcę osiągnąć i zamierzam się temu podporządkować. Te wszystkie zmiany klubów wzmocniły mój charakter. Rozmawialiśmy wcześniej o Norymberdze… W IV lidze strzeliłem dziesięć goli w piętnastu meczach, a w następnym – derbowym z Greuther Furth, który wywołuje takie emocje jak Lechia – Arka – usiadłem na ławce. Wiem, że to rezerwy, ale i tak te mecze mają swoją wagę. Zastanawiałem się, co się dzieje. Przegrywaliśmy do połowy 0:1. Wszedłem po przerwie, strzeliłem dwa gole i zaliczyłem asystę. Pomyślałem, że zaczyna się układać. W następnym meczu graliśmy z drugą drużyną Ingolstadt. Znowu ławka. Dlaczego? Było 1:1, znów wszedłem w przerwie, a w 89. minucie strzeliłem zwycięskiego gola. Wtedy po raz pierwszy załapałem się do szerokiej kadry na mecz Bundesligi. Dlatego mówię – czasem potrzebny jest spokój. Może wydawać ci się, że wszystko robisz dobrze, ale warto też zadać sobie pytanie: co mogę zrobić więcej? To buduje charakter. Na debiut w Bundeslidze zapracowałem sam.

Jak go wspominasz?

Nie bałem się Bundesligi. Wiedziałem, co mam robić. Wszedłem i chciałem pokazać, jaki jestem. Destroyer. Wiesz, o co chodzi. Frankfurt, 55 tysięcy ludzi na stadionie. Po meczu nie wiedziałem, co się dzieje. Czy ja w ogóle grałem? Skończyło się 1:1. Zagrałem bardzo dobrze. Ogólnie w Bundeslidze zaliczyłem sześć meczów. Najtrudniej było przeciwko Schalke. Przegraliśmy 1:4. Najtrudniejsi obrońcy? Nie pamiętam. Nie zwracam raczej uwagi na takie aspekty. Chcę tylko strzelać i niszczyć. Destroy and destroy.

Uważasz, że byłeś gotowy na Bundesligę?

Tak, myślę, że w innych okolicznościach miałbym szansę się przebić, ale potrzebne jest zaufanie. Młodzi piłkarze nie zaliczą 35 meczów na stałym, wysokim poziomie. W Ekstraklasie jest tak samo – nie doceniacie własnej ligi, a Legia w Lidze Europy wygrywa pięć meczów na sześć. Skoro na tym poziomie – international level – są świetni, to chyba o czymś świadczy.

Z drugiej strony – większość naszych ligowców zamieniłaby Ekstraklasę na 2. Bundesligę bez mrugnięcia okiem.

Znam oba punkty widzenia – Niemcy są wymagające pod każdym względem. Jako kraj i jako futbol. Trzeba się dostosować do całego pakietu. Polska jest natomiast oknem wystawowym dla całej Europy – dlatego uważam, że to najlepsze, co mogło mi się przytrafić.

Wypytujesz agenta, kto się tobą interesuje albo kto przyjechał cię oglądać?

Nie, to sprawa moich menedżerów. Jestem tutaj na rok, Lechia ma możliwość, żeby mnie wykupić. Pod koniec sezonu przekonamy się, jakie będą decyzje. Agent natomiast wie, kiedy jest odpowiedni czas, by rozmawiać o transferze. Sam o to nie wypytuję. A co, wiesz coś? (śmiech)

Nie, ale w tej lidze wystarczy strzelić kilka bramek, by pojawili się pierwsi zainteresowani. A co, jeśli Lechia zaproponuje ci kilkuletni kontrakt?

Dlaczego nie? Ale nie rozmawiajmy o tym teraz. Na razie trzeba się skupić, by dobrze zakończyć ten sezon. Mamy bardzo dużo potencjału, ale co z tego, skoro tak rzadko to pokazujemy? Każdy może powiedzieć: „mamy potencjał”, a na koniec najważniejsze są wyniki. Wierzę jednak, że po okresie przygotowawczym będzie dobrze.

Postanowienia noworoczne?

Żeby moja rodzina była zdrowa. A jak ja będę zdrowy, to mogę osiągnąć wszystko.

Rozmawiał TOMASZ ĆWIĄKAŁA


KOMENTARZE (0)