„Capello? Kim jest Capello?” – Conte i jego wszystkie przepychanki
Włochy

„Capello? Kim jest Capello?” – Conte i jego wszystkie przepychanki

Co do tego, że Conte jest bardzo utalentowanym trenerem nie ma najmniejszych wątpliwości. Przejął pogrążony w kryzysie Juventus, który dwa razy z rzędu zajął siódme miejsce w lidze i zdobył z nim trzy mistrzostwa Włoch z rzędu, po drodze bijąc serię rekordów. Jednak jeśli chodzi o to, co dzieje się poza boiskiem, to włoskiemu trenerowi daleko do ideału – ostro wypowiada się o każdym trenerze, który mu podpadnie, narzeka na wszystko i nie jest zbyt lojalny wobec swoich pracodawców. Najpierw latem opuścił Juventus, by przejąć kadrę Włoch, a teraz podobno… planuje porzucić Azzurrich.

Istnieją trenerzy, którzy lubią wzbudzać wokół siebie kontrowersje, podjudzać rywali i wywoływać konflikty z innymi trenerami. Sztandarowym przykładem jest Jose Mourinho, mistrz w koncentrowaniu uwagi mediów na sobie, przez co stara się odciążyć od presji swoich piłkarzy. Jednak u Conte nie widać jakiegoś szczególnego zamysłu, który stałby za jego ostrymi, czy wręcz chamskimi wypowiedziami. Włoch po prostu ma w zwyczaju mówić to, co myśli. Nie zastanawia się nad tym, czy wypada mu coś powiedzieć, nie stara się tonować swoich komentarzy – wali prosto z mostu, nie zważając na to, co pomyślą sobie inni. Trudno nazwać to zdejmowaniem presji z zawodników – w jego odzywkach ciężko doszukiwać się jakiegokolwiek wyrachowania.

Przekonał się o tym chociażby Rudi Garcia, gdy zasugerował, że rywale Juventusu nie zawsze dają z siebie wszystko, gdy grają przeciwko Starej Damie. Conte stwierdził, że były to bardzo prowincjonalne słowa, które nadawały się do baru, a nie na konferencję prasową. Trener Romy nie był pierwszym, ani ostatnim szkoleniowcem, który oberwał od temperamentnego Włocha – wcześniej dostało się między innymi Allegriemu, za to, że „za dużo gada”.

Conte

Jedną z ciekawszych ofiar ciętego języka Antonio stał się także Rafa Benitez. Po porażce z Napoli Conte skrytykował podejście Hiszpana, który wielokrotnie powtarzał, że to Juventus jest faworytem rozgrywek Serie A ze względu na duże zyski z biletów. – Klub, który wydał w jednym okienku transferowym 100 milionów euro nie może po prostu brać udział w rozgrywkach, tylko musi walczyć o zwycięstwa. Tymczasem Napoli odpadło z Ligi Mistrzów już w fazie grupowej, a w Lidze Europy doszło tylko do 1/8. Juventus wydał latem 25 milionów, a Napoli aż 100 – niech Benitez sprawdzi swoje obliczenia. Włoch dość ostro zareagował także w sytuacji, gdy trener Napoli starał się wyciągnąć do niego pomocną dłoń i zaproponował, że może mu pomóc w przygotowaniach do półfinału LE z Benficą, ponieważ już wcześniej ją pokonał. Mógł to być początek pięknej przyjaźni, jednak Conte zareagował jak zawsze dość obcesowo – odrzucił propozycję Hiszpana i nie zmarnował nadarzającej się okazji do wbicie szpili swojemu rywalowi. – Biorąc pod uwagę, że Napoli odpadło z Porto, wolę nie słuchać jego rad na temat portugalskich zespołów. Mam więcej wiary w moich własnych współpracowników.

To jednak nic przy krytyce, jakiej doczekała się jedna z legend wśród włoskich trenerów, Fabio Capello. Włoch co prawda nie popełnił strasznego grzechu jakim jest bycie bezpośrednim rywalem Conte w walce o mistrzostwo kraju, jednak dopuścił się komentarza, który rozsierdził obecnego trenera reprezentacji Włoch. Co takiego powiedział Don Fabio? W sumie nic złego, stwierdził po prostu to, co wiedzą wszyscy – że liga włoska jest słaba i nie stanowi wielkiego wyzwania dla Juventusu, co przekłada się na kiepskie występy Starej Damy w Lidze Mistrzów. Na krajowym podwórku rzadko kiedy ma okazję mierzyć się z wymagającymi przeciwnikami, więc brakuje im ogrania w meczach z najwyższą półką. Do tego gdy zapytano go o opinię na temat decyzji Conte, który w ramach kary za zremisowany mecz z Hellasem zarządził trening w dniu, kiedy drużyna miała mieć wolne, odparł, że jego zdaniem nie jest to dobra metoda wychowawcza. I tyle.

Ówczesny trener Juventusu zareagował natomiast tak ostro, jakby jego bardziej doświadczony kolega po fachu co najmniej obraził mu matkę. – Kiedy przemawia guru, powinniśmy milczeć, klęknąć i rzec ‘tak, panie’”. Sarkastycznie stwierdził, że Capello cały czas wtyka nos w nie swoje sprawy i brakuje mu szacunku wobec Juventusu i jego osiągnięć, zasugerował też, że Capello jest być może podrażniony wynikami i rekordami osiąganymi przez Starą Damę. Taka odpowiedź byłaby jeszcze w miarę zrozumiała, jednak Conte poszedł o krok dalej: „Kim jest Capello, by mówić, że coś źle zrobiłem? Powinien pilnować własnych spraw. Zdobył dwa tytuły mając świetny zespół, ale nikt go specjalnie nie zapamięta. Era Capello jest słynna tylko z odebranych mistrzostw.

Ta wypowiedź odbiła się we Włoszech szerokim echem – Conte nie tylko skrytykował powszechnie szanowanego Capello, ale przede wszystkim podważył znaczenie i uczciwość dwóch mistrzostw Serie A, odebranych Starej Damie w procesie Calciopoli. Przesadzona reakcja na słowa Don Fabio mogła być wywołana pretensjami, jakie żywi wobec niego selekcjoner Azzurrich. Ich konflikt rozpoczął się, gdy Antonio był wciąż piłkarzem bianconerich, a trenował go właśnie Capello, który nie wyraził zgody na przedłużenie kontraktu Conte, a potem odrzucił jego prośbę o to, by przyjąć go do swojego sztabu trenerskiego.

Mogłoby się wydawać, że Antonio odbiła sodówka po sukcesach osiąganych w Turynie, jednak nie jest to zgodne z prawdą, a przynajmniej nie do końca. Tego typu wypowiedzi zdarzały się u Conte już znacznie wcześniej. Jako trener Arezzo w Serie B skrytykował Juventus za luźne podejście do ostatniej kolejki ligowej, w której turyńczycy przegrali 2:3 ze Spezią, przez co drużyna prowadzona przez Conte spadła z ligi. – Bardzo się zawiodłem. Nadal darzę sympatią kibiców, jednak nie mam zbyt wiele szacunku wobec piłkarzy i szkoleniowców Juve.

Zdarzało mu się już także krytykować konkretnych zawodników. O Fabrizio Miccolim powiedział, że jest „piłkarzem o małych umiejętnościach, zawodnikiem niewielkiego kalibru”. Oberwało się również Materazziemu, gdy ten zażartował sobie na temat przeszczepu włosów, któremu poddał się Conte: „Włosy można przeszczepiać, jednak niestety nie można tego samego zrobić z mózgiem – a to przydałoby się Materazziemu”. Celna, ostra riposta – typowy Conte.

* * *

Także zarząd Juventusu nie miał z nim lekko. Conte wielokrotnie powtarzał, że nie posiada odpowiedniego materiału piłkarskiego, by nawiązać walkę z czołowymi zespołami Europy. Po tym jak w kiepskim stylu odpadł z Ligi Mistrzów już w rozgrywkach grupowych i w jeszcze gorszym przegrał półfinał Ligi Europy z Benficą stwierdził, że to było wszystko, co można było wyciągnąć z tego Juventusu. Nie przeszkodziło mu to w zaatakowaniu Portugalczyków – obwieścił, że drużyna z Lizbony nie zasługiwała na awans do finału, była drużyną słabszą i zwyczajnie miała więcej szczęścia, oraz większą przychylność sędziego. – To wstyd, ponieważ Benfica w dwumeczu awansowała po dwóch strzałach w światło bramki. Po tych dwóch spotkaniach z pewnością tylko Juventus zasłużył na awans. Nawiasem mówiąc, była to o tyle dziwna wypowiedź, że bianconeri w obu meczach zaprezentowali się bardzo słabo i taki komentarz w ustach przedstawiciela klubu z tradycjami brzmiał naprawdę żenująco.

conte-getty-630

Momentami wydawało się, że Conte nie do końca rozumie sytuację finansową w jakiej znajduje się Juventus i nie zdaje sobie sprawy z tego, że z różnych powodów ściągnięcie niektórych piłkarzy jest najzwyczajniej w świecie niemożliwe. Sam przyznał, że jego celami transferowymi byli między innymi De Rossi i Cuadrado, a prasa donosiła o tym, że domagał się od zarządu sprowadzenia do Turynu Angela Di Marii i innych piłkarzy o podobnym kalibrze. Krótko mówiąc, stawiał przed Beppe Marottą cele praktycznie niemożliwe do zrealizowania, a potem niezadowolony tupał nogami, gdy okazywało się, że do transferów nie dojdzie.

Były trener Juventusu obrażał się zresztą bardzo często. Dwukrotnie ogłaszał w Turynie ‘silenzio stampa’, ciszę prasową – nie pojawiał się na spotkaniach z mediami, nie udzielał wywiadów i to samo zalecił swoim piłkarzom. Zdarzało mu się także przedwcześnie opuszczać konferencje prasowe – raz zapytany przez wyjątkowo upierdliwego rzymskiego radiowca o niepodyktowany rzut karny dla Lazio wstał i odparł, że nie jest dziennikarzem, tylko kibicem i jego miejsce jest na trybunach, po czym wyszedł z sali.

Jednak najwięcej problemów przysporzył Juventusowi w letniej przerwie przed obecnym sezonem. Najpierw przez dłuższy czas wahał się nad przedłużeniem kontraktu z klubem (podobno negocjował w tym czasie także przejęcie Milanu po Seedorfie), aż w końcu w maju uzgodnił z klubem, że na pewno poprowadzi jeszcze drużynę z Turynu w sezonie 2014/15. Słowa nie dotrzymał – już w lipcu, tuż po starcie przygotowań przedsezonowych, porzucił Juventus. Powody jego decyzji nie są do końca znane – jedne źródła mówiły o tym, że rozzłościła go polityka transferowa klubu, inne donosiły o chęci przejęcia innego, bardziej zamożnego klubu. Sam Conte twierdził, że czuje się zmęczony presją, wypalony i zabrakło mu motywacji do dalszej pracy. Cóż, siły odzyskał bardzo szybko – już po miesiącu prowadził reprezentację Włoch, gdzie dostał znacznie lepszy kontrakt niż w Turynie. Jeśli faktycznie skusiły go przede wszystkim pieniądze, to nie świadczy to o nim zbyt dobrze. Conte dał Juventusowi bardzo wiele, jednak trzeba pamiętać też o tym, ile sam trener zawdzięcza bianconerim.

To oni podjęli ryzyko i zaufali mu, gdy był jeszcze mało doświadczonym i niespecjalnie utytułowanym trenerem. Dali mu praktycznie wolną rękę i pełne wsparcie w każdej sytuacji. Nawet wtedy, gdy został skazany za to, że nie doniósł o korupcji, której miał być świadkiem jeszcze jako trener Bari i w efekcie przez 10 miesięcy musiał prowadzić swój zespół z trybun. Dzięki Juventusowi Conte miał szansę stać się trenerem, jakim jest dzisiaj i można było się spodziewać, że wykaże się większą wdzięcznością. Tak się nie stało, a już jako trener Azzurrich po raz kolejny popisał się swoją błyskotliwością. Jeden z dziennikarzy wypomniał mu słowa, w których opowiadał o swoim oddaniu wobec Juventusu i tym, że chce wygrać Ligę Mistrzów. Conte odparł, że co prawda faktycznie mówił, że chce wygrać te rozgrywki, ale tak naprawdę nigdy nie wspominał ani o tym kiedy chce je wygrać, ani z jaką drużyną.

Cóż, nie po raz pierwszy włoskiemu trenerowi zabrakło klasy.

* * *

Swoją przygodę z Azzurrimi Conte rozpoczął 14 sierpnia i choć od tego czasu nie minęły nawet trzy miesiące, już pojawiają się głosy, że ma serdecznie dość trenowania reprezentacji i rozważa rozwiązanie kontraktu. Jaki jest powód? Cóż, nawet w tak krótkim czasie Conte zdążył już obrazić się praktycznie na wszystkich.

Najpierw pokłócił się z dziennikarzami, którzy po wygranym 1:0 meczu z Maltą zakwestionowali styl, jaki dotychczas wypracował nowy trener reprezentacji. Słusznie zwrócili uwagę na to, że Włochy grają wolno i nie są w stanie wypracowywać sobie dobrych sytuacji bramkowych. Krótko mówiąc Azzurri przypominają swoją grą Juventus Conte, niestety nie ten, który regularnie zwyciężał w Juve, tylko jego gorszą wersję, która niesamowicie męczyła się w europejskich rozgrywkach. Nie jest to zresztą jakimś wielkim zaskoczeniem – Włoch używa identycznej taktyki co w swoim poprzednim klubie, na siłę starając się dopasować do niej dostępnych zawodników. Słysząc te zarzuty Conte odparł, że póki co jego reprezentacja regularnie zdobywa punkty i nie rozumie podejścia dziennikarzy, którzy jątrzą i skupiają się na tym, że szklanka jest w połowie pusta, a nie w połowie pełna. Jakby tego było mało – oskarżył także media o to, że nie okazują jakiegokolwiek wsparcia dla kadry.

Kolejnym celem nowego trenera stały się jednocześnie Włoski Związek Piłki Nożnej, oraz przedstawiciele i trenerzy klubów Serie A. Z wypowiedzi Conte można wywnioskować, że wiążąc się z reprezentacją albo nie do końca zdawał sobie sprawę z tego na czym polega rola selekcjonera, albo naiwnie wierzył, że zdoła ją kompletnie zrewolucjonizować. Włoski trener żali się, że nie posiada warunków, w których mógłby zbudować z Azzurrich reprezentację z prawdziwego zdarzenia, ponieważ zbyt rzadko spotyka się ze swoimi kadrowiczami. W swojej wizji planował regularne spotkania ‘okrągłego stołu’ ze wszystkimi trenerami klubowymi Serie A, na których otrzymywałby raporty dotyczące zdrowia i postępów czynionych przez potencjalnych reprezentantów Włoch, a także mógłby przekazywać trenerom swoje uwagi. Na tym nie koniec – Conte domaga się dodatkowych zgrupowań, podczas których chciałby wtajemniczać piłkarzy w szczegóły swojej taktyki i pracować nad ich zgraniem.

Cóż, jest to faktycznie całkiem niezły pomysł, szkoda tylko, że kompletnie oderwany od rzeczywistości, a do tego bardzo egoistyczny. Trudno oczekiwać, że trenerzy klubów z Serie A z uśmiechem na ustach zgodzą się na regularne, dodatkowe zgrupowania, przez które nie mogliby trenować ze swoimi zawodnikami. Kadra jest oczywiście ważna, jednak ich praca polega przede wszystkim na dbaniu o swój klub, a nie o reprezentację Conte. Były trener Juventusu naturalnie uznał takie podejście za afront i oświadczył, że liczył na znacznie większe zaangażowanie całego włoskiego środowiska piłkarskiego, a zamiast tego jest sam i osobiście musi zmierzyć się ze wszystkimi problemami kadry. Jest to o tyle zabawna sytuacja, że Conte wcześniej niezbyt chętnie współpracował z trenerami reprezentacji – zdarzyło mu się nawet pokłócić poprzez media z Prandellim, który powołał do Azzurrich Chielliniego, gdy ten dopiero co powrócił do zdrowia po odniesionej kontuzji.

Czysta hipokryzja, która raczej nie dziwi nikogo, kto uważnie obserwuje poczynania Conte w ostatnich latach. Podobnie zresztą zachował się w przypadku Vidala, którego najpierw wystawiał w praktycznie każdym możliwym meczu, mimo że Chilijczyk był kontuzjowany, a potem napisał oficjalną skargę do reprezentacji Chile, gdy jej trener wystawił wracającego do zdrowia Vidala w meczu Mistrzostw Świata przeciwko Australii. Ten typ już tak po prostu ma – oczekuje, że całe otoczenie będzie tańczyło tak jak on zagra, a wszystko po to, by boski Antonio mógł odnosić sukcesy. Gdy jest trenerem klubowym, reprezentacje są największym złem tego świata. Gdy prowadzi kadrę, wszystkie zespoły powinny dostosowywać się do jego zachcianek i potrzeb.

Biorąc pod uwagę jego opowieści sprzed trzech miesięcy o tym, jak wielkim zaszczytem jest bycie selekcjonerem Azzurrich, opuszczenie kadry w takim momencie byłoby niezbyt poważne. Nie można jednak tego wykluczyć – w końcu liczy się tylko Conte, a cała reszta, to tylko dodatek.

MICHAŁ BORKOWSKI