Inwestycyjny bubel zamiast piłkarzy tym razem zobaczy… Mikołajki
Weszło

Inwestycyjny bubel zamiast piłkarzy tym razem zobaczy… Mikołajki

Niesamowite rzeczy dzieją się wokół Areny Lublin. Już w trakcie budowy obiekt ten nadawał się na nagranie kolejnych odcinków Archiwum X, a dziś patologia trwa w najlepsze, skoro od momentu otwarcia kibic zamiast piłkarzy zobaczył tyłek Tatiany Okupnik, finisz Maratonu, a za chwilę będzie mógł wziąć udział w warsztatach kulinarnych „Młodzi Kucharze” organizowanych w ramach… Mikołajek. Takie rzeczy tylko w Polsce. Tylko u nas trzeba organizować na stadionach pierdy zwane Mikołajkami, by uzasadnić wydatek 200 milionów złotych.

Nie ma w Polsce drugiego takiego stadionu. 15-tysięczny obiekt stoi pusty, bo jednej drużyny nie stać na wynajem, a druga woli grać u siebie. Ostatnio doszło do ciekawej sytuacji. Miasto zaproponowało, by Łęczna mecz z Legią rozegrała w Lublinie. Wynajem za darmo, koszty organizacji żadne, zysk tylko dla klubu. Ogólnie same plusy, a i tak Łęczna nie chciała. To zresztą też dobre: trzecioligowemu Motorowi z budżetem ok. miliona złotych (750 tys. od miasta), proponuje się wynajem za stówkę od meczu, a Łęczna dostaje wszystko za darmo. Niby to ekstraklasa, niby inna skala, ale na zdrowy rozum: kto normalny buduje stadion za tyle pieniędzy, a potem jeszcze do niego dopłaca?

„NIE ZNAM STADIONU W POLSCE, KTÓRY ZARABIA” – PRZECZYTAJ FACHOWY WYWIAD

Od września odbyły się tu trzy imprezy: koncert TVN-u (miasto zapłaciło 800 tysięcy złotych), derby z Lublinianką i młodzieżowy mecz Polska – Włochy. Finiszu Maratonu albo meczu oldbojów nie liczymy, bo to tak jak z tymi Mikołajkami: gówno w pazłotku. Nawet nie chce nam się tego komentować. Gdybyśmy na siłę chcieli Arenę Lublin pochwalić, to naprawdę nie ma za co.

a) Za to, że stadion jest droższy niż być powinien? Tereny po cukrowni, bagno, lokalizacyjny dramat

b) Za trybunę dziennikarzy, którą budował jakiś geniusz? Dach kończy się równo z siedzeniami, w przypadku deszczu laptopa najlepiej trzymać pod parasolem

c) Za trzy bramki otwarte w trakcie meczu Polska – Włochy? Niektórzy kibice weszli dopiero w 30 minucie.

Pomijamy już tajną pensję zarządcy stadionu, niejakiego Konrada Klechy (sprawa została zgłoszona do sądu przez Fundację Wolności). Machamy ręką na niedokończone dojazdy, bo to stały element krajobrazu. Zastanawia nas tylko jedno. Lubelscy działacze (ha, słowo działacz idealnie do nich pasują) mówią, że utrzymanie Areny Lublin w przyszłym roku kosztować będzie 24 mln złotych, a oni sami zarobią 19. Strata to „TYLKO” 5 milionów. Ciekawe, jak to obliczyli. Niby jak dwanaście następnych miesięcy ma przynieść 19 milionów? Nawet zakładając, że Motor wiosną w końcu przeniesie się na Arenę, jakoś trudno to sobie wyobrazić.

Maraton, Mikołajki, Odboje…

Ktoś się w Lublinie dobrze bawi.

fot. lublinianki.pl

KOMENTARZE (0)