TEKST CZYTELNIKA: Stadion Pogoni Szczecin – dramat trwa
Weszło

TEKST CZYTELNIKA: Stadion Pogoni Szczecin – dramat trwa

Nie ma co pisać wielkiego wstępu, bo cały ten teatr trwa już ponad osiem lat, a aktorzy mimo, że to dramat wciąż raczą nas uśmiechem.

W czwartek (6 listopada) na prędko zorganizowano spotkanie na którym przedstawiono nową, odpicowaną wersję przebudowy stadionu Pogoni Szczecin. I już w tym momencie robi się ciekawie, bo o jego terminie zadecydowano dzień wcześniej, dzwoniąc do zainteresowanych dziennikarzy telefonicznie. I tak jakoś zupełnie przypadkowo wyszło, że pochwalenie się nową koncepcją stadionu zbiegło się z innym tego dnia spotkaniem – debatą kandydatów na prezydenta Szczecina z przedsiębiorcami. W debacie tej uczestniczył m.in. prezes Pogoni, Jarosław Mroczek, który o stadion pytać lubi. I gdyby tego dnia takie pytanie padło, odpowiedź już byłaby gotowa. Z poważną i dumną miną, ze złączonymi palcami Piotr Krzystek mógłby odpowiedzieć – no tak, właśnie dziś zaprezentowaliśmy stadion. Oklaski.

O pośpiechu niech świadczy fakt, że Miasto do momentu zorganizowania spotkania, nie odpowiedziało klubowi Pogoń Szczecin, na pismo z 22 października. W siedmiostronnicowym dokumencie znajdowały się uwagi, życzenia, marzenia – dotyczące wyglądu stadionu. Już podczas samego spotkania, na pytanie, kiedy taka odpowiedź się pojawi – usłyszeliśmy – jeszcze dzisiaj. A miało to miejsce, kiedy na rzutniku obserwowaliśmy slajdy z prawie gotowego projektu.

Zacznijmy od kosztu. Czyli czegoś, co było podstawowym kryterium wyboru najlepszej pracy na przebudowę stadionu. Planowo prace mające reanimować trupa nie mogły wynieść więcej niż 48 milionów złotych, a już teraz mowa o koszcie „nie większym niż 100 milionów złotych”. Dlaczego?

Niespodziewanie do całości prac doszła przebudowa trybuny południowej (wysokiej) i zachodniej (łuku). Dlaczego? No bo te trybuny się sypią i są zbyt strome. A przecież nie zaczęły się sypać i stromić w ostatnim roku. Takie strome – były zawsze. Takie sypiące – od dawna. Dlaczego przy ogłaszaniu konkursowych wymogów (których i tak w wielu punktach nie spełniano) nie uwzględniono konieczności ich przebudowy?

Dlaczego nie dano pola do popisu wszystkim projektantom, a obudzono się dopiero, kiedy wyłoniono zwycięzcę? Czyżby nagle zmieniły się przepisy? Ktoś coś przespał? A może dlatego, że należałoby wtedy ogłosić kolejny konkurs (problem), na który trzeba byłoby przygotować kolejną pulę nagród (mniejszy problem), a wynik zostałby ogłoszony dopiero po wyborach prezydenckich? (problem x 3)

Dlaczego o ostatecznym kształcie stadionu na najbliższe kilkanaście lat zadecydować ma firma, która z całym szacunkiem dla umiejętności architektów, konkursu ogłoszonego przez Miasto wygrać nie powinna?

– Takie są realia – mówił zwycięzca konkursu, którego praca przekroczyła podstawowe kryterium oceny pracy, czyli w momencie ogłaszania zwycięzcy kosztowała nie 48 mln – jak sobie życzyło Miasto, a około 55 mln.

To tak jakby uczestnikom konkursu dać zadanie zbudowania najwyższej wieży przy użyciu 10 klocków i nagrodzić tego, którego projekt zakłada wieżę z klocków jedenastu.

Aktualizacja projektu, która odbyła się po cichu, zakłada modernizację trybuny wysokiej oraz łuku. Wg przepisów PZPN trybuny te są zbyt strome. Projekt zakłada ich wypłaszczenie poprzez usunięcie przerwy (ścieżki znajdującej się w połowie sektorów).

Kilka lat temu zlecono badania geologiczne terenów w Dąbiu, ponieważ istniała obawa, że wszelakie „grzebanie” przy trybunach na Twardowskiego może doprowadzić do zawalenia trybuny, czy obiektów znajdujących się kilkadziesiąt metrów dalej (co pewnie było przesadą). Wykonano (koszt) ekspertyzę terenów lotniska w Dąbiu, której wyniki nie przedostały się na wierzch. Poniesiono koszt zmiany zagospodarowania przestrzennego, by ostatecznie dojść do wniosku, że w Dąbiu się nie da i powrócono do Twardowskiego, które wtedy groziło zawaleniem, a dzisiaj już niby nie.

No to teraz trochę sensacji. Projekt przebudowy stadionu Pogoni początkowo w ogóle nie dotykał trybuny wysokiej i łuku, nie licząc zadaszenia. Wg moich informacji niedawno przeprowadzone badania geologiczne wykazały, że skoro stadion ma okryć nowy dach, tymi trybunami należy się zająć – wzmocnić je, w przeciwnym razie groziłaby budowlana katastrofa.

To właśnie z tego względu koszt prac na stadionie ma wynieść nie 48, tfu 55, a „mniej niż 100 milionów złotych”. A przecież przebudowa stadionu to nie tylko boisko, trybuny czy kramiki z nędznymi kiełbasami za 10 złotych sztuka. To także infrastruktura okołostadionowa, drogi, dojścia itp. itd. Koszt? „Yyy noo…” Koszt? „Bo to się teraz powiedzieć nie da.” Na trzecie tak samo zadane przeze mnie pytanie, nie usłyszałem nawet widełkowej kwoty. No to ja już wiem, że to znacznie więcej niż 100 milionów. Może 109. Może 140 milionów. Może… Przy założeniu, że nawet w Polsce można zbudować nowy stadion za 150-160 milionów odruchowo mocniej wciskają się moje klaaawiiiszeee.

No ale skoro mamy tak bogate Miasto, które na brzydką i mającą wiele mankamentów halę wydaje z własnego portfela ponad 170 milionów. Miasto, które nie chce wykorzystać ministerialnych środków na (prze)budowę stadionu przy okazji Euro 2012. To co to za problem wydać 100 milionów? Kto biednemu zabroni żyć bogato? Dodam, że 100 milionów z własnej kieszeni.

Podczas spotkania usłyszałem, że do 2019 roku – optymistycznej daty ukończenia budowy – Miasto jest w stanie ponieść całość wydatków. Wydać pieniądze, których jeszcze nie ma. W oczach urzędników optymizm, bo coraz bardziej zadłużony Szczecin, w oczach banków jest bardzo wiarygodny i może liczyć na korzystne oprocentowanie.

Skąd reszta pieniędzy? A może ministerstwo da… „Mamy obietnicę z ministerstwa sportu i tego się trzymamy” po raz kolejny padło takie zdanie podczas spotkania. A ja tylko przypomnę, że to obietnica z 2009 roku kiedy ministrem był Mirosław Drzewiecki.

Minął rok od momentu wyłonienia zwycięzcy konkursu. Finansowych konkretów brak. A przecież w grudniu 2006 roku, Piotr Krzystek stwierdził, że nowy stadion byłby w większości sfinansowany ze środków centralnych i że rozpoczął już starania o ich pozyskanie. Dzisiaj mija 2908 dni starań. Słownie dwa tysiące dziewięćset ósmy dzień starań na pozyskanie finansów.

Skończy się to tak, że prace nad stadionem jeżeli ruszą, to zostaną wykonane może w 40 procentach i na tym się skończy.

Przebudowa stadionu przewidziana jest na cztery etapy, a każdy z nich zawiera budowę zadaszenia. Pierwszy z nich dotyczy wyburzenia i postawienia (równolegle do płyty boiska) nowej trybuny. Drugi etap dotyczy wyburzenia wieży i dopasowania łuku do nowej trybuny. Trzeci i czwarty etap to odpowiednio – łuk i wysoka trybuna.

Coś mi podpowiada, że pieniędzy (których Miasto jeszcze nie ma) może wystarczy na dwa pierwsze etapy. Przy założeniu, że prace rozpoczną się w planowym terminie – wiosna 2016, wyburzając i stawiając od nowa jedną trybunkę pan Piotr Krzystek w oczach mieszkańców będzie odbierany jako ten, który wziął się za stadion. Trochę mało jak na kogoś, kto w 2006 roku obiecał nowy stadion, a 12 lat później ewentualnie zajmie się jedną trybunką.

A reszta obiektu? Tu się opóźni, tu się przetarg przedłuży, zima, strajki i koniec kadencji. A nawet jak się pieniądz znajdzie okaże się, że coś się może zawalić.

Odetchnijmy na chwilę od czarnowidztwa. Przyjrzyjmy się ciekawostkom, a ich nie brakuje. Przykładowo przed szatniami piłkarzy przewidziano dziesięć miejsc parkingowych dla osób towarzyszących. Wyobraźcie sobie, że na przedmeczowej odprawie 18 zawodników losuje, kogo wybranka będzie mogła zająć specjalne miejsce.

Jedną z ważniejszych informacji jest planowane udostępnienie wejścia od ul. Twardowskiego, obecnie dla kibiców niedostępnego. To znaczy tak trochę udostępnienie, bo ucieszą się ci, którzy na mecz iść będą od ulicy Witkiewicza, a zdziwią dojeżdżający tramwajem numer 5 i 7.

Okazuje się bowiem, że wysiadając na przystanku pod Uniwerkiem, trzeba będzie przygotować się na solidny spacer, bo przy okazji spotkań z udziałem kibiców gości, ulicą Twardowskiego od Witkiewicza wejdziemy, ale od Mickiewicza już nie. Ups.

Goście na stadion będą dostawać się specjalnym tunelem, a zasiadać będą na wysokości vipów, w bardzo bliskim położeniu szatni i budynku klubowego. Nie wróży to dobrze.

Na pytanie o przepustowość, czyli to, w jakim tempie kibice będą mogli dostać się kołowrotkami na obiekt, usłyszałem że liczba tych urządzeń nie zmieni się, a ewentualnie wzrośnie o jeden, może dwa kołowrotki. Sięgnijmy pamięcią do tego, jak przy frekwencji na poziomie 5-7 tys. prezentuje się tempo wejścia na stadion. A co, kiedy pojawi się komplet czyli – 18731 widzów? Wina nie leży po stronie niewystarczającej ilości kołowrotków czy dróg dojścia, tylko kibiców, którzy przychodzą na mecz, na ostatnią chwilę – usłyszane podczas spotkania.

No i na koniec pergola. Sam do niedawna nie wiedziałem co oznacza ten wyraz. Zamiast czwartej trybuny, która mogłaby być ładnym uzupełnieniem stadionu stawia się pergolę, która będzie pełniła rolę piłkochwytów. Dlaczego nie czwarta trybuna? „Bo to by brzydko wyglądało. Nie chcemy robić potworka” – słyszałem w Urzędzie.

Napisałem ten tekst, by zwrócić uwagę nie tylko na niespełnione obietnice, ale przede wszystkim na ryzyko zmarnotrawienia publicznych pieniędzy.

Jak rzeczywistość zweryfikowała obietnice gospodarza Szczecina?

Obiecywał, że Szczecin będzie pierwszy miastem w Polsce, które przy okazji EURO 2012, będzie miało gotowy nowy stadion.

– Wyprzedzili nas wszyscy.

W tym samym wystąpieniu stwierdził: „Nie możemy już więcej inwestować w stadion na Twardowskiego, każde włożone tam pieniądze, to jakby ABS wkładać do Trabanta”

– Teraz chce w ten stary obiekt wpakować grubo ponad 100 mln zł.

W innym wystąpieniu przyznał, że koszt hali wyniesie 160 mln zł. – Bez finansowania zewnętrznego nie da się zbudować tej hali – to jego słowa.

– Pełna wad hala powstała za 190 mln, z czego tylko 15 mln pochodzi z ministerstwa.

Stadionu współczuje nam teraz cała Polska, a może być jeszcze gorzej. Będą się z nas śmiać.

Dramat trwa!

Marcin Dworzyński
www.kacik.pro

Fot.Wikipedia

KOMENTARZE (0)