Podliczyliśmy bramkarzy. Przepaść między Malarzem a Sandomierskim
Weszło

Podliczyliśmy bramkarzy. Przepaść między Malarzem a Sandomierskim

Arkadiusz Malarz – wyrzut sumienia klubów ekstraklasy i Grzegorz Sandomierski – facet, który bramkarzem ostatni raz był trzy lata temu, a potem tak gwałtowanie poszedł w dół, że przeistoczył się w ręcznik. Piszemy o tych postaciach, bo są niejako punktami odniesienia naszego nowego zestawienia. Po piętnastu kolejkach policzyliśmy procent obronionych strzałów poszczególnych bramkarzy oraz przyjrzeliśmy się notom.

Zgoda – nie jest to jakaś najbardziej sugestywna statystyka, bo jeden bramkarz może mieć w rundzie kilka interwencji życia, a drugi tylko odbijać piłki, które odbiłby nawet Jarosław Kuźniar. Ale jak tak zerkamy na tę listę, to nawet wszystko się zgadza. Malarz, którego Bełchatów stracił jesienią najmniej goli, wybronił w tym sezonie 81 procent strzałów. W zasadzie nie miał w tej rundzie słabego meczu. Ilu potraficie wymienić podobnych bramkarzy? Gostomski – słaby na Legii w 10. kolejce (2:2). Drągowski – piątka w Chorzowie (2:5, nota 3). Wysoko w procencie obronionych strzałów jest Mariusz Pawełek, ale przypominamy sobie jego występy i tradycyjnie jest to sinusoida. W głowie m.in. obrazki z meczu z Lechem, gdzie bronił jak w transie (1:1), no ale też występ w Bielsku-Białej albo mecz z Łęczną, gdzie znowu dodał do swojej gry elementy humorystyczne i prawie sam strzelił sobie gola.

No więc najlepszy jest Malarz. Trzeci według not (grał więcej meczów od Gostomskiego i Drągowskiego) i pierwszy, jeśli chodzi o procent obronionych strzałów. Pisaliśmy już o tym jakiś czas temu: to pokazuje, jakie rozeznanie mają polskie kluby, jeśli przed jego przyjściem do Bełchatowa nikt się Malarzem praktycznie nie interesował, jeśli przegapiono bramkarza, który gdzieś tam zagranicą zagrał i nawet coś wybronił, to znaczy, że scouting naszych klubów stoi na naprawdę żenującym poziomie. Malarz trafił do I ligi, pomógł Bełchatowowi w awansie, a dziś pokazuje, że tak samo dobrze może bronić szczebel wyżej.

Przypadku nie ma też w tym, że wysoko w zestawieniu są Drągowski i Gostomski. Pierwszy być może przebiłby Malarza, gdyby nie ostatni mecz w Chorzowie. Drugiego ratuje to, że rozegrał na razie tylko sześć meczów. Przyczepić można się tylko do meczu na Legii, kiedy przy bramce zrobił lekkiego Majdana, ale potem było już dobrze albo nawet bardzo dobrze. Niczego nie spieprzył. Puścił raptem sześć goli. Po meczu z Podbeskidziem (1:1) Twitter wspomniał nawet o reprezentacji, co lekko nami zachwiało, ale jakoś to w końcu przełknęliśmy.

Patrzymy jeszcze raz na dwa zestawienia i w sumie większość pozycji nawet się pokrywa. Zastanawiać może wysokie miejsce Pilarza w notach i dość niskie w obronionych strzałach. Tłumaczyć możemy to chyba tylko komedią w obronie Cracovii, choć i sam bramkarz święty nie jest. 9. kolejka, mecz z Piastem. Nota 2. Przypomnijcie sobie ten mecz. Cztery strzały Piasta dały cztery gole, a sam Pilarz rzucał się wtedy z gracją ochroniarza w klubie go-go.

Na końcu stawki tradycyjnie bramkarze Górnika Łęczna i Zawiszy Bydgoszcz, co niespodzianką żadną nie jest. Ale liczby Kuciaka – już tak. Średnia nota 3.8. Przedostatnie miejsce między Sandomierskim a Witanem. Pisaliśmy już o tym kilka razy: Kuciak wspina się na wyżyny w meczach o konkretną stawkę i totalnie dekoncentruje się, gdy ciśnienie w spotkaniach lekko opada.

W tamtym sezonie nie do pomyślenia, żeby bramkarz mistrza Polski w piętnastu kolejkach aż cztery razy znalazł się w jedenastce badziewiaków. Dwa mecze zakończył z notą 1, raz dostał ocenę 2, poza tym w lidze nie miał w tej rundzie spotkania, kiedy naprawdę moglibyśmy o nim powiedzieć coś więcej niż „dobry, solidny, porządny”. Ostatnio wydawało się, że wraca na dobre tory, ale przyszedł mecz w Szczecinie i znowu wróciły głosy o zdekoncentrowanym, autodestrukcyjnym Kuciaku. Czyżby to szepty o przyjściu Boruca tak mocno go niepokoiły?

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (0)